ryżową szczotką

Wszystkie cele zajęte

Naturalnie, że dziś mowy nie ma, o wprowadzeniu u nas kary bicia. Dość starosty Bassary, na co jeszcze baserunek.

Coś jednak trzeba zrobić, bo przestępczość wzrasta dużo intensywniej niż liczba ludności. Zwiedzając w Gandawie muzeum średniowiecznego mieszkania usłyszałem westchnienie eleganckiego pana:

– Dobre były wtedy czasy – mówił – patrz pan co to za zamek u drzwi? Palcem można otworzyć. A tę skrzynkę do kosztowności? Szpilką od włosów. A te kłódki groźnie wyglądają ale ciemny prostak patykiem je odemknie. Ech, szybko mógł się wtedy pracowity człowiek dorobić.

Tak, lecz w średniowieczu za kradzież guzika karano obcięciem ręki, a dziś za rozprucie kasy pół rokiem więzienia z zawieszeniem i obietnicą urlopu zdrowotnego. Żyjąc dzisiaj Leonardo da Vinci dostałby zamówienie nie na „Ostatnią Wieczerzę”, ale na wyrób zatrzasków dowcipniejszych od Yale. Fortece Vauban to obozy otwarte na przestrzał w porównaniu z obecnymi skarbcami banków państwowych.

Bić nie wolno, bo to zacofaństwo niehumanitarne i nie prowadzi do celu. Nowoczesne, ludzkie, higieniczne metody dały narazie jako rezultat, że człowiek co czegoś nie ukradł jest bohaterem narodowym, czyli Poskrobkiem.

Skądinąd dla znacznej części ludności więzienie bynajmniej nie jest czymś przerażającym. W pewnej wiosce pod Wołożynem chłopi opowiadają ze smutkiem:

– Nasz wójt to straszny łapownik. Ci Majdakowie dali mu kurę i pudełko zapałek to ich na cały styczeń do aresztu wsadził. W wiosce są same kurne chaty, a w areszcie gminnym jest piec i pali się w nim! Każdy by chciał posiedzieć. A tu wójt protekcję uprawia, krewnych tylko do ula pakuje, albo chabany bierze. I bądź człowieku uczciwym! Umrzesz z chłodu, a więzienia się nie doczekasz.

Prawdziwi przestępcy nie lubią więzienia; nie uskarżają się jednak – raz po raz dostają jakiś wyrok z zawieszeniem i dalej robią swoje. Jak lekarzom z Ubezpieczalni nie wolno przepisywać stosownych, ale drogich lekarstw, tak sędziowie licząc się z zaludnieniem kryminałów muszą skazywać łagodnie i z zawieszeniem. Brak przecie miejsca w więzieniach. Wszędzie komplety o jakich się nie śniło T. K. K. T.

Deklamuje się u nas o wychowaniu, o umoralnieniu społeczeństwa – namacalne stwierdzenie, że jedynym rezultatem jest geometryczny wzrost przestępczości nie byłoby przyjemne. W Polsce odrodzonej nie wybudowano ani jednego więzienia. Przecinanie wstęgi, perora, że oto niezmordowane władze oddają ludności nową placówkę użyteczności publicznej, oprowadzanie gości po gmachu, wmurowywanie na froncie tablicy pamiątkowej od wdzięcznych obywateli – nie, nie, jakoś niezręcznie by to wypadło, żaden mąż stanu się do tego nie kwapi.

Nie buduje się u nas więzień choć byłyby potrzebniejsze niż Instytut Gry Filmowej z Jędrzejewiczem na czele. Nasze więzienia są obliczone na 45.000 osób, siedzi w nich obecnie 70.000! A taksówce za wzięcie nadetatowego pasażera wali się mandat karny. Gdyby chciano zapakować do cel wszystkich którym się to z wyroków sądowych należy zapełniono by gmachy i o 150.000 miejscach.

Częste amnestie są konieczne jako ustawy o ochronie lokalów więziennych. Nie mogą przecie za długo korzystać ci sami, trzeba zrobić luz dla nowych. Dziwne, że teraz pominięto tak dobrą okazję dla ogłoszenia amnestii jak rocznica powstania Ozonu.

Gdyby nie pomyślny fakt, że przez 800 lat Polska była monarchią dzisiejsi polscy republikanie nie mieliby chwili spokoju. Bo większość rzezimieszków siedzi po zamkach królewskich. Ogromny wspaniały zamek w Lublinie, biały zamek w Sandomierzu są teraz ciężkimi więzieniami; pałac Czartoryskich w Klewaniu – domem poprawczym; ruiny zamku Lubarta w Łucku – aresztem miejskim; i tak w kilkudziesięciu miejscowościach te twory zacofanego średniowiecza zapewniają postępowemu społeczeństwu odrobinę wytchnienia od złodziei.

Zresztą coraz mniej ich tam siedzi. Narodowców przecie w kraju przybywa, a w tym rezerwuje się im zawsze pierwszeństwo. W tym jednym.

KAROL ZBYSZEWSKI

Tygodnik literacko-artystyczny i polityczny o orientacji narodowo-katolickiej. Założony i redagowany przez Stanisława Piaseckiego, powstał w 1935 roku na bazie cotygodniowego dodatku literackiego do związanego z ONR dziennika „ABC”. Propagując hasła nacjonalistyczne i antysemickie, atakował kręgi liberalne i socjalistyczne oraz sanacyjne. Pismo było uważane za prawicową alternatywę dla liberalnych „Wiadomości Literackich”, a publikowali w nim min. Jan Mosdorf, Jan Dobraczyński, Józef Kisielewski, Alfred Łaszowski, Adolf Nowaczyński, Jerzy Zdziechowski, Karol Zbyszewski, Karol Irzykowski, Jerzy Andrzejewski czy Bolesław Miciński. Współpracownikami byli także Jerzy Waldorff oraz Tytus Czyżewski. Pismo było często cenzurowane i konfiskowane. Ostatni numer ukazał się 3 września 1939 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close