POLSKA 1940 (cz. 10)
Propaganda niemiecka

Systematycznej propagandy celem pozyskania sobie Polaków Niemcy w r. 1940 właściwie nie rozwijali. Uznali, że jest to bezowocne. Jedynie tylko w związku z możliwością uderzenia na Rosję pojawiały się w niektórych mózgach niemieckich mgliste plany wyzyskania Polaków w ewentualnej kampanii. W lipcu 1940r., gdy z Francji przerzucono duże masy wojska na wschód, rozeszły się pogłoski, jakoby niektórzy landratowie już zapowiadali, iż Polacy będą mogli tworzyć legiony przeciw Rosji. Skończyło się na pogłoskach, które zresztą nie wywoływały w kołach polskich żadnego wrażenia. Społeczeństwo rozumiało doskonale tę prawdę, że i Hitler i Stalin są śmiertelnymi wrogami Polski.

Propaganda niemiecka ma więc na celu nie tyle pozyskanie Polaków, ile raczej usprawiedliwienie zarządzeń władz okupacyjnych oraz wzbudzenie przekonania, że nadzieje odzyskania wolności są nierealne. „Nie wymagamy – pisał raz p. Zarske w „Krakauer Zeitung” – by Polacy rzucali się nam na szyję, ale powinien przecież zwyciężyć realizm polityczny, liczący się z faktami.”

Do tego realizmu najczęściej apeluje propaganda niemiecka. Raz się już Niemcom wydawało, że ten rzekomy realizm zwycięża. Bezpośrednio po załamaniu się Francji jeden z korespondentów „Krakauer Zeitung” napisał, że teraz już nawet Polacy przestali wierzyć w zwycięstwo koalicji, a kto zna Polaków, ten wie, że to bardzo dużo znaczy. Była to nieprawda. Społeczeństwo polskie w odzyskanie wolności wierzyć nie przestało i byłoby rzeczą wręcz śmieszną (a zarazem dla cierpiącego społeczeństwa obraźliwą) w ogóle zastanawiać się nad możliwością, czy okupanci mogą sobie naród polski pozyskać. Od swych ideałów, od swych głównych dążeń, społeczeństwo nie odstąpi i tu propaganda niemiecka będzie bezowocna.

Nie jest natomiast wykluczone, że propaganda ta mogłaby w niektórych kołach polskich zniekształcić np. obraz niedawnej przeszłości albo pogłębić antagonizmy między Polakami a Żydami lub Ukraińcami. Na szczęście masy są na ogół bardzo odporne, Niemcom nikt nie wierzy, ostatecznie jednak jest rzeczą możliwą, że ten i ów, czytajac ciągle jak to w Polsce wszystko było nieudolne, ciemne, skorumpowane, mógłby w końcu dojść do wniosku, że zdolności państwowo – twórcze naszego narodu są bardzo ograniczone.

Pisze się więc w prasie gadzinowej bardzo często o tym, jak to powoływano niefachowych ministrów, jak kradli grosz publiczny dygnitarze, jaka demoralizacja panowała w kołach kierowniczych. W „Nowym Kurierze Warszawskim” wydrukowano szereg artykułów na ten temat. Wymieniano nazwiska, podawano cyfry, przy czym nie da się zaprzeczyć, że niektóre szczegóły były prawdziwe. Redakcja drukowała następnie listy czytelników w tej sprawie. Trudno odgadnąć, które były sfingowane. Ale niektóre listy pochodziły zapewne od czytelników polskich, bo potępiały nie decyzję odrzucenia żądań niemieckich, lecz nieprzygotowanie kraju i armii do wojny. Krytykowano fakt udzielania zezwoleń na wywóz broni z Polski, brak należycie opracowanych planów wojennych etc. Widać było, że autorowie tych listów ubolewają nie nad tym, że z Niemcami walczono, lecz że ich nie pobito. Taka reakcja nie mogła naturalnie zachęcać Niemców do dalszego prowadzenia propagandy. Warto też podkreślić, że ich agenci występowali nie pod własnym nazwiskiem (może niemieckim?), lecz używali różnych pseudonimów, jak „Zrąb” lub „Brochwicz.”

Więcej starań dołożyli Niemcy, by osiągnąć inny, znacznie skromniejszy cel, a mianowicie nakłonić Polaków do wyjazdu na roboty rolne do Niemiec. Na wiosnę 1940r. pojawiły się w wielu miejscowościach barwne plakaty, przedstawiające na tle łanów zboża grupę uśmiechniętych, zadowolonych żniwiarzy. Napis zachęcał: „Jedźmy na roboty do Niemiec!” Ale musieli też Niemcy drukować także inne afisze, bo już szeroko rozchodziły się wieści, że robotnicy polscy giną od bomb francuskich i angielskich. Więc ten i ów landrat drukował obwieszczenia, żeby nie wierzyć plotkom, bo robotnicy polscy w Niemczech mają się dobrze, pracują poza frontem, a jeśli widzieli gdzieś Anglika lub Francuza, to chyba jako jeńca. Było rzekomo wykluczone, by lotnicy angielscy i francuscy mogli bombardawać miasta w głębi Niemiec. W drugiej połowie 1940r. takich butnych oświadczeń już oczywiście nie było.

O rządzie polskim i emigracji walczącej propaganda niemiecka woli milczeć. Jeśli jednak mówi o tym cały świat, jeśli jakiś fakt jest zbyt głośny, by go można ukryć, wtedy propaganda niemiecka pieni się z wściekłości. Zasadniczo jednak prasa gadzinowa (” Goniec Krakowski”, „Nowy Kurier Warszawski”, „Siew”, etc.) o rządzie gen. Sikorskiego i o armii polskiej milczy. Jeśli o czym czasem pisano, to o stosunkach wśród uchodźców w Rumunii i na Węgrzech, o szastaniu pieniędzmi przez tych, którzy wywieźli pieniądze z Polski, o protekcjonizmie, o zupełnym rzekomo braku opieki nad zwykłym, przeciętnym uchodźcą. To znowu miało Polaków zniechęcić do przekradania się na Węgry, a stamtąd dalej, do armii polskiej.

O stronnictwach polskich i ich dążeniach w stosunku do Niemiec nie pisze się prawie nic. Jest to zrozumiałe, bo nie było i nie ma obozu, na którym hitlerowcy mogliby oprzeć swe rządy. Zresztą Niemcy stoją na stanowisku, że wszelkie stronnictwa, wybory, parlamenty, swobody demokratyczne – to przeżytki, którymi nie warto się zajmować. Podobnie jak Niemcy, tak i Gen. Gubernatorstwo ma być rządzone wolą jednego człowieka, Hitlera, a ludzie przez niego powołani mają rozkazywać Polakom bez względu na ich zapatrywania.

Rządy niemieckie mają być -taka jest teza propagandy niemieckiej – szczególnie korzystne dla polskich robotników i chłopów. Te warstwy były rzekomo uciskane pod rządami polskimi, a dopiero pod opieką niemiecką znajdą dobre warunki pracy i spokojnej egzystencji. Na przeszkodzie temu stoi polska inteligencja, która jest zbyt liczna, rozpróżniaczona i podsyca nastroje antyniemieckie. Ta inteligencja zatem musi być, jak to oświadczył p. Frank, bacznie nadzorowana i skrępowana w swej działalności. To samo odnosi się do kleru, który ma się ograniczyć do nabożeństw, a nie mieszać się do polityki.

O ile za ubóstwo kraju miały ponosić odpowiedzialność polskie rządy, o tyle znowu kłopoty aprowizacyjne miały być winą Żydów. Ich oskarża propaganda niemiecka o ukrywanie towarów i podnoszenie cen. Dalej wywiezienie pieniędzy przez „polskich rządców”, zniszczenie miast spowodowane „bezmyślnym, zbrodniczym oporem” (np. w Warszawie), oto dalsze przyczyny braków i trudności, które oczywiście znikną zupełnie, gdy skończy się wojna i Niemcy będą mogły w całej pełni prowadzić swą „twórczą” pracę.

Już teraz zreszą rozpisuje się propaganda niemiecka o tym, ile to Niemcy zbudowali. Bez skrupułów zalicza się na rachunek niemiecki to wszystko, co już za czasów polskich było rozpoczęte lub nawet bliskie ukończenia. A więc w jednym mieście chwalą się Niemcy nową rzeźnią, w innym – szpitalem, gdzie indziej przywłaszczają sobie zasługę wybrukowania ulicy lub przedłużenia linii tramwajowej, zupełnie nie dbając o to, że te roboty były za czasów polskich daleko posunięte. Zapewne i Rożnów będzie za parę miesięcy figurował jako „dzieło techniki niemieckiej.”

Jeszcze większą zaborczość przejawia propaganda niemiecka, gdy chodzi o przeszłość. Co tylko w dziejach Polski jest wielkiego, to wszystko jest dziełem Niemców. Ekspansja za pierwszych Piastów – oczywiście tłumaczy się tym, że Mieszko i Bolesław Chrobry mieli w żyłach krew germańską. Później gdy ta bezcenna krew germańskich zdobywców rozpłynęła się w morzu słowiańskim, przyszły dla Polski gorsze czasy. Potem jednak zaczęła się kolonizacja niemiecka i znowu, poucza propaganda niemiecka, wspaniale rozwinęły się miasta polskie, powstał niemiecki uniwersytet w Krakowie etc. Jeszcze raz powtórzył się okres zmierzchu, wszystko zaczęło upadać i jeśli w tej epoce powstało coś wartościowego, np. pałace i kościoły w Warszawie, to oczywiście dzięki Niemcowi, Augustowi II. Potem nareszcie przyszedł dłuższy okres zupełnie nieskrępowanej pracy Niemców, którzy w zaborze pruskim i austriackim znów dokonali cudów na polu kultury i gospodarki. Niestety, narzekają pisarze hitlerowscy, ówczesne rządy niemieckie były zbyt sentymentalne, zbył łagodne, to też Polacy robili postępy i w r.1914 byli na Pomorzu silniejsi niż w r.1772, w chwili zajmowania tego kraju przez Prusy.

Teraz więc nie może być żadnej pobłażliwości. Raz za razem powtarza prasa niemiecka, że nie wolno wierzyć w lojalność Polaków, że są oni wrogami niemczyzny i mają na sumieniu rozliczne zbrodnie. Największy rozgłos nadano wypadkom w Bydgoszczy. W rocznicę „krwawej niedzieli,” jak to nazwała propaganda niemiecka, urządzono znowu żałobne uroczystości, w niektórych powiatach zorganizowano marsze śladem wędrówki Niemców, konwojowanych w głąb Polski. Jeśli jakiegoś przestępstwa dopuści się Polak, pisma niemieckie na Pomorzu i w „Warthegau” podkreślają to z naciskiem. Chodzi o utrwalenie przekonania, że Polacy to rasa niższa, wydająca szczególnie duży procent złodziei, bandytów, oszustów.

Cała ta perfidna, ohydna propaganda nie jest w stanie złamać ducha mas polskich. Niemcy zdają sobie sprawę z tego i może z tej przyczyny wyroki na Polaków ogłaszane są otwarcie w pismach. Oczywiście nie ujawnia się wszystkich gwałtów Gestapo, a represje są zawsze ubrane w szatę prawa i „usprawiedliwione” rzekomymi przestępstwami Polaków. Ogłasza się jednak wyroki najbardziej charakterystyczne. Mają one dodać otuchy kolonistom niemieckim, napełnić ich przekonaniem, że każda zniewaga im wyrządzona będzie surowo pomszczona, Polaków zaś mają te wyroki zupełnie steroryzować. Wyroki są potworne. Kara śmierci grozi za słuchanie radia, wieloletnie ciężkie więzienie za rozszerzanie „niepokojących pogłosek” lub śpiewanie hymnu narodowego. Za posiadanie broni wymierzana jest zawsze kara śmierci.

Otóż te wyroki są tak liczne, tak często donoszą pisma poznańskie i pomorskie o „bezczelności” Polaków, o śpiewaniu przez nich pieśni polskich, iż nie ulega najmniejszej wątpliwości, że duch wśród Polaków jest doskonały. Niemiecka propaganda stawia sobie cele tak niemożliwe do osiągnięcia, tak sprzeczne z prawdą i z biegiem życia, iż oczywiście skazana jest na niepowodzenie. Może czasem zamącić w głowie obcym turystom szwedzkim, fińskim lub nawet amerykańskim dziennikarzom, ale nie odwiedzie Polaków od walki o wolność i potęgę Polski.

Stanisław Zatorski

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close