Jan Mosdorf

Dlaczego Bem?

W czasie ostatnich spotkań i fraternizowania z Węgrami stale padało z ust naszych nazwisko generała Józefa Bema. Od czasu powrotu jego szczątków do Tarnowa kult jego zatacza coraz szersze kręgi. Nawet w Gdyni jest ulica Bema, w Gdyni, z którą generał tyle miał wspólnego, że jako młody porucznik brał udział w obronie Gdańska.

Generał Józef Bem - litografia (domena publiczna)

Generał Józef Bem – litografia (domena publiczna)

Oddawanie czci wybitnym zmarłym jest rzeczą słuszną i świadczy o kulturze narodu. Jednakże należy zachowywać proporcję. Postać Bema zaczyna ostatnio wyrastać ponad miarę zasług, zdolności i roli, jaką odegrał, a dzieje się to z krzywdą innych naszych bohaterów narodowych.

Dlaczego np. przepijając do Węgrów mówimy wyłącznie o Bemie a grzebiemy w niepamięci nazwisko gen. Henryka Dembińskiego?

Warto porównać te dwie postacie, których drogi życiowe nieraz się krzyżowały, a podstawą niech nam będą życiorysy, ogłoszone w Słowniku Biograficznym.

Henryk Dembiński, urodzony w 1791 r., skończywszy Akademię Inżynierii w Wiedniu, wstąpił w wieku lat 18 do wojska Księstwa Warszawskiego na prostego żołnierza, przebył po bohatersku kampanie napoleońskie w 1812 i 1813 r., uzyskał z rąk Napoleona rangę kapitańską oraz Legię Honorową. Pod Konstantym nie służył, był posłem na sejm, projektodawcą zniesienia pańszczyzny. Przeciwny przedwczesnemu powstaniu, stanął jednak do apelu natychmiast po wybuchu i był wrogiem wszelkiego paktowania. Objąwszy pułk, potem brygadę kawalerii, odegrał wielką rolę pod Dębem Wielkim i pod Iganiami za co otrzymał awans na generała. Z żołnierzem częściowo w kosy tylko uzbrojonym pobił gen. Sackena, pod Ostrołęką osłaniał swą jazdą artylerię Bema. Później wykonał swój sławny raid na Litwę i jeszcze sławniejszy powrót: w ciągu 25 dni przebył 120 mil przez kraj zalany armią rosyjską, wrócił na czele oddziału większego niż wyruszył, przywiózł amunicję i kasę z 12 tys. zł. Za czyn ten został generałem dywizji.

Zdolności na wodza naczelnego nie miał, co wykazało kilkudniowe jego dowództwo w sierpniu. Walcząc później bohatersko w obronie Warszawy, ostatni strzał oddał jeszcze przy przekraczaniu granicy pruskiej.

Generał Henryk Dembiński - litografia z 1848 roku (domena publiczna)

Generał Henryk Dembiński – litografia z 1848 roku (domena publiczna)

Odtąd zaczęło się życie na tułaczce, ruchliwe, żądne czynu, niezmordowane. Próbuje tworzyć legiony to w Turcji, to w Egipcie, to w Hiszpanii, myśląc nawet o wspomaganiu Czerkiesów, snuł nieprzerwane plany atakowania Rosji. W 1848 r. otrzymał szereg propozycyj dowództwa. Został feldmarszałkiem węgierskim, pobił Austriaków pod Tornallya, poniósł porażkę pod Kapolną. W sierpniu 1849 otrzymał naczelne dowództwo, został ranny, a później pod Temeszwarem przed samą bitwą zastąpiony przez Bema, który poniósł druzgocącą klęskę.

Znów rozpoczęła się tułaczka, internowanie w Turcji, a później długie lata gorzkiej bezczynności w Paryżu. Umarł nieledwie w nędzy, za stary, aby móc wziąć udział w powstaniu styczniowym. Znamy dziś więcej z portretu Rodakowskiego, niż z wielkiej ofiarnej służby ojczystej, tego świetnego partyzanta, miernego może wodza, ale rycerza bez skazy i trwogi.

A teraz Bem.

O trzy lata młodszy, kadet Księstwa Warszawskiego, od 1816 r. porucznik; odbył wojnę 1812 roku, bronił Gdańska, dostał się do niewoli. Wszedł do wojska Królestwa Kongresowego. Miał opinię zdolnego, śmiałego, ale lekkomyślnego awanturnika. Mundur zrzucał kilkakrotnie nie zawsze dobrowolnie.

W 1822 roku został aresztowany za udział w masonerii, skazany na degradację i rok więzienia. Był wówczas adiutantem innego wybitnego wolnomularza, gen. Bontemps, który osłonił go tak skutecznie, że z wielkiej chmury spadł zaledwie mały deszcz. W. X. Konstanty, sam, według prawdopodobnych poszlak, członek wolnomularstwa, skasował wyrok i Bem po półrocznym przebywaniu „na reformie” wrócił do służby czynnej.

Wreszcie „za niezłożenie w czasie przyzwoitym rachunków z powierzonych sobie funduszów skarbowych” 23.XII. 1824 r. skazany został wyrokiem sądu wojskowego na 2 miesiące aresztu z powtórnym przeniesieniem na reformę i z zesłaniem do Kocka, później do Kozienic. Wreszcie otrzymał dymisję i wyjechał do Galicji.

Sprawa nie musiała być błaha, skoro po wybuchu powstania przyjęto go w pułku artyleryjskim niechętnie, odsuwano się od niego. Straciwszy opinię przez kmicicowskie wybryki, dzyskał ją kmicicowską odwagą… Za Iganie gdzie stawał świetnie awansował na podpułkownika, za Ostrołękę dostał szlify pułkownika i Virtuti Militari. W sierpniu został generałem brygady.

W czasie oblężenia Warszawy Bem zawiódł zaufanie rządu i społeczeństwa. Przeforsował fatalną koncepcję obrony w zbyt szerokich szańcach, twierdząc że ze swą lotną artylerią zawsze zdąży na czas dla odparcia szturmu. Gdy przyszło do działania – zniknął. Przez cały ranek 6 października Małachowski i Krukowiecki napróżno rozsyłali adiutantów po całej Warszawie. Kluczowy szaniec 57 był już wzięty, zaczynał się szturm na Wolę, kiedy Bem zjawił się przy swej baterii.

Ale z 52 dział nie znalazł nawet połowy: rozebrali je komendanci fortów, chcąc na własną rękę naprawiać sytuację zawinioną przez naszego Kmicica.

Odrabiał on teraz swe przestępstwo bohaterskim działaniem swej baterii konnej, ale Wola już była stracona bezpowrotnie.

Na emigracji rozwinął Bem energię ogromną: zakładał tajne związki, wykłócał się z przeciwnikami, wdał się lekkomyślnie w sprawę legii portugalskiej, angażując bezprawnie emigrację w spory wewnętrzne dynastii Braganza, co wywołało oburzenie i nawet zamach na życie Bema.

W 1848 roku dowodził rewolucyjnym Wiedniem, po upadku miasta przekradł się na Węgry, gdzie znów uwikłał się w spory z Polakami i znów naraził na zamach ze strony Kołodziejskiego. Objął dowództwo nad armią w Siedmiogrodzie i odbył świetną kampanię w Siedmiogrodzie, bijąc wielokrotnie Austriaków, choć ponosząc kilkakrotnie porażki na skutek zbytniego ryzykanctwa. Powołany na wodza naczelnego na miejsce Dembińskiego, wydał lekkomyślnie wbrew jego radom bitwę pod Temaszwar, „z fortecą nieprzyjacielską na tyłach bez większego zapasu amunicji i przegrał ją fatalnie. Jeszcze po tej bitwie wydał namiętny, nieprzemyślany i krzywdzący rozkaz o legii polskiej” (Tokarz, P. Sł. Biogr. t. I str. 419) Schroniwszy się do Turcji przyjął islam i jako Murat Pasza wszedł w służbę Sułtana.
Umarł, internowany w Aleppo.

Każdemu wedle zasług. Jest rzeczą słuszną, aby pamięć Bema czciła polska artyleria, słusznie, aby pamiętali o nim Węgrzy. Nie należy jednak, jak to się dziś czyni, wynosić go ponad innych, równie zasłużonych, a bardziej pod względem charakteru nieposzlakowanych. Zarówno błąd młodości jak karygodne niedbalstwo w oblężonej Warszawie, jak wreszcie zaparcie się wiary – choćby z patriotycznych pobudek – nie pasują generała Bema na wzór dla polskiej młodzieży. A jeśli wysuwamy go jako symbol braterstwa broni polsko – węgierskiego, to przynajmniej – jest to kwestia taktu wobec pamięci zmarłych – nie pomijajmy pięknej postaci gen. Dembińskiego, który śpi, zapomniany od rodaków na cmentarzu tułaczy w Montmorency.

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Close