ryżową szczotką

Bitwę pod Lignicą przegraliśmy z powodu obcych agentur

Nikt chyba nie wydał okrzyku entuzjazmu i podziwu nad szczodrością władz czytając, że 150-ciozłotowe pensyjki weteranów z 63-go roku zostaną podwyższone o 50 groszy. Takie zarządzenie dzisiaj – gdy jest wszystkiego 53 weteranów i gdy najmłodszy z nich ma 92 lata – zakrawają coś na kpiny. Kto za późno daje ten wcale nie daje.

Zawsze Polska słynęła z tego, że zasługi nie są w niej należycie oceniane. Może zmieni tę tradycję kariera legionistów. Tu nikt nie zarzuci, że za mało się im odwdzięczono. Ale weterani w Oleandrach nie byli, więc i ministrami ani dyrektorami banków nie zostali, poza doroczną akademią styczniową, na którą się ich wywleka nie zaznali żadnych zaszczytów. Pensje pobierali nieprzyzwoicie małe. Dwaj bracia Jędrzejewicze otrzymują dziś do spółki więcej pieniędzy tytułem emerytur niż wszyscy weterani razem wzięci. To niesprawiedliwe bo rezultaty ich działalności są ostatecznie te same: weterani walczyli o polskie uczelnie i prawie ich nie było; Jędrzejewicze zwalczali uczelnie i dopięli tego, że prawie ich nie było. Działanie różniło się tylko jedną literą więcej, a w rezultacie dało o tyle złotówek więcej.

Powstańcy z 63-go r. to najwięksi bohaterzy jakich wydaliśmy. Bohaterstwo żołnierza idącego z całym pułkiem do ataku w porówaniu z tym jest niczym. Żołnierz jest uzbrojony, ma 50% szans zwycięstwa, jeśli nie zginie w bitwie będzie żył dalej jak najlepiej.

Powstańcy tworzyli oddziały pikinierów i drągalierów. Z patykiem szli na rosyjskie armaty! Na zwycięstwo nie mieli żadnych widoków. Kto nie padł od kuli miał w perspektywie stryczek lub Sybir. Żołnierz w szeregu broni swych krewnych, powstaniec idąc do lasu narażał rodzinę na konfiskatę majątku, na więzienie, cięgi, znęcanie…

Nawet sławy osobistej, tego narkotyku nie szczędzonego żadnym żołnierzom, nie mogli zdobyć. Konspiracja, lasy, brak wszelkich aktów, pseudonimy – wszystko to pokryło zupełnie te wspaniałe sylwetki.

Jedyny nasz obecny dygnitarz zajmujący się naprawdę młodzieżą -każdy oczywiście w lot się domyśla, że chodzi o generała Zamorskiego -skarcił surowo młodzież, iż nie wzięła udziału w uroczystościach rocznicowych powstania. Policja ma zawsze rację, więc i tym razem również. Jedyne usprawiedliwienie to, że dziś akademie są tak mile widziane jak komornik. Gdy się je obchodzi co wtorek, gdy nie można otworzyć radia by nie usłyszeć napuszonej oracji dygnitarza, pójść do kina by nie zobaczyć uroczystych cylindrów – nabiera się wstrętu, unika nawet tej jedynej w roku sensownej.

Stanowisko części (tylko części -na szczęście) prasy narodowej wobec powstania wypadło antypatycznie. Zgryźliwe, pełne zastrzeżeń, zarzutów, że było zbrodniczym dziełem obcych agentur…

„Robotnik” i „Dziennik Ludowy” wydały okazałe numery, zaanektowały sobie całkowicie powstanie. To ich ojcowie je robili! „Kurier Warszawski” to samo. Nawet „Czas”, zramolały „Czas” co nie śmie dziś pisnąć przeciw staroście, którego lojalność względem Austrii była przysłowiowa -powygrzebywał jakieś swe stare artykuły sprzed 75 lat i na ich zasadzie woła: – to myśmy robili powstanie! Oni, ta zżydziała redakcja!!

Naturalnie mają zupełną rację. Czemu się odżegnywać od tej przepięknej przeszłości? Czemu się wyrzekać filiacji po bohaterach? Narodowcy, którzy dziś nie zabiegają o posadki, subwencyjki, synekurki, którzy nie podskakują przymilnie, nie padają plackiem przed każdą kasą ogniotrwałą, którzy dziś walczą, jak tamci ongiś, o ideę – odwracają się od swych prekurserów z grymasem. Dzieło obcych agentur! Tyle tylko mają do powiedzenia.

Masoni, Żydzi – nikt nie neguje ich szkodliwości. Ale przesadą jest twierdzić, że ta garść nicponi rządziła niepodzielnie ogromnym narodem. Mieliśmy my powstania, każde pokolenie urządzało swoje. Więc zawsze „obce agentury” wtykały nam miecze do ręki? Więc gdyby nie one siedzielibyśmy jak trusie? Irlandczycy wzniecali regularnie powstania przez 500 lat, wychodzili na nich zawsze jeszcze gorzej niż Polacy – jeśli dziś mają niezawisłość to jednak dzięki utrzymaniu ducha tymi szaleńczymi rebeliami. Nie trzeba przypisywać najchlubniejszych dziejów naszej historii obcym agenturom.

Żydzi modlą się dziś o wojnę z Niemcami dla zgładzenia Hitlera. Nie myślimy oddawać im tej usługi. A jeśli Niemcy wkroczą nagle w Poznańskie? Rzucimy się do szeregu, czy też siedząc w domu mrukniemy: Żydzi chcą byśmy zniszczyli Hitlera, a że Żydzi zawsze nam źle życzą więc tego nie uczynimy? I czy historyk co by po latach napisał, że wojowaliśmy z Hitlerem o Poznańskie za podszeptem żydowskim byłby przy zdrowych zmysłach?

To prymitywizm przypisywać wszelkie niepowodzenia dziejowe obcym agenturom. Naród w 63-cim r. rwał się do powstania, pragnął go. Może było ono komuś na rękę. Zbieg okoliczności. Lecz nikt, tylko sam naród je wywołał.

A ci narodowcy co dziś rzucają anatemy na powstanie, gdyby żyli wówczas – czy poszliby do lasu, czy krzyczeliby, że to zbędne? Oo, napewno popędziliby pierwsi, nie wahaliby się minuty. Więc czemu wypierać się dziś tego co wzniosłe, co porywające, czego bez drżenia zachwytu jeszcze dziś wspominać nie można?

KAROL ZBYSZEWSKI.

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close