Kartki z tajników Ochrany

Pamiętniki naczelnika „Ochrany” generała Gerasimowa wywołują wciąż na emigracji rosyjskiej żywą polemikę, komentarze, sprostowania i t. d. Dla nich jest to jeszcze żywa kwestja z wiążącej ich przeszłości. Dla nas dalekie echo, czegoś, co już nigdy nie wróci. Nie roznamiętniają nas. Głębokie kulisy carskiej Rosji są ciekawe, ale bardzo dalekie. Gdzieś, het, het rozeszły się wspólne drogi wspólnych poddanych. Pozostały fakty, na które patrzeć możomy spokojnie.

* * *

Gerasimow opisuje ciekawe rzeczy nadając im swoiste tło i własne komentarze, o których mówić nie będziemy. Przedewszystkiem przedstawia się we własnych pamiętnikach jako wróg systemu prowokacji, ale trudno mu wierzyć na słowo. Przytacza fakty, na które się oburza:

Naczelnik moskiewskiego oddziału Ochrany pułk. Klimowicz, oraz pomocnik jego von Kotten, byli, zdaniem Gerasimowa, najwybitniejszymi przedstawicielami systemu prowokacyjnego w walce z rewolucją. Oni to potrafili polecić swoje ajencje Zenaidzie Żuczenko przewieść bombę do Mińska. Bomba ta miała być rzucona na tamtejszego gubernatora Kurłowa. Pułk. Klimowicz polecił wszakże ażeby z bomby usunięto zapalnik. W tym stanie nieszkodliwy kawałek żelaza rzucony został istotnie i odskoczył poprostu od głowy gubernatora. Terorysta został powieszony, zaś gubernator awansowany. Tymczasem Zenaida w dalszym ciągu służyła w Ochranie.

Gerasimow oburza się jeszcze na inny wypadek, związany z aresztem maksymalisty nazwiskiem Ryssa. Ten Ryss kompromitowany był systematycznie w oczach partji w końcu zmszony do opuszczenia Petersburga. Ochrana gwałtownie chciała zrobić go swoim ajentem. Dyrektor Departamentu Policji Trusewicz, po aresztowaniu Ryssa, organizuje dlań symulowaną ucieczkę. Rzecz działa się w Kijowie. Ajenci naczelnika kijowskiego oddziału Ochrany pułk. Jeremina ułatwiają aresztantowi ucieczkę, za którą ze swej strony odpowiedzialni są: pewien gorodowoj i żandarm.

Ryss ucieka. Gorodowoj i żandarm zostają osądzeni i zesłani na Sybir. – To straszne.

* * *

Słusznie oburza się na podobne „prijomy” generał Gerasimow. Tymczasem sam…

Azef.

Azef jest nieodłącznym współpracownikiem Gerasimowa. Bez niego nie widzi on możliwości zwycięstwa nad rewolucją. W końcu serdecznie przyznaje, że gdyby nie Azef samodzierżawje nie wytrzymałoby lat 1905 do 1908.

Kim był Azef wiemy wszyscy. Ale Gerasimow tłumaczy nam, że nie był prowokatorem. Co?… Tak mówi naczelnik Ochrany. Azef był wiernym sługą regime’u i tylko. O każdym kroku Azefa wiedział podobno również Stołypin. Gerasimow utrzymywał nienaruszonemi niektóre jaczejki rewolucyjne, ażeby tylko Azef mógł pracować swobodnie. On to poleca mu stanąć na czele Bojowej Organizacji, której zadaniem było dokonanie zamachu na cesarza, W. Ks. Mikołaja Mikołajowicza i Szczegłowitowa. Pomiędzy mną i Azefem – pisze Gerasimow – zawarty został tajny układ, który obie strony wypełniały i przytrzymywały się dokładnie. Nie przeczę, że zarówno departament policji jak Stołypin dopuszczali się pogwałcenia praw, ale rzecz rozchodziła się zaledwie o drobne uchybienia, na które patrzeć można było przez palce ze względu na dobro ogólne”. – Następnie Gerasimow nie ukrywa bynajmniej, że zawdzięcza Azofowi najdoskonalsze swe posunięcia, sukcesy i awanse. Gdyby nie Azef, nie zostałby tak rychło, po dwóch latach pułkownikowskiej szarży, wyniesiony na stopień generała.

A więc Azef staje na czele Organizacji Bojowej. Jednem z jego zadań było czerpanie pełnemi rękami z kasy partyjnej, celem rychłego wyczerpania kasy. Namawiał go do tego również Gerasimow.

Azefa przedstawia raczej jako człowieka prostolinijnego o wyraźnej fizjognomji politycznej, wroga rewolucji i sługi carskiego. Zmniejsza jego rolę w udziale zamordowania Plewe’go i W. Ks. Sergjusza, oraz w zamachu na admirała Dubasowa. – Przyznaje dalej, że Azef mógłby powstrzymać morderstwa inne, jak generała Mina, naczelnika więzienia Gudimy i t. d. ze szkodą jednak własnego znaczenia w partji. Cel uświęca środki. Celem Gerasimowa było wykrycie spisku na cesarza, środkami zabójstwa generałów i statskich sowietników. – Takim się nam przedstawia naczelnik Ochrany i chce wmówić w czytelników, że Azef nie był prowokatorem, a on, Gerasimow stronnikiem prowokacji….

* * *

Cesarz.

O nim pisze często Gerasimow. – Charakterystyczny jest ustęp, w którym opowiada, do jakiego stopnia czuł się skrępowany Imperator i Samodzierżca.

Wróble już na dachach ćwierkały o stosunku Mikołaja II do Rasputina, ale nieograniczony samodzierżca bał się przyznać o tem przed premjerem. Gerasimow zmuszony był służbowo zawiadomić Stołypina o kontakcie wstrętnego koniokrada, podającego się za świętego, z Cesarzem. Stołypin był wzburzony. Prosił natychmiast o audjencję i w gabinecie cesarskim miał miejsce następujący historyczny djalog:

– Wasze Wieliczestwo, czy znane jest Wam imię Grzegorza Rasputina?

– Tak, – odpowiedział cesarz, po chwili wahania, temniemniej z całą stanowczością. – Mówiła mi cesarzowa, że spotykała go kilkakrotnie u Wyrubowej. Podobno jest to niezwykle interesujący człowiek, który wiele podróżował do miejsc świętych, oczytany w Piśmie Świętem i wogóle prowadzący tryb życia świętego.

– A Wasza Cesarska Mość jego nie widziała?

– Nie. – Odrzekł Mikołaj krótko.

– Proszę mi wybaczyć – ośmielił się oświadczyć Stołypin – ale mówiono mi co innego.

– Kto panu mówił co innego? – Z ożywieniem zapytał cesarz.

– Generał Gerasimow.

Nastała chwila milczenia. Zaczem cesarz uśmiechnął się kwaśno, nieudolnie spróbował przemienić rozmowę w żart i rzekł:

– No, jeżeli to panu mówił Gerasimow, to ja nie będę się mu sprzeciwiał. Istotnie cesarzowa prosiła mnie, abym spotkał się z Rasputinem. Widziałem go dwa razy… Zresztą – w tej chwili cesarz i samodzierżca wyglądał jak uczniak, który się tłumaczy przed nauczycielem, był zlekka nawet zaczerwieniony – nie widzę w tem nic złego. Nie rozumiem wogóle, dlaczego pana ta sprawa interesuje. – Przecież niema nic wspólnego z polityką. Czyż ja i imperatorowa nie możemy utrzymać stosunków osobistych z temi, komu się nam podoba!

Stołypin ukłonił się nisko i wyszedł.

W r. 1916 Rasputin był już wszechwładnym w Rosji.

aż.

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close