Pokłony przed ikoną

Łatwiej się doczekać dnia bez deszczu niż bez takiego komunikatu w prasie rządochwalczej:

Minister Niszczenia Rolnictwa przeprowadził inspekcję domu podrzutków. Minister żywo interesował się płcią pensjonariuszy i wyraził zadowolenie, że kucharce przybyło ostatnio 17 kilo.

Minister Niszczenia Ziemiaństwa przeprowadził inspekcję torpedowca w Gdyni. Minister wielce się interesował mechanizmem armaty i podniósł korzystność faktu, że okręt utrzymuje się nad powierzchnią wody.

Minister Zdrowia i Opieki nad socjalistami odbył inspekcję biblioteki uniwersyteckiej. Minister żywo się interesował zawartością książek i wyraził pełne uznanie woźnym za noszenie czystej bielizny.

Te komunikaty mają podnosić ludność na duchu, napawać otuchą, że to rząd czuwa, że wszystko jest byczo. Nawet urzędnicy w Ministerstwie Malowania Płotów wolą czytać zamiast tych banałów, jaki tam nowy rekord świata wydrałowała wczoraj dobrze ogolona Walasiewiczówna i dlaczego chluby Polski panowie Turczyk i Gburczyk nie rzucili dla dobra ojczyzny o 10 metrów dalej oszczepem.

Jeżeli odbywa się w kraju jakaś ciekawa impreza, jakieś święto pagórka, bajora czy targi błotne – zawsze, nieodmiennie Patciszon komunikuje z namaszczeniem, że jeden Dostojnik przyjechał samochodem, drugi Dostojnik przyjął defiladę kóz, trzeci Dostojnik zasiadł na trybunie w otoczeniu – i tu Patciszon wylicza 15 nowych Dostojników jak stara ciotka przodków po kądzieli – potem drugi Dostojnik odjechał, a pierwszy Dostojnik zdjął cylinder, zaś trzeci Dostojnik wygłosił mowę podczas gdy drugi Dostojnik skierował się w stronę, gdzie spotkał pierwszego Dostojnika…

Naturalnie wszystkich Dostojników wita owacyjnie rozentuzjazmowana ludność. Na wiadomości o tym co na święcie czy targu pokazano nie ma już miejsca.

Widziałem królewnę Juliannę na szosie na rowerze i księcia Kentu bez marynarki na rynku Łańcuta.

Naszego ministra inaczej jak w samochodzie, w salonce, na trybunie, w cylindrze, z nożyczkami do przecinania taśmy nawet nie marzę by kiedyś zobaczyć. Król Leopold jeździ często trzeciakiem by rozmawiać z pasażerami, żaden wojewoda nie obniży na tyle powagi swego majestatu.

Po spóźnionej śmierci Katarzyny w klozecie prasa kacapska napisała:

„Najjaśniejsza carowa raczyła umrzeć…”

U nas już też pojawiały się wzmianki:

„Mszę św. zaszczycili swą obecnością pan starosta, pan komendant Strzelca i pan dowódca straży ogniowej…”

Sarkali cudzoziemcy w Petersburgu, że w Operze czeka się wiecznie na Mikołaszę i że wiecznie się spóźnia. Na prowincji czekają z rozpoczęciem meczu piłki nożnej na pana starostę, który wyraził łaskawą chęć zobaczenia zawodów, A że pan starosta zaspał po obiedzie, więc tysiąc widzów czeka aż raczy się obudzić.

Nasze dygnitarzęta, prezesiny, kacykięta ociekają dostojeństwem jak gęsi smalcem. Każdy ruch ich brzuszka jest epokowo ważny. Każdy ich krok w przód czy w tył sygnalizowany społeczeństwu jako mement dziejowy.

Jeszcze będziemy zazdrościć Moskaluszkom, że bili pokłony tylko ikonom.

Karol Zbyszewski.

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close