Sąd znawców

Wszystkochwalcy, ludzie co boją się nawet pomyśleć, że były minister może popełnić głupstwo triumfują: – A co? pawilon polski w Paryżu odznaczony! Stwierdzono, że to arcydzieło!

Wystawa jest dla mas. Z tych 20 milionów co zwiedziło wystawę trzy czwarte w ogóle polskiego kiosku nie zauważyło, a reszta była przekonana, że to ustęp. Opinia kilku starszych panów nic tu nie zmieni. Jury feruje swe wyroki po zamknięciu – nie na początku, właśnie dlatego by uniknąć powszechnych szyderstw.

Przeprowadziłem ankietę wśród 25 osób co były na wystawie i wśród 25 co na niej nie były. Wszyscy co byli przyznali ze zwieszonym nosem:

– Finlandzki? Nie pamiętam, nie zauważyłem.

A ci co jedynie znali wystawę ze słyszenia oświadczyli:

– Żaden znajomy mi o finlandzkim pawilonie nie wspominał. Nie przypominam sobie też bym coś o nim czytał….

A teraz Finnowie dostali pierwszą nagrodę. Niemcy nic nie dostali, ale narobili hałasu na cały świat, wrazili swój kolos wszystkim w pamięć. Co lepsze, co pożyteczniejsze? I czy eksponuje się na wystawie by zyskać uznanie paru przemądrzałych profesorów, czy by zaimponować milionom.

Normalny człowiek jest często wręcz przeciwnego zdania niż fachowy krytyk. Właściwie to krytyk zajmuje z zasady odmienne stanowisko w przeświadczeniu, że nie po to jest specem, by powtarzać komunały. A skoro coś wszyscy chwalą to chwaląc również wypowiedziałby komunał, zatem nie pozostaje mu nic innego jak zganić.

Któż idzie do kina na podstawie recenzji? Życzliwa rada kucharki przeważa 15 opinij gazetowych. Ilość bezpłatnych kartek dla rodziny, wielkość ogłoszeń, względy polityczne – oto kryteria „speca” od kina. „Królowa Wiktoria” to znakomity film, ale szedł w katolickiej Romie, „Władca” był kapitalny, ale to hitlerowski obraz. Biorąc „Wiadomości Literackie” do ręki mówiłem do kolegi:

– O 10 zł, zakład, że zjechali oba filmy od ostatnich.

No i oczywiście, Madame Zahorska prędzej się udławi macą z kremem niż wyksztusi pochwałę dla hitlerowskiego tworu. Szanująca się kucharka jest bezstronniejsza.

Na powodzenie sztuki krytycy teatralni nie mają najmniejszego wpływu. Mogą sobie wypisywać szpalty zachwytów nad „Księżycem w żółtej rzece”, a odmawiać wszelkiej wartości „Profesji Pani Warren” – „Księżyc” zrobił klapę po tygodniu, a „Pani Warren” będzie szła pół roku.

O literaturze nie ma co mówić. Gdyby czytać tylko to co zalecają „fachowi” krytycy, dostałoby się szoku nerwowego, apatii, zazdrościłoby analfabetom. Ileż to szkaradzieństw znawcy okrzyczeli arcydziełami, a cudów – bzdurami. Kaden-Bandrowskiego może sobie chwalić cała prasa subsydiowana – publiczność go nie czyta i dobrze na tym wychodzi.

Rozpytywać się zawodowego marynarza o piękno morza, to oczywiście największy nonsens. Przywykł, zblazował się, znudził, Jeśli się nawet czasem rozrzewni, zachwyci, uniesie to napewno akurat gdy nie ma żadnej racji. Zawodowy krytyk literacki jest takim właśnie marynarzem. Pochłaniając tuziny książek zatraca bezpośredniość, świeżość wrażeń. Mogą go podniecić – jak cukiernika – tylko jakieś ekstrawagancje, jakiś syrop zaprawiony musztardą i czosnkiem. Nie ma śmieszniejszej rzeczy jak pójść ze znawcą na wystawę obrazów. Płótno, które podziwia tłum nazwie napewno kiczem, a bohomaz od którego oczy bolą rewelacją.

Fachowa krytyka to takie antidotum; przygasza rozzuchwalonych powodzeniem, podnosi na duchu zapoznane wielkości.

Karol Zbyszewski

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close