ryżową szczotką

Czy potrzebne są drogi

Mknąc świetną, betonową szosą do Modlina myślałem naiwnie: no, tubylcy modlą się tu pewnie od rana do wieczora za zdrowie rządu co im taką życiodajną arterię wybudował…

Za dużo chodziłem na wykłady psychologii prof. Witwickiego i dlatego rozumowałem najfałszywiej… Oto plon przeprowadzonej ankiety. Babina wiedzie krowę, ja do niej: – Serwus panienko, przyjemnie iść taką dobrą szosą, co?

– A niech ją diabli wezmą!

– Jakto? Toć krowa na niej nogi w wyboju nie złamie.

– Tak, tylko, że już trzy razy mandat karny za krowę płaciłam. Nie dają bydlęciu szosą chodzić, bokiem każą. A jak bokiem, kiedy krowa ścieżki nie lubi. Dawniej sobie szła środkiem szosy, nie wadziła nikomu, teraz ino czyhają by stworzenie ukarać!

Gospodarz z wąsami jak wiechcie zaklął niby rodowity warszawiak:

– Cholera z tą szosą! Dawniej gdy letniaki przyjeżdżały, to za zwózkę ich rzeczy z Warszawy brałem 25 złotych. – Droga strasznie marna, tłómaczyłem, koń się okrutnie zmorduje… I płacili. Dziś każdy letniak samochód wynajmuje i za 10 zł. ma wszystko na miejscu. Tfu z tym betonem!

Dobra mama aż ręce załamała na wzmiankę o szosie.

– Mój Antoś, syn znaczy, co 13-cie lat liczy, nie skończy szkoły w tym roku. Pan nauczyciel powiedział co nic się nie uczy. A pewnie, że nic, bo łobuz jeden popołudnie całe na rowerze po szosie ugania. Dawniej to gdzie – wcale jeździć nie mógł, takie dziury i kamienie. Teraz na drugi rok zostanie i bez co? Bez tę szosę!

Zapytałem ze 30 osób i każda miała jakieś pretensje: Kowal, że wozy się teraz mniej psują i roboty mu braknie; baba, że wszystkie kury jej mordują; sklepikarz, że ludzie po zakupy autobusem do Warszawy jeżdżą…

Okazuje się, że to złośliwość władz spokojnej ludności życie zatruwać betonowymi szosami.

Na Polesiu trafiwszy łódką do ślicznego zakątka, mówiłem do kmiotków:

– Czemuż tu żadnej drogi do was nie ma? Zjeżdżaliby ludzie autami, motocyklami, sprzedawalibyście turystom mleko, jaja i lody, pieniądze wyrzucalibyście łopatami do rzeki z braku miejsca na nie w chatach.

Stary Hawryło odpowiedział:

– My już dawno marzymy o drodze, bo jak deszcze pójdą to odcięci całkiem jesteśmy od świata. No to w zeszłym roku zaczęlim groblę przez błota sypać. Już usypalim z połowę – przyjechał urzędnik ze starostwa kazał wszystko rozwalić. Pojechałem z delegacją do województwa, tam tłómaczą nam:

– Pozwolić na groblę wam nie możem, bo bez planu ją prowadzicie, nieprzepisowo znaczy. Ministerstwo plany przygotuje, wtedy i drogę wam wybudujem.

– Oj kiedyż to będzie? Czy aby dożyjem?

– W swoim czasie będzie, a narazie macie tu pół tuzina orderów na gminę.

Chodzim teraz wszyscy udekorowani – ale chodzim dalej po błocie.

I w tej głuchej wiosce poleskiej dzieci modlą się wieczorem: – Daj nam Panie Boże zdrowie, chleba, urodzaj na siano i drogę do miasteczka…

Rozlegają się teraz opinie kawiarnianych strategów:

– Brak dróg, złe drogi – bo siła kraju, bo wtedy zmotoryzowany wróg nie może go zdobyć.

Słucha się tego z przyjemnością myśląc: Polska bezdrożem stoi!

Asfaltowe szosy to zacofanie, pragnąć ich mogą tylko dzicy Poleszucy.

KAROL ZBYSZEWSKI

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close