O Anglii i Anglikach (2)

PRASA. – KSIĄŻKA.

Jedną z najbardziej uderzających cech życia angielskiego jest czytelnictwo. Prasa angielska posiada znaczne nakłady, czasopism jest sporo, a książki wychodzą w tysiącach egzemplarzy.

Nie tylko prasa stołeczna ma wielkie nakłady, idące nieraz w miliony. Także i prasa prowincjonalna trzyma się mocno, przyczem na prowincji pojawiają się pisma o niezwykle wysokim poziomie (jak n.p. „Manchester Guardian” albo „Yorkshire Post”, w Szkocji: „Scotsman” lub „Glasgow Herald”). Gazety londyńskie używają niekiedy miana „national papers,” gdyż rozchodzą się na cały kraj.

Największe nakłady wśród nich, to pismo niedzielne (w Anglii codzienne gazety nie wychodzą w niedzielę) „News of the World”, które ma ponad 4 miliony egz. oraz „Daily Express” mający w dobrych czasach ponad 2 i pół miliona nakładu. To drugie pismo należy do klasy popularnych „dailies” razem z „Daily Mailem” i „Daily Heraldem”. „News Chronicie” skłania się do poważniejszego odłamu, o zabarwieniu politycznym, do którego to odłamu należy „Daily Telegraph”.

W odrębnej klasie znajduje się „Times” dalej utrzymujący swoją cenę 2 pensów (pisma, które doniedawna miały tę cenę po wojnie przeszły na 1d.). Tygodniki angielskie dobrze ugruntowane i o dobrych nakładach to – jeżeli chodzi o tygodniki polityczno-społeczne – „Spectator” i „New Statesman”; ostatnio do grupy tej dołączył się doskonały „Time and Tide”. Nie można pominąć poważnego katolickiego tygodnika „Tablet”. Poza tym jest klasa tygodników o charakterze literackim jak „John O’London’s Weekly”, a wreszcie popularnych, jak „Leader”, „John Bull”, „Cavalcade”, „News Review” czy „Everybody’s”.

Tygodników ilustrowanych jest legion, poczynając od popularnych jak „Illustrated” i „Picture Post” przez tygodniki „Sphere” (wiedza i wynalazki), „Illustrated London News” (aktualności) po t.zw. towarzyskie jak „Sketch” czy „Tatler”. Nie brak pism bardziej wyłącznych niejako, jak „Country Life”.

Naturalnie nie wyczerpuje to ani w części bogatej listy tygodników, poświęconych specjalnie przygodzie, sportom, noweli detektywnej i t.zw. thrillerom (romansom kryminalnym), wszystkie te tygodniki utrzymują się doskonale.

Wśród miesięczników wymienić należy „XIXth Century and After”, „National Review”, „Fortnightly Review”, ” Contemporary Review”; ostatnio pożyteczną rolę spełnia „World Review” miesięcznik o charakterze popularnym i popularyzacyjnym. W klasie kwartalników znajduje się „Political Quarterly,” doskonały katolicki „Dublin Review” a wreszcie na najwyższym poziomie stojący „Round Table”, przegląd spraw Imperium, gdzie pojawiają się prace niepodpisane. Wspominamy o tych czasopismach, gdyż niejednokrotnie przyjdzie nam zahaczyć o jakiś artykuł albo rozbiór, który pojawił się na ich łamach.

* * *

Książka angielska posiada olbrzymi rynek zbytu: otworem dla niej stoi nie tylko Anglia, ale Imperium a poza tym Stany Zjednoczone. Ma ona więc prawo obywatelstwa na całym świecie. Tym tłomaczy się fakt, że tyle setek książek angielskich przekłada się rok w rok na wszystkie języki świata: Anglia jest olbrzymim producentem książek i to we wszelkich działach – historii, życiorysów, powieści psychologicznej, obyczajowej, detektywnej. Bogato jest tu reprezentowany każdy dział literatury. Produkcja angielska w dobie pokoju była potężna, w dobie wojny spadła niewiele.

Autorzy angielscy reagują bardzo szybko na aktualności; przykładem tego, że na temat załamania się Francji mamy dzisiaj już co najmniej z pół tuzina dobrych, niekiedy doskonałych książek. Norwegia i kampania norweska opisana została w tuzinie książek. Zagadnienie niemieckie hitleryzm, ustrój partii i państwa niemieckiego – ta literatura sięga dzisiaj w setki tytułów.

Nie ma działu nauki czy sztuki, w którym by nie można znaleść opracowań bardzo serio i mniej serio. Wszystkie sprawy aktualne i żywotne mają natychmiast oświetlenie, zawsze znajdują się czytelnicy dla tych książek. Przyczynia się do tego fakt, że Anglia posiada specjalistów od każdego działu, że setki autorów podróżuje (niektórzy ustawicznie, pojawiając się na każdym terenie gdzie „coś się dzieje”). Dziennikarze angielscy piszą również wytrwale, a każdy dziennikarz stawia sobie za cel swoich ambicyj popełnienie książki. Ponieważ podróżowanie jest manią narodową, ilość opowiadań podróżniczych i to ze wszystkich dokładnie kątów świata jest rekordowa.

Książka angielska jest nie tylko pisana przeważnie dobrze (uczciwy poziom techniki pisarskiej) ale i doskonale wydana (okładka twarda jest regułą) a poza tym świetnie reklamowana. To też nic dziwnego, że jeżeli ciekawy jest temat i autor, książki idą w pierwszym nakładzie – przed pojawieniem się (na podstawie zamówień; książki rozsyła wtedy wydawca wprost zamawiającym). Przeciętny nakład dobrej książki jest między 5 a 10 tysięcy egzemplarzy. Nakłady ponad 50 tysięcy nie są rzadkością, 100 tysięcy zdarza się co najmniej raz w roku. Książki dobrze idące mają tytuł „best sellerów”.

Książka angielska jest tania, jeżeli zważymy, że przeciętnie kosztuje ona od 3 szyl. 6 pensów do 5 szyl. Jest ona zatem – zważywszy poziom cen -trzy razy tańsza od książki polskiej. Poza książkami „z prawdziwego zdarzenia” są jeszcze broszury; w klasie wydawnictw sześciopensowych wymienić należy wydawnictwo „Penguin,” niesłychanie żywotne i ruchliwe. „Pingwiny” mają poczucie aktualności, nakłady ich idą w dziesiątki tysięcy. Są one lubiane ze względu na estetyczna szatę, poręczną formę i staranny dobór treści.

Nic więc dziwnego, że gazeta, pismo, czasopismo i książki wydawane w tym kraju trafiają wszędzie i czytane są przez wszystkich. Gdziekolwiek rzuci się w Anglii okiem: w autobusie, kolei podziemnej, kolei, w parkach – ludzie czytają. Czytają w schronach, shelterach, w najgorszych nalotach. Czytelnictwo w dobie wojny lotniczej, black-out’u i t.zw. air blitzu nie wykazuje osłabnięcia. Setki tysięcy, które opuściły miasta i udały się do country, czytają zawzięcie. Ewakuacja i t.zw. evacuees są dzisiaj ostoją czytelnictwa.

Na tym podłożu kwitnie piśmiennictwo angielskie. Dobry autor w Anglii nie potrzebuje przymierać głodem.

Antoni Jawnuta

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close