ryżową szczotką

Ryby i społeczeństwo głosu nie mają

– Państwo to my! – mówi rząd i jak przed wiekami bosemu Egipcjaninowi nie przychodziło nawet do głowy by można świętego byka popędzić do pracy tak gołemu Polakowi nie roi się dziś nawet by można rząd zmienić. Niby to wybiera się jakichś posłów, ale to tylko uprzywilejowani urzędnicy – biorą pensję na 1-szego, mają 8 miesięcy w roku urlopu, a 4 strachu. Urzędnik wezwany do gabinetu szefa drży czy go nie zbesztają, nie wyleją, sejm podczas sesyj drży czy rząd nań nie warknie, nie rozgoni go. Sejm nie ma prawa obalić ministra czyli, że na rządzenie nie ma żadnego wpływu. Normalnie obywatele przystępują do stronnictw, wybierają posłów co by ich ideologię rerezentowali. Teraz posłowie przystąpili do Ozonu, by się nie różnić w zdaniu ze swym przedstawicielem będą musieli i wyborcy. Wyszło naodwrót.

Seryjny obywatel nie może więc mieć żadnych złudzeń, że na bieg spraw w państwie ma choćby najmniejszy wpływ.

W swoim mieście również. Wszędzie burmistrze przez starostów narzuceni, prezydenci komisaryczni. W subsydiowanych pismach widnieją długie kobyły – artykulasy o tym jak państwowo – radosno – owocnie – twórczo funkcjonuje jakiś samorządzik. Jak dzięki żywiołowemu poparciu uświadomionego społeczeństwa, dzięki entuzjastycznej i bezinteresownej pracy opatrznościowych jednostek (z nominacji) miasteczko bogacieje z sekundy na sekundę, już są plany kolejki podziemnej, linowej, wąskotorowej i stacji telewizyjnej, już pomyje wylewają mieszkańcy na ulice tylko w nocy, bo w dzień nie wolno. Zamiast kanalizacji miasto ufundowało pomnik Wdzięczności Panu Burmistrzowi.

Z tak pocieszających wiadomości i z fotografii bezinteresownych mężów z nominacji opatrznościowych kleci się artykuły-kobyły, które zajmują w subsydiowanym piśmie resztę stronic wolnych od ogłoszeń komorników.

Obywateli miasta gazeta nie nabierze. Obywatele wiedzą jak jest w ich mieście. Płatna reklama jest przeznaczona dla zwierzchników burmistrza z nominacji – niech widzą, że „robi się”, że „działa się”, że „pracuje się”. Mnogość numerów subsydiowanych gazetek poświęconych samorządom Śląska, Otwocka, Poznania, Pacanowa, Łodzi, Smorgoń świadczy, że samorząd jest fikcją, że wszędzie panują, króliczą, kacykują dobroczyńcy z nominacji.

Każdy komplement, każdy placek przed Starzyńskim w oficjalnej prasie przypomina, że to prezydent Warszawy – nie warszawiaków. Przy prawdziwym samorządzie są zawsze mecenasi, jak niegdyś Straszewski w Krakowie, co fundują Planty, darowują kamienice, zbiory, galerie, place… Odkąd jest Starzyński czy ktoś coś dobrowolnie miastu ofiarował? I nie znajdzie się taki. Można kochać tylko miasto o ile ma się choć jedną milionową głosu do powiedzenia.

Na wsi jest samorząd. O tak! Sołtysa gromada nie wybierze wedle swej woli tylko wedle wskazówki pana wójta. A na wójta rada gminna nie wybierze kogo zechce tylko kogo pan starosta poleci. Przecie już mamy wójtów zawodowych. Nie posiada taki ziemi ani chałupy w gminie – tylko zaufanie starosty. To wystarcza, zostaje wójtem.

Po co studentom bratniaki, jakieś organizacje? P. W. – i dosyć! Trzeba się wciągać za młodu do żywiołowej, wybuchowej, spontanicznej manifestacji do, zespolonego wysiłku w celu dźwignięcia…, do radosnego podchwycenia hasła…, do pełnego zapału stanięcia w szeregu…, do entuzjazmu, paroksyzmu, akcesu…

Kiedy już niemowlęta w Polsce nabiorą przeświadczenia, że mają rodziców komisarycznie mianowanych, że mleko dostają z łaski, jako subsydium – wtedy będzie dobrze. Dorósłszy nikt się nie będzie martwił; że nic mu nie wolno.

Karol …ski

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close