Po morderstwie

Chlubiliśmy się – i słusznie – że naród nasz nigdy siebie zbrodnią królobójstwa nie splamił.Dziś chluby tej pozbawił nas i imię polskie na wieczne czasy zhańbił artysta malarz, Eligjusz Niewiadomski.

Moralna odpowiedzialność za ten czyn spada w znacznej mierze na prasę tego z pośród naszych ugrupowań wywrotowych, które „Chrześćjańską Jednością Narodową” siebie mieni. Wywrotowem nazywam je, bo wywraca tak moralne jak i polityczne podstawy społeczeństwa i państwa, dążąc do celów swoich drogą budzenia poziomych instynktów i ślepych namiętności w masach.

A jakie są te cele? Poza zdobyciem władzy wszystkie inne starannie przysłonięto mgłą nacjonalistycznej retoryki. To jednak pamiętamy, że, stanąwszy u steru rządów w ostatnim miesiącu Rady Regencyjnej, demokracja narodowa nic pilniejszego nie miała, jak przeszczepić na grunt polski w odezwie swojej całą frazeologję bolszewicką; dziś zaś, będąc, jak się zdawało, blokiem celu, stronnictwo to wraz z pokrewnemi czy podkomendnemi grupami szukało przymierza z p. Witosem, który innej zasługi w narodzie nie posiada, jak tę, że szerzył niegdyś w Galicji waśń społeczną, podjudzając chłopstwo przeciw szlachcie i że później metody swoje przeniósł na widownię niepodległej Polski.

Czyli, w razie dojścia do skutku zamierzonego przymierza, mielibyśmy na zewnątrz politykę, awantur w stosunku do Niemiec, wewnątrz zaś – oddaną w ręcę p. Witosa reformę rolną, której pierwszem, z natury i porządku rzeczy, dziełem byłoby, jako najłatwiejsze, zniszczenie żywiołu ziemiańskiego na Litwie i Rusi. Tylko ślepi nie widzieli tego, do tych zaś ślepych należeli ci właśnie, którzy pierwsi mieli paść, jako ofiara nowej spółki politycznej, – t. j. Ziemiaństwo Kresowe.

Zaporą na drodze do władzy był b. Naczelnik Państwa. Należało go przeto zohydzić w oczach narodu – i ku temu skierowały się usiłowania prasy.

Prasa jest potęgą. Jak woda, sącząc się kroplami, powoli wydrąża skały, tak codzienne kropelki, w postaci artykulików dziennikarskich, wydrążają najtwardsze czaszki i mózgi ludzkie. „Rzeczpospolita” i podobne jej pisma zadanie swoje spełniły znakomi cie. Znamy ludzi bardzo wybitnych, a bardzo stanowczych niegdyś przeciwników demokracji narodowej, którzy, stale „Rzeczpospolitę” czytając, poczęli wkrótce niepostrzeżenie dla siebie rezonować tak, jakgdyby przeszli przez szkołę polityczną p. Strońskiego.

I wytworzono atmosferę, w której się wydawało rzeczą dowiedzioną i, jak słońce, jasną, że istnieje potężny przeciw Polsce zorganizowany spisek międzynarodowy, a na czele jego stoi ten właśnie, któremu, pomimo wszystkich słusznie i niesłusznie stawianych zarzutów, nikt tego nie odmówi, że w Polskę wierzył i zbrojne powstanie przygotowywał, gdy my zbawienia Polski od układów naszych z mocarstwami rozbiorowemi wyglądaliśmy.

W istnienie owego spisku uwierzono tu nawet, w Wilnie, w ojczystem i ukochanem mieście Piłsudskiego. Po salonach deklamowały damy o bliskich dniach złotych, które przyjdą, niezawodnie przyjdą, byleby tylko dał się usunąć ów na przeszkodzie wszystkim dobrym poczynaniom stojący potwór, któremu na imię Piłsudski. Znam ludzi, którzy się liczą do kwiatu inteligencji wileńskiej i którzy do demokracji narodowej nie należąc, namiętnie jednak i w dobrej wierze za jej listą przed plebiscytem i przed wyborami do sejmu agitowali, bo w razie klęski „ósemki”, Piłsudski skorzysta z tego i „Wilno odda Litwinom”. Więc czegóż się dziwić, że rzemieślnicy, że kupcy nieraz w epoce wyborów, gdy się kupujący wahał w nabyciu towaru z powodu wysokiej ceny, dawali mu przyjacielską radę – poczekać dni kilka. Piłsudskiego zwalą i wszystko potanieje.

I zwalono go. Ale cóż? Prezydentem został człowiek powszechnie za bliskiego Piłsudskiemu uważany. Więc znowu Piłsudski! Wystąpiono wtedy przeciw prezydentowi z argumentem, który tylko w gruntownie zbałamuconem przez prasę społeczeństwie mógł znaleźć posłuch. Ponieważ, – krzyknięto – Narutowicz zwyciężył dzięki głosom mniejszości narodowych, więc był ich kandydatem, a jako ich kandydat, jest wrogiem narodu! Pytamy, po czyjej że stronie miały stać mniejszości? Po stronie tych, którzy walkę przeciwko nim głoszą, czy tych,
co w interesie spokoju państwa, chcieliby porozumienia z niemi? Jak żądać od mniejszości, ażeby jawnym wrogom swoim dopomagały do zwycięstwa i jak kamieniem rzucać w człowieka za to, że on nie rzuca kamieni na ludzi innego pochodzenia i wiary? W Austryi szalały walki narodowościowe, ale argumentacji, której u nas teraz użyto, nie znano tam. Gdy minister Dunajewski w imieniu rządu rzucił Niemcom z trybuny parlamentarnej groźne słowa: „potrafimy rządzić bez was”, żadnemu z nich przez myśl nie przeszło, iż Dunajewskiego powołano do rządu, jako wroga Niemców nie zaś jako znawcę finansów. Słowem, nie umiejącemu myśleć politycznie społeczeństwu wmówiono, że Polską rządzić będą mniejszości narodowe, a za niemi stoi Narutowicz, a za Narutowiczem – Piłsudski. I znalazł się szaleniec, który Polskę od żydów czy ukraińców uratować zapragnął.

Jeśli oskarżam prasę jednego obozu, nie znaczy to wcale iżbym zwalniał od winy obóz przeciwny. Ten nie może na usprawidliwienie swoje powiedzieć, że chce dobra narodu. Nieświadomie, nawpółświadomie, czy też z całą świadomością, jak n. p. Kwapiński, stoi on na gruncie bolszewizmu rosyjskiego i jemu drogę toruje. Ambo meliores. La politique – mawiał do uczniów swoich jeden z najgłębszych znawców zagadnień politycznych który sam udziału w czynnej polityce brać nie chciał, Anatol Leroy Bealulieu – est une sale affaire, une tres sale affaire. Przeciwieństwa obu zwalczających się obozów codziennie się zaostrzają – i z troską myślimy, jak z tej sale affaire się wydobyć…

Słyszymy wzdychania za faszyzmem. Ale, ci co za tem wzdychają, nie wiedzą czem on jest i nie wiedzą, że u nas jest on niemożliwy. Mussolini, wypędzić chcąc z organizmu Włoch rozlaną w nim truciznę bolszewicką, mógł bez obawy następstw zaszczepić zarazek innej choroby – nacjonalizmu. Włochy bowiem stanowią całość daleko bardziej jednolitą, niż Polska, i nacjonalizm zwrócił się tam przeciw mocarstwom obcym, u nas wywołałby wojny domowe z ich strasznemi dla nas skutkami. Pozatem naród włoski posiada przymiot całkowicie nam obcy: zmysł miary. Il politico del limite e della misura tak określa Mussoliniego jeden z najbliższych jego współpracowników Pietro Gaorgolini. I dzięki temu on, zdaniem jego, zwyciężył. Organizując oddziały swoje, prowadząc je do walki, nie ustawał w zalecaniu miary, nawet w gwałcie: „La violenza fascista deve essere cavalleresca – to są własne jego słowa – albowiem gwałt ma także swoją granicę, poza którą więcej szkodzi tym, co go używają, niż tym, przeciw którym został wymierzony”. „Powinniśmy pozwolić sobie na zbytek rycerskiej wspaniałomyślności względem przeciwników zmistyfikowanych przez obce i wrogie moce”…”zadaniem naszem – doprowadzić kraj do równowagi politycznej, ekonomicznej, duchowej”… energia i umiarkowanie jedyną są drogą ku temu, …se il fascismo perde il senso del limite perdera la sud vittoria.

Mussolinich w Polsce nie widzimy. Ze strasznej zaś sytuacji, w jakiej Polska się znalazła, wyjście jest jedno, jedyne, innego niema: władza monarsza. Tylko autorytet tej władzy wysoko ponad stronnictwa wyniesionej i ich przeciwieństwa łagodzącej może skołatanej ojczyźnie dać rękojmię spokoju i ładu. W tym kierunku niech się skupią usiłowania wszystkich żywiołów zachowawczych.

M. Zdziechowski.

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close