W Anglji o korytarzu pomorskim

Czołowy dziennik londyński „Times”, który ma ten chwalebny, a w polskiej publicystyce niestety tak rzadko stosowany zwyczaj, że stara się swoim czynnikom dać możliwie objektywny materjał faktyczny, a potem dopiero oświetla go ze stanowiska swojej polityki – ukończył niedawno serię artykułów swego berlińskiego korespondenta na temat niemiecko-polskich problemów granicznych.

Korespondent ów, zwiedziwszy Śląsk, Gdańsk, Prusy Wschodnie i województwo pomorskie, sformułował rezultat swych badań w sposób, świadczący, że potrafił ująć kwestję z prawdziwego i sprawiedliwego punktu widzenia.

Zdaniem jego pod względem politycznym sprawa cała znajduje się na martwym punkcie. Byłoby marzeniem zupełnie bezpłodnem przypuszczać, że Niemcy kiedykolwiek zdecydują się na Locarno wschodnie i na uznanie obecnego status quo. Tak samo Polska jest zdecydowana nie rezygnować z niczego, co jej przed dziesięciu laty przyznał Traktat Wersalski. Polityczni realiści wyrażają pogląd, że jeśli nie zmienią się obecne stosunki w północnej Europie centralnej, gdzie zaznacza się atmosfera wybitnie wojenna, Niemcy prawdopodobnie pewnego dnia przemocą obsadzą korytarz.

Również należy się z tem liczyć, że Polska, która ma podobnie naprężone stosunki z Rosją jak z Niemcami, zechce kiedyś zrewidować swoją granicę wschodnią, która jest zupełnie nie do utrzymania. W obecnym momencie jest co prawda rzeczą nieprawdopodobną, aby Niemcy lub Polska miały jakiekolwiek plany agresywne na najbliższą metę. Jest jednakże prawdą, że nieufność wobec Niemiec i obawa przed niemi są głównym motorem ruchu militarnego w Polsce.

Od ludzi spokojniejszych słyszał korespondent angielski zdanie, że jedynem rozwiązaniem, któreby mogło zapobiec nowej wojnie, byłoby doprowadzenie do skutku odprężenia gospodarczego. Za najlepsze rozwiązanie problemu korytarzowego uważa sie w Niemczech zwrot korytarza i Gdańska Niemcom, przy równoczesnem przyznaniu Polsce swobodnego komunikowania się z morzem. Wskazują tam, że Czechosłowacja i Szwajcaria nie mają bezpośredniego dostępu do morza i że Czechosłowacja ze swoich praw przyznanych jej w porcie hamburskim zupełnie jest zadowolona.

Na to słusznie odpowiada autor, że argumentu tego nie można zastosować do korytarza polskiego, ponieważ ów już od lat dziesięciu do Polski należy (no i swym układem ludnościowym tę przynależność usprawiedliwia – przypisek Red.). Ponadto doświadczenia ostatnich lat zachwiały bardzo zaufaniem Polski do układów z Niemcami.

Jeszcze z innym projektem rozwiązania tego trudnego problemu spotykał się korespondent angielski w czasie swych podróży. Byłaby niem internacjonalizacja korytarza. Takie załatwienie Niemcy uważaliby wprawdzie za pożądaną poprawę, widzieliby w niem jednak tylko stadium przejściowe do przywrócenia suwerenności niemieckiej.

Sam korespondent widzi sedno problemu w jego stronie ekonomicznej, a w szczególności w kwestji aprowizacyjnej i uważa, że jeśi trudności ściśle gospodarcze zostaną usunięte, to zagadnienia graniczne uregulują się same przez się.

Ten pogląd jest niewątpliwie zbyt optymistyczny. Wprawdzie bowiem sprawiedliwy dla obu stron wkład handlowy polsko – niemiecki doprowadziłby niewątpliwie do znacznego odprężenia w stosunkach wzajemnych, zaznaczyć jednak należy, że Niemcy najpierw o takim sprawiedliwym układzie handlowym bynajmniej nie myślą, a powtóre, że w ich apetytach na korytarz większą jeszcze rolę, niż wzgledy gospodarcze, odgrywa ich szowinizm narodowy.

Poza tem artykuły „korytarzowe” „Times’ów” są zupełnie słuszne. Doniosłe ich znaczenie polega na tem, że pretensje Niemców do odzyskania korytarza uznają za nieusprawiedliwione i że demaskują złą wole Niemiec, stwierdzając, iż przygotowują się do odebrania korytarza w sposobnym czasie przemocą.

Gdyby podobne artykuły w poważnej prasie zachodniej częściej się pojawiały, ostudziłoby to może nieco optymizm tych polityków, którzy godzą się na przedterminową ewakuację Nadrenji.

Dziennik wydawany we Lwowie w latach 1895 – 1946. Pismo Stronnictwa Narodowo Demokratycznego. Po przewrocie majowym w 1926 roku czasopismo zmienia swój profil na prosanacyjny. W okresie okupacji, wydawany w warunkach konspiracyjnych, wychodził do sierpnia 1946. Ze „Słowem Polskim” współpracowali min. Władysław Reymont, Henryk Sienkiewicz, Leopold Staff, Gabriela Zapolska oraz Kornel Makuszyński.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close