Naburmuszone mandaryny

– A z carem-batiuszką pan rozmawia?
– Naturalnie; codziennie.
– To niechże mu pan wspomni, że tu w miasteczku żyje niejaki Bobczynskij. Ot tylko żeby wiedział, że ja istnieję…

Tak prosił łże-rewizora Chlestakowa, po pożyczeniu mu paruset rubli, ciemny mieszczanin Bobczynskij. W Polsce to by wyglądało zupełnie inaczej. Do udającego starostę w Koziegłowach Bujdalskiego odezwałby się jeden z tubylców:
– A z prezydentem pan rozmawia?
– No pewnie; przepada za moim towarzystwem.
– I cóż prezydent mówi o mnie, o Stanisławie Kowalskim właścicielu składu węgla na rynku koziegłowskim?

Człowiek co całe życie spędza na swoim podwórku i o nikim mieszkającym poza tym terenem nie wie, jest przeświadczony, że o nim wszyscy wiedzą. Zapytałem raz dróżnika zasypującego dziury na szosie:
– A wiecie jak się nazywa obecny minister komunikacji?
– Zapomniałem. Zresztą jestem zły na niego, bo nie podnosi mi pensji. Wie przecie, że mam pięcioro dzieci i pracuję akuratnie, a mimo to nic…

Ostatnio na dziesięciu zapytanych czy sprawdzali listy wyborcze, usłyszało się dziesięć razy odpowiedź:
– Sprawdzać? Ja! Jeszcze czego. Muszę być na liście. Muszą przecie o mnie wiedzieć.

Minister musi wiedzieć, że dróżnik na 18-stym kilometrze szosy nowogródzkiej zasypuje doły sumiennie i magistrat musi wiedzieć że pan Papuasiński skończył 24 lata w czerwcu i zyskał prawo głosu.

Najwięcej muszą wiedzieć w gazecie. Reporter kryminalny dziennika o stutysięcznym nakładzie dając wzmiankę, że Ignacy Dąbrowski zwany „Kulfon” (dawniej królowie mieli przezwiska: Krzywousty, Stary, Mocny – dzisiaj bandyci) zarżnął w przystępie złego humoru 8 osób tępą brzytwą, naraża dziennik na masę przykrości. Zaraz przyśle list p. Ignacy Dąbrowski z Woli, że to nie o nim mowa, bo on nie posiada w ogóle brzytwy i goli się żyletką, o czym szanowna redakcja wiedzieć powinna; Ignacy Dąbrowski z Tamki przypomni, że jest znany jako „Baryła”, więc to nie o niego chodzi; Ignacy Dąbrowski z Grochowa przyśle sprostowanie, że ta wzmianka nie jego się tyczy, bo wprawdzie zarżnął parę osób brzytwą, ale po pijanemu, w zeszłym roku i tylko 6.

Krzyż Pański mają felietoniści. Jakiekolwiek nazwisko wymyślą -zawsze będzie sprostowanie i oburzenie.

„…dziwię się bardzo, pisze pan Figlasiński, że mnie – wieloletniego czytelnika pisma W. Panów (zawsze kupuję numer na rogu Koszykowej i Marszałkowskiej – chyba redakcja wie o tym!!) spotkała tak niezasłużona obelga. Wczorajszy felieton zaczynał się: „dyrektor Figlasiński…” Wypraszam sobie takie oszczerstwa. Wszyscy wiedzą, że mam wędliniarnię i jestem uczciwym człowiekiem – nie żadnym dyrektorem…

IKC zamieszczał w swoim czasie zabawne rysuneczki łysego pana z cygarem; nazywało się to: przygody pana Agapita Krupki. Rysował je jakiś pomysłowy Holender i szły równocześnie w kilkudziesięciu gazetach na świecie.

No i otrzymał IKC groźny list: „Dosyć tych błazeństw! Miałem wprawdzie kilka przygód, ale nie tyle i nie zupełnie takie. A poza tym palę fajkę – nie cygaro. Bez szacunku – Agapit Krupka”.

Każdy woli, by o nim źle mówiono – niż by nie mówiono wcale! twierdzi Chateubriand. Nie w Polsce. U nas ludzie się obrażają, choć się ich wcale nie wymieniło. Nie można krzyknąć na ulicy: „idiota!”, bo wnet ktoś podbiegnie z pretensją:
– Jakim prawem pan mnie demaskuje?
– Ależ ja wcale nie o panu.
– No, no, bez wykrętów, już ja dobrze wiem!

O dygnitarzach wiadomo – trzeba u nas pisać uroczyście, napuszenie, niestrawnie, nudno. Lecz tegoż stylu we wzmiance o sobie żąda związek świnopasów. O wszystkich, przy każdej okazji, trzeba pisać jakby w cylindrze składali wieniec i przecinali wstęgę.

Dobry humorysta Czyściecki napisał w reportażu z wystawy radiowej, że mechanicy przy swych przyrządach wyglądają jak magowie. Niezwłocznie mechanicy radiowi wystosowali protest: my nie żadne magi – stwierdzali – ale dyplomowane fachowce…

Tak jest nieznośna ta przesadna drażliwość na punkcie honoru całej kasty, tyle się ma z tego powodu przykrości, że nie można potępiać tego redaktora, który przeczytawszy w zakończeniu nowelki zdanie:

„Zbrodniczy adwokat wpadł pod tramwaj – galareta na miejscu”, rzekł do autora:
– Owszem, nowelka dobra, pójdzie, ale to zdanie musi pan zmienić. Zbrodniczy adwokat! Wykluczone. Mecenasi się obrażą.
– Może przerobić na: zbrodniczy lekarz?
– Jeszcze gorzej, lekarze wymagają przymiotnika: bezinteresowny, ofiarny, uczony…
– Zastąpię więc przez – inżynier.
– O Boże! Inżynierów jest najwięcej w Polsce. Zdemolują nam redakcję. Wie pan? Najlepiej napisać: człowiek! I po co ta zbrodniczość? Apasze będą niezadowoleni.
– To zepsuje sens całej noweli.
– Głupstwo. No i musi pan też wyrzucić ten tramwaj. Związek motorniczych zaprotestuje, że ma samych wykwalifikowanych członków, którzy nigdy nikogo nie przejeżdżają.
– Napiszę, że cegła spadła człowiekowi na głowę.
– Oszalał pan. W dzisiejszych czasach, gdy domy się walą jak karciane! Budowniczy i murarze wezmą to za aluzję do ich partactwa i obrażą się.
– Może zwyczajnie napisać, że człowiek potknął się o chodnik, upadł i rozbił sobie głowę.
– Pan chce mnie pokłócić z magistratem? Przecie referat prasowy komisarycznego zarządu miejskiego zaraz przyśle sprostowanie, że bruki w mieście są wyborne i potykać się nie ma o co. No i wstrzymają nam ogłoszenia gazowni.
– Doprawdy tracę głowę…
– O, to wyborne! Świetne zakończenie: człowiek stracił głowę – trup na miejscu. Teraz przynajmniej nikt nie będzie miał pretensji.

Trochę samokrytycyzmu, wyrozumiałości, trochę poczucia humoru. Hycle to bardzo pożyteczni ludzie, bardzo się ich szanuje, ale czasem można sobie i z nich pożartować. Społeczeństwo napuszonych mandarynów to żaden ideał.

KAROL ZBYSZEWSKI

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close