Po debacie

TRZY POLSKIE DNI W PARLAMENCIE BRYTYJSKIM

Żołnierz polski, gdziekolwiek się znajduje, z dużą uwagą i w wielkim skupieniu słuchał głosów z Westminsteru, siedziby Izby Gmin i Izby Lordów, bo zdaje sobie sprawę z roli, jaką parlament brytyjski odgrywa w życiu publicznym tego kraju. Zmienne uczucia ogarniały Polaka, słuchającego tej dyskusji nad najistotniejszymi zagadnieniami Polski; toczyła się ona przez trzy dni ubiegłego tygodnia w obu Izbach. Obok uczucia zawodu, żalu, do głosu dochodziło też uczucie słusznej dumy z przynależności do Narodu, który zachował w tej wojnie postawę tak nieugiętą, że nawet krytycy i wrogowie oddają mu cześć, a równocześnie uczucie nadziei, pewności, że taki Naród, mimo takich lub innych złych losów, zginąć nie może.

Od pierwszego dnia debaty sprawa Polski zapanowała właściwie niepodzielnie. Prawie wszystkie przemówienia poświęcono wyłącznie lub w przewadze zagadnieniom polskim. O innych sprawach poruszonych na konferencji krymskiej mówiono tylko ubocznie. Po raz pierwszy chyba w historii parlamentu brytyjskiego tyle czasu poświęcono państwu – zdawało by się – odległemu, mało znanemu, leżącemu poza obrębem bezpośrednich zainteresowań Imperium. A jednak sprawa polska była na ustach wszystkich posłów. „Interesy polskie i brytyjskie – mówił jeden z posłów – są w dużym stopniu te same. I nam i Polakom zależy na tym, ażeby jedno mocarstwo nie panowało nad Europą”.

Bardzo znamienną była ta debata dla przemian, jakie przeszła Wielka Brytania i dla jej stosunku wobec zagadnień europejskich. Jeszcze parę lat temu była ona nie do pomyślenia. Dziś Wielka Brytania, chociażby tego czasem może nie chciała, musi się interesować całą Europą. Dlatego też i my związani jesteśmy z Wielką Brytanią.

DWIE KATEGORIE MÓWCÓW I GŁOS JEDNEGO Z NICH

Mówców zabierających głos w dyskusji można by podzielić na dwie kategorie, zależnie od dwóch różnych punktów widzenia, z których patrzą na sprawy. Jedni – dla których pewne idee, pewne pojęcia jak honor, prawo, sprawiedliwość mają swą wartość także w życiu publicznym, dla których słowa wolność i niepodległość mają określony i niewątpliwy sens; oni też wierzą, że małe narody powinny żyć swobodnie, a prawa t.zw. wielkich nie mogą być nieograniczone. Druga grupa mówców to ludzie, dla których ważniejsze jest nie to, co najlepsze, co sprawiedliwe, co słuszne, ale co praktycznie wykonalne. Ich hasłem jest: „Face the facts” (licz się z faktami). Charakteryzuje ich też niczym niezamącona wiara w szczerość Rosji Sowieckiej, w dotrzymanie przez nią wszystkiego, co obiecała.

Poseł Petherick, który wniósł poprawkę do rezolucji rządowej, krytykującą postanowienia krymskie w stosunku do Polski, zabrał pierwszy głos w drugim dniu debaty. Cała Izba słuchała go w wielkim skupieniu. Stwierdził on, że Wielka Brytania weszła do wojny w obronie Polski przed napaścią Niemiec, a teraz Polska ma stracić połowę swych terytoriów. Wielka Brytania walczyła dotąd, aby nie dopuścić, by traktaty stawały się świstkiem papieru. W Europie nie będzie pokoju, dopóki nie będzie uznana świętość umów międzynarodowych. Postanowienia powzięte w Jałcie, dotyczące Polski, są pogwałceniem Karty Atlantyckiej. W głosie mówcy brzmiało przejęcie i nuta głębokiej szczerości. Częste głosy z obydwu stron Izby: „Hear, hear” podkreślały ważniejsze momenty przemówienia.

Czy potrzeba dodawać, jak głęboki oddźwięk mówca ten znalazł w sercu każdego Polaka? Przecież jego rozumowanie jest naszym rozumowaniem, niezachwianym ani na chwilę przez przeszło pięć lat wojny. Polska swoim: „Nie” w dniu 1 września 1939 roku zadeklarowała całemu światu, że wierzy w prawo przed siłą, stawia wolność i niepodległość ponad spokój okupiony chwilową uległością, honor ponad układną współpracę z wrogiem. Ta postawa Polski nadała wojnie podjętej przez Narody Zjednoczone charakter wojny świętej – wojny o zasady i ideały.

OGÓLNY SENS DEBATY I KOŃCOWEGO GŁOSOWANIA

Aczkolwiek Izba Gmin swym głosowaniem w pełni poparła rezolucję rządową, to jednak sądząc z przemówień i nastrojów, można z całą pewnością stwierdzić, że nie było to głosowanie przeciw Polsce, ale za wiarą w dobre zamiary Rosji Sowieckiej.

Przez usta Premiera, ministra spraw zagranicznych, swoich przedstawicieli w Parlamencie, posłów społeczeństwo brytyjskie wyraziło zrozumienie dla trudności naszej sytuacji, a zarazem głębokie zatroskanie o losy swego pierwszego Sprzymierzeńca w tej wojnie. Społeczeństwo brytyjskie zaniepokojone jest o niepodległość Polski i sprawa ta nie jest mu obojętna. Problem Polski stanowi dla tego Kraju nie tylko problem polityczny lecz także głęboko moralny, problem sumienia. Większość Izby Gmin, która poparła politykę swego rządu, tym samym zobowiązała się do poparcia go i strzeżenia obietnicy, że rząd brytyjski uczyni wszystko co w jego mocy, by słowa i zasady zostały wprowadzone w życie, by utworzenie rządu w Polsce odbyło się uczciwie – według pojęć Zachodu. Zobowiązano się również, że tylko taki rząd w Polsce będzie uznany przez Wielką Brytanię, który będzie oparty naprawdę na szerokich podstawach demokratycznych – znów w pojęciu zachodnim demokracji.

PROPOZYCJA OBYWATELSTWA BRYTYJSKIEGO DLA ŻOŁNIERZY POLSKICH

Przyszłość, może juz niedaleka, pokaże, kto miał rację w ocenie położenia w Polsce. Że ta przyszłość może być niepomyślna, świadczy o tym jeden ustęp przemówienia premiera Churchilla. Na przekór podnoszonej wierze w dobrą wolę Sowietów wyraził on nadzieję, że będzie możliwe ofiarowanie obywatelstwa brytyjskiego żołnierzom polskim, którzy nie będą mogli powrócić do Kraju.

Jesteśmy wdzięczni Premierowi Brytyjskiemu za tę propozycję. Widzimy w niej wyraz uznania, dowód braterstwa broni i troski narodu brytyjskiego o nas. Musimy jednak stwierdzić, że przyjęcie tej propozycji byłoby tylko tragiczną koniecznością. Nie przyszliśmy na tę Wyspę po to, aby na niej pozostać. Przybyliśmy tu jako wierni w ciężkich chwilach sprzymierzeńcy, aby walczyć dalej o wspólne ideały, aby walczyć dalej przeciw wspólnemu wrogowi. Gdy Niemcy zostaną pobite, gdy skończy się wojna i z nią nasza rola tutaj, gorąco chcielibyśmy wrócić do Polski. Chcielibyśmy podnieść ją z gruzów, otrzeć łzy naszym bliskim. Chcielibyśmy budować w Polsce nowe życie, zgodnie z duchem i tradycją Polski, należącej do Zachodu i Chrześcijaństwa. Nadzieję powrotu mącą nam niestety wiadomości z Kraju o deportacjach i aresztowaniach, o prześladowaniu naszych kolegów – żołnierzy z Armii Krajowej, którzy walczyli o to samo, o co my walczymy. Nadzieję powrotu odbierają nam wiadomości, że Polak nie jest gospodarzem na swej ziemi.

Dlatego my nie prosimy nikogo o obywatelstwo jego Kraju. Pragniemy, aby Wielka Brytania, cały świat anglosaski, cały obóz Zjednoczonych Narodów użył wielkich wpływów i wszystkich możliwości, by nam dano warunki powrotu jako obywateli polskich – do Polski, o którą walczyliśmy i w której dane by nam było żyć, jak dane jest żyć żołnierzom innych narodów w swoich nie tylko „uwolnionych”, ale i wolnych krajach,

KAPITAŁ SYMPATII I WDZIĘCZNOŚCI, ZDOBYTY PRZEZ SIŁY ZBROJNE

W tym pragnieniu powrotu mamy z pewnością poparcie całego narodu brytyjskiego. Miniona debata pokazała, jak wielki kapitał uczuciowy, idący od sympatii po wdzięczność, ma Polska u większości społeczeństwa brytyjskiego. Wyrazem tego były reakcje, można śmiało powiedzieć, całej Izby na takie słowa jak: „Niezłomna postawa narodu polskiego w tej wojnie”, „Polskie Siły Zbrojne”, „Kraj bez Quislingów”, „Warszawa”, „Powstanie warszawskie”, „Generał Bór Komorowski”. Śledziłem te odruchy życzliwości, uznania, rozumienia w ciągu debaty wielokrotnie.

Major Willoughby de Fresby, który sam był w wojsku przez ostatnie pięć lat i który poznał żołnierza polskiego zarówno w czasie szkolenia, jak i w walce, powiedział:

„Tak się złożyło, że w ciągu ubiegłych pięciu lat żyłem wśród wojska polskiego i szkoliłem je. Oficerowie polscy byli przydzieleni do mego pułku i niejednokrotnie walczyłem razem z polską Dywizją Pancerną. Mogę zapewnić Wysoką Izbę, że niełatwo byłoby znaleźć gdziekolwiek jednostkę bardziej przyjazną, tak pełną uroku i bardziej zgraną. Nie można by też znaleźć jednostki bardziej zdecydowanej i bardziej walecznej, z którą razem chciało by się walczyć”.

Nawet poseł komunistyczny Gallacher, znany ze swego wrogiego stosunku do nas, zmuszony był stwierdzić:

„Nie mogę zawahać się przed dołączeniem się do tego, co tu powiedziano na cześć żołnierza polskiego i narodu polskiego – wielkiego narodu, narodu z historią znojów i cierpień, przez które przeszli wszyscy jego członkowie. Jeśli kiedykolwiek jakiś naród zasługiwał na to, by mieć wolność i niepodległość, to zasługuje na to naród polski”.

Te i tym podobne słowa były nie tylko objawami sympatii, ale stwierdzeniami wielkości moralnej Narodu Polskiego, stwierdzeniami w dużej mierze opartymi na ocenie dokonań żołnierza polskiego w tej wojnie. Jakżeż inaczej wyglądałaby ta debata, gdyby Polskich Sił Zbrojnych nie było. Rozumieją to nasi wrogowie. Stąd ich ciągłe usiłowania rozbicia, zdezorganizowania naszych szeregów.

PRZETRWAĆ I DOCHOWAĆ WIERNOŚCI

Żołnierz polski, który już tyle przeszedł, jest świadom swych obowiązków, zwłaszcza w tych ciężkich chwilach. Wie on, że kryzys, który trwa, trzeba – przetrwać. Trzeba się przezwyciężyć, chociaż nieraz ciężko – trzeba się opanować i dalej pełnić służbę dla Polski.

Żołnierz polski pamięta słowa swej przysięgi: …”stać na straży Konstytucji i honoru żołnierza polskiego, prawu i Prezydentowi Rzeczypospolitej być wiernym, rozkazy dowódców i przełożonych wiernie wykonywać”. Cokolwiek się stanie, żołnierz polski czeka tylko na decyzje Władz Naczelnych i decyzje te wykona zgodnie z honorem.

WITOLD LEITGEBER

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close