Filosemityzm na rojstach

Słyszałem niedawno jak Żyd wymyślał chłopu. Pociąg na linji Mołodeczno – Lida spóźnił się, a ja czekałem na stacji Wołożyn. Przechadzając się tam i spowrotem, wzdłuż szyn, doszedłem do miejsca, gdzie do wagonu – cysterny chłopi wlewali terpentynę. Chłopów było z dziesięciu. Żydów trzech i oczywiście do nich należała terpentyna. Chłopi ciągali beczki na sznurach do góry, inni wylewali, trzeci odstawiali puste i td. Żydzi zaś stali przy wagach. W pewnym momencie któryś z chłopów źle pokręcił beczkę, zwinęła mu się w rękach,osunęła, trzasnęła o jakiś kamień. Chłop wysiłkiem całej mocy starał się ją podtrzymać. Ale nie zdołał, ze szczeliny polało się troszkę terpentyny i tylko spadły w nią krople potu z jego czoła. – Dopieroż skoczy Żyd od wagi! Prosty, oberwany Żyd, nie żaden tam kapeluszasty.

Boże jakże on wymyślał tego chłopa! Po rosyjsku oczywiście. Wyzywał go od ostatnich słów, jakiemi się szczyci przebogate słownictwo rosyjskich połajanek. Na „ty” naturalnie, od wszelakich „synów” i „maci”. Pięściami mu wygrażał przed nosem, brykał nogami, pienił się, kopał językiem, — to już nie hadko było słuchać, to wprost brała złość.

Chłop stulił się w sobie i tylko burczał coś w brodę. A tamtych dziewięciu uśmiechało się nieśmiało, nawpół w zakłopotaniu, nawpół przyjaźnie, jakby sami współwinni, że Żyd poniewiera i lży ich ziomka. – Ot, każe, Żydok jaki zapalczywy. – Nie dało się odczuć z ich strony, ani urażonej ambicji, ani obrażonej godności. Zachowali raczej przyjazne wyrozumienie.

A przecież Wilno i… Grodno leżą w tym samym kraju co Wołożyn. Przecież dziś zamieszczamy wiadomość smutnych zajść w Czarnym Borze.

Kiedyś w rozmowie, opowiedziałem pewnemu robotnikowi wileńskiemu, bo chciałem słyszeć jego zdanie, o tem co widziałem w Wołożynie. W odpowiedzi machnął tylko ze złością ręką: „Ot, chłopy to ciemny naród”. Widocznie identyfikował w tym wypadku „ciemnotę” z brakiem antysemickiego nastawienia.

* * *

Gdy chodziło o sprawę naroczańską, gdy chodziło o wyjaśnienie dlaczego tamtejsi rybacy mają większe zaufanie do firmy Rywkinda, aniżeli do chrześcijańskiej Spółdzielni i Dyrekcji Lasów, w ten sposób tłumaczyłem powszechny u nas objaw filosemityzmu tutejszego chłopa.:

Zastanawiało mnie nieraz to zaufanie jakiem obdarzają chłopi Żydów i to właśnie w dobie tak niezwykle potęgującego się antysemityzmu. Chłop rozumuje w ten sposób: Żyd jest wyzyskiwacz, ale on się Żyda nie potrzebuje bać. Żydzi na wsi są tym elementem ćwierćinteligenckim, tym sprytnym elementem, którego chłop rozumie. Żyd z reguły niechętnie ustosunkowany do władz potrafi zdobywać zaufanie włościan.

Nikt nas posądzać nie może o uprawianie chłopskiej demagogji. Rozumiemy doskonale, że włościanin odczuwa niechęć społeczną do dworu.

Natomiast skłonny jestem poczytywać za wielki błąd taktyczny, popełniany ze strony niektórych osób, które tę niechęć o charakterze wyraźnie socjalnym, niechęć człowieka uboższego do zamożnego uogólniają w – niechęć polityczną.

Przesadne zaś pojmowanie roIi wychowawczej naszej administracji państwowej, która chłopa białoruskiego przeważnie traktuje jako element obcy – prowadzi u nas do metody krytykowania tylko szeptem „polskiej władzy” wobec chłopa.

Przypomina mi to rozmowę po francusku w obecności pokojówki, która nie powinna się dowiedzieć o skandalu w rodzinie „państwa”.

W rezultacie chłop identyfikuje pojęcie „pana” i „rządu”, bez względu na to jakie ten rząd ma zabarwienie.

* * *

W ostatnim numerze „Wiadomości Literackich” przeczytałem reportaż z Polesia Ksawerego Pruszyńskiego. Autor, który nie tyle zna Żydów, co zna się na Żydach pisze w nim:

Jeśli chodzi o lud, to mimo lichwy istnieje jakby pewien filosemityzm.

Trzeba to sobie wytłumaczyć. Otóż w dawnym układzie kraju, gdy nie było jeszcze jako warstwy społecznej robotnika, Żyd był tem czemś pośredniem między „panem”, a „człowiekiem prostym”. Od czasu gdy pojecie „pana” stało się w swej większości pojęciem napływowego urzędnika, obcego i zwierzchniego, rozdział między nimi urósł. Życie przyniosło moc wydarzeń, których człowiek prosty nie mógł sobie wytłumaczyć. I oto w tym stanie rzeczy najbliżej jeszcze człowieka prostego stał także człowiek tutejszy, Żyd.

Nieliczni ziemianie uważali -niesłusznie – za swój obowiązek nigdy wobec „ludzi” nie krytykować polskiej władzy. Żyd postępował swobodnie, Żyd wyjaśniał, tłumaczył, bardzo poprostu, wiele. Chłop nie tylko kupi u Żyda, chłop z Żydem pogada i od niego się dowie i nowinek ze świata. Spółdzielnie, zakładane pośrednio czy bezpośrednio przez władze, nic tu nie zmienią.

Jak widzimy Pruszyński na Polesiu, dochodzi do tego samego wniosku, co ja nad Naroczem. Otóż, o ile mi wiadomo, w swych „podróżach po Polsce” nie objeżdżał on terenów od Prypeci na północ. Dlatego może nie wiedzieć, że tak samo jest nad Niemnem, jak Wilją, tak samo nad Dżwiną. To znaczy nie w miastach, tylko wszędzie tam, gdzie chłop, jak go określił na początku ów robotnik wileński, jest „ciemny”.

Nie chcę przez to broń Boże zestawiać „ciemnoty” z filosemityzmem i „oświecenia” z antysemityzmem. Rozumiem jednak, iż Żyd siłą rzeczy stanowi dla chłopa objekt naturalnej niechęci, wypływającej nie tylko z różnicy ras i religji, ale również jako drogi pośrednik, lichwiarz, czy wyzyskiwacz. Natomiast z drugiej strony stanowi dlań również szczebel wyższy, wykształceńszy, w którym chłop szuka oparcia… w braku innego.

* * *

Bawiłem w Radomiu, w słynnym Przytyku i pisałem o tym solidarnym, powszechnymi antysemityzmie tamtejszego chłopa. Jest on niewątpliwie równie „ciemny” w swej żywiołowości, jak filosemityzm chłopa białoruskiego, ale jednak – muszę to przyznać -bardziej naturalny. Różnica pomiędzy temi dwoma objawami jest ta że Żyd dla chłopa białoruskiego odgrywa podwójną rolę: ujemną i dodatnią, z której, w jego pojęciu, dodatnia przeważ. Natomiast dla chłopa radomskiego już tylko jednostronną rolę, tę właśnie ujemną. Dlaczego?

Dlatego, że mimo różnic społecznych, mimo walki socjalnej, chłop w b. kongresówce znajduje moralne oparcie w polskim mieszczaninie, w polskim ziemianinie i nie szuka go u Żyda. Stąd tam i oblicze Żyda staje się inne.

Nie mówię, oczywiście o poszczególnych wypadkach, gdzie to moralne oparcie o niektórych ziemian tamtejszych związane jest z ich nazwiskami, jako trybunów opozycji i ruchu ludowego, albo wręcz ideowego antysemityzmu i prowadzić może do krwawych wybuchów bezpośrednio. Mówię tylko o podłożu ogólnem, na którem wybuchy takie możliwe są w Radomskiem, a niemożliwe w Wołożynie.

I nie dlatego, ażeby one były u nas możliwe, tylko dlatego, aby przywrócić normalną hierarchję kraju, pozwalam sobie uważać za niesłuszne tego rodzaju częste u nas zjawisko, w którem chłopa tutejszego traktuje się a priori jako niechętnego socjalnie, a wrogiego politycznie i zamykając przed nim nietylko „paradny chod”, ale i serce, oddaje się go na wyłączne wychowanie urzędników administracji. Nasza administracja, złożona w 90-ciu procentach z ludzi „nietutejszych”, nie umie sobie z wychowaniem dać rady, wzbudza w nim nieufność, a eksperymentując jednocześnie na obcym sobie gruncie, przez nieumiejętne chwyty, często w dodatku staje się źródłem zaognienia stosunków pomiędzy wsią i dworem, które przed wojną były tak poprawne.

W rezultacie, z tego przymusowego przytułku „państwowotwórczego” wychowania chłop ucieka i… trafia do Żyda.

Stan taki nie można uznać za naturalny.

* * *

Ksawery Pruszyński w tym samym artykule o Polesiu pisze w gorących sławach optymizmu o wyrastającej tam nowej warstwie społecznej, warstwie robotniczej, w nowych fabrykach:

W kategorjach poleskich jest to nowy człowiek i nowa warstwa. To nie jest „człowiek prosty”, ale niemniej nie jest to człowiek „z panów”. „Z panów” jest każdy urzędnik, nawet sekwestrator, choć oczywiście urzędnik nie jest z tych prawdziwych, wielkich i dawnych panów. Dotąd na Polesiu była tylko jedna kategorja ludzi żyjąca między światem prostym, a pańskim: Żyd.

Elementem, który naprawdę odbiera Żydowi poleskiemu jego stanowisko wobec mas ludu, jest dopiero robotnik. On także wiele rzeczy — nie sądźcie aby specjalnie socjalistycznych – Poleszukowi tłumaczy, ale jest jemu bliższy.

Zgadzam się z Pruszyńskim, że tam u nas gdzie wkracza w życie nowa warstwa robotnicza, odbiera od Żyda jego dotychczasowe wpływy na ludność. Nie tylko odbiera, ale przeradza je często w wybuch długo duszonego antysemityzmu i dlatego zachodzi w tych filo- i anty żydowskich nastrojach taka wielka różnica pomiędzy naszą wsią i naszem miastem. Ci, którzy starli się z Żydami w krwawe dnie Grodna, składali się właśnie z warstwy robotniczej. Ale za robotnikiem nie zawsze idzie i nietylko antysemityzm. Idą z nim razem „Czerwone sztandary”, „Obrony Ludu”, demagogje socjalizmu, i ideologja proletarjatu, tak w gruncie i w założeniu obca przywiązaniu do własności, obca dla naszego chłopa, jako przedewszystkiem posiadacza, posiadacza ziemskiego.

Nie zgadzam się więc z Pruszyńskim w jego optymistycznych zapatrywaniach na rolę przodownictwa warstwy robotniczej wśród ciemnych mas chłopskich. Interesy robotnicze zbyt często wchodzą w kolizję z interesami włościaństwa, tak jak nie zawsze dadzą się pogodzić interesy miast z interesami wsi.

Chłop jest rolnikiem pzedewszystkiem i oczywiście rolnikiem musi być również ten, w którym on szuka swego naturalnego oparcia, sojusznika, czy przewodnika.

Do tego raczej może być predystynowana warstwa ziemiański a nie robotnicza.

Natomiast oczywistem jest, że najmniej w tym charakterze powołana, najbardziej nieodpowiadająca swej roli, jest warstwa obca rasą i religją, kupiecko – pośrednicza, warstwa żydowska.

Jeżeli mimo wszystko tak jest u nas na t. zw. kresach to niewątpliwie jest skutkiem nieunormowania wzajemnych stosunków.

Nie wnikając w moralną ocenę, tego: „dobrze” czy „źle”, należy wszakże bezstronnie stwierdzić, że specyficzny i każdemu się rzucający w oczy filosemityzm wsi białoruskiej, wyrasta na podłożu sztucznem, raczej niezdrowem i, mimo, iż może być przykre to stwierdzenie, raczej jest zjawiskiem bardziej nienaturalnem niż antysemityzm włościan radomskiich.

J. M.

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Close