Adolf Nowaczyński

Stolica lokatorów

Historycznie stwierdzone, że Moskale do Warszawy przychodzili i odchodzili i podchodzili i odchodzili i wracali do siebie. To samo Niemcy. Przychodzili, podchodzili, odchodzili i wracali do siebie.

Ci Trzeci natomiast też obcorasowi przychodzą i już nie odchodzą nigdy i nigdzie. Przychodzą i zostają i mnożą się. Cykanie do Palestyny na willegiaturę moralną i pobyt nad morzem to tylko fikcja, fata morgana, teatralizacja życia, world bluff, żeby się narodom noszącym Ahaszwerosza na plecach, zmęczonym i spoconym wydawało przez chwilę, że jest ulga, pieredyszka, wypoczynek. Za czem znowu Ahaszwerosz na plecy i marsz!

Moskale zatem przychodzili do Warszawy i odchodzili. Prusacy przychodzili, okupowali, wyjadali, wyżerali i znów odchodzili (1807 i 1918). Ci Trzeci przychodzą, przyjeżdżają ze wszystkich stron i okolic i sąsiedztw. I już zostają. Na wieki wieków. Zakorzeniając się głębiej od orygenów, od autochtonów, od tytularnych gospodarzy. Jest ich „tylko” 10% w Polsce. Nieprawda! Statystyka się myli. To za mało. Najmniej 1% się ukrywa jak wszędzie się ukrywał. Jest w Polsce 11% dosłownie, plus spokrewnieni, można liczyć śmiało 12%, bez frankistów (maranów). W razie zwycięstwa lotniczej floty bolszewickiej, do frankizmu przyzna się powrotnie 25.000.

Moskale bowiem przychodzą i odchodzą i śladu po nich żadnego nie ma oprócz kilku tysięcy samowarów no i czegoś w obyczajowości i w wikcie (od wikt nie od victoria) pewnych pozostałości. Szwabska przychodzą i odchodzą, zostawiając conieco zachodnio-centralnej cywilizacji i pewne drobiazgowe inowacje (closets, wanny, wodociągi, gotyk, industrię). Natomiast Ci Trzeci przychodzą, przyjeżdżają, wsypują się przez zieloną granicę i już zostają. In saecula saeculorum.

Skutkiem tego w Warszawie, czyli w t. zw. stolicy Polski jest obecnie o 50 tysięcy więcej Tych Trzecich, niż w całym Trójkrólestwie czyli całej W. Brytanii…

A o 20 tysięcy więcej, niż w całej Palestynie, po 20 latach rządów mandatowych i przy wydatnej pomocy finansowej 20-tu Nababów i 20 Krezusów z tej i z tamtej strony Oceanu.

Obecnie więc procent Tych Trzecich w stolicy Polski wynosi oficjalnie 30.1%, nieoficjalnie 31%. A ile z nimi związanych?, ile od nich zależnych?, ile im ślepo oddanych?, ile zmobilizowanych do stałej zajadłej, a nawet napastniczej obrony „Tych Trzecich”? Obok Nowego Yorku i tuż po New-Yew-Yorku jest to tedy największe skupisko Tych Trzecich, największy potencjał finansowy, gospodarczy, intelektualny, prawdziwy Sinus Judaicus zatoka judejska, okupacja permanentna, zaborcy nigdy nie odchodzący, nieustępliwi. Obrońcy Tych Trzecich zaprzysięgli (i sprzysiężeni) mówią: przecież duży procent zasymilowanych mówi po polsku, patrioci, bywali w powstaniach, są w literaturze ozdobą i cymesem, przyjaźnili się z wieszczami i t. p. Owszem. Prawda. Ale Niemcy kurlandcy i baronowie bałtyccy też rządzący carską Rosją też mówili expedite po rusku, byli superpatriotami, pisali libretta „Żiźń za Caria” a jednak Niemcami zostali do szpiku kości, do ostatka. Owszem. Pewien mały procent się zasymilował u nas tak jak olbrzymi procent Polaków równocześnie się zsemityzował. Ale jacy są Ci Trzeci dosłownie, to się może okazać dopiero w momencie historycznym, krytycznym ot np. wtedy, kiedy rosyjska czerwona lotnicza armada odniesie walne zwycięstwo. Wtedy zobaczymy dopiero jacy to są istotnie i bez reszty, bez szminki Ci Trzeci, zaborcy permanentni, nieodchodzący, narastający, potężniejący, już dziś triumfujący, a jutro może wszechwładni, wszechwładni jak w Nowym Yorku, a jeszcze więcej jak w nowej… Moskwie.

Politycznie idziemy teraz z żydostwem wszechświatowym i z okupacją pansemicką ręka w rękę i na rękę ku obłędnie dzikiej, murzyńsko rozbestwionej radości, ot choćby obu fejletonistycznych Pierrothów: asymilanckiego i syjonistycznego. Opinia publiczna w 80% ugniatana przez „syntetycznych” pro-judów i normalnych Żydów. W stolicy Polski żargonowa i po polsku pisana żydowska prasa bije o 25% więcej egzemplarzy niż cała polska; marańskiej czyli frankistowskiej na razie nie uwględniamy i prześwietlimy dopiero w najbliższej przyszłości. Ekonomicznie, gospodarczo Ci Trzeci w bankowości, w ubezpieczeniach i asekuracjach, w przemyśle i w handlu, w Łodzi i w Gdyni, zależność od nich i poddaństwo kompletne.

Ten Trzeci okupuje wszystkie decydujące miejsca tam, gdzie skrzyżowania i węzły życia gospodarczego i skupienia nerwów w pachwinach gospodarczego ustroju. Warszawa jest już właściwie totalnie zdobyta przez dynamiczną Aszkenazję. W imponująco krótkim czasie. Sto lat temu 30.000 Hebrejów w Warszawie, a w r. 1939 więcej od całej Palestyny, bo 352.700 według zeszłorocznego spisu; dziś już zapewne powyżej 360.000. Z 12% ludności skoczyło na 31.1%! W tym zaś procencie pozostaje jakieś 200.000 na tym samym poziomie biedoty, na którym żywią i żyją pariasy Polacy, a dobre 160.000 to wcielony kapitalizm polski, kapitalizm w Polsce. Na górze społecznej cieniuteńka polewa elitarna dobrze się prezentującej i odżywionej, pacquardowo – lincolnowej oligarchii sanacyjnej i kartelowej oraz najwyższej biurokracji ministerialnej. Te dają pewne złudzenie wzrokowe, że stolica jednak jest polska. Pod tą elitą i przy niej wcale gruba warstwa Schylokracji pasożytniczej o wysokim standardzie życiowym, okupująca już bez pardonu… Zakopane i Krynicę w zimie, Bałtyk i Karpaty w lecie, wszystkie lokale luksusowe i rozrywkowe – pasażerskie okręty wycieczkowe, warstwa decydująca, dyktująca i dyktatorska na rynkach Sztuki, Literatury, Kultury. Według obliczeń statystycznych podatku dochodowego zarabia u nas rocznie powyżej 20 do 40 tysiący osób 11.000, zaś powyżej 40.000 rocznie osób 7.000. Ponieważ Tych Trzecich w handlu jest 37%, w przemyśle 42% i ponieważ też wedle statystycznych obliczeń (rok 1938): 40% dochodu społecznego, to jest dwa i pół miliarda (2,5) złotych zabierają Ci Trzeci, przeto można śmiało postawić hipotezę, że cała ta warstwa, która zarabia powyżej dwudziestu i powyżej 40 tysięcy rocznie to wyłącznie Ten Trzeci okupant, który przychodzi, a jak już przyjdzie to nie odchodzi, zostaje i rządzi, za kulisami rządzi.

W jakiej mierze Polacy są już pariasami a Ci Trzeci warstwą kapitalistyczną, to mógłby nam ściśle cyfrowo sprezentować nie kto inny jak p. J. Wellisch, znakomity autor świetnego studium p. t.: „Foreign Capital in Poland”; nosiłoby to tytuł Jewish Capital in Poland i miałoby olbrzymie walory aktualności.

Zanim się atoli do tej nowej pracy p. Wellisch weźmie i zabierze, musi go zastąpić dyletantyzujący w tej dziedzinie literata, który sobie to i owo w kilku latach powyławiał i w przygodnej formie stale będzie Mohikanom, Chipawayom i Komańczom polskim przedkładał, udowadniając po prostu „czarno na białem”, że już giną, że już toną, że już mają nóż na gardle, że wysuwany koszmar z brukową etykietą: „Judeo Polska” już się w pełni realizuje, a że Warszawa to już taki Moszkopolis jaki wizjonerski Niemcewicz wróżył aż na rok 2000.

Na pierwszy obstrzał w nowej kampanii weźmiemy sprawę mieszkaniową w stolicy czyli zagadnienie „gdzie mieszkamy? u kogo mieszkamy?”

Otóż mieszkacie Warszawianie już w przeważnej części kątem u Żydów. Nie ma czego zatajać i „krępować się”. Mieszkacie u Żydów. Jeżeli europejsko, nowocześnie, nowożytnie, normalnie, czysto (sic), higienicznie, ewentualnie komfortownie, to mieszkacie u mojżeszowca.

Cała elita i oligarchia polska mieszka w 60% w domach czynszowych Starozakohnów.

Dawniej ci kamienicznicy i kamielicznicy warszawscy nosili nawet nazwiska symboliczno plutokratyczne: Gold (na końcu lub na początku), Silber, Geld, Brillant, Diamand, Reich, Reicher, Rejchman i t. p. obok zwykłych Truskierów, Prywesów, Lewenthalów, Lewenfischów. Teraz nie koniecznie.

Jesteśmy np. na jednym z warszawskich kortów tenisowych rano (wszystkie w mieście okupowane rano przez Tych Trzecich). Grają w otoczeniu dziarskich, opalonych Machaboyów i Machonbaumów, cztery panny urodziwe, sweelt, smart, tip-top. Pytamy kto te panny, suponując po staremu, że to może panny Herse, Spiess, Wedel, Strassburger, Marconi, Norblin, Gebethner, najnowsza generacja.

Nie ma tak dobrze. Minęli te czasy.

Panny i panie na korcie (first class) noszą nazwiska: Figowa, Zielona, Bogata, Foremna, Frontówna, Brodata… Zdawałaby się, że to jakaś maskarada, pseudonimy , „nome de guerre” czy name of tennis. Nie. Cóż się okazuje? To są nazwiska żon i sióstr nowych mammonarchów warszawskich. To są córki z panujących domów (handlowych i hurtowych), córki wielkich kamieniczników, engrosistów kamienic te panny: Zielona Bogata, Figowa, Brodata.

Już dziś w Warszawie na pierwszym froncie nie ma jak tylko resztki, niedobitki dawnej spolonizowanej, nobliwej Kleinadel semickiej tak zwanej Goldfederacji. Zbiednieli, „zaryzowali” się, rozeszli po wsiach, po dworach (niedobitki w dyplomacji, Halperty, Goldstandy, Poznańscy). Mało pozostało po Blochach, Kronenbergach, Epsteinach, Wertheimach, Natansonach, Frankensteinach, Loevensteinach, Eigerach, Loevenfeldach, Laskich, nawet mało po jowialnych Kaftalach. Nie ma już „naszej” „sympatycznej” Kleinadel Goldfederacji. Teraz są w Warszawie inne panujące domy (handlowe, bankowe, czynszowe), nowi milionerzy, nowy „patrycjat”. Choć Tamci Nowi Panowie już czytają „Nowalie Literackie” i dają nekrologi i anonse „Kurierowi Fajansowemu”, to jeszcze po domu mówią z ruska, bo przeważnie litwoki, żargonauty, z prowincji i uciekinierzy z Mitteleuropy, z Gdańska, z Brna, z Pardubic, z Memel. Na miejsce Maliniaków przyszły teraz Mamelocki (król wytwórców muchołapek). Trzymają się jeszcze na powierzchni nowsze dynastie echt-warszawskie zawsze, przeważnie bracia: Szereszewscy (którzy mieli w rodzie biskupa, sic! przechrztę, misjonarza w Chinach sic!). Trzymają się Przeworscy, Minkowscy, Seidenbeutle, Ejtingony (Łódź), Berlinerblauy i t. p. ale i to już jest zalewane przez nowy napływ, nowy gatunek, głównie wschodni, świeży, brutalny, prymitywny, skroś międzynarodowy, nawet żydowsko nie uspołeczniony, ale za to chciwy, drapieżny, dziki, bezceremonialny. I ci nowi zaczynają już podmywać, podgryzać Tutejszych, „jankielowatych”.

Jaką to potęgą do niedawna bywały: dom panujący Toeplitzów, Jerzy Meyer, „Stasio” Meyer, Epsteiny synowie puszczy („co ojciec zarobi to syn puszczy”), jak spadł ze szczytów wielki Gliwitz ongiś potentat (Firleje, Modrzejów, Handke, cement, Harriman, Wspólnota), wiceminister, dyrektor, szef, prezes, a dziś pustelnik z ulicy Lekarskiej, mizantrop, „Tymon Ateńczyk”…

Skończyła się w dawnym, „dobrym”, zasiedziałym, proustowskim stylu, zasymilowana lokalnie Kleinadel Goldfederacja.

A na ich miejsce przyszedł ten nowy najazd, ten nowy napływ, te nowe uwarstwowienia, nowe Szajloki, w których domach Warszawa mieszka, cała górna, elitarna Warszawa mieszka.

Wasze są ulice, nasze kamienice! Nasze są huty, wasze są chaty! Wasze cukiernie, nasze cukrownie! Wy macie się odznaczać hartem, a my nadal… hurtem! Wy macie pijalnie, my mamy kopalnie! My z bawełną, z jutą, wy z męstwem i z butą! My z naftą i z cementem, wy z Wieszczów Testamentem. Nam asekuracje (98 kierowniczych stanowisk w 38 Towarzystwach Ubezpieczeniowych), a wam demonstracje. Wam rewie i defilady, nam kramy, kantory, lady. Wy jesteście przedmurzem, nam zostawcie… mury.

I w myśl tych sentencji i maksym przeliczne stare domy w City warszawskiej przechodzą w ręce Tych Trzecich i wszystkie nowe gmachy budują się omal wyłącznie, omal z wykluczeniem, z wyeliminowaniem naszych panów Ślamazarów i Safandulskich.

Taki sam pogrom Polaków w budownictwie miejskim dzieje się we wszystkich innych miastach Polski B i Polski C i przede wszystkim Polski do D. Ale w stolicy mocarnego mocarstwa (łykającego dziś komplementy i superlatywy całej Weltpressy i Jew – News) dzieje się to wykluczanie i przepędzanie Polaków z budownictwa wprost w galopującym tempie i bez litości.

Nowe domy w stolicy państwa stawia wyłącznie Ten Trzeci. Pariasy polskie budują domki, dworki wille, dwupięterki, tandetki, nieruchomości o ruchomych ścianach i dachach, prowizorki, ruderki…

Potężne, dzikie, dziko dynamiczne meteki budują natomiast totalniaki, gmachy, kartele, pałace. Jak na drożdżach rosną czynszowe kolosy królów drożdży, śliwek, żelaza, guzików, muszli klozetowych, ubrań gotowych, handlarzy lasów, Tartakowerów, Naftułów, bananiarzy, przemytników, waluciarzy. Jeszcze potentat siedzi w kryminale, a tu już staje szóste piętro jego drapacza. Całe kompleksy, całe skrzydła i połacie ulic budują oni. Co natraficie prowincjały w Warszawie na kolosa o trzech podwórzach, wspaniałych windach, klatkach schodowych królewskich, kryształowym uszybieniu… to będzie własność Chaskielewicza, Reingelda, Feingolda, Fajersztejna, Frydmana, Rosenstraussa, Glassa, Sternfelda, Hirszfelda, Kerstenberga, Gottgelda, Borensteina, Lewina, Rosenfelda, Mendla, Mandelbauma, Syrkusów, „latyfundysty” z Żórawiej króla czynszowego Hurwicza, Truskiera, Płońskiego, Ginsburga, Schytzera, Hoffenberga.

To znów Plutzera – Sarny (sic), to Zamek Eweliny (Wachsman), to Pałac Plutosa (Wolf Szapiro), to drapacz z mydła (Majde – Rosenthal), to z likierów firmy Genelli (recte Brunner), to księcia Likiernika, to milionera na „wodzie sodowej”, to pałac „Dobrolin”… A jeżeli firma (dom panujący) nosi bluźnierczo i prowokacyjnie tytuł „Polonia”, to będzie jeden Russlender, drugi Redes, dalej Korenfeld, Spiegelstein, Zajdengart, same żydy kamieniczniki.

A budują im w 90,5 „toże jewreje” ausgerechnet same architekty artysty Puterman, Paradiesthal, Pines, Korngold, Krakowski, Seidenbeutel, Weinfeld (Prudential), Eber (kina) i pięciuset innych.

Bracia Elbiny (Em-te-ha ze Sowietów) mają już pono 50 gmachów, J. Glass drugie 50.

Wasze chaty, nasze huty! Wasze chaty, nasze… Juraty! Nasze drapacze, od was pomywacze! Nasze bekony i nasze betony, wasze ryngrafy, herby i korony. Nasze żelbety, wasze szalety, nasze kamienice, a wasze haubice na wroga! na Hamana, na nowy Grunwald! na nowy Tannenberg. Nawiasem mówiąc i Grunwald i Tanenberg też mają domy czynszowe w Warszawie.

Do takiego samego monopolu kamieniczniczego dochodziło kilka lat temu w Berlinie, w Wiedniu, w Lipsku, w Pradze, w Gdańsku, w Libawie, ba nawet w Rzymie, w Rzymie! Są ścisłe obliczenia, które oby chciał przejrzeć p. J. Wellisch, autor przyszłej pracy p. t.: Jewish Capital in Poland. W Rzymie na 40.000 nieruchomości pięciuset Żydów (500) miało domów na sumę miliarda lirów 200 milionów. W Berlinie 3.8% Żydów miało 50% nieruchomości, w czym jeden tylko rabin Radomski posiadał 50 kamienic. W Wiedniu 47.768 Żydów „uwięziło” w nieruchomościach dwa miliardy 521 milionów koron. Cyfry astrologiczne. Rasa najbardziej ruchoma i ruchliwa (mobil) tak się kocha w nieruchomościach i tak dąży do tego, aby być gospodarzem, a autochtoni lokatorami. W Polsce, która stała się olbrzymią Zatoką pansemicką (Sinus Judaicus) szybko i bez bólu zbliżamy się do tego stanu. Kiedy się z tej okupacji wyzwolimy?

Moskale bowiem przychodzą i odchodzą, Germanie przychodzą i odchodzą, Ten Trzeci przychodzi, zostaje, ugniata, dusi, dławi, wysysa (jak pająk-krzyżak muszkę) i jakoś znikąd nie widać ratunku. Coraz gorzej, Coraz gorzej!

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close