Natchnienie w archiwum

Ceniony przez swe ciocie poeta Stanisław Ryszard Dobrowolski napisał ostatnio 12 pieśni o Janosiku i robi z tej okazji wielkie zamieszanie. W artykułach i na odczytach ciągle podkreśla, że Tetmajer i Kasprowicz wprawdzie też pisali o Janosiku, ale jako stare, niechlujne nieuki – same bzdury. Splątali go z Kostką Napierskim, z Marią Teresą, pogmatwali daty i fakty, kazali mu żyć 150 lat, podczas gdy go powieszono po 24. A tymczasem on – Dobrowolski!! oparł swój poemat na autentycznych dokumentach wyszperanych w archiwach, przy każdej strofie mógłby stawiać odsyłacz. Voilà.

Jakież to charakterystyczne dla naszej epoki! Dziś poeta chcąc opisać piękno puszczy nie pójdzie jak prostak Mickiewicz rozwalić się na mchu, ale skoczy do Dyrekcji Lasów Państwowych, przewertować wykazy o drzewostanie. A przed ułożeniem wiersza o niebie zamiast zadrzeć głowę i gapić się w górę – pokonferuje w obserwatorium z docentami astronomii. Grunt, dokładność i naukowe podejście.

Niejaki dr. Przypkowski wywodzi w „Arkadach” (wspaniały papier jest główną zaletą tego miesięcznika), że bobkociąg na Kasprowy to dobrodziejstwo dla literatury. Chuderlaki poeci będą mogli dotrzeć na szczyt, obejrzeć góry solidnie i dzięki temu tworzyć arcydzieła.

Jaka szkoda, że w dobie Słowackiego i Krasińskiego nie było bobkociągów. Nie spartoliliby tak swych „Przedświtów” i „W Szwajcarii”.

Słowacki zresztą miał manię niedokładności. Uczniowie z powszechniaka piszą dziś wypracowania na temat: Błędy historyczne w „Horsztyńskim”. I bez trudu wyliczają ich dwie kopy.

A w opisach Krzemieńca, który znał chyba nieźle, jak rozwodzi się nad Ikwą, nad tą cudną rzeką snującą się u stóp gór, wokół miasta… Wgramoliwszy się na Bonę turysta daremnie wypatruje Ikwy; ani śladu. No bo jest o 4 kilometry i to parszywy strumyk – gnojówka – nie żadna rzeka.

Jakby dzisiejszy wieszcz przystąpił do napisania Ojca Zadżumionych?

Przede wszystkim objechałby Afrykę trzy razy dookoła, potem spędziłby rok w szpitalu, pół w kolonii trędowatych, uczęszczałby do prosektorium oglądać trupy, wstąpiłby do harcerstwa na kursy rozkładania namiotów, przeczytał kilkanaście rozpraw o pełni księżyca, kilkadziesiąt traktatów psychologicznych o instynkcie macierzyńskim i ojcowskim… aha, no i oczywiście uzyskałby od dyrekcji zoologu pozwolenie nocowania w klatce razem z wielbłądem dla poznania jego nawyków.

Czyż to nie charakterystyczne, że z okazji premiery „Ormianina z Beyrutu” trąbiono w prasie, że Grzymała Siedlecki spędził długie lata na Kaukazie, że jest Ormianinem w jednej czwartej… Zachwalano nie dowcip autora ale jego znajomość Wschodu. Szekspir był święcie przekonany że Czesi to naród wilków morskich, a jednak jego sztuki są nienajgorsze. A „Listy Perskie” będą wieczne choć Monteskiusz wiedział o Persji jeszcze mniej niż Tetmajer o Janosiku.

Nawet pornografia musi mieć dzisiaj stempel naukowości, „Małżeństwo doskonałe” Van der Velde’a to „Dekameron” współczesny. Komisariat Rządu odebrał debit „Vie Parisienne” bo były tam fotografie zbyt bosych panienek – wykresy figur miłosnych Van der Velde’a są jak najlepiej widziane. Książka ta zdobi salony, jeszcze trochę, a będzie w szkolnych bibliotekach.

Na jakież porównania nie silili się dawniej poeci by oddać piękno swych kochanek! Szmaragdy, toń morska, biel mleczarni, słodycz ula, krągłość kształtów baobaba – wszytko poruszali. Dziś młodzieniec mówi z ogniem w oczach o swej narzeczonej:

– Bóstwo! Cud nie kobieta! Ma 68 cm. obwodu w pasie, 95 – poniżej, a łydkę o 27 i pół cm! Waży 59 kilo i 13 deka.

– Aa, oooo – mlaskają z uznaniem znawcy.

Od każdego utworu żąda się dziś by był dokładny jak stroniczka encyklopedii.

Karol Zbyszewski.

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close