Zdzisław Broncel

Berlińska Olimpjada zbliska

Berlin, w sierpniu.

Inaczej wygląda stadjon olimpijski z Warszawy, inaczej z Berlina. W Warszawie trzeba było opłacać wysokie koszty pobytu, kupować drogie bilety wstępu na zawody i olimpjada traciła tu cechę powszedniości, stając się jedynie świątecznem widowiskiem, dostępnem tylko dla wybranych przez los szczęśliwców.

Olimpiada w Berlinie 1936; na najwyższym stopniu podium zwycięzca skoku w dal - Jesse Owens

Olimpiada w Berlinie 1936; na najwyższym stopniu podium zwycięzca skoku w dal – Jesse Owens (źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe; audiovis.nac.gov.pl)

Na długo już przed otwarciem XI Igrzysk Olimpijskich zabrakło u nas biletów. Przypuszczał więc każdy, że na stadjonie spotka samych cudzoziemców i że stadjon będzie niezwykłą, efektowną mozajką narodów całego świata. Tymczasem odrazu po pierwszych okrzykach tłumu, po pierwszej reakcji na zwycięstwa i przegrane, przekonano się, że stadjon jest – niemiecki.

Cudzoziemcy bawili się w wygodnych turystów i wybrednych widzów. Posiadali bloczki biletowe z wywołującym zazdrość napisem „Unterring”, odwiedzali stadjon tylko w dniach pewnych konkurencyj i wszedłszy w jedną z kilkudziesięciu wewnętrznych bram stadjonu, kierowali się w dół, ku miejscom siedzącym.

Na górę, na „Oberring” szli Niemcy. Długiemi, kamiennemi schodkami, mijając dziesiątki rzędów i tysiące widzów, wspinali się na olimpijską galerję, na najtańsze miejsca stojące – po 1 marce. Przybywały tu całe rodziny z nieodstępnym termosem, butelkami lemonjady, z wielkiemi bułami, przełożonemi kiełbasą, z przedpotopową lornetką i z nieodzownym „Olympia – Zeitung”, albo „Tagesprogramm”, gdzie podawano szczegółowo dzienny plan zawodów.

Tak zatem, międzynarodowy stadjon otoczony był od góry szerokim niemieckim wieńcem.

Lecz jakże stać w ścisku trzy lub cztery godziny? Jakże wtedy trzymać przyniesione zapasy, albo jak spokojnie zapalić cygaro? Olimpijska galerja znalazła na to sposób. Oczywiście udawało się to tylko wskutek zdyscyplinowania publiczności, zrozumienia wspólnego interesu i natychmiastowego zdecydowanego frontu przeciw wyłamującym się indywidualistom.

Indywidualność polegała na tem, że uparty widz stał właśnie wtedy, kiedy następny rząd, za jego plecami, chciał siedzieć. Miejsca stojące dawało się zamienić na siedzące tylko pod warunkiem jednomyślności widzów z całego „Blockteil”.

Zaczęło się tak: siedzą wszyscy na kamiennych schodkach, na których mieliśmy stać -widoczność stadjonu doskonała. Po kilkunastu minutach cierpną nienaturalnie skurczone nogi. Kręcimy się na miejscach, napróżno co chwila zmieniamy pozycję. I wtedy właśnie ktoś zawołał „Stehe-pause”. Wstajemy. Pięć minut „wyprostowania kości” i – siadamy spowrotem.

– Hinsetzen, hinsetzen! Pani w kapelusiku z zielonem piórkiem właśnie chce stać! O! próżna to opozycja – tu nie wolno wyłamywać się z solidarności – albo nikt nic nie będzie widział, albo wszyscy będziemy mieć otwarty widok na boisko. – Siadać! Siadać! Młoda dama jest uparta…

I wtedy, nagle, z oficjalnego głośnika olimpijskiego wybiega tubalna apostrofa: Widzowie z Oberring 0-20, Blockteil „h”, proszą panią w bronzowym kapeluszu, aby zechciała usiąść! Patrzą wszyscy na bronzowy kapelusz i zielone piórko. „Pani” siada, nagrodzona oklaskami i „danke schön” całej „jaskółki” stadjonu.

Dość sporów o „hinsetzen”! Na stadjonie walczą Niemcy w biegach, w skoku w dal. Gisela Mauermayer i Paula Molgenhauer rzucają dyskiem. Stadjon jest bezceremonjalny – wali brawa Niemcom i Niemkom, skąpemi zaś oklaskami odzywa się na rekordy świata Amerykanów czy Finów. Reakcja ożywia się wtedy, jeżeli wynik decyduje o utracie szansy przez członka reprezentacji niemieckiej – gdy Wajsówna rzuciła dyskiem ponad 46 metrów, zagrażając rekordowi Giseli Mauermayer -z piersi widzów wyrwało się głębokie – Aaa! Jak fala obiegło stadjon i zgasło, by ustąpić szalonym oklaskom, okrzykom, porywom entuzjazmu po znacznie słabszym rzucie Molgenhauer. Jadzię Wajsównę nagradzały tylko wysyłane „chórem” polskim depesze:

– Ja-dwi-ga! Ja-dzia! Ja-dzień-ka!

Speaker ogłasza wynik: Nr. 553. Wei-só-wna, Polen, 46 m.

– Pol-ska! Pol-ska! Pol-ska! Sąsiedzi Niemcy pytają się: – Tak? To jest Polka? – i nie czekając na odpowiedź, zrywając się z miejsc, krzyczą, klaszczą, wiwatują – ach, Molgenhauer rzuciła… 38 metrów. To znaczy – bronzowy medal dla Niemiec. Złoty – zdobywa Gisela.

– Achtung! Achtung! Attention! Attention! Céremonie protoculaire olimpique.

Na podjum wprost loży kanclerza, ubrana liściem dębowym, wstępuje trójka zwycięzców. Fanfara. Nałożenie wieńców laurowych na czoło. Na głównym maszcie wznosi się chorągiew niemiecka – na dwóch bocznych – chorągiew polska i niemiecka. Orkiestra gra hymn „Deutschland, Deutschland über alles”. Wstaje sto tysięcy widzów, wyciąga ramiona i przed stadjon olimpijski wznosi się pieśń:

– Niemcy, Niemcy ponad wszystko!

Dla takiej jednej chwili dążą na stadjon setki tysięcy ludzi z całej Rzeszy. Specjalne zniżki, świetna komunikacja, pozwalają mieszkańcowi nawet najdalszych zakątków Reichu przybyć tu i przeżywać niemiecki tryumf. Byle choć raz odśpiewać hymn i „rote Fahne” ujrzeć na wieży zwycięzców!

– 10 złotych medali! 11 złotych medali! Dwunasty złoty medal zdobyli Niemcy! 13 złoty medal dziś zdobywamy! – wołają roznosiciele „Olympia-Zeitung”.

Widz niemiecki patrzy na stadjonie na nieustanne sukcesy sportowe Trzeciej Rzeszy. Widz niemiecki pamięta, że Trzecia Rzesza sport zreorganizowała, oparła na szerokiej podstawie organizacyj społecznych, zbliżyła go do robotnika, odebrała mu cechy luksusu ludzi pracujących dostatecznie mało, by mieć czas na tennis, konną jazdę i kajakowanie. Kraft durch Freude! Siła przez radość! I odwrotnie -radość przez siłę! Okręgi „K.d.F.” dbają o wychowanie sportowe i tężyznę fizyczną swych członków. Wspaniałe boiska, tereny treningowe, pływalnie – to wszystko stoi otworem dla niemieckiej młodzieży – począwszy od najuboższego pracownika. Chcesz iść do pływalni? Zapłacisz wiele, ale jeżeli jesteś członkiem „K.d.F.”, dostaniesz za jedną markę bilet na cały tydzień. Krzewienie sportu w Niemczech nie polega na wykarmianiu befsztykami zespołu sław i asów, mających zdobywać złote medale, lecz na zdobywaniu siły i radości dla wszystkich.

Niemiecka radość rodzi się z niemieckiej siły. Sport uprawiany w ramach „K.d.F.” nie jest coprawda czystym sportem, nie stoi tu bowiem na pierwszym planie piękno fizyczne człowieka i szukanie wzruszeń szlachetnego współzawodnictwa, jest to sport utylitarny, środek zdobywania siły, jednak o ileż wyżej stoi ten cel społeczny ogólno-niemiecki od ambicyj wyśrubowania rekordu o jeden centymetr wyżej, od przesunięcia o jeszcze jedną dziesiątą sekundy wskazówki stopera.

I oto właśnie na XI Igrzyskach Olimpijskich nadszedł czas pokazania, jak siła rodzi zwycięstwo, a zwycięstwo radość. W Niemczech każda próba sił, każde zmierzenie się z cudzoziemcem, jest sprawą polityczną. To nie niemieccy biegacze, sprinterzy, długodystantowcy, sztafety, osady łodzi, fechmistrze, bokserzy, zawodnicy w kuli, dysku i skokach wygrywają olimpjadę! Wygrywa ją Führer…

Czy Führerowi wolno było dać Niemcom Olimpjadę z niemiecką przegraną?

Gdzie wszystko ciągle jest kwestją ambicji gdzie wszczepiono w naród arcydumę niemieckości – tam wolno tylko zwyciężać. Przegrana Niemiec na Olimpjadzie rzuciłaby pewien cień. Zamknęłaby głośniki, zdarłaby flagi z masztów, odebrałaby Niemcom święto, jakie trwa bez przerwy pod znakiem czerwonego sztandaru z czarną swastyką. W kraju, który w swym hymnie zapowiada: Niemcy ponad wszystkiem, każde współzawodnictwo musi dostarczać nowych dowodów tego oświadczenia.

Tylko po te dowody przyszli Niemcy na stadjon. Zapełniony przez Niemców, i to codziennie przez innych, pięćdziesięciotysięcy „Oberring” nie przejmuje się piękną formą Finnów w biegach długodystansowych, czy niezwykłemi sukcesami Owensa, patrzy się przedewszystkiem na Niemców, woła się ku Niemcom i oklaskuje ich rekordy.

W relacjach korespondentów najważniejszemi wydarzeniami stadjonu lekkoatletycznego są nowe rekordy światowe. Tak – o ile zdobywa je Niemiec, jeżeli zaś zwycięża „obcy”, pobicie krajowego rekordu niemieckiego wysuwa się na czoło.

O pierwsze miejsce walczą Niemcy z Ameryką. Hymn amerykański przeplata się z niemieckim w dalekiem echu, gdzie dolatuje od orkiestry, umieszczonej pod tryumfalnemi masztami – lecz, gdy hymn Stanów Zjednoczonych brzmi tylko rozproszoną pod niebem Reichssportfeldu melodją kornetów, hymn niemiecki rodzi się z chóru całego stadjonu. Rzadko treść „Deutschland über alles” tak się potwierdza w wydarzeniach, jak na XI Igrzyskach.

Na ulicach Berlina głośniki, t. zw. usta Goebbelsa, i to bynajmniej nie jakieś reklamowe gadające pudełeczka Telefunken czy Philipsa, ale megafony zamaskowane co 20 kroków przez Ministerstwo Propagandy, transmitują ciągle wiadomości z Reichssportfeld, z Deutschlandhalle, z torów regatowych w Wansee.

Na Potsdamer-Platz zatrzymano przez chwilę ruch uliczny, gdy głośniki zahuczały okrzyki tłumu na meczu piłki nożnej, rozgrywanym przez Niemcy w turze eliminacyjnej. W kawiarni – gdy nagle przerwano muzykę i urywanym głosem speaker wołał o walce bokserskiej – zerwali się wszyscy z miejsc.

– Ein! – zwei! – drei! -liczy sędzia nad powalonym bokserem – nie, jeszcze nie klęska, niemiecki zapaśnik wstał przy „ośmiu”.

– Hoch, Hoch! Czemprędzej piwo i wino! Olympia Zeitung! Olympia Zeitung! – wołają przed operą. – Neueste Olympia Nachrichten!

Na tle czerwieni obić parteru widać w teatrze rozłożone wielkie płachty dziennika, poświęconego wyłącznie Olimpjadzie. Na czołowych miejscach fotografje Giseli Mauermayer, zdobywczyni złotego medalu w rzucie dyskiem i Pauli Molgenhauer, zdobywczyni bronzowego medalu dla Niemiec. Obydwa nazwiska wielkim drukiem w tytule. O Wajsównie, Polce, choć otrzymała srebrny medal, zaledwie wzmianka w tekście…

Jeden jest tylko istotnie groźny dla Niemiec przeciwnik: Ameryka, a mówiąc ściślej – zawodnicy obcych ras: czarni i żółci. Tu niejednokrotnie Niemcy przegrywają, tu muszą staczać najzaciętszą walkę niemal o pojedyncze centymetry, jak np. w skokach. Ale ta walka -podkreślają to szczególnie -przynosi Niemcom zaszczyt. Jeśli nie „Deutschland über alles”, to w każdym razie „Deutschland über Europa” -nie mówi się tego głośno i wyraźnie, dają nam jednak do zrozumienia, że Niemcy bronią honoru białej rasy – właśnie oni, Trzecia Rzesza, największy kondensator energji, stworzony przez rasę białą. Jakkolwiek na to patrzeć, nie sposób odmówić charakterystycznego znaczenia faktom, że po eliminacji, z żółtym przedstawicielem Japonji lub czarnym zawodnikiem Ameryki zmierza się najczęściej zawodnik niemiecki…

Kanclerz Hitler, mówiąc o Igrzyskach Olimpijskich, kilkakrotnie z naciskiem powtórzył, że Olimpjada jest dla niego przedewszystkiem świętem poezji, świętem zbratania narodów w bezkrwawej, rycerskiej walce sportowej. Nie dla zwycięstw mierzymy swe siły na stadjonie, lecz dla poznania piękna sportu Hellady.

Pokój! Pokój! Wszędzie powtarza się w Niemczech to słowo. Nieledwie możnaby je wypisać na samolotach bombowych, na cokołach armatnich wspierających pomniki w Berlinie. Pokój! – tysiące białych gołębi zatrzepotało nad stadjonem w dniu otwarcia olimpjady, ażeby jako symboliczne ptaki pokoju nieść wiadomość o olimpijskiem „święcie ludów”… Niemieckie zwycięstwa idą w ścisłem związku z owem hasłem pokoju.

Pokój zawsze może stanowić tylko silny. Nieprawda, że nie po zwycięstwa przyszły narody na stadjon Olimpjady. Nie dla rekordów, obserwacji stylu sportowego, albo sportowej nauki i sportowej emocji zjechały do Berlina wszystkie rasy świata, nie dla podziwiania piękna fizycznego ciągną na stadjon setki tysięcy ludzi. Wszyscy przybyli tu dla zwycięstw. Wszyscy czekają, aż ich chorągiew narodowa powieje na maszcie, że dla ich hymnu uczczenia wyciągną się ramiona niemieckie. Olimpjada jest przedewszystkiem świętem nacjonalizmów.

I to Niemcy zrozumieli do dna, nawskroś. Goście z szerokiego świata wyjadą z Niemiec pod wrażeniem zwycięstw zawodników Trzeciej Rzeszy. Goście z szerokiego świata uwierzą w niemiecką wiarę pokoju i w słowa Hitlera o przyjaźni ludów. Jeśli potrafią patrzeć, zrozumią jednak, że Niemcom śni się pax romana, pokój Caesara Augusta, posiadającego już wszystkie wieńce zwycięstw. Nad Berlinem łopoczą białe – kolor zgody i pojednania – flagi olimpijskie. Nad Berlinem w czasie Olimpjady krążą eskadry bombowców. To jest streszczenie niemieckiego pokoju. Na Olimpjadzie – serdeczność i gościnność dla wszystkich, wieniec dębowy – dla Niemiec. To jest streszczenie niemieckiej olimpjady. Wieniec dębowy dla olimpijskiego zwycięzcy – Führera. To jest streszczenie współczesnych Niemiec.

Samolot Lufthansy leci z Berlina do Hamburga. Hamburg, Altona, Lubeka – niemieckie centra portowe. Olbrzymie doki, transatlantyki giganty, wieczny wyścig o hegemonję gospodarczą. Nowoczesne bloki domów, pola, o których by można powiedzieć, że je zasiano nie zbożem, lecz przemysłem. I wszędzie napisy: „To, co zbudowaliśmy, zbudowaliśmy dzięki naszemu Führerowi”.

Zbudowaliście dzięki sobie samym. Jeżeli chcecie o tem mówić językiem, gdzie pierwsze słowo jest „Führer” – dobrze, niech tak będzie, nic to nie szkodzi. Przecież iskrę uważa się za źródło ognia, często zapominając o stosie, który płonie. Możemy przecież zrozumieć ten język symbolów, tak, jak rozumiemy, jakim właściwie symbolem jest olimpijskie święto sportu w Trzeciej Rzeszy.

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close