„Litzmanstadt” czy Łódź?

Przeglądając prasę polską we Francji, w Rumunii czy nawet tu w Anglii znajdowaliśmy i znajdujemy stosunkowo niewiele wiadomości dotyczących Łodzi, po wcieleniu do „Warthegau”, przemianowanej przez Niemców, na Litzmanstadt.

Z okruchów wiadomości zebranych od ludzi, którzy widzieli Łódź w czasie kampanii wrześniowej i pod zaborem hitlerowskim, z listów, jak wreszcie z prasy niemieckiej da się odtworzyć historię Łodzi w ostatnim roku.

Tragedia Łodzi rozpoczęła się w dniu 5 września r.ub. kiedy to władze wojewódzkie wydały nakaz ewakuacji miasta. Już od wczesnych godzin rannych, pomimo pozornego spokoju dawał się odczuć na ulicach „bawełnianego grodu” nastrój niepokoju. Właściwie nastroju tego nie można było wytłumaczyć żadnymi konkretnymi informacjami i danymi. Do redakcji dzienników miejscowych docierały wprawdzie, nie przeznaczone do druku, informacje o załamaniu się frontu polskiego na ziemiach województwa, wprawdzie organizacje niemieckie w sposób co raz jaskrawszy i bardziej zdecydowany występowały przeciwko Polsce i Polakom, jednak wiadomości uważano za niepewne i przesadzone, do wystąpień niemczyzny łódzkiej ustosunkowano się jako do zjawiska normalnego w okresie wojny. Z frontu dochodziły jednak co raz bliższe „pomruki”, bocznymi ulicami miasta przetaczały się cofające tabory wojskowe, zapełnione rannymi żołnierzami i zamaskowane zielenią autobusy. Ewakuacja 6 września r. ub. w nocy była dla wszystkich niemal niespodzianką. W dniu 6 września r.ub. Łodzianie z prawdziwym przerażeniem stwierdzili, że miasto jest już pozbawione polskich władz i urzędów, że miasto „tysiąca kominów” opuściła również i policja.

W okresie przejściowym Niemcy łódzcy usiłowali w sposób co raz bardziej zdecydowany dać poznać elementowi polskiemu, że władza nad miastem obecnie do nich należy. Poważniejsze jednak wystąpienia uniemożliwiały znajdujące się w mieście jednostki cofającej się armii polskiej.

I wreszcie ludność doczekała tragicznego momentu wkroczenia do miasta brutalnej sołdateski germańskiej. Na ulicach pojawiła się niemal równocześnie młodzież niemiecka, z przygotowanymi specjalnie na tę chwilę opaskami z wymalowanym „hakenkreutzem”. Niedługa jednak była radość Niemców łódzkich, gdyż żołnierze po stosunkowo krótkim pobycie w Łodzi miasto opuścili, aby niedługo wkroczyć do niego ponownie.

Po ponownym wkroczeniu Niemców organizacje niemieckie w Łodzi otrzymały specjalne przywileje. Młódź niemiecką zaopatrzono w broń palną i przyznano jej specjalne prawa w utrzymywaniu porządku w mieście. Miasto znalazło się pod rządami wojskowymi. Niemieckie władze wojskowe ulokowały się w pomieszczeniach Grand Hotelu przy ul. Piotrkowskiej. Doszło do pierwszych wystąpień przeciwko ludności polskiej i żydowskiej.

W mieście tymczasem w sposób co raz bardziej bezwzględny szerzył się głód. Dowozy ze wsi niemal ustały. Przed piekarniami, sklepami spożywczymi tworzyły się długie „ogonki” ludzi oczekujących na kawałek chleba. Oczywiście porządek utrzymywali Niemcy. Dochodziło do tego rodzaju wykroczeń, że „porządkowy łotrzyk” wyrywał nieraz z rąk kobiet Polek i starców z trudem zdobyty kawałek chleba, aby go oddać Niemcowi. Oczywiście dość prędko wprowadzono poważne ograniczenia żywnościowe, faworyzujące Niemców łódzkich na niekorzyść ludności polskiej a jeszcze w znaczniejszym stopniu na niekorzyść ludności żydowskiej.

Usadowione już na dobre w Łodzi władze niemieckie rozpoczęły swe rządy od grabieży. Przede wszystkim dokonano konfiskat zapasów żywności w domach prywatnych, o ile przekroczyły one pewną, minimalną zresztą, normę, dalej węgla, biżuterii i pieniędzy (ludność żydowska). Następnie przyszła kolej na składy fabryk łódzkich zapchane cennym surowcem bawełnianym, sprowadzanym przed wojną w ogromnych ilościach do Łodzi poprostu na zapas. Z unieruchomionych fabryk łódzkich przemysłu tekstylnego zaczęto wywozić maszyny.

W nikłym stopniu pracowały nadal fabryki metalowe i fabryka przemysłu chemicznego „Boruta”. Tysiącznym rzeszom robotniczym zajrzała w oczy nędza. Wówczas to (pod koniec października) uruchomiono biuro pośrednictwa pracy, które pomieszczone zostało w gmachu P.K.O. przy Al. Kościuszki. Biuro to zajmowało się rekrutacją robotników łódzkich na roboty do Niemiec.

Były to jednak, mimo wszystko jeszcze czasy sielankowe. Z chwilą gdy zarząd wojskowy miasta zastąpiono władzami cywilnymi i kiedy Niemcy uznali okręg łódzki za „rdzennie germański” fałszując w sposób nie znający przykładu historię, zaczęto co raz silniej uciskać mniejszość żydowską a w stosunku do Polaków zastosowano drakońskie metody zdążające do wynarodowienia.

W okręgu łódzkim i w Łodzi postanowiono osiedlić Niemców bałtyckich kosztem miejscowej ludności polskiej. Zaczęła się bezwzględna konfiskata zarówno polskich mieszkań, jak też polskich warsztatów pracy. Równocześnie z tym postępował proces ściągania od ludności zaległych wobec władz polskich należności skarbowych. Władze polskie opuszczając miasto nie popaliły ksiąg podatniczych i księgi te stały się podstawą nowych antypolskich wystąpień. Egzekucje odbywały się w sposób bezwzględny.

Ludność polska ewakuowana dosłownie z godziny na godzinę z mieszkań lokowana była, pomimo silnych mrozów, w barakach przy ul. Łąkowej. Brak żywności, węgla i drakońskie metody niemieckie wszystko to razem wpłynęło na ogromny wzrost śmiertelności, szczególnie wśród kobiet i dzieci. Niemcy bałtyccy wprowadzeni do Łodzi wchodzili z punktu w posiadanie majątków wywłaszczonych Polaków i Żydów. Utworzone w północnej części miasta ghetto żydowskie zostało niemal całkowicie odosobnione.

Proces germanizacyjny ośrodka łódzkiego objawił się nie tylko w wysiedlaniu ludności polskiej, terorze stosowanym wobec niej, lecz również w przemianowaniu nazwy miasta, nazw ulic itd. Główna ulica Łodzi Piotrkowska nazwana została Adolf Hitler Strasse. Niemcy łódzcy, którzy wstawiali się u władz niemieckich za ludnością polską, a była takich nieliczna garstka, narażali się sami na prześladowania a nawet na wyrok śmierci (np. Geyer i John) wykonany samowolnie przez zdziczałych drabów w mundurach hitlerowskich.

W ramach Reichu Łódź upadła do roli podrzędnego miasteczka prowincjonalnego, tendencyjnie germanizowanego i bezprzykładnie rabowanego przez Niemców. Usuwane są wszelkie ślady polskości „bawełnianego grodu”. Mimo jednak wszelkich wysiłków niemieckich Łódź nie stała się Litzmanstadtem i nadal Polska Łódź żyje w sercach wszystkich Polaków dręczonych tu i prześladowanych w sposób bezwzlędny, nąwet sadystyczny. Robociarz łódzki już wielokrotnie dał wyrazy i dowody swego patriotyzmu i dziś nadal nadaje polskie oblicze i rdzennie polski charakter polskiej Łodzi. Charakter ten nadaje miastu również tutejsza, pozostała jeszcze inteligencja polska, narażona na specjalnie dotkliwe prześladowania.

Kazimierz Lipnicki

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

2 komentarze

  • Marcin 23 kwietnia 2017 at 23:52

    Nie mogę znaleźć daty oryginalnej publikacji artykułu.

    Odpowiedz
  • RetroPRESS.pl 24 kwietnia 2017 at 00:06

    29.11.1940 – Przy każdym artykule jest podana data publikacji (nad tytułem).

    Odpowiedz
  • Napisz komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Close