Z dziejów wojska brytyjskiego (I)

Dzieje Wojska Brytyjskiego muszą z natury rzeczy nas obecnie bardzo interesować, gdyż od jego powodzenia w znacznym stopniu zależy i nasz los, a żeby znać jego wartość trzeba poznać jego przeszłość.

Studia w tej dziedzinie nie przedstawiają trudności, gdyż historia wojska brytyjskiego posiada bogatą literaturę. Jeśli chodzi o dzieła ogólne, przedstawiające całość zagadnienia, na pierwszy plan wysuwa się monumentalna praca Sir Johna Fortescue, która jednak ze względu na swoje rozmiary jest mało dostępna – liczy 13 tomów i jest doprowadzona do r. 1870. Z mniejszych prac należy wymienić doskonałą „Krótką historię Armii Brytyjskiej” kapitana Shepparda oraz prace kapitana Wheelera i generała Andersona.

*

Przede wszystkim musimy ustalić jedną charakterystyczną cechę armii brytyjskiej. Jest ona od kilku setek lat bardzo nieliczna w czasach pokojowych. W chwili niebezpieczeństwa zostaje rzucona na nieprzyjaciela, co zwykle pozwala tyle zyskać na czasie, że się udaje stworzyć poza jej plecami drugą armię, liczną, gorzej wyszkoloną, nie mającą już charakteru zawodowego. W wielu dawnych wojnach znaczna część każdorazowego wojska zawodowego poległa, pozostawiając nowosformowanej masie tylko kadry i świetną, pełna chwały tradycję dawnych pułków. Oczywiście odnosi się to do wielkich wojen na kontynencie, a nie do wypraw kolonialnych, prowadzonych stosunkowo nielicznymi siłami. Rozstrzygające zwycięstwa odnosiła już zwykle ta nowa, liczniejsza armia.

Drugą charakterystyczną cechą wojska brytyjskiego jest fakt, że, podług określenia jednego z jego historyków, kapitana Shepparda, jest ono jakby pociskiem wyrzucanym przez marynarkę na ląd, przy czym nigdy nie wiadomo, gdzie ten pocisk będzie musiał polecieć, a więc musi być odpowiednio zahartowany i zdolny do wszystkiego.

*

Studium sił zbrojnych Wielkiej Brytanii musimy rozpocząć od daty bardzo odległej. Gdy w r. 55 przed Ch., legiony rzymskie wylądowały na dalekiej wyspie miały już ciężką pracę ze źle uzbrojonymi i niezorganizowanymi plemionami Celtów. Później dopiero, w r. 43 po Chr. udało się wyspę podbić i dawni jej mieszkańcy zaczęli powoli wstępować na służbę do wojsk zdobywców. Wycofanie legionów i napad Anglów i Sasów zniszczyły cały ówczesny porządek, wprowadzając nowe obyczaje i nową organizację wojskową, taką, jaka była ona u wszystkich ludów germańskich na kontynencie.

Z chwilą opanowania Anglii przez Duńczyków pojawia się, na jakiś czas tylko, pierwsza stała siła zbrojna na wyspach. Są to tak zwani „house earls” drużyna władcy, złożona z ludzi przez niego całkowicie utrzymywanych i opłacanych – doskonale wyćwiczonych zawodowych żołnierzy. Instytucja ta tak się przyjęła, że po wypędzeniu Duńczyków, trwała nadal przy boku saskich monarchów a pole bitwy pod Hastings w 1066 r., usłane było trupami żołnierzy wiernych do końca nieszczęśliwemu królowi Haroldowi.

Drużyna ta, jako organizacja, jest zupełnie podobna do drużyny pierwszych naszych władców: Mieszka i Bolesława Chrobrego, której dokładny opis mamy dzięki pismom arabskiego kupca i podróżnika Ibrahima Ibn Jakuba. Różni się jednak od niej pod tym względem, że polska drużyna była wyłącznie konna, saska zaś piesza. Koni na wyspach było mało, przyzwyczajono się walczyć pieszo, tak że nawet ci nieliczni co konie mieli, do walki z nich zsiadali.

Bitwa pod Hastings była więc zwycięstwem ciężkiej normandzkiej jazdy nad saską piechotą. Wojsko Wilhelma Zdobywcy nie różniło się niczym od ówczesnych wojsk feudalnych reszty Europy, główną jego siłę stanowili więc ciężko zbrojni rycerze walczący konno.

Wygląd ich znamy dziś bardzo dokładnie dzięki pracy żony króla, Matyldy, która pozostawiła niezmiernie ciekawe, aczkolwiek nie pisane, dzieło historyczne – ” the Bayeaux tapestry.” Jest to bardzo długi i wąski haft; wyobrażający całe dzieje wyprawy Wilhelma: przygotowanie, ładowanie okrętów, samą bitwę i t.d. Rysunek, choć niezmiernie naiwny jest bardzo dokładny, poza tym haft posiada objaśniające napisy łacińskie.

Widzimy na nim dobrze nam znane z kontynentu postacie w stożkowatych hełmach, zbrojach skórzanych, nabijanych gwoździami, lub zaopatrzonych w naszyte kółka żelazne, proste obosieczne miecze, włócznie i łuki. Normanowie walczą konno, Sasi pieszo. Ci ostatni są uzbrojeni tak samo z tą jednak różnicą, że walczą swą narodową bronią – wielkimi dwuręcznymi toporami.

Dalszy rozwój sił zbrojnych Anglii nie różni się od kontynentalnego. Wojsko feudalne, zwoływane przez władcę, składało się z wasali różnych szczebli z ich siłami zbrojnymi. Jedyną różnicę stanowi może większy procent najemnych, bezpośrednio od króla zależnych, oddziałów.

Na pozór drobna, lecz przez całe 200 lat dla Anglii ważna zmiana zaszła podczas zdobycia Walii przez Edwarda I (w 1282 r.). Anglicy spotkali się tu z nową bronią, którą się mistrzowsko posługiwali ich przeciwnicy. Był to „długi łuk”. Ten 6 stóp długości liczący kawał drzewa nie obronił Walijczyków, ale został przez Anglików przejęty i stał się ich ukochaną bronią. Dzięki swej znacznej sile przebijania umożliwiał on walkę z ciężką jazdą. Dzięki ciągłym ćwiczeniom łucznicy angielscy doszli do niesłychanego mistrzostwa w jego użyciu. Przeciętny łucznik był w stanie wypuścić 12 strzał na minutę, przy czym trafiał w człowieka na odległość 200 yardów (180 m).

Wkrótce powstały „wolne kompanie” pieszych łuczników, złożone przeważnie z zamożniejszych wieśniaków, służących ochotniczo, ludzi wolnych, a nie poddanych i zwykle dowodzonych przez jakiegoś znakomitego rycerza. W ten sposób „długi łuk” stworzył zorganizowane oddziały piechoty, która odegrała rozstrzygającą rolę na polach bitwy wojny stuletniej. Ona to zwyciężyła świetne rycerstwo francuskie pod Crécy, a nie, użyte tam po raz pierwszy, nieliczne prymitywne działka, które oddały po parę strzałów bez żadnego wyniku.

Broń palna (działo) pojawia się w Anglii w tym samym czasie co i w Polsce. Anglicy użyli jej po raz pierwszy w r. 1346, u nas wspomina o niej Statut Wiślicki w r. 1347, a pewna niezbyt zresztą wiarogodna kronika krzyżacka twierdzi, że parę działek posiadali Polacy nieco wcześniej.

Mówiąc o pierwszym, czternastowiecznym okresie wojny stuletniej, trzeba koniecznie wspomnieć o specyficznym sposobie działania wodza angielskiego Edwarda Czarnego Księcia. Działał on stale zaczepnie na szczeblu strategicznym, posuwając się szybko do rejonów, gdzie jego obecność była dla nieprzyjaciela szczególnie groźna, ale samą bitwę przyjmował zawsze w postawie obronnej, chcąc wykorzystać swą doskonałą piechotę. Na szczeblu taktycznym działał więc obronnie.

Krwawa wojna Białej i Czerwonej Róży, która się zaczęła zaraz po stuletniej, a zakończyła dopiero w r. 1485 bitwą pod Bosworth straszliwie wyczerpała siły wojskowe narodu angielskiego, które w tym czasie spadły może niżej, niż kiedykolwiek przez cały czas dziejów Anglii.

Dopiero długi, stuletni okres pomyślności gospodarczej i spokoju pozwolił na wytworzenie się warunków dla ponownego sformowania siły wojskowej.

W okresie Tudorów Anglia właściwie wojska stałego nie posiada prócz nielicznej gwardii królewskiej. Jej siły zbrojne stanowią wojska najemne, oraz powoływana w razie potrzeby milicja zamożnych włościan -yeomanry, wreszcie milicje feudalne możnych panów.

W tym samym czasie, a może dawniej jeszcze powstały arsenały przechowujące materiał artyleryjski i mające stały personel, od którego się wywodzi dzisiejsza artyleria angielska.

Obok tego od czasu królowej Elżbiety istniały tak zwane City Train Bands, oddziały zawsze gotowe, nie stanowiły one jednak wojska we właściwym znaczeniu tego słowa. Ciekawe, że we Francji wojsko stałe istniało już od połowy XV w. jako t.zw. kompanie ordynansowe (25.000 ludzi), a w Polsce bardzo nieliczne wojsko stałe, kwarciane, powstało za Zygmunta Augusta.

Właściwie pierwszym stałym wojskiem angielskim była armia parlamentarna „Armia Nowego Wzoru” (New Model Army), zorganizowana w r. 1645 przez Sir Tomasza Fairfaxa dla parlamentu w czasie jego walki z królem. Wojsko to składało się z piechoty i 11 pułków kawalerii (wśród nich tak znany i sławny w Anglii pułk ” Ironsides „) oraz artylerii.

Tą właśnie armią Oliver Cromwell wygrał wojnę domową i utrwalił władzę parlamentu, a właściwie swoją własną.

Armia „Nowego Wzoru” różniła się przede wszystkim od innych wojsk tego czasu żelazną dyscypliną, opartą na pierwiastkach religijnych. Była to armia protestancka prowadząca wojnę świętą. Wobec tego wszelkie przestępstwa i wykroczenia nabierały charakteru grzechu śmiertelnego i jak najściślejsze zasady moralności chrześcijańskiej były stosowane podczas kampanii. Nie było więc gwałtów, grabieży, pijaństwa. Zyskało to sympatie ludności cywilnej dla sprawy reprezentowanej przez nową armię, a z drugiej strony, wzmocniło jej spoistość i siłę wewnętrzną.

Jeśli chodzi o taktykę poszczególnych broni w tym czasie, to jedynie trzeba wspomnieć o taktyce kawalerii, gdyż angielska piechota i artyleria działały tak samo jak na kontynencie. Nową taktykę kawalerii zainicjował nie wódz parlamentarny, tylko dowódca strony królewskiej, ks. Rupert. Rozporządzając dużą ilością dobrych jeźdźców na doskonałych koniach, zerwał z powszechnie wówczas stosowaną taktyką walki ogniowej z konia (caracol), zastępując ją szarżą w pełnym cwale. W Polsce taktyka ta, stosowana już od początku XVI wieku była jedną z głównych przyczyn świetnych zwycięstw okresu wielkich hetmanów. Przejął ją Cromwell, będący przede wszystkim świetnym dowódcą kawalerii, stosował mistrzowsko, a górując nad przeciwnikiem dyscypliną swych oddziałów, odniósł świetne zwycięstwa.

Zewnętrznie wojsko angielskie nie różniło się od innych wojsk zachodnio-europejskich: w piechocie ten sam podział na pikinerów i muszkieterów, uzbrojonych w broń lontową, w artylerii te same ciężkie i niezwrotne działa o zaprzęgach cywilnych, wynajętych.

W okresie Nowego Wojska wprowadzono zasadniczy kolor munduru – czerwony. Przetrwał on do dzisiejszego dnia w galowych ubiorach większej części armii brytyjskiej. Nie od rzeczy będzie zauważyć, że i w Polsce mundury wojska koronnego oraz gwardii były czerwone aż do reform Sejmu Wielkiego, tak więc, jeśli porównamy zewnętrzny wygląd piechura lub dragona angielskiego i polskiego choćby jeszcze z połowy XVIII wieku, to będą się one bardzo mało między sobą różniły: ten sam czerwony mundur sięgający do kolan, z wyłogami barwy pułkowej, trójkątny czarny kapelusz, białe spodnie i kamizelka.

WŁADYSŁAW DZIEWANOWSKI

Emigracyjny tygodnik wydawany początkowo we Francji a następnie w Wielkiej Brytanii. Ukazywał się w latach 1939 – 1949. Wydawcą pisma był Wydział Propagandy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po połączeniu z pismem „Żołnierz Polski we Francji” gazeta wychodziła pod tytułem „Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie”. Z czasopisma kierowanego do żołnierzy polskich przekształciło się w gazetę kierowaną do ogółu emigracji polskiej. Redaktorem naczelnym był Tymon Terlecki.

Close