Auto i medal

– Ależ mieliśmy sensację – mówił Norweg pokazując fotografię jakiegoś pana w norweskim dzienniku – proszę sobie wyobrazić, że ten oto taksówkarz w Oslo ukradł pasażerowi teczkę z pieniędzmi. Niewiarogodne! Niebywałe! Wszystkie gazety się o tym rozpisywały.

– U nas też była sensacja – odparł Polak – taksówkarz oddał pasażerowi zapomnianą przezeń teczkę z pieniędzmi. Dostał za to medal i nowe auto.

Sądząc po postępach motoryzacji ilość obywateli – nie złodziei jest u nas znikoma.

Dla pogrążenia pesymistów trzeba jednak przypomnieć następujące objawy postępu w 37-ym roku: jedno auto wypadało w ubiegłym roku na 1000 mieszkańców, w obecnym na 1001 (zadanie maturalne: ilu ludzi musi zgubić pugilaresy byśmy doszli do przeciętnej Francji – 1 auto na 43 osób); w 37-ym roku 11 matek porodziło trojaczki, w 36-ym ani jedna; w tym roku na pomoc zimową zaczęto zbierać w drugiej połowie grudnia, w zeszłym – w pierwszej połowie marca; w zeszłym roku zwalczanie mrozu powierzono gorącym sercom, w tym – kwestującymi ministrom; gdy się to powierzy piecom będzie już zupełnie idealnie; w 36-ym rozdano 5000 orderów – w 37-ym przeznaczono do rozdania pół miliona!

Order to wspaniała rzecz, to zasłużone wyróżnienie wybitnej jednostki. Podczas wojny światowej Nikołka przeglądając pułk, co wrócił z frontu, kazał rozdać w każdej kompanii dwa Gieorgia. Ale 3-cia kompania uciekła haniebnie i w komplecie. Komu dać?

Rozkaz cara musiał być wykonany; postanowiono, że tym co uciekali ostatni. No i czarno-pomarańczowe wstążeczki „za chrobrost” otrzymały dwie niezdary co drałując w popłochu wpadły do rowu; gdy się wygrzebały – były na samym końcu.

Albo ten dyplomata co napisał do naszego MSZ, że na obiadach oficjalnych źle się czuje bo nic nie ma w klapie. Dla godniejszego zaprezentowania Polski prosił o order. Minister się uśmiał i – dano mu.

Szkaradnej pamięci Stanisław August sprzedawał ordery jak straganiarka kiełbaski na rynku. Św. Stanisława można było dostać za 100, po solidnych targach za 75 dukatów. Raz Piattoli robił królowi wyrzuty, że Orła Białego sprzedał za 200 dusiów; – Jak można Najjaśniejszy Panie! Przecie to najważniejszy polski order…

– Ha, pewnie że to fatalnie mon cher abbé, ale co robić gdy brzydki sknera ani rusz więcej dwustu nie dawał.

Jeśli te historyjki wywołują niesmak to dlatego, że dla orderów czuje się pewien respekt. Kawalerowi Virtuti Militari zabroniono niedawno w Bydgoszczy być czyścicielem butów przed dworcem. Chyba żeby szczotkował bez orderu na piersiach. Skrupulatna dbałość o godność odznaczenia jest oczywiście sensowniejsza niż zupełne ich dewaluowanie. Nie warto sprowadzać orderu do roli wawrzynu łachademickiego, który dziś może dostać dorożkarz za krasomóstwo wykazane w pyskówce z Kadenem o kurs, a jutro będzie rozdawany za karę – za wadliwe przejście przez ulicę na ukos.

Już jeden pan zamówił sobie bilety wizytowe: „były radosno twórczy starosta niekarany sądownie”. Są medale za ratowanie tonących, może wprowadzi się teraz i dla dobrze umytych.

Odznakę strzelecką otrzymuje każdy co wystrzeli pewną ilość punktów. Wedle ostatnich pojęć to niesprawiedliwe, że złotą odznakę nosi doskonały, ale młody strzelec podczas gdy drugi co od 10 lat puka bez sensu nic nie ma.

Przed wojną hotelarze na Rivierze mówili:

– Ten gość to pewno jakiś fałszywy Polak, nie wpisał się jako hrabia… Uhm, podejrzany!

Teraz będą szeptać:

– To ma być Polak? A gdzież u niego order? Łże bestia. To żaden Polak.

Gdyby tak zilustrować w skrócie epoki? Oto schemat:

Era Piasta kołodzieja: w dziupli prastarego drzewa siedzi poczciwy poganin, odpędza patykiem niedźwiedzia i zajada plaster miodu.

Czasy Jagiełły: rycerz zakuty w zbroję, ze szkaplerzem na szyi, tratuje, tnie mieczem wrogów.

Wiek Sasów: pękaty szlachcic na czworakach przy beczce wina chłepce ogromny puchar, kurzy mu się z wygolonego łba.

XlX-ty wiek: siwy starzec przykuty do taczki pokazuje dzikim Tunguzom święty obrazek.

Rok 1937-my: o 8-ej rano, przed zielonym płotem okalającym białą sławojkę, stoi człowiek na baczność z medalem na piersi,

KAROL ZBYSZEWSKI

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close