Szczęśliwy kraj

Jest rzeczą niewyjaśnioną, co skłoniło piętnastoletniego Avona A. Foremana, zamieszkałego w Baltimore, w Stanach Zjednoczonych, że w połowie lipca ni stąd ni zowąd przymocował starą deskę do prasowania na szczycie 15 stóp wysokiego masztu, stojącego w ogrodzie jego ojca, poczem wydrapał się na maszt, usadowił na desce i przesiedział tam pełnych dziesięć dni, dziesięć godzin, dziesięć minut i dziesięć sekund.

Baltimore flagpole sitters

Gdy wreszcie zdecydował się zleźć na ziemię, zebrało się cztery tysiące gapiów i zjawił się sam burmistrz miasta Baltimore, Broening, który nałożył na skronie obiecującego młodzieńca koronę ze złoconego papieru i wygłosił mowę, w której podkreślił, że Avon A. Foreman złożył wspaniały przykład „dzielności i tężyzny (grit and stamina) właściwych pionierskiemu duchowi Ameryki”.

Tak wybuchła w Baltimore „manja masztowa” i szybko się poczęła szerzyć w Stanach.

Pierwszy rekord Foremana pobity został już dnia 10 sierpnia o godzinie 8-ej min. 10 i 11 sekund wieczorem. Jimmy Jones, lat 12, zamieszkały w Baltimore przy ulicy Edgewood Nr. 405, przesiedział na maszcie o jedną sekundę dłużej niż Foreman, osiągając czas siedzenia 250 godzin 10 minut i 11 sekund.

Teraz zaczęło się już na dobre. W kilka dni później dziennik „Baltimore Evening Sun” mógł donieść, że już 25 chłopców i dziewczyn w wieku od 10 do 15 lat wysiaduje na masztach, wysokich drzewach, żerdziach i podobnych gniazdach bocianich. Burmistrz Broening nadał tym szlachetnym zawodom stempel oficjalności, odwiedzając młodocianych fakirów osobiście, składając im życzenia i zachęcając do wytrwałości. Gazety zamieszczały długoszpaltowe artykuły, propagując dzielnie dobrą sprawę i drukując pełne zachwytu i podziwu listy od czytelników, niemających słów uznania dla młodocianych bohaterów.

Dnia 14 sierpnia ilość siedzących urosła do 39. Dnia 29 sierpnia rekord dotychczasowy złamany został przez dziewczynkę, Ruth McCruden, lat 10. Czas siedzenia: okrągło 15 dni. Wysokość masztu: 25 stóp. „Baltimore Sun” tak opisuje ten wyczyn: „Siedzenie odbyło się według wszelkich uznanych reguł. U stóp masztu ustawiono namiot dla świadków. Zwykła w tych wypadkach deska do prasowania zaopatrzona była w oparcie dla pleców i doprowadzono do niej światło elektryczne. Ruth trwała w doskonałej formie i często domagała się lodów. W wolnych chwilach czesała swoje włosy”.

Ale mała Ruth nie długo cieszyła się zwycięstwem. Już wtedy, gdy siedziała, miała rywalkę, trzynastoletnią Dorothy Staylor, siedzącą na siedemnastostopowym maszcie, z postanowieniem wytrzymania przez siedemnaście dni. I wysiedziała, zdobywając ostatni rekord. Ale zwycięstwo jej zostało zakwestionowane i w związku z tem wybuchła gwałtowna polemika na temat reguł i etyk siedzenia na maszcie. Zwolennicy Ruth wystąpili z zarzutami, że Dorothy urządziła się zbyt wygodnie na swoim maszcie. Zabrała bowiem ze sobą na górę 2 poduszki, 1 kołdrę, 1 lampę elektryczną, 2 płaszcze nieprzemakalne, 1 parasol, 1 pasek do przywiązywania się, 2 książki oraz koszyk na sznurze do wyciągania prowjantów. (Niestety nigdzie nie można przeczytać jak urządzano się w wypadkach… wiadomych). W dodatku deska Dorothy miała daszek z jedwabnej materji nieprzemakalnej i była otoczona barjerką. Tego było za wiele dla matki Ruth, która pełna oburzenia skarży się w „Sun”: „Ta dziewczyna Staylorów wogóle nie mogła spaść, chociażby nawet chciała. I to ma być siedzeniem na maszcie! Poprostu buduar urządziła sobie na górze. Z prawdziwem siedzeniem na maszcie niema to nic wspólnego”. Miasto podzieliło się na dwie partje: Ruth’owców i Dorothy’owców, sprawa jednak ostatecznie nie została rozstrzygnięta wobec braku autorytatywnego regulaminu siedzenia na maszcie.

Dziwnym przypadkiem nie było ani jednego nieszczęśliwego wypadku. Trzech siedzących kandydatów zleciało na ziemię w czasie snu, ale żadnemu nic się nie stało. Jeden tylko, który siedział na drzewie, spadł i zwichnął sobie rękę. To wszystko. We wrześniu sezon siedzenia na maszcie z powodu rozpoczęcia nauki w szkołach został uroczyście zamknięty. Foreman zapowiada jednak już teraz, że w przyszłym sezonie walczyć będzie o swój rekord.

Zapewniamy szanownych czytelników, że wszystko to jest najprawdziwszą prawdą, chociaż trudno w to uwierzyć. Zapominamy bowiem, że szczęśliwi mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nie mają żadnych zmartwień politycznych, ani nie znają tych trosk materjalnych, z któremi my walczyć musimy. Poprostu szczęśliwcy nie wiedzą co mają robić z braku zmartwień. Gdyby taki burmistrz Baltimore miał pustki w kasie, a w poczekalni „ogonek” rejentów, przychodzących protestować miejskie weksle, zapewne nie zajmowałby się koronowaniem młodych dzieciniąt. Szczęśliwy kraj – jakże nam daleko do tej szczęśliwości. Nawet jeżeli po pewnym czasie i do nas zawita ten sport – nie będzie to to samo…

Zazdrosny

Konserwatywny tygodnik informacyjny publikujący artykuły o tematyce politycznej, społecznej, gospodarczej, literackiej. Wydawany w Łodzi w latach 1925 – 1935.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close