Dyplomacja

Mogą sobie piszczeć różne demokraciołki, że idea nacjonalizmu to poroniony wymysł faszystów i że poza straganami na targu nie ma żadnego zastosowania. Historia mówi co innego.

W XVIII-ym wieku Włosi byli przedstawicielami dyplomacji najprzeróżniejszych państw, podobnież Niemcy i Francuzi. Roiła się Europa od takich Lucchesinich, co służyli nie swej ojczyźnie, ale państwu co im lepiej zapłaciło. Iluż Rosja miała dyplomatów – Niemców co nawet słowa po rosyjsku nie umieli.

Dziś to nie do pomyślenia. Każdy rozumie, że polityka zagraniczna to nie partia szachów, w której Francję może reprezentować stuprocentowy Moskal Alechin. Polityka zagraniczna to są przecież najistotniejsze interesy kraju, tylko do człowieka związanego z nim wszystkimi filtrami, całą duszą – można mieć pełne zaufanie. Talleyranda nie wziętoby dziś nawet na referenta do naszego MSZ. I słusznie.

Co tam przyjąć cudzoziemca!

Przecie dyplomata, co ożeni się z cudzoziemką jest z miejsca, bezapelacyjnie wycofywany choćby poślubił Chilijkę, Eskimoskę. Rozumuje się roztropnie, że przy polskiej polityce zagranicznej majstrować powinni ludzie o zdecydowanie polskiej mentalności, nie związani żadnemi węzłami z żadnym innym państwem.

Żyd czuje się zawsze przede wszystkim Żydem, a dopiero później Hiszpanem, Chińczykiem czy Botokudem. Popchnąć Żyda udającego Maorysa w Australii – zaraz warszawski Żyd z placu Piłsudskiego, skrzeczący od dzieciństwa że jest Polakiem odezwie się z protestem.

Żydzi zawsze patrzą na politykę zagraniczną przede wszystkim z punktu widzenia interesów żydowskich. Holandia jest od lat w jak najlepszych stosunkach z Niemcami i doskonale na tym wychodzi. Od czasu Hitlera w Holandii znaleźli się Holendrzy agitujacy przeciw przyjacielskim stosunkom z Niemcami. Odkryli nagle, że te dobre stosunki są zgubne dla Holandii; wszyscy cl Holendrzy okazali się Żydami.

W naszym MSZ jest 2% urzędników Żydów. Społeczeństwo byłoby spokojniejsze, gdyby 2% urzędników pożeniło się z Malajkami, a zato tamte 2% przeniesiono do biur zarządu gminy żydowskiej, no, ale przypuśćmy, że to są wyjątkowi Żydzi dobrani przez min. Becka, co czytając o pikietowaniu sklepów chałaciarskich na Marszałkowskiej wołają: – brawo! a o akcji antypolskiej pejsaczy amerykańskich: – co za paskudztwo!

W prasie wolno poruszać każdemu sprawy polityki zagranicznej i to jest nonsensem. Gdyby przyjechał do nas murzyn z Senegalu, założył wielkie pismo „Głos Polaka”, prowadził w nim kampanię antyfrancuską, starał się wszelkimi chwytami popsuć stosunki polsko-francuskie, czy władze nie powinny by mu powiedzieć:

– Bardzo to ładnie, że pan nienawidzi Francuzów za to, że ciemiężą pańskich murzyńskich rodaków, ale Polska ma inne cele polityczne niż Senegal, więc dość tego oszustwa. Nazwij pan swą gazetę „Głos Czarnych Ludzi”, podpisuj swe artykulasy „Bwana Kubwa”, nie – Mścisław Koniecpolski, wtedy nic nie mamy przeciw.

Naszych Żydów trzeba traktować podobnie.

Mogą sobie wypisywać co chcą, ale w swoim imieniu, w żargonie. Prasa ma dziś zbyt wielkie znaczenie, by pozwalać cudzoziemcom na podszywanie się pod opinię jakiegoś narodu. Niech zagranicą wiedzą co myślą i czego chcą Polacy w dziedzinie polityki zagranicznej, a jeśli to kogo interesuje i co myślą Żydzi zamieszkali w Polsce. Ale to rzeczy zupełnie różne i nie mogą być splątane.

Karol Zbyszewski

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Close