Tadeusz Waski

Sprawy przy drzwiach zamkniętych

Bardzo przepraszam tych wszystkich, którzy spodziewają się pikantnego reportażu ze spraw o wykroczenia przeciwko moralności: zawiodą się. Bardzo przepraszam i tych, którzy wyczuwają jakąś „tajemnicę państwową”. To, o czem pisać będę, dotyczy i dziedziny moralności i dziedziny zagadnień państwowych, a jednak nie posiada przymiotu „sensacji”.

Sprawy te są przemilczane jako nieciekawe. Żaden z reporterów nie usiłuje zajrzeć przez szparę w drzwiach zamkniętych, żaden z brukowców nie zachłystuje się w opisach tłustemi czcionkami tytułów.

A przecież to sprawy najmilsze ze wszystkich, sprawy, z których człowiek wychodzi uśmiechnięty i jakoś przedziwnie „mocniejszy w sobie”… Brzmi to paradoksalnie i wiem, że niewszyscy przyznają mi rację. Nieprzyznają mi jej przedewszystkiem wszyscy otrzaskani z salami sądowemi pesymiści, którzy nie wierzą w możliwość poprawy przestępcy…

A jednak są sprawy, jest sąd, sąd najhumanitarniejszy ze wszystkich, sąd najmniej „sądowy’, sąd, gdzie wiszą obrazy, zielenią się kwiaty, gdzie jest pełno słońca i gdzie przestępca staje się człowiekiem uczciwym. Jest to sąd dla nieletnich.

Parę lat temu była moda na „nieletnich przestępców”. Źródłem tej mody było krótkie dziełko sędziego Lindsey’a „Bunt młodzieży”.

Moda przycichła, snobizm przestał się nią interesować, pozostało tylko po dawnemu ciche a niewspółmiernie aktualne zagadnienie przestępczości nieletnich i specjalnych sądów wychowawczych.

Jest ich w całej Polsce zaledwie kilka. W Warszawie Sąd Dla Nieletnich mieści się przy ul. Nowy Świat 16.

W bocznej oficynie, na trzecim piętrze małe przytulne mieszkanko. Korytarzyk, kancelarja, pokój kuratorów i najpogodniejsza z pogodnych salka sadowa. Pan Prezydent, Marszałek, Kościuszko, „Harcerz nad Wisłą” i napis „Mów prawdę”.

Mów prawdę, sędzia nie będzie cię karać, sędzia chce cię wychować, wskazać te drogi, które w swej wędrówce minąłeś. Mów prawdę, nikt poza sędzią twej prawdy nie usłyszy. Drzwi są zamknięte. Tajemnicy bronią surowe przepisy Kodeksu (art. 627 K. P. K.).

Ciekawość publiczności, niedyskrecja prasy, niejednokrotnie bardzo pożądane jako dodatkowy moment odstraszający – tu w większości wypadków byłyby szkodliwe. Dziecko, które przez „dziecinadę” popełniło jakieś wykroczenie i z całą pewnością stać się może najuczciwszym obywatelem, „osmarowane” przez reportera nosi przez długie lata piętno „skazanego”.

Serdeczna rozmowa sędziego z oskarżonym i rodzicami, wskazanie i zastosowanie środków wychowawczych, nabiera na szpaltach dzienników charakteru zwykłej rozprawy sądowej nad przestępcą. A przecież sędzia dla nieletnich jest tylko wychowawcą, a „przestępca” to tylko dzieciak, który jeszcze niebardzo rozumie, czego wymaga od niego porządek społeczny.

Dziwnie wyglądają te rozprawy…

„Przestępca” jest z zasady speszony. Nerwowo mnie czapkę, wzrokiem błądzi po podłodze.
– Nazywasz się?
– Władysław B.
– Do szkoły chodzisz?
– Nie…
– Czemu?

Chłopiec stoi bezradnie. Wyręcza go matka informując sędziego, że on „już jest taki bezrozumny”… Sędzia rzuca kilka pytań, pytań z życia codziennego, nie mających nic wspólnego ze sprawą. I wreszcie decyzja: Odroczyć rozprawę i zarządzić badanie chłopca przez poradnię pedologiczną.

Następna sprawa. 13-letni chłopiec oskarżony o kradzież 10 zł. panu X. Do winy nie przyznaje się.

Ja byłem wtedy, żeby odnieść buty, co ojciec zrobił, ale pieniędzy nie wziąłem…

Ojciec chłopca oburza się na posądzenie.

– Proszę wysokiego sądu! Ja sam póki żyję nigdy w sądzie nie byłem, ani jako świadek, ani jako oskarżony. I chłopak porządny, nie można narzekać, gdzieby on takie coś… sąsiedzi mogą zaświadczyć, to tylko ten X bez złość go oskarżył…

– Niech Ojciec wyjdzie do poczekalni…

Chwila milczenia…

– No cóż chłopcze? Przyznajesz sie?
– Nie.
– Słuchaj, jesteśmy teraz sami, widzimy się po raz pierwszy, daj Boże, by to był raz ostatni. Nie myśl, że jestem twoim wrogiem. Mówię do ciebie jako przyjaciel. Popełniłeś głupstwo przez lekkomyślność. Ale mam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie dla ciebie nauką. Wiem, z całą pewnością wiem, że więcej tego nie zrobisz. – Przyrzekasz mi to?

Chłopiec już nie przeczy. Łzy kręcą się w oczach, coś ściska gardło.
– Przyrzekam. I przyznajesz się do winy?
– Przyyy…znaję …tylko, żeby tata nie wiedział…

Wyrok: „Sąd …na mocy art. 71 K. K. udziela …napomnienia”…

Ojciec dziękuje. Wychodzą, w drzwiach jeszcze raz chłopiec się kłania. W rozjaśnionych rozgrzeszeniem oczach przemyka od stołu sędziowskiego porozumiewawcze spojrzenie. Sędzia i oskarżony uśmiechają się. Mają wspólną tajemnicę… „tajemnicę winy, która została odpuszczona… Chłopiec jest uratowany…

Nie na wszystkich jednak podsądnych to pierwsze zetknięcie się z sądem wywiera takie wrażenie. Są chłopcy już przyzwyczajeni do kolizji z kodeksem. Wobec tych są stosowane środki wychowawcze intensywniejsze -oddanie pod dozór odpowiedzialny rodzicom, specjalnemu kuratorowi nieletnich, umieszczenie w zakładzie wychowawczym, a wreszcie (jedyna „kara” dla nieletnich) umieszczenie w zakładzie poprawczym t. zw. popularnie „poprawniaku”.”Sędzia w wyborze tych środków nie jest niczem skrępowany. Art. 71 K. K. pozwala mu stosować łagodne środki wychowawcze nawet wobec nieletniego, który z rozeznaniem popełnił czyn zabroniony pod groźbą kary, o ile tylko ze względu na okoliczności czynu, charakter nieletniego, albo warunki jego życia i otoczenia, umieszczenie go w zakładzie poprawczym nie jest celowe. Granicami wieku nieletniego są lata 18 – 17. „Karze” zakładu poprawczego nie ulegają nieletni przed ukończeniem 13 lat, oraz ci w wieku lat 13 – 17, którzy przestępstwo popełnili nie osiągnąwszy rozwoju umysłowego i moralnego w takim stopniu, by móc rozpoznać znaczenie czynu i kierować swem postępowaniem. (Art. 69). Chłopcy w wieku ponad lat 17 podlegają kompetencji sądów zwykłych i stosuje się do nich już ogólne przepisy Kodeksu Karnego.

Widzimy więc, jak olbrzymią rolę gra tu sędzia. Kodeks nakłada nań obowiązek bezwzględnego stosowania zasady celowej indywidualizacji. Przeszłość rodziców dziecka, ich moralność, karalność, wykształcenie, wysokość zarobków, zawód, całe dotychczasowe życie nieletniego i wszystko to, co wywarło lub może wywrzeć wpływ na kształtowanie się psychiki dziecka brane jest pod uwagę. Rzeczą zrozumiałą jest, że sędzia na samej rozprawie nie może dotrzeć do tych danych. Pomocnemi w dostarczaniu ich są poradnie pedologiczne oraz kuratorzy i członkowie specjalnego „Towarzystwo Opieki Specjalnej nad Dziećmi przy Sądzie dla Nieletnich”.

Oczywiście, działalność Towarzystwa nie ogranicza się tylko do sporządzania tych t. zw. „wywiadów środowiskowych”.

Poza wywiadami przyjmuje ono pod swój dozór nieletnich i roztacza nad nimi opiekę materjalną i moralną, w miarę posiadanych środków urządza i prowadzi zakłady wychowawcze, schroniska, bursy, świetlice i warsztaty oraz organizuje obronę nieletnich przed sądami zwykłemi.

Niewszystkie te postulaty T-wa są realizowane. Brak funduszów w wysokim stopniu tę akcję profilaktyczną i poprawczo wychowawczą utrudnia.

Na zakończenie wróćmy na salkę sądową.

Sprawa Józka M. oskarżonego o kradzież węgla. Oskarżony – blady, wychudzony wyrostek. Warunki środowiskowe fatalne. Ojciec zmarł na gruźlicę. Matka pierze po domach i… uprawia prostytucję. Czworo rodzeństwa… Mieszkają w zimnej, zatęchłej suterenie. Izba o dwóch oknach górnych. Do tego sublokatorzy – jakieś „prawie małżeństwo”. Chłopiec kradł węgiel, bo było zimno. Jadają rzadko…, przeważnie kartofle na wodzie. Mięso ostatnio było wtedy, gdy oskarżony zarobił parę złotych na sprzedaży nadzwyczajnych dodatków o zamordowaniu króla Aleksandra Jugosłowiańskiego.

– Ile masz lat?
– Piętnaście.
– Do szkoły chodzisz?
– Nie.
– Pracujesz?
– Nie…
– A przecież sprzedawałeś gazety?

Okazuje się że obecnie chłopiec jest za słaby, by móc całemi dniami biegać i „starać się”.
– Opowiedz jak to było z tym węglem ?
– Zwyczajnie. Jechał wóz, to się uczepiłem styłu i zruciłem parę kawałków, a potem zlazłem i jak zbierałem, to taki jeden złapał i powiada, że ukradłem.
– A ty nie kradłeś ?
– Co tam kradłem, takie parę kawałków, a on zaraz do policjanta i do komisarjatu.

Świadkowie – ów „taki jeden” i posterunkowy policji potwierdzają zeznania chłopca…
– Byłeś już kiedy karany?…

Chłopiec miesza się niewiadomo dlaczego…

– Nie.

W kartotece sądowej istotnie niema o nim wzmianki.

Zmieszanie się tłumaczyć możnaby załamaniem się nastawienia podsądnego do wszelkich władz „karzących”. Traktowany szorstko przez wszystkich tych, z którymi zetknął się po dokonaniu kradzieży, spodziewając się napięcie krańcowe tej szorstkości zastać tu, w ostatniej instytucji zajmującej się jego czynem, spotyka się z nieznanem mu wcale zjawiskiem łagodności.

Świadkowie odchodzą. Następuje długa rozmowa sędziego z chłopcem. Oskarżony okazuje się w niej typem „z gruntu” dodatnim. Wystarczyłoby mu zwykłe upomnienie, z drugiej jednak strony ze względu na fatalne środowisko należałoby go umieścić w zakładzie wychowawczym. Niestety, miejsc w zakładzie niema, na zakład poprawczy chłopiec jest za „porządny”.

Sędzia poleca chłopcu zatrzymać się w poczekalni.

W salce pozostaje tylko matka. Rozmawiać z nią jest trudno, bo dławi się płaczem. Kiedyś miała dobre czasy, mąż zarabiał, ona pracowała… mieli 180 zł. miesięcznie… choroba i śmierć męża wszystko zabrały… i ona coraz słabsza teraz… pracy coraz mniej… więc czasem musiała… bo najmłodsze chorowało … a teraz już ona nie… i prosi, żeby jej chłopca nie odbierać, bo ona go na porządnego wychowa… on nie wie, że ona była „taka”, i nie dowie się, bo się przeprowadzili gdzieindziej i nikt o tem więcej nie wie i przysięga, że co tylko będzie mogła to … i teraz chłopiec może robotę dostanie …i Boże kochany… pani sędzino droga… ja… bardzo … proszę…

Przerwa, po przerwie wyrok:

„W Imieniu Rzeczypospolitej… Upomnienie i oddanie pod dozór odpowiedzialny matce.

– A teraz chłopcze przeproś matkę i przyrzeknij jej, że to się nigdy nie powtórzy.”

Podchodzą do siebie oboje płacząc, matka zapomina, że jest w salce sądowej i w krótkim uścisku dziecka, które zgrzeszyło dla niej i które ją przeprasza, zamyka cały swój wstyd i rozpacz. Oboje czują się wobec siebie winnymi… „Prostytutka i złodziej”, taki tytuł otrzymałaby ta scenka w brukowcu. Czy nie lepiej, że dzieje się to prywatnie, że … drzwi są zamknięte…

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close