POLSKA 1940 (cz. 9)
Sprawy kulturalne

O życiu kulturalnym społeczeństwa polskiego niewiele można powiedzieć. Pewne formy, np. tajne pisma, nie nadają się do omawiania. Skoro jednak tajemnicę istnienia podziemnej prasy polskiej odsłoniły najpierw pisma angielskie, to dodam tylko tyle, że ta prasa jest stosunkowo bardzo liczna. Pisma mają jednak oczywiście charakter informacyjny, a tylko bardzo nieliczne specjalizują się w antyniemieckiej satyrze. O specjalnych czasopismach naukowych, literackich, gospodarczych – oczywiście nie może być mowy. Polityczne broszurki, zawsze małej objętości, są naturalnie także nieliczne.

To, co Niemcy drukują w języku polskim, nie może być zaliczane do literatury polskiej. Książki napisane rzeczywiście przez Polaków i z polskiej inicjatywy są bardzo nieliczne. Jakieś pouczenia prawne, jakiś fachowy poradnik kucharski, jakieś dziełko religijne, zaczęte już przed wojną – to prawie wszystko. Jaką szkodę ponosi kultura polska, można ocenić, gdy się uwzględni, że przed wojną w Polsce wychodziło blisko 2 tys. czasopism (w tym co prawda kilkaset mniejszościowych) i około 8 tys. książek corocznie.

Tym większe zainteresowanie budzą oczywiście stare książki, zgromadzone w wielkich bibliotekach i wypożyczalniach. Wypożyczalnie są na ogół dostępne. Jeszcze w pierwszej połowie 1940 roku czynne były także żydowskie wypożyczalnie, później tylko chrześcijańskie. Zazwyczaj były one przepełnione. W bibliotece T.S.L., z której jakiś czas korzystałem (na podstawie legitymacji znajomego), trzeba było czasami czekać dwie godziny, nim się uzyskało książkę. W braku czasopism, kino-teatrów, koncertów, przedstawień teatralnych – bezrobotna inteligencja zabija czas lekturą książek albo też grą w bridża. Gdy chciałem się zapisać na członka, by uzyskać własną legitymację, odmówiono mi z tym uzasadnieniem, że wobec przepełnienia przyjmowanie nowych abonentów jest rzeczą niemożliwą. Próbowałem „przekupić” kierowniczkę biblioteki, ofiarowując jakiś skromny dar. Przyjęła – po namyśle – Mały Rocznik Statystyczny 1939 r., natomiast o książeczce treści wojskowo-politycznej powiedziała: „To nieaktualne.”

Zrozumiałem lepiej te słowa trochę później, gdy przeniósłszy się do większego miasta korzystałem z innej wypożyczalni, znacznie mniej przepełnionej. Katalog był już „wyczyszczony”. Czy przez Niemców osobiście, czy przez kierownika wypożyczalni według ogólnych instrukcyj niemieckich, tego nie wiem. W każdym razie spustoszenie było ogromne. Nie było jeszcze nowego katalogu, jeno w starym zasmarowane były niektóre tytuły, tak jednak, że od biedy dało się je odcyfrować. A więc oczywiście zniknęły dzieła gen. Sikorskiego, gen. Kukiela oraz wielu innych pisarzy. Zasadniczo usuwano to wszystko, co dotyczyło polityki Polski oraz stosunku do Niemców. „Czystka” dotknęła także pisarzy angielskich i francuskich, ale niektórzy ocaleli, może przez pomyłkę. Np. czytałem tłumaczenie pamiętników słynnego płk. Lawrence’a „Bunt Arabów.” Być może, iż cenzor osądził, że bunt Arabów to musiało być coś antyangielskiego, no bo przecież Arabowie „jęczą pod jarzmem angielskim,” jak to stale twierdzą agenci Goebbelsa.

Najbezwzględniejszą, prawdziwie drakońską czystkę przeprowadzono w Warszawie. Skreślono tam – jak niektórzy obliczają – z katalogów około 3 tys. tytułów. Skreślano nie tylko nowsze książki, lecz i stare, np. Kochanowskiego „Proporzec.” Skreślono nie tylko Sienkiewicza, ale i dużo dzieł Kraszewskiego (np. „Starą Baśń”) i Mickiewicza. Czystka jest tak bezwzględna, że jeśli jakiś mały utwór znajduje się w zbiorowym wydaniu pism danego autora (np. „Konrad Wallenrod”), to musi być usunięte również to zbiorowe wydanie. Usunięto książki, których tematem były historia, geografia lub konstytucja Polski. Usunięto setki książek ekonomicznych i politycznych. Nie oszczędzono również przewodników turystycznych, jeśli dotyczą terenów wcielonych do Rzeszy. A więc ng: przewodniki po Poznaniu, Toruniu, Gdyni, Śląsku, Łodzi – to wszystko musi zniknąć. Polacy mają zapomnieć, że kiedykolwiek te miasta posiadali.

Przy tej czystce nie obeszło się bez pomyłek, które mogłyby być zabawne, gdyby cała sprawa nie była tak bardzo smutna. Np. była książka dla małych dzieci o drapieżnych ptakach i różnych szkodnikach ogrodowych i polnych, zatytułowana „Nasi nieprzyjaciele.” Cenzor osądził, że to z pewnością o Niemcach i skreślił ją. Ten sam los spotkał Reymonta „Ave Patria,” choć polski pisarz wysławiał tam bohaterstwo Japończyków, sojuszników Niemiec.

By ukryć rozmiary tej rzezi książek, nakazano sporządzać nowe katalogi i to alfabetyczne, bez podziału na działy rzeczowe. W przeciwnym bowiem razie abonenci przekonaliby się, że z działów „Historia” lub „Polityka” nie zostało prawie nic.

Na terenach wcielonych do Rzeszy los książki polskiej jest znacznie smutniejszy. Przede wszystkim tam zasadniczo w ogóle nie może istnieć żadna polska księgarnia lub wypożyczalnia. Z księgozbiorów prywatnych poginęło bardzo wiele w czasie barbarzyńskich wysiedlań. Wielkie biblioteki (np. Uniwersytetu w Poznaniu) zostały skomasowane i oddane uczelniom niemieckim. W jakim stopniu uszczuplono dział książek polskich, tego dokładnie nie wiadomo. Sądzić należy, że nie niszczono wszystkich dzieł polskich, choćby dlatego, że potrzebne są niemieckim uczonym i publicystom do „naukowych” rozpraw o polskim imperializmie i gnębieniu Niemców. Z drugiej strony słyszałem o zabieraniu całych nakładów książek polskich ze składów wydawniczych i wywożeniu do papierni celem przerobienia na papier.

W Krakowie i Warszawie również złączono najrozmaitsze biblioteki, co oczywiście spowoduje niesłychany chaos, nie mówiąc już o stratach przy niedbałym transporcie książek. Wątpię, by najcenniejsze rękopisy, mapy, druki – pozostały w Polsce. Trudno stwierdzić stan istotny, bo z tych wielkich bibliotek mogą korzystać tylko Niemcy lub Polacy, pracujący dla instytucyj niemieckich, robiący wyciągi z książek polskich i tłumaczący je na język niemiecki. Przy całej bowiem tak często manifestowanej pogardzie dla kultury polskiej Niemcy wiedzą doskonale, że nie mogą się obyć bez książek polskich, gdy chodzi np. o geologię Polski oraz etnografię ziem wschodnich i o Rosję.

Księgarnie w Gen. Gubernatorstwie były w ubiegłym roku otwarte i sprzedawały książki polskie, ale okna wystawowe były zazwyczaj zapchane mapami i książkami z Rzeszy. Musiały to czynić te zwłaszcza księgarnie, które znajdowały się przy Adolf Hitler Platz. Mniejsze księgarnie też zabezpieczały się wystawiając druki niemieckie, lecz były i takie, które uważały sobie za punkt honoru nie mieć ani jednej książki niemieckiej.

Jak wiadomo, Niemcy zorganizowali t.zw. teatr polski w Warszawie, zezwolili na otwarcie niektórych kino-teatrów etc. Robią to w tym celu, by stworzyć pozory tolerancji i chociaż częściowo oderwać uwagę Polaków od spraw politycznych. Wszystko to ma być rozrywką, ale nie może służyć do kształcenia i pogłębienia kultury duchowej Polaków. Poufne okólniki niemieckie wyraźnie podkreślają, że muzyka może bawić Polaków, ale nie może być dla nich artystycznym przeżyciem. Nie ma też żadnych zastrzeżeń przeciwko trywializowaniu (Verflachung) programów widowisk w kawiarniach lub teatrze, natomiast poważny repertuar jest dla Polaków zabroniony. Z tym łączy się celowe szerzenie wydawnictw pornograficznych, udostępnianie alkoholu, założenie kasyna gry w Warszawie, dostępnego tylko dla Polaków etc.

Jest też rzeczą charakterystyczną, że istnieją w Warszawie niektóre pracownie naukowe (np. przy Politechnice) z polskim personelem naukowym, ale nauczanie oraz prowadzenie jakichkolwiek badań naukowych jest wzbronione. Niemcy woleliby, żeby takich pracowni nie było, ale gdy już z ciężkim sercem pogodzili się z tym, że są niezbędne np. dla badania żywności, obserwacyj meteorologicznych, studiów geologicznych, – to przynajmniej pilnują, aby broń Boże jakiś młody Polak czegoś się nie nauczył. Polacy bowiem to „Hilfsvolk” dostarczający robotników rolnych i fabrycznych.

Szkoły powszechne są dozwolone, bo przecież robotnik musi umieć pisać i czytać, by mógł się podpisać na liście obecności w fabryce i przeczytać napisy na maszynach. Ale twórczość kulturalna – nie, to jest absolutnie niedopuszczalne. Wolno też Polakom chodzić do szkół fachowych, bo Rzeszy potrzeba ogrodników, mechaników, techników, ale budynki uniwersyteckie są nadal zajęte przez oddziały wojska i Gestapo. Obniżenie poziomu kultury w Polsce jest wyraźnym celem polityki niemieckiej.

Zachodzi pytanie, czy pozostanie po Niemcach coś trwałego w dziedzinie życia kulturalnego? Wiemy, że w dziedzinie techniki coś budują; przybędzie trochę dróg, może i fabryk przemysłu wojennego. Ale w zakresie kultury jest inaczej. Niemcy nie budują nowych gmachów teatralnych, bo wystarczają im te, które zagrabili Polakom. Kino-teatry, domy ludowe, których wartość artystyczno-kulturalna jest oczywiście rozmaita, są również w ogromnej większości zagrabione Polakom. Nie budują Niemcy nowych gmachów bibliotecznych ani hal koncertowych ani muzeów. Ba, nawet rozbierają niedokończony gmach muzeum w Katowicach. W Poznaniu nie zbudowano żadnego nowego budynku, żadnego laboratorium. Na Pomorzu nie powstała żadna nowa szkoła wyższa poza medyczną akademią morską, którą przenosi się z Kilonii do Gdańska ze względu na naloty RAF. Szkoły górnicze na Śląsku korzystają z polskich budynków i przyrządów naukowych.

Jeżeli więc tu i ówdzie w zachodniej Polsce zastaniemy może trochę więcej książek, to będzie w nich dużo śmiecia propagandowego, a to wszystko będzie niczym wobec olbrzymich szkód kulturalnych, jakie Polska poniosła skutkiem spalenia wielu bibliotek, muzeów, archiwów, pracowni, skutkiem rabowania polskich dzieł sztuki, zabytków, dokumentów i skutkiem prześladowania polskich uczonych i artystów.

Stanisław Zatorski

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close