Masoneria w XVIII wieku

W Krakowie odbyła się pasjonująca dyskusja publiczna między dr. K. M. Morawskim, popierającym tezę, że masoneria spowodowała upadek Polski i prof. Konopczyńskim nie wierzącym w nią wcale. Naturalnie nasze radio uznające tylko banał, komunał, śmiertelną nudę i uroczyste akademie nie transmitowało tej sensacji. Akurat przemawiał przez nie jakiś mianowany burmistrz czy inna znienawidzona kreatura.

Masoneria to tak frapująca i zawsze aktualna rzecz, iż choć dwaj luminarze mówili o niej przez 3 godziny, nie mogę oprzeć się chęci dorzucenia i swoich 3 głupstw.

* * *

Za Stanisława Augusta moda wymagała stanowczo wstąpienia do wolnomularstwa. Nie należeć do loży było w równie złym tonie jak.., nie mieć kochanki.

Mularstwo nie kryło się wcale, siadając do powozu mówiono furmanowi:

– Do loży Doskonałej Tajemnicy!

A on wiózł prosto na Senatorską. W dnie wspólnego ucztowania wystawało przed lożami po kilkadziesiąt karet – każda z herbem swego właściciela, odznaki masońskie noszono widocznie jak ordery, mniej tępe mowy, wygłoszone na posiedzeniach, były drukowane.

Mularzami byli Ignacy i Szczęsny Potoccy, Kazimierz Sapieha, Lubomirski, Moszyński, ks. Adam Czartoryski, Niemcewicz, Stanisław August – podobnież jak jego koledzy po fachu król angielski i Katarzyna. Księżna Izabella, marszałkowa Lubomirska i co rezolutniejsze damy miały własną babską lożę: Dobroczynność. Biskupi i kanonicy też należeli do lóż. Gdy paru proboszczów wystąpiło w Warszawie przeciw wolnomularstwu gromiąc je z ambon -prymas natychmiast przepędził ich na prowincję jako niepoczytalnych.

Wzorem karczm przydrożnych silących się na poetyczne szyldy jak: „Pod trzema prosiakami”, „Pod skutecznym jajkiem” i loże pomniejsze, filie centralnego w Polsce Wielkiego Wschodu przybierały efektowne nazwy: pod Cnotliwym Sarmatą, Gorliwego Litwina, Dobrego Pasterza, Trzech Braci (należał ks. Adam), pod Trzema Hełmami (loża Stanisława Augusta), Tarczy Północnej (Niemcewicz).

O ile istnienie Towarzystwa Mularskiego było zupełnie jawne, o tyle jego cele i działalność tak świetnie zakonspirowane, że nawet członkowie nie mieli o nich wyobrażenia.

Światowy przekształcał się w Budowie Salomona w Nieociosany Kamień, przenikał Budowę Mularską, nasiąkał Sztuką Królewską, podczas prac sycił się Warsztatem i Mistrzem, wchłaniał Księgi Budownicze z ust Dozorcy, roztrząsania Wielkiego Brata Przysposobiciela o Światłach Wysokich i Małych, łowił dźwięki Projektów od Młotka, przystępował do Biesiady z Prochem…

Cała ta napuszona gwara oznaczała najprostsze rzeczy w świecie: cywil wstępował do towarzystwa wolnomularskiego, zoslawał członkiem kandydatem, studiował statut i ideologię towarzystwa, podczas zebrań gapił się na zarząd i prezesa, słuchał odczytywania protokółów z uprzednich posiedzeń przez sekretarza, ględzeń wiceprezesa o moralności i miłości, wniosków zarządu, zasiadał do kolacji zakrapianej winem…

Wypowiedziane normalnie, rzeczy te traciły połowę uroku i całkowicie grozę.

Przechodził potem brat, czyli członek, wtajemniczenie – z proszkiem wdmuchiwanym mu do nosa, z trumnami, sztyletami, pseudo – morderstwami; awansował w stopniach, których było 7, przy czym każdy miał inny lokal (2-gi stopień – 2 pokoje! 4-ty stopień – 4 pokoje!!, co za pomysłowość!l!), inne obicie, innego patrona, w każdym bracia nosili innego koloru spodnie i fartuszki; przyozdabiał świątynię – i to wszystko by wreszcie, jako jedyną działalność, rozdać co czystszym dziadom parę talerzy zupy rumfordzkiej.

Zgłębianie dziwactw poszczególnych stopni absorbowało cały czas, zawiłość form, mętność ideologii, bzdurny statut pokrywały istotną nicość, albo tych, którzy wiedzieli o co chodzi.

Ale bo też nikt nie zostawał masonem by coś robić. Wolnomularstwo było wtedy w znacznej mierze zabawą towarzyską, ciuciubabką, Z solidarnością masońską bywało krucho; bracia niecierpliwili się często, zwalczali, szkalowali…

Ignacy i Szczęsny Potocki – 3-ci maj i Targowica – byli przecie kolejno wielkimi mistrzami Wielkiego Wschodu, Niemcewicz, szary brat, pisał swe najstraszniejsze paszkwile właśnie na Szczęsnego.

W XVIII-stym wieku w Polsce Budowa Salomona była dla wielu bujdą salonową. Choć oczywiście nie dla wszystkich.

Karol Zbyszewski

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close