Polski słownik pijacki

Polacy, jeden z najbardziej pijackich narodów, nie posiadał dotychczas żadnego obyczajowo – historycznego opracowania swego pijaństwa. Dwa sąsiadujące z nami pijackie narody – Niemcy i Rosjanie – zdobyli się od dawna na poważne dzieła naukowe w tej dziedzinie. Zwłaszcza Niemcy, którzy już w roku 1773 mogli szczycić się słownikiem pijackim i historią rodzimego pijaństwa. Mianowicie G. Ch. Liehtenberg zebrał był wówczas w „Patriotischer Beitrag zur Methyologie der Deutschen” sto pięćdziesiąt słów, oznaczających stan nietrzeźwości. Potem przyszły inne dzieła aż do „Die deutsche Durst” (r. 1903) Bauera, który podaje samych nazw piwa dwieście. Rosyjska terminologja pijacka, zebrana w roku 1891 przez P. Tichonowa, jest w porównaniu z niemiecką uboga, gdyż posiada niespełna sto określeń picia. Wynikałoby stąd, że Rosjanie więcej od Niemców piją a mniej mówią.

Feliks Topolski - rysunek do książki "Polski słownik pijacki" J. Tuwima

Rysunek Feliksa Topolskiego do książki „Polski słownik pijacki” Juliana Tuwima (wyd. „Rój”, 1935 rok)

Narodem, który dużo pije i lubuje się w wieloodmiennem nazywaniu wszystkiego, co łączy się z tą przyjemnością, są Polacy. Okazuje się, że słownictwo pijackie polskie zawiera około dwóch tysięcy terminów, pozostawiając daleko za sobą niemieckie i rosyjskie. Zasługę przed potomnością za uwiecznienie w księdze tych dwóch tysięcy niezwykłych słów – ma Juljan Tuwim. Wydał on właśnie „Polski słownik pijacki i antologję bachiczną” (Rój, 1935), trzysta stron wielkiego formatu czyli, jak sam powiada, encyklopedję, godną wolnego 30-miljonowego narodu. Pierwsze, co mnie w niej uderzyło, to fakt, ustalony przez Adalberga w „Księdze przysłów polskich”, że Zambrowiak czyli mieszkaniec Zambrowa oznacza w naszej gwarze ludowej nałogowego pijaka. Istnieje popularne przysłowie: „Jak zambrowiak (już jako rzeczownik pospolity), jak zambrowiak idzie, to aż bruk grzmi”. Jestem niestety Zambrowiakiem, urodzonym w miejscowości Zambrów pow. łomżyńskiego -niedaleko Ostrołęki: historyczne, pełne tragicznej sławy miejsca. Ale nigdy o takiem przysłowiu i takiem spostponowaniu Zambrowiaków nie słyszałem. Dowiedziałem się o tem z przykrością. Natomiast z przyjemnością odczytałem w różnych działach encyklopedji pijackiej, jakich zwrotów używa wielu naszych współczesnych znakomitych ludzi, gdy chce wypić albo już wypiło. Gen. Wieniawa – Długoszowski bywa albo skalodontowany (legjonowe) albo, gdy już świata bożego nie widzi, mówi potem, że zalał się jak anioł w Boże Narodzenie. – Władysław Walter zna dwa rodzaje stanu pijackiego: zaklajstrowany i w cztery bryty zalany. Leon Schiller lubi Bacha zacinać, a Zdzisław Czermański dać sobie na magazyn. Nowaczyński za czasów krakowskich bywał schlany do białego kolana. Stefan Norblin jest zawsze tylko dziobnięty, Gierasieński ma zwyczaj robić jednego. Tuwim – rymsnąć jednego. – Kacper Żelechowski miewa kangura. Kadenowi zdarzało się, że bywał pod sufit pijany. Jaracz, jeśli już pije, to poto, by urżnąć się w pestkę albo zlakierować w pechę. Kazimierz Wierzyński nadłupuje butelkę, Aleksander Janta Połczyński wypija szablę wódki czyli rząd kieliszków długości szabli. Leopold Staff, biorąc kieliszek, podśpiewuje: najpierw za nóżkę, potem za brzuszek. Pijaństwa, urządzane przez prez. Pen-Clubu F. Goetla, noszą nazwę łabardanów; biesiadnicy bywają na nich urżnięci w drobny mak. Ksiądz G. (któż to taki?) przepija ze słowami: eropez vous. St. J. Witkiewicz jest wynalazcą gatunku wódki, którą w Zakopanem nazywają „witkacówką”. Z wilnian figuruje w „Słowniku” tylko Tadeusz Łopalewski jako autor słówka „niedopiwki”. Czy ma ono znaczyć, że nasz poeta zwykł niedopijać? To smutne. Pozatem Wilno reprezentowane jest dwoma pijackiemi wyrazami: „tiapniem” i „szałapojtka”. Pierwsze – to powiedzonko przy trącaniu się kieliszkami; drugiego używają podobno w Wilnie zamiast angielki, inaczej literatki: szklaneczki do piwa. Żadnego z nich nie słyszałem. Niema za to kruczka, niema maciejówki, jak również „szałtaj – bałtaj”, którym to zwrotem posługują się niektórzy kelnerzy wileńscy, podając pewien rodzaj likieru. Ale Juljan Tuwim prosi „wszystkich miłośników słowa i trunków” o łaskawe poinformowanie go o lokalnych wyrazach pijackich, by w następnych wydaniach swego słownika mógł poczynić sprostowania i uzupełnienia. Adres poety: Warszawa, Mazowiecka 7. Nie ulega, wątpliwości, że pijacy wileńscy odpowiedzą na wezwanie.

* * *

Praca nad „Słownikiem pijackim” musiała być ciężka i żmudna. Powstał on (dowiadujemy się o tem z przedmowy) jako część zamierzonego wydawnictwa „Słowo i obyczaj”, które ma być serją leksykonów: myśliwskiego, demonologicznego, żołnierskiego, erotycznego i t. p. Tuwim, namiętny zbieracz i szperacz, miłośnik osobliwości i dziwności, najbardziej do tej pracy jest powołany. Dał nam już jej próbkę w swoim czasie, układając wypisy czarnoksięskie p. t. „Czary i czarty polskie”. W „Słowniku pijackim” podziwiamy obfitość źródeł i lektury, przestudjowanych w poszukiwaniu słów i „przygaduszek” pijackich. – Jest tego 434 pozycje, od szesnasto -i siedemnastowiecznych do najnowszych. Wiele śród nich rzeczy mało znanych i nieznanych zupełnie. Kto, prócz bibljofilów, słyszał naprzykład o „Panu Golacie Głodnobrzuskim”, wydanym w Wilnie r. 1847, albo o „Taiemnicach Alexego Podemontana, medyka i filozofa” – Supraśl rok 1758! Takie książki gromadził Tuwim, by z nich wyłowić jakieś tajemne, niemal kabalistyczne słówko pijackie w rodzaju dryndulicha czy hardygała – i jedno i drugie mające ten sam sens co gorzałka. A gdzie i kiedy pijano cholerówkę, ciarkówkę lub dziadowską krew?

* * *

Słownik podzielony jest sumiennie na dziesięć rozdziałów, omawiających każdy pewną dziedzinę pijactwa. Mamy zbiór synonimów do słowa „pić”, wszelkie odmiany wyrazu „pijak”, nieprzebraną ilość nazw napojów i wódek „w zależności od smaku, mocy, zalet i wad”, dowiadujemy się o „pogwarkach i okrzykach” pijackich – na przestrzeni czasów i ziem polskich. Czterej pijacy naprzykład, wznosząc na Mazowszu kieliszki, wołają kolejno: cyk! dżyst! aleluja! pojechali! W Zakopanem powtarzają: tyrtum pyrtum! Pan burmistrz Krynicy przymawia: gruch! Jerzy Leszczyński pamięta dobrze lwowski okrzyk: huź piper na wodę! Na Podolu mawiali niegdyś: za zdrowie Kaczkosi co Żydom wodę nosi! W Proszowicach zasię pokrzykują: kip! kip! A czy nie ciekawe jest warszawskie powiedzonko barowe: „proszę o poręczenie”? Ze słownika Tuwima możemy (jakby powiedział uczony) czerpać pełnemi garściami. Skarbnica.

Niemniej obfita jest „Antologja bachiczna”, doprowadzona zresztą tylko do końca w. XVIII. Składa się na nią wybór pijackiej twórczości ludowej i wiersze różnych poetów naszych – od Mikołaja Reya do Krasickiego. W poezji ludowej zastanawia powracający wciąż motyw pijanej kobiety: starej baby, matki, córki, mężatki i panny. Kobieta Polka nie daje się ubiec mężczyźnie Polakowi. Dziewczę polskie wzoruje się na matce Polce.

Idzie matka w rynek,
Pyta się szynkarki
Nie piła tu moja
Córusia gorzałki?
Nie piła tu sama,
Piło ich tu cztery;
Jeden tylko garniec
Gorzałki wypiły.

Matko moja, matko,
Nie będziesz mnie biła,
Boś mnie gorzałeczkę
Pijać nauczyła.

Zestawmy z tym wierszykiem epigramaty Kochowskiego i Potockiego:

Pytam, kto jest, pijaną obaczywszy babę.
Powiedzą mi: dewotka. Uważam sylabę.
Toć prawdziwie, pomyślą: dwie litery z przodka
Odjąwszy, nie zostanie, tylko sama wodka.

* * *

Okropne uczucia ogarniają trzeźwego człowieka, gdy zacznie studjować „Słownik pijacki”. Byliśmy i zostaliśmy narodem pijaków. Nie pomogły przestrogi najszlachetniejszych mężów, gorących patrjotów, nauczycieli naszych i mistrzów duchowych. Ni prośbą ni groźbą nie wytępiono w nas zgubnego nałogu. Zamykamy gruby tom, skandując umieszczone na końcu słowa Krasickiego:

Wdzięczna miłości kochanej szklanice,
Czuje cię każdy i słaby i zdrowy….
W tobie pociecha, w tobie zysk gotowy.
Byle cię można znaleźć, byle kupić,
Nie żal skosztować, nie żal się i upić.

Byle kupić. Z tem niestety w obecnych czasach jest coraz trudniej, i dlatego zapewne naliczył dziś Tuwim w Polsce zaledwie pięć miljonów zawodowych pijaków.

Wysz.

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close