• Słowo
  • 04.01.1924
  • Wilno
  • Rok 3, Nr 3

Czy język polski jest piękny?

…„chcę, by język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa, – czasem był jak piorun jasny, prędki – a czasem smutny, jako pieśń echowa” (Słowacki: „Beniowski”)

Czego wymagać od języka? Powinien wyrażać dokładnie myśl we wszystkich jej subtelnościach i całej sile. Dawać obraz rzeczy każdej, rysownikiem, być i malarzem każdego odcienia. A wszystko w stopniu takim, by słowo „bodźcem – jak strofa poety, nie wędzidłem było”. Nadewszystko zaś powinna mowa doprowadzać do świadomości naszej wszelkie bogactwo logiki i wrażliwości drogą najprostszą – na nerw słuchowy, wyrażając się samem już brzmieniem: harmonją i dyzharmonją, sciszonym szmerem i zgiełkliwością hałasu… Muzyką być jednocześnie i matematyką – ścisłością i niewypowiedzialnem.

Muzyką jest mowa – i jak co do muzyki piękno stanowi tu sprawę sporną. Inni chcą tylko melodyjności, miłej, pięknej przez harmonję, jak tz. muzyka (nieczytelne). Inni żądają siły wyrazu, ekspresji, choćby w dyzharmonjach, jak nowsza muzyka Wagnera.

Dlatego może takie różne zdania co do piękności języka polskiego. „Jak się pani podoba język polski? – pytano znakomitej tragiczki francuskiej Sary Bernard. – „Bardzo, zupełnie jakby ktoś gryzł szkło”. Niemców do rozpaczy doprowadzała nazwa twierdzy Przemyśl. Zwiedzająca Polskę Szwedka E. Wester woła z powodu nazwy Krakowskie Przedmieście – „Ultalla ratt (sprobój wymówić!) Anglik K. Sarolea załamuje ręce: „Język polski jest jednym z najtrudniejszych w Europie.” Rosjanie drwią nienawistnie. Idealista Turgienjew wprowadza szubrawego Polaka, nazwiskiem Krzyprztycki. Wolnościowiec Gorkij niemniej brudną figurę o języku „jak syczenie żmii”. Krasnow, w powieści z dziejów rewolucji rosyjskiej, docina zjadliwie… Ha, podobno czuje się zawsze nienawiść do tego, komu się krzywdę wyrządza. Moskale tępili nasz język, przyprawiali go o zwyrodnienie i kalectwo, narzucając nam swój, niby podobny a tak odmienny. Zresztą jeżeli Moskala mierzi nasze zmiękczanie r, nie wiem, czy warczące: prijatieli wyriezywajutsia riedko, lepsze od zmiękczonego: przyjaciele rzadko się wyrzynają. Moskala razi nasz zbieg spółgłosek, ale ich nadmiar samogłosek (t. z w. połnogłasje) powodując szerokie i nieustanne „rozdziawianie gęby” brzmi ordynarnie, po pijacku. Kto, jako pierwszego od urodzenia języka, używa rosyjskiego, nigdy już w żadnym języku żadnej samogłoski nie wymówi właściwie – zawsze zbyt szeroko, wulgarnie, albo z przesadnem sznurowaniem ust, pretensjonalnie. Razi to zwłaszcza w śpiewie, choć dzięki samogłoskom i brakowi nosówek jest rosyjski do śpiewu łatwiejszy właściwie od polskiego i francuskiego. Bliski prawdy w sądzie o jęz. polskim jest w dziełku: „Poland and the Poles” (r. 1919) Anglik A. Bruce Boswell: „Język polski nie jest piękny dla cudzoziemca. Brzmi twardo i zawiera często zbieg spółgłosek. Jest jednak bogaty i dźwięczny, zawsze mówiony wyraźnie. Nieruchomy akcent na przedostatniej sylabie nadaje jęz. polskiemu szczególną monotonję” (niesłuszne, przecież wyrazy nie są wszystkie jednej długości!)

Spotykamy i sądy wbrew odmienne – zachwyt. Rosjanie, mieszkający dawniej w Dyneburgu, ganili brzmienie mowy polskiej na Kresach, entuzjazmowali się natomiast do polszczyzny „Warszawiaków”. Była w tem racja: pod fatalnym wpływem jęz. rosyjskiego my tu łykamy sylabę ostatnią, gdy mowę polską cechuje nader wyraźne wymawianie końcówek (stąd pierwsze nasze wrażenie, że właśnie Warszawa i Kraków „śpiewają”, lecz sylaby ostatnie, my przedostatnią ciągniemy). Pisarze obcy, sympatyzujący z naszemi ruchami wolnościowemi, wysławiali często język Mickiewicza i Słowackiego, język twardy i rycerski a bogaty, niedawno zaś i z miękkości jego pochwałą wystąpił – jako z rzeczą uznaną powszechnie – L. Spitzer, profesor jęz. romańskich z Bonn: „das polnische wird wegen seiner weichen Laute eine weiche und wohl klingende Sprache allgemein genannt”… (Może i racja: posiadamy przecie parę sposobów zmiękczania s-ś oraz sz; d-dz, dź, dż; t-c, e, cz; r-rz i t. p.)

Cóż mówić o sądzie Polaków? Skąd wziąć bezstronności? Przecie mowa polska to ukochanie najbliższe, to my sami i szereg rodziców, wielkość i kultura nasza, nasz charakter i odrębność indywidualna… Ale jednak, czy wobec tego nie my właśnie sądzić możemy najdokładniej. Słowa z naszej duszy wyrosły, z praźrodeł ducha. Każde nie tylko brzmi, lecz znaczy. Co do mnie – wyznaję poprostu, że naprawdę we wszystkich brzmieniach mowy wszelkiej nie znam cudniejszego dźwięku nad wyraz: Polska… Widzę w nim pola rozległe w słońcu i skalnych gór zamknięcie, słyszę polot wichru i ptaszyn dzwonienie szklane. Dźwięk ten „razem gra i płonie – mam go w oku, mam go w uchu – a przede wszystkiem – w sercu chyba…

Gdy się w dodatku jest uczonością wypchanym filologiem albo poetą, bez kontroli czerpiącym z nieograniczonego budżetu fantazji – ileż dowodów daćby można, jak snadnie przekonać Polaka czytelnika o najwyższej wyższości jęz. polskiego.

Dlatego nie cytuję naszych uczonych ani poetów, poprzestając tylko na tem, co mnie, zwykłą jednostkę, rodem dyneburżankę, uderzyło osobiście.

Tłumacząc z różnych języków, dostrzegłam obfitosć wyboru: język polski dostarczyć mógł niemal zawsze zwrotu najściślej odpowiadającego oryginałowi. Brak nam wszelako terminów filozoficznych, wyrazów oderwanych, zwłaszcza w porównaniu do niemieckiego. Pod tym wzglądem nie stoimy jednak tak źle, jak Rosjanie, którym brakuje właściwej nazwy dla pojęć – cnota, piękno, boć dobrodietiel oznacza konkretną dobroczynność, a prekrasnoje, to tylko bardzo czerwone. Ha, mają Moskale natomiast rzeczownik abstrakcyjny, niedający się przetłumaczyć na żaden ze znanych mi języków – „poszlost” (oznacza lichość moralną). Musimy też zapożyczać od Francuzów ambicji, posiadając sami znacznie wyższą duchowo godność, obok dumy, pychy, próżności.

Jeżyk polski ma podobno powyżej 200 tys. warazów. Do tego 3 rodzaje, dwie, nawet trzy liczby (pojedyncza, mnoga i dawna – podwójna), 7 przypadków, mnóstwo odmian słowa, – nawet nieodmienne przysłówki różniczkują się we trzy stopnie. A więc „język giętki”, bogaty. Giętkość cechuje też składnię. Na pierwszem miejscu podmiot, lecz każdy wyraz wysunąć wolno naprzód lub umieścić w końcu, jeżeli położyć chcemy znaczeniowy na nim nacisk. Po angielsku np. mamy jedną tylko konstrukcję: Irlandczyk uciekał do Ameryki przed głodem. Po polsku cały szereg różnoodcieniowych: 1) Przed głodem Irlandczyk uciekał do Ameryki; 2) uciekał Irlandczyk… 3) do Ameryki uciekał… z dziesięć odmiennych myśli wycieniować możemy, gdzie Anglik jedną. I jakie ułatwienie w rytmice, utrudnionej u nas przez nieruchomość akcentu. Jak łatwo uniknąć przykrego zbiegu dźwięków, jak łatwo je zestawiać dowolnie. Byle tylko znać język i przez wczytanie się w mistrzów dojść do wprawnego nim władania.

Posiadamy tyle w jęz. pol. dźwięków, że niemal każde brzmienie mowy obcej jest nam dostępne. Możemy więc nietylko z łatwością uczyć się innych języków, ale też odnaleźć w słownictwie polskiem wszelkie niemal kombinacje dźwiękowe, stanowiące o „piękności” tamtych. Np.: Czy lubi czy nie lubi, fala litościwa liljowe ciche dale miłośnie opływa… Niema tu malin, moi mili, niema tu lip ni kalia… (albo te, z dzieciństwa zapamiętane łacińskie – „naścituchlebazeseremizryj”, „spitulis gratulis tenturyje”).

Bogactwo dźwiękowe daje jęz. polskiemu wyrazistość niezwykłą. Samo brzmienie mówi, co wyraz znaczy. I nie tylko w t. zw. onomatopei, kiedy chodzi o harmonję naśladowczą dźwięków istotnych, Polak powie np. grom, Niemiec Donner, Francuzi tonnere. My nawet przy wyrażeniu pojęć oderwanych potrafimy charakteryzować je samem brzmieniem; trudno gryźć szkło, łatwiej słuchać lutni – odpowiedziećbyśmy mogli Sarze Bernard i mogłaby odgadnąć nas lepiej z samych słów tych dźwięku, niż cudzoziemiec z francuskiego brzmienia tejże sentencji (c’est difficile de ronger le verre, econter la luthe est une chose plus facile).

Ową cudowną zaletę zrozumiał już przed 300 laty poeta W. Kochowski, dając w wierszyku „Myśliwstwo” dla nieznających nawet języka polskiego pełne życia dzieje polowania: Wstawajcie bracia, bo już słońce wstaje, nam pogodę piękną daje… To byt na świecie, byt nieporównany być jednym z cechu Dyjany… Jako niezwykłej uciechy przybywa! Łowczy Pojedź! wytrąbywa. Pojdź za nim! myśliwczyk krzyczy, ogary w sforach, a charty na smyczy i t. d.

A Mickiewicz, Słowacki i wszyscy późniejsi poeci? Przypomnijmy sobie „Burzę morską”, całego „Pana Tadeusza”…

Więcej jeszcze. Oto biorę pierwsze lepsze wyrazy polskie i grupuję kontrastowemi trójkami, np. trudny, przykry, okrutny – łatwy, miły, litościwy; kropla, plusk, splunąć – suchy, chróst, chuchać; wrzask, trzask, grzmot – cisza, szept, szelest… Jeżeli dam cudzoziemcowi tłumaczenie każdej grupy, lecz w zmienionym porządku, każdy po wsłuchaniu się odgadnie, która grupa oznacza „facile, agreable”, która „difficile” i t. p.

Ponieważ zaś język jest mową, głosem, ponieważ o wartości mowy stanowi jej zdolność tłumaczenia się dźwiękami – o pięknie języka decyduje więc prócz melodji ekspresja. To właśnie piękno wyrazistości czyni z polszczyzny mowę cudowną. Z czasem, gdy we wszelkiej estetyce zwycięża już kierunek siły ekspresji, nie zaś „gładkość” – przyznać muszą znawcy językowi polskiemu miejsce najpierwsze w świecie.

Wanda Gizbert-Studnicka

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close