Czy Stalin zyskał czy stracił?

Minął już przeszło rok od czasu współdziałania Rosji sowieckiej i Niemiec hitlerowskich, a przez ten czas tylekrotnie rozważaliśmy czym był ów pakt dla tylu państw i narodów Europy środkowowschodniej, że warto rozważyć jego wartość także i z zupełnie innego punktu widzenia; z tego mianowicie, czy Stalin osiągnął tym paktem większe korzyści, niż straty, czy też przeciwnie, wbrew temu co się powszechnie sądzi, poniósł straty daleko poważniejsze niż korzyści?

ZYSKI TERYTORIALNE I STRATEGICZNE

Na pierwszy rzut oka można by istotnie sądzić, że rację mają ci wszyscy przyjaciele Rosji sowieckiej, którym wspólny marsz wojsk czerwonych z wojskami brunatnymi dla tworzenia „nowego ładu” w Europie nie przyniósł żadnego rozczarowania. Ludzie ci, wiary nie tyle głębokiej co ślepej, powiedzą nam że Rosja zaokrągliła swe granice bardzo znacznie: Na północy rozbroiła strategicznie Finlandię, ogołociła ją z jej linii obronnej, uniemożliwiając opór na przyszłość. Niżej, nad Bałtykiem, zagarniając Litwę, Łotwę, Estonię, wróciła do dziedzictwa Piotra Wielkiego i księżniczki niemieckiej, Katarzyny II-giej.

Jeśli chodzi o ziemie polskie, to zagarnęła znacznie więcej, niż Niemcy, w tym zaś, obok terenów rdzennie polskich, lub ze znaczną ilością Polaków, ziemie częściowo białoruskie czy ukraińskie, gdzie pewne podobieństwo kultur i języka ułatwia asymilację sowiecką. Ze Lwowem, który nigdy do Rosji nie należał, wpadło w ręce rosyjskie poważne centrum kulturalne i polityczne ruchu ukraińskiego. Deportacje, rozstrzeliwanie, uwięzienie tysięcy Ukraińców, którzy za rządów polskich pozostawali na wolności, wydawali pisma różnych kierunków politycznych, mieli szkoły, partie, kooperatywy, są dowodem, że Rosja wykorzystała zagarnięcie Lwowa, aby zniszczyć ruch, który dla jej jednolitości może być ogromnie niebezpieczny. Rosja czyni wszystko, aby Niemcy nie mogli w przyszłości mieć ruchu ukraińskiego w swym ręku.

Wreszcie, ostatnie nabytki rumuńskie, powrót do dawnej granicy z 1914 roku, ba, usadowienie się w ujściu Dunaju, zdawałyby się wskazywać, że istotnie rok współpracy sowiecko-niemieckie j był rokiem, w którym ZSSR święcił wspaniałe triumfy, Stalin okazał geniusz wielkiego władcy, a Hitler krótkowzroczność, która niechybnie przyprawi go o zgubę.

KOMPROMITACJA MORALNA

Otóż co do tego wszystkiego pozwolimy sobie być zupełnie innego zdania.

Przede wszystkim dlatego że, zdaniem naszym, od czasu gdy na politykę państw uzyskują w ten czy inny sposób poważny wpływ masy, ich uczuciowością i odruchowością, każdy cynizm w polityce jest działaniem na krótką metę. Jest bardzo wielu obrońców, być może nawet po prostu ślepych, a nie tylko interesownych, którzy usiłują tłumaczyć w mniej lub bardziej niezgrabny sposób napaść Stalina na Polskę, ale mimo całej ich wymowy pozostanie zawsze po tej napaści pewien osad głębokiego niesmaku. Można zużyć imponujące zapasy wymowy i nie wiedzieć jak interpretować Marksa, a jednak współdziałanie czerwonej armii z armią brunatnych koszul nie wywoła w nikim szacunku. Bohaterska Finlandia z dni swej obrony była państwem, przed którym wszyscy chylili czoła; jej napastnik, cokolwiek by o nim powiedział pan H. G. Wells, „dobrej prasy” nie miał. Niedawno Stany Zjednoczone nie uznały zaboru państw bałtyckich, i dały tem wyraz dosadny temu, co myśli przeciętny człowiek Zachodu o owym „dobrowolnym” przyłączeniu się.

W wieloletnim procesie topnienia rewolucyjnego prestige’u pierwszych lat rewolucji, po wygnaniu Trockiego, po hekatombach czystek, po dyktaturze równie służalczej i panegirycznej co inne, a może znacznie więcej, przybył nowy etap kompromitacji. Ten marsz wspólny Sierpa i Młota ze Swastyką, to moralnie była kompromitacja. Oczywiście, można z moralności kpić, ale moralność może się jeszcze okazać siłą, i kiedyś najzręczniejsi alianci Stalina w prasie zagranicznej nie potrafią przywrócić mu sympatii ludowej.

Ci jednak, co machają ręką na te sprawy i są zdania, że zręczna kampania prasowa – Sowiety są w niej mistrzami – potrafi i to kiedyś odrobić, powinni by dostrzec jednak na mapie, że sytuacja Sowietów nie uległa samym tylko ulepszeniom. Może jeszcze przyjdzie pożałować starych, niedobrych czasów, kiedy to sąsiadami ZSRR były państwa małe i słabe, albo takie, jak Polska, która po kilkakroć odrzucała niemieckie propozycje pochodu na Wschód.

ODSŁONIĘCIE GRANICY

Od ujść Niemna po ujścia Dunaju, na froncie szerokości 3,000 kilometrów ma dziś Rosja jednego tylko sąsiada – Niemcy hitlerowskie. Na Bałtyku jest dziś tylko jedna potężna flota, znacznie przerastającą stare eskadry sowieckie, wsparta jeszcze szwedzką – i jest to znowu flota niemiecka. Otóż nie wiem, czy to sąsiedztwo nie stanie się niewygodne i niemiłe. Oczywiście, jeśli się wierzy w trwałość przyrzeczeń Hitlera. Albo we własną siłę. Wtedy to co innego. Ale czy można wierzyć w trwałość słów Hitlera? Albo w siłę Sowietów?

OBNAŻENIE WŁASNEJ SŁABOŚCI

Co do tej własnej siły, to znowu ostatni rok nie dowiódł jej tak znakomicie. Opór słabej Finlandii przeciwko olbrzymim armiom ZSRR dał dużo do myślenia. Widok wojsk sowieckich obdartych, niedożywionych, biednych, zdumionych „bogactwem” najbiedniejszych stron Polski, uważających witryny sklepowe w Równem, Stryju czy Wołkowysku za pokazy propagandy, odsłonił naszym oczom ogromy rosyjskiego zbiednienia. Armia czerwona mogłaby raczej wywoływać u jej zatwardziałych, lecz trzeźwych sympatyków uczucia zbliżone do… litości. Lotnictwo i czołgi to bardzo ważne, ale to nie wszystko. Zła organizacja, wady produkcji, fatalna komunikacja, a wreszcie niepewność, na jaką jest narażona zawsze każda dyktatura, muszą robić swoje.

„WOLNE RĘCE” NIEMIEC PO KLĘSCE FRANCJI

Jednak, jeśli kiedykolwiek mógł Stalin jeszcze żywić pewne wątpliwości co do wspaniałych korzyści jakie mu daje współdziałanie z Hitlerem, to w dniu klęski Francji musiał przejrzeć cokolwiek jaśniej.

Nie nadarmo pisma sowiecki rozpisywały się wówczas tyle o ogromie strat francuskich; nie na darmo przedstawiały swemu czytelnikowi, że wprawdzie armia francuska została pobita, ale armia niemiecka została tak nadwątlona, że musi lizać swe rany i lizać je będzie dość długo.

Nie dziwimy się wcale temu że tak właśnie chciała prasa Stalina przedstawić stan rzeczy na Zachodzie społeczeństwu sowieckiemu; przeciwnie, rozumiemy ją dobrze. Chodziło o to aby społeczeństwo sowieckie nie zorientowało się w tym najważniejszym, co dokonało się na kontynencie przez upadek Paryża i zawieszenie broni. Chodziło o to, aby sobie nie powiedziało, że oto nie ma już w Europie innej armii, niż armia niemiecka. I że armia niemiecka ma odtąd wolne ręce.

Wolne ręce. Nie miały ich Niemcy w latach 1914-1918! Z nad Marny, w pełnym toku ofensywy jesiennej 1914 na Paryż, musiały wycofywać całe dywizje, aby bronić kolebkę nowożytnych Niemiec – Prusy Wschodnie, przed rajdami kozaków Samsonowa. I nie weszli wtedy do Paryża. Latem 1918 roku, dwie armie niemieckie musiały stać za Dnieprem – pilnować bezczynnie żniw ukraińskich. I ententa przełamała front we Flandrii.

W „Mein Kampfie” Hitler woła że nie można „walczyć na dwa fronty,” i od września 1939 udaje mu się istotnie walczyć zawsze na jednym tylko froncie; polskim najpierw, francuskim potem. Oba są złamane. Pozostaje zawsze Wielka Brytania. Ale Wielką Brytanię można brać od morza, czy od powietrza, nie od lądu. I oto olbrzymia, armia niemiecka, zmotoryzowana, opancerzona, jest obecnie tak unieruchomiona jak za tamtej wojny była unieruchomiona niemiecka flota. Są to siły, które Hitler zawsze może ruszyć, i nawet musi ruszyć, bo bezczynność jest dla każdej armii zawsze początkiem rozkładu. Ale może to ruszyć tylko na lądzie.

BILANS ROKU I PERSPEKTYWY

Bilans roku polityki rosyjsko-niemieckiej nie przedstawia się więc imponująco.

Znikła zupełnie bariera państw neutralnych, jaka oddzielała Rosję od Niemiec. Znikła w ten sposób, że co było najcenniejsze, najlepiej zagospodarowane, wzięły Niemcy. Rosja dostała przestrzeń. Jak gdyby Rosja cierpiała na brak przestrzeni!

Znikła wreszcie jedyna przeciwwaga Niemiec w Europie; Francja i armia francuska. Być może, że Francja była „zmurszała,” być może, że jej armia nie stała na wysokości swych tradycyj, być może, że linia Maginota okazała się złudzeniem; dopuśćmy takie rozumowanie! Ale jednak ta Francja i ta armia były, a teraz ich nie ma. Jeśli lubimy porównywać sukcesy Stalina z Piotrem Wielkim i Katarzyną Drugą, to powiedzmy także i to, że nawet car tak ograniczony umysłowo jak Aleksander III-i, bronił Trzeciej Republiki wobec roszczeń Bismarcka. I słusznie. Słaby sojusznik jest lepszy od braku sojusznika.

Dziś nikt i nic nie przeszkodzi Hitlerowi ruszyć w głąb Rosji. Nie obawa desantu brytyjskiego na kontynencie; na to jeszcze za wcześnie. Nie brak floty; flota w operacjach przeciw Rosji będzie miała dziesięciorzędne znaczenie. Może brak lotnictwa, obawa przed rozdwojeniem sił lotniczych. Trudno bombardować jednocześnie Londyn i Moskwę. To, owszem. Poza tym nic. Poza tym tylko zima rosyjska, u której progu stoimy, no i rosyjska przestrzeń. Ale rosyjska zima ma swój koniec, a rosyjska przestrzeń nie jest tym czym była za czasów Napoleona, kiedy grenadierzy cesarscy przemierzali ją w czterdziesto-kilometrowych marszach dziennych. Czołgi szybciej jadą. To także należy włączyć do rozważań sowiecko-niemieckich.

Nie. Trzeba być bardzo krótkowzrocznym, żeby po roku współdziałania sowiecko-niemieckiego nie dostrzec, że Sowiety zostały tu wyprowadzone w pole, skompromitowane moralnie, oszukane politycznie, osłabione strategicznie. Trzeba nie znać Hitlera i Niemiec, aby nie widzieć, że nieubłaganie zbliża się chwila ich sporu z Rosją. Będzie to chwila niezwykle ciężka dla Rosji, chwila straszliwego jej rozgromu. I dobrze zasłużonej kary.

Ksawery Pruszyński

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close