POLSKA 1940 (cz. 1)
Jak się po niej podróżuje

Zaczynamy drukować cykl artykułów o okupacji niemieckiej. Wyszły one spod pióra jednego z wybitniejszych publicystów i dziennikarzy polskich.

Żeby poznać dokładnie położenie ludności polskiej pod okupacją niemiecką, trzeba dużo jeździć, a to jest rzeczą trochę niebezpieczną. Kto ma legitymację z niemieckim podpisem lub pieczęcią, kto może udowodnić, że pracuje w urzędzie, instytucji samorządowej, lub przedsiębiorstwie gospodarczym, ważnym i pożytecznym z niemieckiego punktu widzenia, temu zasadniczo w pociągu nic nie grozi.

Ale inaczej czuć się musiało w pociągu indywiduum zaopatrzone w fałszywe papiery (mówię o sobie) i podające jako swój zawód – „nauczyciel prywatny.” Niemcy stali na stanowisku, że nawet nauczyciele państwowi są Polakom właściwie zbędni i jak wiadomo sporo profesorów poszło do obozów koncentracyjnych i więzień. To też przy dokładnym badaniu mych papierów mogli dojść do wniosku, że będę pożyteczniejszy przy budowie fortyfikacyj w Lubelskim lub kopaniu buraków w Mecklenburgu. Zresztą w maju 1940 r. pan Frank zakazał także nauczania prywatnego bez zezwolenia odpowiedniego Kreisschulinspektora.

Żeby mi pomóc, jeden z moich znajomych przysłał mi pismo, czyniące mnie reprezentantem jakiejś fabryki bibułek czy tutek. Rzecz była o tyle zabawna, że nigdy w życiu nie paliłem, więc o wadach i zaletach bibułek nie miałem, „zielonego” pojęcia, i oczywiście w ciągu wszystkich „handlowych” podróży nie sprzedałem ani deka (może się to sprzedaje na setki?) bibułek. Przytem firma, którą „reprezentowałem,” nie widziała mnie nigdy w życiu, a upoważnienie było zredagowane w języku polskim i nie było potwierdzone przez jakąś Izbę Przemysłową, Handlową czy coś podobnego. Jednym słowem jako zabezpieczenie przed zabraniem na roboty moje papierki nie miały prawie żadnej wartości. Ale ponieważ trzeba było jeździć, więc jeździłem w sprawach prywatnych i nieprywatnych więcej niż dwadzieścia razy.

Miałem jakoś szczęście, że nigdy na terenie Generalnego Gubernatorstwa nie byłem pytany o dowód osobisty. Widywałem czasem rewizje żywnościowe. Przez wagon przechodziło dwóch (lub jeden) Niemców i gdy u kogoś widzieli kosz zanadto pękaty, kazali otwierać i szukali słoniny lub żywności. Ale mniejsze ilości żywności, jedna lub dwie teczki, zawsze udało mi się przewieść szczęśliwie.

Konduktora niemieckiego interesowały tylko bilety kolejowe. Byli także konduktorzy polscy, ale stopniowo z biegiem miesięcy, co raz częściej spotykało się konduktorów niemieckich. Widocznie Niemcy doszli do wniosku, że mimo dużej liczby pasażerów wpływy finansowe jakoś nie były nadzwyczajne.

Wszystkie kierownicze stanowiska w kolejnictwie zajmują oczywiście Niemcy. Na ogólną liczbę 42 tysięcy kolejarzy, w Gen. Gubernatorstwie (obliczenia niemieckie z wiosny 1940 roku) było coś 10 tysięcy Niemców (Reichsdeutsche i Volksdeutsche), reszta Polacy względnie – bardzo rzadko – Rusini.

Pociągi były zazwyczaj dobrze zaludnione. Najpierw ludzie jeździli głównie dlatego, by odszukać swoje rodziny i wyszukać nowe możliwości życiowe, później jeździli głównie w sprawach handlowych i aprowizacyjnych. Taryfę osobową podwyższono o 100% w lutym, potem trochę obniżono w lipcu, tak iż w rezultacie bilety kosztowały więcej, niż przed wojną ale jednak nie podrożały w tym stosunku, jak niektóre artykuły żywnościowe (n.p. masło, słonina). Stąd mimo zakazu jeżdżenia koleją dla Żydów pociągi były – poza okolicami bardzo ubogimi – dość zapełnione. W myśl założenia, że cała polska gospodarka była „zła,” Niemcy znieśli degresję w taryfie kolejowej. Każdy kilometr kosztuje 7 groszy, bez względu na to, czy to jest kilometr 10-y czy 100-y. A więc 100 klm. kosztuje 7 zł., 200 klm. – 14 zł. i tak dalej. Jeżdżąc z Warszawy do Krakowa przez Radom płaciłem coś 23 zł. Przed wojną płaciło się 15 zł.

Pociągi pośpieszne są oczywiście droższe. Formalnego zakazu jeżdżenia drugą klasą nie ma, ale Polacy w niej nie jeżdżą, bo na wszystkich lepszych wagonach jest z reguły napis „nur fuer Deutsche.” Spóźnienia pociągów, dość częste w czasie ostrej zimy, w lecie 1940 roku bardzo się zmniejszyły. Szybkość pociągów zarówno osobowych, jak pośpiesznych, jest znacznie mniejsza, niż przed wojną.

Z Warszawy do Krakowa chodzą pociągi nie tylko przez Kielce, lecz także przez Koluszki i Częstochowę. W Koluszkach trzeba uważać, by się nie zabłąkać na teren „Trzeciej Rzeszy,” bo zaraz na zachód od Koluszek zaczynają się tereny włączone do Niemiec. Tak daleko posunął się apetyt Hitlerowców!

Częstochowa jest w Gen. Gubernatorstwie, ale całe zagłębie Myszkowa aż po Trzebinię włącznie, zostało wcielone do Śląska, więc pociąg pośpieszny całą przestrzeń Częstochowa -Kraków (130 klm.) przebywa bez zatrzymania się. Nie ma rewizji i nie potrzeba przepustek, bo nikt nie może wsiąść ani wysiąść.

W pociągach pośpiesznych dziennych między Warszawą a Krakowem są wagony restauracyjne niemieckiej Mitropy. Ponieważ klient dający zarobić jest zawsze mile widziany, więc i Polak może tam usiąść i za umiarkowaną cenę zjeść śniadanie, bez żadnych kartek żywnościowych.

Autobusami jeździłem rzadko, mianowicie tylko w czerwcu z Nowego Sącza do Krynicy (coś 40 klm). Wóz był niemiecki, konduktor Ukraniec, bo na tym terenie już zaczynała się akcja ukrainizacyjna. Autobus kursował na tym dość sporym odcinku kilka razy dziennie, co wskazywało (podobnie jak uruchomienie innych linij na Podkarpaciu), że wtedy jeszcze Niemcy, może dzięki łupom we Francji, może dzięki dostawom z Rosji, braku benzyny nie odczuwali.

Stanisław Zatorski

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close