Konkurent Palestyny

W połowie maja ub. roku ukazał się dekret Cika ZSSR proklamujący prowincję Birobidżan we wschodniej Syberji nad granicą mandżurską, wydzieloną w roku 1920 dla imigracji żydowskiej, jako samodzielny żydowski okręg autonomiczny. Birobidżan posiadać będzie własną armję złożoną z osiedleńców Żydów z czerwonym komandarmem Rapaportem (wszędzie i zawsze musi się znaleźć Rapaport) na czele, własną walutę, znaczki pocztowe, językiem urzędowym ma być język żydowski (żargon) – słowem w niedługim czasie powstanie druga siedziba narodowa żydowska z tą tylko różnicą, że będzie ona socjalistyczna w swej treści wówczas gdy Palestyna jest według bolszewików przepojona duchem kapitalizmu.

Uchwała Cika i wyjaśnienia udzielone przez Kalinina Żyd. Ag. Telegraficznej odbiły się głośnem echem w prasie żydowskiej, a pisma sjonistyczne rozpoczęły kampanję zwalczającą konkurenta Palestyny. Chodziło i chodzi nie tylko o momenty ideowe, lecz i o… dolary amerykańskie. Należy bowiem pamiętać, że to co zostało zrobiono w Palestynie w lwiej części wykonane zostało dzięki hojnym ofiarom bogatego żydowstwa amerykańskiego i teraz po uznaniu ZSSR przez Stany Zjednoczone hojne ofiary bankierów żydowskich mogą popłynąć w kierunku osiedleńców w Birobidżanie omijając chaluców palestyńskich. Bolszewicy proklamując obszar autonomiczny zrobili to również nie bez pewnych widoków na dolary i pozyskanie opinji amerykańskiej. Jest rzeczą charakterystyczną, że dopóki Sowiety nie były uznane przez Amerykę nikt na Kremlu głowy sobie nie zawracał żydowskim obszarem autonomicznym w Birobidżanie.

Żydzi, obywatele sowieccy dotychczas niezbyt palili się do osiedlania i budowania „siedziby, narodowej w formie i socjalistycznej w treści” jak to określa wspomniane wyjaśnienie Kalinina. W ciągu 14 lat od chwili wyznaczenia okręgu birobidżańskiego na teren imigracyjny dla Żydów emigrowało tam 18 tysięcy osób z których 11 niebawem powróciło do miejsc poprzedniego zamieszkania z pozostałych zaś 7-miu 1.200 zatrudnionych jest w charakterze urzędników sowieckich. Taksamo mało zapału do emigrowania do Birobidżanu wykazują Żydzi członkowie partyj komunistycznych w krajach burżuazyjnych. Jeżeli chodzi np. o Polskę, o ile nam wiadomo, Żydzi stanowiący znakomitą większość w szeregach K. P. P. i K. P. Z. B. żadnej propagandy pod tym względem nie prowadzą i miast starać się wyjechać czemprędzej do swej nowej najściślejszej ojczyzny wolą znosić „znęcanie się faszystowskich siepaczy”. Byłoby bardzo dobrze aby nasze władze zaproponowały Sowietom odsyłanie wszystkich skazanych za działalność komunistyczną – Żydów do granicy aby umożliwić im wyjazd do Birobidżanu. Propozycja tego rodzaju niewątpliwie zostanie przyjęta z uznaniem przez naszego wschodniego sąsiada, któremu w ten sposób wyświadczymy przysługę ułatwiając realizowanie jego programu narodowościowego. Ale o tem tylko nawiasem.

Zwolennikami osiedlania się w Birobidżanie u nas są t. zw. „folkiści” a sprawami temi kieruje instytucja pod nazwą „Agroid”, którą prasa sjonstyczna nazywa ambasadą birobidżańską. Właśnie niedawno prezes „Agroidu” adwokat warszawski p. Suryc bawił w Moskwie i był przyjęty przez Kalinina, z którym omówił możliwości przesiedlania Żydów z Polski do Birobidżanu. P. Suryc oprócz tego, że jest adwokatem, prezesem „Agroidu” i współpracownikiem warszawskiego „Momentu” posiada wielkie stosunki w sferach dygnitarzy sowieckich. Jego rodzony brat pełni obecnie odpowiedzialne funkcje ambasadora sowieckiego w Berlinie a przedtem przez czas dłuższy reprezentował Bolszewję w Atenach. Znany „niewozwraszczeniec” ex-radca ambasady sowieckiej w Paryżu Biesiadowski w swych wspomnieniach z czasów służby w dyplomacji sowieckiej pisze, że p. Suryc był jednym z organizatorów G. P. U. zagranicznego i jako taki posiada wielkie wpływy na czerwonym Olimpie. Można zatem przypuszczać, że wizyta p. Suryca warszawskiego w Moskwie doszła do skutku dzięki protekcji rodzinnej.

O rezultacie swej podróży moskiewskiej p. Suryc zdał obszerną relację w prasie. Dowiadujemy się w niej, że głośny dowódca czerwonej armji na Dalekim Wschodzie gen. Blücher bardzo interesuje się sprawą birobidżańską, a „wszechrosyjsk starosta” Kalinin jest entuzjastą utworzenia republiki żydowskiej nad Amurem oraz, co jest najciekawsze lecz dość mętnie ujęte, że po długich targach z rządem sowieckim ustalono sumę 150 dolarów dla jednej rodziny wychodźców. Za tą sumę wychodźca zostanie zaopatrzony w niezbędne ruchomości i odzież oraz będzie lepiej odżywiany w pierwszym czasie aby łatwiej przetrwać okres przystosowaniu się do klimatu.

Dalej p. Suryc zapewnił Kalinina, że organizacja „Agroid” chce już teraz wysłać 300 Żydów, którym zapłaci koszta podróży i da każdemu na rękę po 150 dolarów. Tych 300 Żydów stanowić będą niejako straż przednią bo w Polsce czeka swej kolejki 100 tysięcy Żydów, których „Agroid” chce wysłać do Birobidżanu. Prasa sjonistyczna, a zwłaszcza krakowski „Nowy Dziennik”, który poświęcił wojażom adwokata Suryca parę naszpikowanych złośliwościami artykułów nie bardzo wierzy, aby owe 150 dolarów mógł wypłacić emigrantom mityczny „Agroid” i bardzo wątpi czy ta suma wystarczy przesiedleńcowi dla stworzenia jakiej takiej przyszłości. Pozatem twierdzi „Nowy Dziennik”, że:

„cała kwestja birobidżańska sprowadza się do czysto strategicznego pomysłu sowieckich kół wojskowych, właśnie ze słynnym Blücherem na czele, które w postaci „republiki” żydowskiej nad Amurem chcą sobie stworzyć niejako wał ochronny przed ewentualną inwazją japońską, i że tu w każdym razie dojdzie do pierwszej rozgrywki zbrojnej na wypadek konfliktu wojennego na Dalekim Wschodzie. Dla stworzenia sobie na tem bezludziu naturalnej fortecy, warto sowietom sypać hojną ręką nawet miljony. Oczywiście więc, że gen. Blücher żywo „interesuje się” sprawą birobidżańską. Ma w tem interes. Ale co mają wspólnego rodziny biedaków żydowskich w Polsce ze strategicznemi zamysłami sowieckiego dowódcy naczelnego armji Dalekiego Wschodu?”

Nowy Dziennik” nie szczędzi p. Surycowi soczystych epitetów w rodzaju: „członek suchotniczej partji folkistów, megaloman, blagier” i jednocześnie oburza się na naszą ambasadę w Moskwie, która miała współdziałać w mistyfikacji p. Suryca, przedstawiającego się za reprezentanta żydowstwa polskiego. To, że „Nowy Dziennik” i sjoniści piszą pod adresem p. Suryca „hewker”, to, że jego działalność im się niepodoba, to jest ich sprawa ale z jakiej racji wciągają do swych porachunków naszą ambasadę, która przecież nie jest przedstawicielką interesów palestyńskich w Moskwie. „Nowy Dziennik” pisze o megalomanji p. Suryca ale trzeba przyznać, że i „Nowemu Dziennikowi” jej nie zbywa.

Esquire

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close