• Prawda
  • / 27.02.1927
  • / Łódź
  • / Rok 3, Nr 9

Mniejszości narodowe

Chakterystyka czterech głównych mniejszości narodowych w Polsce i ich właściwości, wpływających na ustosunkowanie się do Państwa.

Przy układaniu traktatu wersalskiego, jakoteż przy innych traktatach w formowaniu nowopowstalych państw okazało się rzeczą niemożliwą tworzenie państw o jednolitej narodowości ze względu na prawa historyczne i  warunki terytorjalne. Należało przeto uwzględnić ludność rdzennie państwową jako większość, a zabezpieczyć natomiast prawa mniejszości. Na wschodzie Europy taki układ ze względu na idealną sprawiedliwość okazał się niezbędny. Opiekę nad temi mniejszościami narodowemi objęła Liga Narodów, a państwa nowopowstałe przyjęły ten warunek.

Polska znalazła się w kole tych warunków, jako państwo, posiadające cztery typy tych mniejszości: Niemców, Żydów, Rusinów i Białorusinów, które razem wynoszą około 30 procent zaludnienia państwa. Inne mniejszości znajdowały się w okruchach. Mniejszości te albo posiadały bardzo małe skupienia, albo zamieszkiwały terytorja mięszane albo żyły w rozproszeniu na całym obszarze państwa.

Wartość państwowa pod względem kulturalnym i gospodarczym tych głównych mniejszości jest nader nierównomierną i z tego powodu wytworzenie i utrwalenie stosunku normalnego do państwa napotyka na przeszkody nieprzełamane. Pojmowanie swego stosunku do państwa wśród niektórych mnieszości, nierozumiejących jak daleko mogą iść prawa i obowiązki państwa wobec nich, stwarza niskończony ciąg pretensyj, żalów i wymagań.

Pod względem gospodarczym mniejszości nasze dają się podzielić na dwie kategorje: produkcyjną i nieprodukcyjną, bardzo odmienne od siebie charakterem kultury i aspiracyj politycznych.

Na pierwsze miejsce musimy postawić Niemców. Są oni naogół nieżyczliwie usposobieni dla państwa polskiego. Motywy tej nieżyczliwości są zbyt dobrze znane, aby je powtarzać. Ale ich wiedza, ich kapitał pracuje w państwie z dużym obustronnym pożytkiem. Ich wiedza fachowa jest pewnego rodzaju szkołą dla nas. Inaczej rzecz przedstawia się pod względem politycznym: niezawsze umieją oni zachować linję graniczną między przynależnością do obcego państwa a uczuciem narodowem, które ich wiąże ze starą ojczyzną. Stąd też ich wymagania idą dalej niż prawa, przysługujące im z tytułu mniejszości.

Nie chcą oni zrozumieć, że nie odrywając się od kultury umysłowej swego narodu, można i należy być lojalnym obywatelem tego państwa, które zabezpiecza ich byt materjalny.

W stosunkach szkolnych, o które prasa berlińska robi hałas na temat prześladowania mniejszości niemieckiej, Rzeczpospolita zachowuje się raczej z pobłażliwością nadmierną.Wykazał to Niemcom na jednem z ostatnich posiedzeń sejmowych poseł Kornecki, opierając się na wykazach statystycznych.

Pokazuje się, że np. na Pomorzu znajduje się 382 szkoły czysto niemieckie, a 140 z równorzędnymi oddziałami niemieckiemi, a na Śląsku, gdzie ludność niemiecka nie dosięga 300 tysięcy, jest szkół czysto niemieckich 73, 3 gimnazja państwowe, 5 komunalnych, oprócz tego 8 gimnazjów prywatnych. Nawet tam, gdzie niema obowiązku traktatowego, państwo utrzymuje 180 szkół niemieckich. To chyba nie jest prześladowaniem mniejszości niemieckiej.

Na niemieckiej stronie Górnego Śląska, gdzie według statystyki niemieckiej jest 373 tysiące Polaków, znajduje się szkół polskich 18, a nauczycielami są często Niemcy, nie znający języka polskiego.

Oczywiście nie o pokrzywdzenie kulturalne chodzi Niemcom, lecz o przenikanie kolonizacyjne do Polski, jak to się wybitnie zaznaczyło w żądaniach niemieckich przy układach gospodarczych, przy niesłusznej obronie optantów niemieckich, przy wspieraniu rolnictwa niemieckiego w Polsce kapitałem z Berlina. Wszystko to utrudnia Polsce unormowanie stosunków z Niemcami.

Groźniejszą od Niemców mniejszością w Polce są Żydzi, których niby pojednawcze stanowisko, nietrafnie przez rząd oceniane, groźne jest dla naszej przyszłości narodowej. Jest to jednak sprawa zbyt rozległa, wymagająca obszernego, obustronnego rozpatrzenia.

Oczywiście sfery, reprezentujące wielki kapitał, przemysł i handel, nie podzielają aspiracyj nacjonalistów i w pracy łatwo jednoczą się z interesami państwowemi, dostarczając ponadto państwu dużo sił intelektualnych.

Odmienność jednak wyznania religijnego, a rozbudzone nacjonalistyczne ideały w czarnym tłumie żydowstwa, nie mającym jeszcze realnego oparcia, pogłębiają rozdział rasowy między żydami, a ludnością miejscową.

Najmniej szkodliwe, a najbardziej hałaśliwe są dwie pokrewne nam etnicznie grupy mniejszości; Białorusini i Rusini. Jakkolwiek od prawieków mieszkają na tej samej ziemi, we wspólnem państwie, obie te grupy etniczne są najmniej kulturalne, nierozumiejące zupełnie państwowego ujścia w ramach wolności konstytucyjnej. Pod względem gospodarczym są najuboższe i prawie nieprodukcyjne.

Odłamy te, nie wytworzywszy w ciągu długich wieków żadnych zasobów kulturalnych, mało posiadające energji twórczej, zadawalniały się życiem na roli i tem co rola dać może. W miarę wzrostu ludności i zmiany warunków życia, przy małej zdolności do korzystania z postępu, rola nie wystarczała do wyżywienia. Począł się tworzyć proletarjat rolniczy, który w mało uprzemysłowionym kraju nie mógł znaleźć innego zatrudnienia. Obok zaś istniała wielka własność ziemska. Na tem tle zaczął się rozwijać antagonizm klasowy. Moskwa podtrzymywała go w celach politycznych, gdyż wielka własność ziemska była w posiadaniu Polaków. W ten sposób przygotowano grunt pod tą skrajną formę socjalizmu, która, przybrawszy nazwę bolszewizmu i komunizmu, oddała całą Rosję pod władzę obecnego jej rządu.

Nowy ten prąd już przed rozgraniczeniem po traktacie ryskim, począł jak zaraźliwy obłęd ogarniać ludność białoruską, nieliczną w Polsce, bo nie dochodzącą miljona. Ludność ta, zaniedbana przez Rosję pod względem kulturalnym, uboga materjalnie, reprezentująca tylko siłę fizyczną, znalazłszy się nagle w warunkach państwowych konstytucyjnych, nie umiała odróżnić wolności obywatelskiej od swawoli politycznej, której doskonale odpowiadały pojęcia bolszewizmu.

Źle zrozumiane hasła samookreślania się, podsycane z zewnątrz, znalazły z łatwością płatnych agitatorów i rozpoczęła się robota według organizacji, a raczej fantazji bolszewickiej, której komórkami macierzystemi stały się „hurtki”, działające jawnie w kierunku antipaństwowym. Hasłem ich stało się oddanie wielkiej własności ziemskiej chłopom do podziału bez odszkodowania i połączenia się z drugą polową Białorusi za granicą ryską. Nastroje te i tą robotę podtrzymywano z zewnątrz.

Inaczej przedstawia się sprawa z Rusinami, gdyż między ludnością Wołynia a Małopolski wschodniej zachodzą ogromne różnice kulturalne i polityczne. Wołyńscy Rusini znajdują się w stanie analfabetyzmu pod względem oświaty i polityki. Mniej może niż Białorusini skłonni do bolszewizmu, zajmują takie same jak Białorusini stanowisko klasowe. Pod względem kultury umysłowej są na poziomie pierwotnych społeczeństw, skłonnych do upajania się marzeniami o społeczno-politycznej autonomji w granicach nieomal własnej gminy.

W stanie zupełnego analfabetyzmu państwowego wrócili oni do Polski. Rosja nauczyła ich posłuszeństwa i milczenia, to też znalazłszy się w państwie o wolności konstytucyjnej, znaleźli profesorów i opiekunów, którzy ich bezgraniczny i wszechstronny analfabetyzm wyzyskiwać poczęli dla różnych grup i stronnictw, marzycielsko pod względem politycznym i społecznym nastrojonych.

Korzystając ze wspólności etniczej, Rusini małopolscy, jako więcej kulturalni i uświadomieni politycznie, przenieśli na teren wołyński swoje metody agitacyjne, swoje szerokie pretensje narodowe, swój wyhodowany przez Austrję antagonizm do Polaków.

Z tego krótkiego zarysu, charakteryzującego każdą mniejszość, widać, że nie podobna wszystkich mniejszości traktować według jednolitej skali, tembardziej, że o ile Niemcy i Żydzi nie posiadają aspiracyj do tworzenia samodzielnego organizmu narodowego w państwie, o tyle Rusini, a pod ich wpływem Białorusini wysuwają oprócz postulatów społecznych i kulturalnych, nieproporcjonalnie pretensjonalnych, postulaty odrębności narodowej w zakresie odpowiedniej autonomji.

Jest to postulat niemożliwy do wykonania, zarówno z braku w tych społeczeństwach dojrzałych i zrównoważonych państwowo ludzi, jak i z powodu pomieszania na tych terenach różnych narodowości.

Na oddanie zaś władzy autonomicznej czynnikom niepewnym i niedojrzałym żadne państwo zgodzićby się nie mogło.

Ta różnorodna wartość naszych mniejszości wymaga energicznej walki państwa z anarchicznie usposobionym analfabetyzmem społecznym i politycznym, i tą właśnie walkę mniejszości nazywają prześladowaniem.

Tylko powolne oswajanie się z życiem państwowem może przyprowadzić te mniejszości do rozsądku, równowagi i do prawidłowej współpracy z państwem.

Fr. Rawita-Gawroński.

Konserwatywny tygodnik informacyjny publikujący artykuły o tematyce politycznej, społecznej, gospodarczej, literackiej. Wydawany w Łodzi w latach 1925 – 1935.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close