Nieporozumienie z Batorym

OD UPADKU DO POWSTANIA

Rzeczą jest ciekawą śledzić, jak pod wpływem aktualnych zagadnień politycznych zmieniają się poglądy na historję, jak pewne postaci historyczne urastają w opinji, a inne usuwają się w cień, jak wzrasta i maleje zainteresowanie dla pewnych okresów dziejów.

Po upadku powstania 63-go roku i fali beznadziejności, jaka poszła przez kraj, zainteresowania historyczne skupiają się około problemu przyczyn upadku Polski. Historyczna szkoła krakowska, opierająca się o polityczny obóz stańczyków, przeciwny romantyzmowi zbrojnych porywów o wolność, wysuwa tezę, że Polska upadła nie tyle przez zewnętrznych wrogów, ile przez wewnętrzną anarchję i wady ustrojowe. Podchwytują chętnie tę tezę warszawscy organicznicy; zgadza się ona z linją polityczną pozytywizmu. Polska saska i stanisławowska poddawana jest druzgocącej krytyce; echa ówczesnych krańcowych oskarżeń odezwały się niedawno w studjum Aleksandra Świętochowskiego „Genealogja teraźniejszości”; obronną ręką wychodzi ze wszystkich bodaj postaci historycznych końcowego okresu Rzeczypospolitej jeden tylko Kościuszko, jego chłopska sukmana bowiem odpowiada pozytywistycznym zainteresowaniom dla sprawy wsi; cenią również organicznicy wysoko gospodarnego a niewojennego króla Kazimierza Wielkiego, który awansuje na „króla chłopków”; zapewne nie bez wpływu na wzrost zainteresowań Kazimierzem Wielkim powstaje też jego liberalizm w kwestji żydowskiej; jest to przecież okres, w którym pod wpływem haseł „pracy organicznej” w przemyśle i handlu arystokracja i mieszczaństwo zaczynają się mieszać z żydami.

Szybko jednak zjawia się reakcja przeciwko pesymizmowi historycznemu w poglądach na przyczyny upadku Polski. Ta reakcja, zaznaczająca się przedewszystkiem w wojnie Balzera z szkolą krakowską, jest sprawdzianem przemian psychicznych, jakie się dokonują w społeczeństwie polskiem. Historycy nietylko przyczyny upadku Polski zaczynają widzieć znowu w politycznych warunkach zewnętrznych, które przecież można zmienić, ale – rzecz niezwykle znamienna – mniej ich już pochłania zagadnienie upadku Polski, a natomiast na plan pierwszy wysuwa się problem powstania Polski przed tysiącem lat, o który toczą się namiętne spory. Dziś, w wolnej już Polsce, problem ten przygasł w nowszych pracach historyków prawie zupełnie; nikt już nie wysila się n. p. na zwalczanie hipotezy najazdu Piekosińskego; problem powstania państwa polskiego przestał być tak aktualny, jak był wtedy, gdy naród psychicznie sposobił się do zrzucenia niewoli.

PRZEŁOM PSYCHICZNY

Przełom psychiczny, jaki nastąpił po krótkim okresie beznadziejności popowstaniowej, odbija się natychmiast w zainteresowaniach historycznych. Ponury i beznadziejny wiek XVIII-ty ustępuje miejsce wiekowi XVII-emu. Wojny szwedzkie i kozackie dają asumpt naprzód Kubali, a potem w beletrystyce Sienkiewiczowi do krzepiącego otuchą przypomnienia, że niema tak ciężkich opresyj w życiu narodu, z którychby wyjść nie można. Równocześnie zaś mnożą się dociekania zasadnicze nad sytuacją polityczną Polski w Europie; jednostronny i wynikający z walk porozbiorowych pogląd, że głównym wrogiem Polski jest Rosja, koryguje Dmowski podkreśleniem złowrogiej tysiącletniej historji stosunków polsko-niemieckich i germańskiego Drangu nach Osten; a przecież od r. 1870 Niemcy znów stają się pierwszorzędną potęgą europejską. To sprawia, że myśl polska w ostatnich latach przed wojną zwraca się coraz częściej ku czasom jagiełłowym. Obchód grunwaldzki w r. 1910, przygotowany psychicznie „Krzyżakami” Sienkiewicza i „Grunwaldem” Matejki, trafia na atmosfarę niezwykle podatną. Odsłonięcie w Krakowie ufundowanego przez Paderewskiego pomnika Jagiełły, noszące charakter wielkiej manifestacji narodowej, jest miarą nastrojów.

Równocześnie odżywają w społeczeństwie nastroje romantyczno-powstańcze, tak surowo osądzane niedawno przez szkołę krakowską. Powstaje obszerna literatura historyczna, dotycząca walk powstańczych i martyrologji porozbiorowej, obchodzone są uroczyście setne rocznice urodzin trzech wieszczów (1898, 1909, 1912), wznoszone są ich pomniki. Z tej linji nastrojów wywodzą się legjony Piłsudskiego.

POMORZE I ŚLĄSK

W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości badania historyczne idą przede-wszystkiem w kierunku tych spraw, które najbardziej pasjonują opinję publiczną i których echa żywe są jeszcze z walk dyplomatycznych na konferencji pokojowej w Paryżu. Stosunek do Pomorza, do Gdańska, do Śląska, czy sprawa zrozumienia ważności dostępu do morza staje się kryterjum w ocenie postaci historycznych. Wyrasta więc Bolesław Krzywousty, któremu dawniej historycy nie mogli wybaczyć podziału dzielnicowego Polski między synów. Wyrasta jako zdobywca Pomorza i Gdańska, choć jego koncepcję polityczną Polski nazwać raczej możnaby minimalistyczną w porównaniu z wielką koncepcją Bolesława Chrobrego, podjętą potem przez Bolesława Śmiałego. Jako zdobywcę Pomorza sławi Krzywoustego w szeregu znakomitych prac młody i przedwcześnie zmarły historyk poznański Tyc. W ocenie znów prof. Sobieskiego Kazimierz Jagiellończyk, raczej dotąd za miernego króla uważany, dystansuje Władysława Jagiełłę. Jagiełło nie wyzyskał należycie zwycięstwa grunwaldzkiego, podczas gdy uparty Kazimierz Jagiellończyk doprowadził trzynastoletnią wojną do pokoju toruńskiego. Zawrotną karjerę w poglądach popularyzatorów historji robi Władysław IV jako twórca floty bałtyckiej, a zatem i najlepszy patron wszelkich funduszów obrony morskiej. Ba, nawet tak spotwarzana przez dawniejszych historyków Bona doczekała się świeżo rehabilitacji w pracy dra Pociechy, jako ta królowa, która dbała o powrót do Polski utraconego przez Kazimierza Wielkiego Śląska. Oczywiście gwiazda Kazimierza Wielkiego blednie; zarówno z powodu Śląska, jak i Esterki.

NAJWIĘKSZY BATORY

Od przewrotu majowego w r. 1926 zaczyna się wysuwanie ponad wszystkie inne postaci historyczne – Stefana Batorego. Batory staje się symbolem walki z sejmokracją, symbolem silnej władzy. W tej interpretacji zjawia się w utworach dramatycznych (Goetel), literackich (Wołoszynowski), a już jako obowiązkowy rekwizyt wchodzi do publicystyki politycznej obozu majowego. Świeżo n. p. w młodokonserwatywnym „Buncie Młodych” ukazał się artykuł p. Ryszarda Wragi, obwołujący gen. Rydza-Śmigłego wodzem narodu, zalecający mu, by nie kierował się „patriotyzmem” i ustalający dla niego dwóch antenatów w historji:

„Patrjotyzm” polski nigdy nie był źródłem czynu i nie jest przypadkiem, że najwięksi w historji narodu polskiego realizatorzy polskiego programu politycznego: Batory i Piłsudski nie byli „patrjotami” polskimi. Byli za to Największymi Polakami, jakich znała historja Polski.”

Rola dziejowa Piłsudskiego należy już do historji, ale tak jeszcze świeżej i nieodległej, że nie podejmowałbym się w tej materji wypowiadać apodyktycznych sądów, ustalać porównań, czy określać skali, niewątpliwie dużej. Historja Polski liczy lat tysiąc, od śmierci Piłsudskiego dzieli zaś nas zaledwie rok. Ale niezależnie od tego pora wielka rozprawić się z osobliwem traktowaniem przez pewien odłam publicystyki roli Stefana Batorego w historji polskiej.

P. Ryszard Wraga nazywa Batorego „największym Polakiem, jakiego znała historja”. Trudno powiedzieć coś bardziej wątpliwego. Przedewszystkiem Batory nie był wcale Polakiem, tylko Węgrem; do końca życia nie nauczył się nawet po polsku i porozumiewał się z Polakami łaciną. Wypadnie tu powtórzyć, na co ubocznie zwracałem uwagę w recenzji z książki Wołoszynowskiego, również przeceniającego rolę Batorego; że był to poprostu cudzoziemski spec rządzenia, którego Polacy zaprosili na tron, bo nie mogli się pogodzić co do obioru „Piasta” Jana Kostki, czy Andrzeja z Tęczyna. Jak dalece Batory nie wrósł w Polskę (rządził zresztą tylko 10 lat), o tem świadczyć mogą jego słowa, napisane po burzy sejmowej z powodu stracenia Samuela Zborowskiego: „By nie szło o sławę, puściłbym to królestwo”.

WOJNA BEZ KONCEPCJI

Ma Batory niewątpliwe i duże zasługi w dziedzinie unowocześnienia wojskowości polskiej; ujednolicił uzbrojenie, zreorganizował piechotę i artylerję, dbał o poprawę komunikacji (mosty i drogi). W wojnie z Moskwą okazał się dużej klasy wodzem; zwłaszcza w wojnie oblężniczej (Połock, Wielkie Łuki, Psków). Natomiast – co trzeba raz nareszcie powiedzieć dobitnie – właśnie brak mu było owego „wielkiego programu politycznego”, który tak wychwala p. Wraga.

Wojna z Moskwą, wojna zaczepna, dobrze świadczy o temperamencie bojowym króla, ale sposób jej zakończenia nie zdaje się dowodzić, aby Batory miał zdecydowany program polityczny, koncepcję roli dziejowej Polski, czy nawet zrozumienie poważnej sytuacji, jaka powstała na wschodzie przez wzrośnięcie potęgi moskiewskiej pod Iwanem Groźnym. Mogąc wojnę poprowadzić do zwycięskiego końca i zakończyć ją w Moskwie, a nie pod Pskowem, tem samem kwestję moskiewską zlikwidować na długie lata, jeśli nie na zawsze – uległ Possewinowi, który parł do rozejmu dla złudnych nadziei Rzymu na unję kościelną. A właśnie Batory powinien był jako lepiej znający stosunki wytłumaczyć Rzymowi, że droga do unji prowadzi tylko przez zajęcie Moskwy. O ileż większym czynem zarówno wojennym, jak politycznym, było w trzydzieści lat później zdobycie Moskwy przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego i przeprowadzony przez niego wybór królewicza Władysława na cara, co zostało znów zmarnowane przez kunktatorstwo i ambicje osobiste Zygmunta III. Jest zaś rzeczą charakterystyczną dla cierpiętniczej umysłowości Polski porozbiorowej, że wielki hetman przeszedł do tradycji historycznej i beletrystyki (Żeromski) nie jako zdobywca Moskwy i pogromca Szujskich, ale jako bohater klęski pod Cecorą…

Inaczej byłaby wyglądała sprawa polska w historji i inaczej wyglądałaby dzisiejsza Europa, gdyby Batory nie był się zawahał w zduszeniu Moskwy u początków jej potęgi, lub gdyby umiano wyzyskać to, co swem zwycięstwem odrobił z błędu Batorego Żółkiewski. Tak, jak się stało, Polska wyszła z okresu batorjańskiego tylko z zaznaczeniem swego zainteresowania wschodem Europy, ale bez możliwego wówczas męskiego rozcięcia węzła.

WÓDZ I GOSPODARZ

Na zachodzie Batory ograniczył się do uśmierzenia gdańszczan po zwycięstwie Jana Zborowskiego nad jeziorem lubieszowskiem; czyn bardzo pożyteczny i nieraz przedtem przez królów polskich dokonywany, ale nie świadczący o jakiejś szerszej koncepcji. Pozostaje więc jeszcze teoretyczne bardziej, niż praktyczne zainteresowanie Batorego sprawami Europy środkowej; i to jednak jest raczej patrzenie na zagadnienie poprzez rodzinne podwórko siedmiogrodzkie, niż wielka linja polityczna Jagiellonów, interesujących się nietylko tronem polskim i litewskim, ale także węgierskim i czeskim, interesujących się całym systemem politycznym Europy środkowej.

Trudno byłoby więc na podstawie tych faktów historycznych pasować Batorego na największego króla polskiego i wykonawcę wielkiego programu. Był świetnym, zwycięskim wodzem i tęgim gospodarzem; to wszystko. Bo już całkowitem nieporozumieniem jest przypisywanie mu roli sejmoburcy i tępiciela anarchji szlacheckiej w wewnętrznem życiu Polski. Trzeba sobie przedewszystkiem uprzytomnić, że o ile Zamoyski jako hetman niewątpliwie wiele skorzystał z wiedzy wojskowej Batorego i pod jego ręką wyrobił się na nowoczesnego wodza, o tyle jako kanclerz górował nad Batorym i on to właściwie decydował o kierunku polityki wewnętrznej, dodajmy przytem odrazu, o kierunku szlachecko-demokratycznym.

TRYBUN DEMOKRACJI SZLACHECKIEJ

Powołanie Zamoyskiego na najbliższego doradcę, który kolejno został podkanclerzem, hetmanem wielkim koronnym, starostą krakowskim, kanclerzem a wkońcu i powinowatym króla przez małżeństwo z Gryzeldą Batorówną – wypływało z mądrej polityki osobistej Batorego. Zawdzięczając tron polski Zborowskim (Samuel jako wygnaniec przebywał na dworze siedmiogrodzkim), nie miał Batory ochoty oddawać się im w ręce, choć Andrzej Zborowski pewny był kanclerstwa, a Jan po zwycięstwie nad jeziorem lubieszowskiem – buławy wielkiej. Król czuł, że oddawszy najwyższe dostojeństwa w państwie rodzinie magnackiej, której zawdzięczał tron, byłby skrępowany całkowicie. Ale na kimś musiał się oprzeć w tym obcym dla siebie kraju, którego stosunków nie znał dobrze. Wolał się oprzeć na Zamoyskim, któremu nic nie zawdzięczał, a który przeciwnie, wszystko miał do zawdzięczania królowi, boć przecie Zamoyscy nie byli przed Batorym żadną znaczną rodziną; ledwie się liczyli. Wybór zaś padł na Zamoyskiego nietylko dlatego, że Batory bystrze odgadł w nim wielkie talenty polityczne i wojskowe, ale bodaj przedewszystkiem dlatego, że Zamoyski jak nikt inny nadawał się na trybuna demokracji szlacheckiej, którą można było przeciwstawić możnowładztwu i rozegrać przy takiej pomocy walkę z Zborowskimi. Napuszczenie tych dwóch sił na siebie, było dla zręcznego króla najlepszą gwarancją zachowania pewnej osobistej niezależności. Pozostawił też przeprowadzenie rozgrywki Zamoyskiemu; Zamoyski bierze na swoją odpowiedzialność stracenie Samuela Zborowskiego.

Burza, jaka powstaje z tego powodu w sejmie, opanowanym przez fakcje magnackie, zwraca się nietylko przeciw Zamoyskiemu, ale i przeciw królowi. Tego Batory bodaj nie przewidział i stąd jego wielkie zniechęcenie, a nawet zamysły „puszczenia królestwa”. Kości jednak zostały już rzucone, a Batory nie zwykł się był cofać. Musiał wesprzeć jawnie Zamoyskiego w walce z magnackim sejmem. Ale popularne obecnie przedstawianie tej walki jako starcia koncepcji silnej władzy z polską anarchją, jest najcałkowiciej błędne. Była to walka demokracji szlacheckiej, której rzecznikiem był Zamoyski, z możnowładztwem, prowadzonem przez Zborowskich. Z tej walki wyrasta potem siła masy szlacheckiej, która już za następcy Batorego, Zygmunta III-go, zwróci się właśnie przeciwko królowi i to pod wodzą tegoż samego Zamoyskiego. I tenże Zamoyski na t. zw. sejmie inkwizycyjnym w r. 1605 powie w oczy królowi Zygmuntowi Wazie: „Podstawą naszej Rzplitej jest wolność, a jako ryba bez wody być nie może, tak szlachcic polski bez wolności.” Że zaś szef stronnictwa dworskiego, marszałek koronny Myszkowski właśnie był otrzymał tytuł margrabiego, woła Zamoyski: „Nic nam po obcych tytułach, proszę W. Kr. Mość, żebyś W. Kr. Mość jednych familij nad drugie nie wysadzał. I mnie pokilkakroć potykano od panów chrześcijańskich z tymi tytułami, ale ja najmniejszego szlachcica równym sobie we wszystkiem kładę.” Od tego to przemówienia zaczyna się demagogja wielkich panów, kaptujących brać szlachecką hasłem „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. A i to dodać trzeba, że właśnie partja popularystów Zamoyskiego, po śmierci swego przywódcy, stała się kadrą dla rokoszu Zebrzydowskiego.

Nie ma więc żadnego sensu szukać w Batorym i Zamojskim antenatów dla dzisiejszych „elitarnych” koncepcji ustrojowych. Rzecz polega chyba na nieporozumieniu i słabej znajomości historji.

Sytuacja polityczna za Batorego układała się niemal djametralnie przeciwnie do sytuacji politycznej z czasów rządów obozu majowego. Tam demokracja szlachecka pod wodzą swego trybuna i z poparciem króla w walce z magnaterją – tu, odwrotnie, walka z demokracją nie bez pomocy magnaterji (Nieśwież). Antenatów raczej możnaby szukać w Zygmuncie III-cim i margrabi Myszkowskim; Zamoyski skończyłby za naszych czasów w Brześciu…

NIE W CZASACH BATOREGO SZUKAĆ

Czasy Batorego nietylko więc nie mogą dostarczyć obozowi politycznemu „Buntu Młodych” i p. Ryszarda Wragi wygodnych propagandowo analogij politycznych, ale wogóle nie nadają się dla nikogo do aktualnej propagandy. Od Batorego i Zamoyskiego zaczyna się na dobre Polska szlachecka, owa republika złotej wolności z wybieralnym królem. Cóż z tego, że rozegrano walkę z możnowładztwem, gdy rozegrano ją przy pomocy masy szlacheckiej, która z kolei zaczęła wojować o swoje stanowe prawa. Djabła wypędzono Belzebubem. Gdy na Zachodzie równocześnie zaczęło dochodzić do znaczenia mieszczaństwo, w Polsce utrwalił się ustrój stanowo – szlachecki. Magnaterja zresztą szybko odegrała się; przewaga majątkowa zapewniła jej bezwzględny wpływ na głosy i kreski szlacheckie. Poza udziałem w życiu politycznem pozostało mieszczaństwo, marniejące wobec egoistycznej taktyki gospodarczej szlachty i konkurencji żydów, pogarszało się coraz bardziej położenie chłopa, jeszcze za czasów jagiellońskich znajdującego się w znośnej sytuacji.

Nie, doprawdy niema czego szukać w tej epoce historycznej; trzeba raz z nią skończyć. Skończyć trzeba z szukaniem wzorków w epoce, w której rola dziejowa Polski zaczyna już maleć i kurczyć się. Jeśli sięgać myślą – to do czasów potęgi naszej, do Polski jagiellońskiej i Polski wczesno – piastowskiej. Zwłaszcza zaś do Polski z X-go i XI-go wieku. Czasy Mieszków i Bolesławów, w których rodziła się koncepcja dziejowa państwa polskiego, najaktualniejsze są dla nas dziś, gdy po odzyskaniu niepodległości, musimy tę koncepcję odtwarzać.

Ale to już nowy temat, który wypadnie odłożyć do następnego artykułu.

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close