Pod kukurydzą kniaziowie leżą cicho

Cudzoziemiec obwożony po Polsce indaguje:

– Dlaczego u was wszystkie stare zamki są w ruinach?

– Bo straciliśmy niepodległość. Zaborcy o nie wcale nie dbali.

– A dlaczego teraz wszystkie te ruiny niszczeją do reszty?

– Bo odzyskaliśmy niepodległość. Mamy ważniejsze rzeczy do roboty niż konserwować stare zwaliska.

Dookoła Biskupina wielki krzyk: że to skarb, że to przed historyczna osada, że to trzeba zachować… Zamek Lubarta w Łucku jest tylko historyczny i widocznie dlatego likwiduje się go jako zbyt nowoczesny. Co tam! Wszystkiego jakiś głupi XII-sty wiek…

Gdy turysta przyjeżdża do jakiejś mieściny we Włoszech, zaraz pyta:

– A co tu jest u was do obejrzenia?

I okazuje się, że niewiele: jakaś krzywa wieża, kilkanaście kościołów, parę muzeów, wszystkiego dwie setki posągów, stare mury, stare fosy – ot ledwo coś nie coś, tyle, że przez tydzień można z baedekerem ganiać po 12 godzin dziennie. A co jest ciekawego do zobaczenia w Łucku?

Tubylcy drapią się w głowę.

– Chyba pan wojewoda Józewski!

– A co więcej?

– Gładka jezdnia z kostki na głównej ulicy na przestrzeni 100 metrów!

Jest szkaradna cerkiewka wybudowana na rozkaz kacapski dla upamiętnienia szczęśliwego zdarzenia, że zamach na cara Aleksandra skończył się super pomyślnie bo 50 osób zginęło, ale cara nawet w nos nie zadrasnęło; jest synagoga, o której uczeni Żydzi mówią, że wybudował ją król Batory przez wdzięczność dla Berka Joselewicza za to, że mu wygrał bitwę pod Grunwaldem z Turkami. No i są ruiny zamku Lubarta.

Łuck leżał dawniej na długim, wąskim półwyspie wśród wielkiego jeziora. Półwysep miał kształt litery „S” czy jak chcą poetyczniejsi – biskupiego pastorału. Główką tego „S” jest sterczący na pagórku Zamek Lubarta. Z jego rozwalonych wież doskonale widać kontury miasta: w centrum, na dawnej długiej grobli, tam gdzie ongiś chlupała brudna woda, przez którą nie umieli przebrnąć wrogowie – rośnie dziś wspaniała kapusta. Piękny, jeszcze ciekawszy niż wojewody, widok.

Naturalnie, że straż ogniowa jest pożyteczną instytucją. Któżby wysyłał depesze z hołdem i akcesem, beształ kucharki za źle usmażone kotlety, tupotał na wieczorkach i obserwował podczas pożaru czy wszystko pali się prawidłowo. Lecz czy nie ma w Łucku innego locum dla straży jak właśnie zamek?

Austriacy byli Wandalami, bo zasmarowywali wapnem groby królów polskich na Wawelu. My jesteśmy bardzo kulturalni, a że na grobach dawnych kniaziów ruskich, na dziedzińcu zamkowym, sadzimy kukurydzę i rzodkiew – to trudno. Żona pana komendanta straży musi gdzieś mieć ogródek, I tak co za pietyzm z jej strony, że zostawiła wśród słoneczników krzyż żelazny…

Na dziedzińcu jest też boisko siatkówki, remiza dorożkarska, garaż z wojewodzińską Hispano Suizą, jest nawet karawan.

Dla ćwiczeń strażackich wybudowano ścianę drewnianą. Przez godną pochwały oszczędność jako tylne oparcie wyzyskano mur zamkowy. Że wybito w nim parę dziur dla umocowania belek – cóż to szkodzi. Kniaź Lubart nie zaprotestuje spod kukurydzy. I choć mur się rysuje, choć prastara baszta ma szramę od góry do dołu, choć wszystko grozi zawaleniem – nieustraszeni strażacy dalej ćwiczą i łażą po chwiejnym murze.

To na zamku Lubartowskim był ten sławny zjazd monarchów o którym tak się rozpisywali kronikarze ruscy. Był Jagiełło, cesarz Zygmunt, chan tatarski i parę tuzinów książąt. 500 cieląt szlachtowano codzień, 800 wieprzy, 3000 gęsi; o czym rozprawiali monarchowie i co uradzili, tego już kronikarze nie podali. Zanadto ich absorbowały te cielęce statystyki.

W baszcie, skąd tak cudny widok na Łuck, ocalało parę izb. Może te, w których mieszkał Jagiełło. Zostały należycie uczczone. W jednej jest areszt miejski, w drugiej pokój dla pijanych prostytutek, w trzeciej dyżurują strażnicy. Zwiedzać wolno, ale teraz strażak odradza, bo właśnie siedzi dziwka okropnie awanturnicza. Chybą dopiero gdy wytrzeźwieje…

Niszczeje, kruszy się zamek Lubartowski. Całe szczęście, że nie bezużytecznie. Sprężysty magistrat wywozi furmankami cegły wypadające z murów i używa je do fundamentów klozetów publicznych. W ten sposób wiekowa łączność zamku z miastem będzie kontynuowana.

Szkoda zamku Lubartów, jedynej ozdoby Łucka. Lecz cóż robić – fundusze na ochronę zabytków są tak małe! Ledwo wystarczają na pensję pana konserwatora.

Karol Zbyszewski.

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Close