Na prowincji

Od jednego z prenumeratorów naszych, mieszkającego na głuchej wsi (w Zamojszczyźnie), otrzymujemy wiadomość charakterystyczną: oto policja tamtejsza trudni się poszukiwaniem u prenumeratorów „Prosto z mostu” poszczególnych skonfiskowanych numerów naszego pisma!

Czytamy w liście:

„Jednego wieczoru przyszła do mnie policja i zażądała, począwszy od numeru 29, wszystkich skonfiskowanych numerów „Prosto z mostu”, których naturalnie nie miałem, więc zabrała tylko numer 31, jako „też podlegający”. Gdy za kilka dni udowodniłem na podstawie notatki w 38 numerze „Prosto z mostu”, że Sąd Okręgowy (Wydz. VIII) konfiskatę tę uchylił i zażądałem zwrotu zabranego egzempierza, powiedziano mi, że „owszem”, ale jest już… w wydziale śledczym”.

Z zdarzenia tego wyciągnąć można wcale pouczające wnioski:

1) Policja w Zamojszczyźnie prowadzi widocznie ewidencję prenumeratorów „Prosto z mostu”, skoro odrazu wie, u kogo można szukać numerów naszego pisma.

2) Taż sama policja, mimo wcale licznych zajęć, jakie miała w ostatnich tygodniach, znajduje czas na ekspedycje po wioskach w poszukiwaniu „niebezpiecznych”, skonfiskowanych numerów naszego pisma. Na jakiej prawnej podstawie to się odbywa – trudno odgadnąć, bo pojedyncze egzemplarze skonfiskowanych druków, znajdujące się już w posiadaniu osób prywatnych, nie mogą podlegać zajęciu.

3) Konfiskuje się u prenumeratora jeden egzemplarz rzekomo skonfiskowanego numeru (którego konfiskata została przez sąd uchylona) i numer ten przesyła się do Wydziału Śledczego. Po co? Czyżby jako dowód nieprawomyślności jego posiadacza?

Wszystko to zakrawałoby na jakąś biurokratyczną groteskę zbytku gorliwości prowincjonalnych kacyków, gdyby równocześnie nie było ilustracją zjawiska o głębszym znaczeniu społecznym. Wypadek bowiem, o którym mowa, zdarzył się u jednego z naszych prenumeratorów – chłopów. Jest dumą „Prosto z mostu”, że będąc pismem literackim, dotarliśmy „pod strzechy”, że obok prenumeratorów z t. zw. sfer inteligenckich, mamy licznych prenumeratorów na wsi, w zapadłych wioskach. Z najgłębszym wzruszeniem odczytuje się przychodzące do redakcji listy tych najmilszych czytelników. Niedawno np. otrzymaliśmy list od jednego z prenumeratorów w Małopolsce, dróżnika kolejowego, zarabiającego kilkadziesiąt złotych miesięcznie, który aby móc sobie pozwolić na zaabonowanie „Prosto z mostu” odzwyczaił się od palenia… Tych właśnie czytelników, ponoszących ofiary, oszczędzających na jedzeniu i paleniu, byle tylko za pośrednictwem literackiego tygodnika móc uczestniczyć w życiu kulturalnym Polski – prowincjonalna administracja traktuje jako ludzi podejrzanych, nachodzi ich z rewizjami. Chłop czyta? – o, to bardzo podejrzane! Podwójnie zaś podejrzane, jeśli czyta pismo, któremu wypadło narazić się na czterokrotną konfiskatę p. prokuratora Żeleńskiego choćby potem w dwóch wypadkach przez sąd uchyloną. Niech więc i powiatowy urząd śledczy odnotuje sobie nazwisko owego śmiałka, który będąc chłopem, ośmiela się prenumerować tak nieprawomyślny tygodnik! Niech żyje – krzewienie czytelnictwa na wsi!

I jeszcze jedno: prenumerator, o którym tu mowa i u którego poszukiwała policja skonfiskowanych numerów „Prosto z mostu”, nadesłał nam przed kilku tygodniami do oceny powieść, obrazującą życie t. zw. rajzerów wiejskich. Rzecz ciekawa, przynosząca sporo nowego zupełnie materiału obserwacyjnego, choć jeszcze literacko nie dociągnięta. W każdym razie: nowy pisarski talent chłopski. Odpowiedzieliśmy obszernym listem. Ale list adresata nie doszedł. Zaginął w drodze. Poczta polska funkcjonuje naogół świetnie, tu wydarzył się ten jeden wypadek na sto tysięcy. Dodajmy także: najczęstsze reklamacje z powodu niedoręczenia przez pocztę numerów tygodnika, otrzymujemy od naszych czytelników wiejskich. Wielu z nich zmieniło nawet z tego powodu adresy, pod którymi wysyła się im pismo; podali adresy swych znajomych w miasteczkach, dworach lub plebaniach; odtąd otrzymują tygodnik regularnie.

Owóż: to fatalne funkcjonowanie poczty wiejskiej i ta gorliwość w szykanowaniu czytelnictwa na wsi, jaką rozwija tu i ówdzie policja prowincjonalna, wydaje się nam sprawą o szerszym znaczeniu; to nie jest wewnętrzna sprawa naszego tygodnika. Dlatego poruszamy ją publicznie. Może to się na coś przyda.

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Close