• Słowo
  • / 29.01.1939
  • / Wilno
  • / Rok 18, Nr 28

KAROL ZBYSZEWSKI

Potentaci dzisiejsi

W Ameryce tak rozmawiają:

– Najmłodszy syn państwa Smithów został urzędnikiem państwowym.

– Ach, biedni Smithowie. Nic o tem nie wiedziałem, że ich benjaminek jest kompletnym idjotą.

W Polsce to inaczej wygląda:

– Syn Guzikiewiczów założył jakiś samodzielny interes.

– Ach nieszczęśni Guzikiewicze, nie wiedziałem, że oni nie mają nawet na tyle stosunków, by go wtrynić do jakiegoś państwowego urzędu.

Prywatny płaci u nas podatki, zatrudnia ludzi, haruje jak mamka, uchodzi za oszusta, pijawkę i szkodnika. Urzędnik państwowy to jednostka pełna poświęcenia, samozaparcia, umiłowania kraju, służąca bezinteresownie idei. W rezultacie bezinteresowny zostaje jednym z 7 niepotrzebnych dyrektorów z pensją 12.000 złotych miesięcznie, a prywatna pijawka, zlicytowana przez Urząd Skarbowy, idzie do domu poprawczego za niedozwoloną żebraninę pod kościołem.

Jakaż jest u nas pogarda dla każdego, co nie drzemie przy biurka od 8-ej rano nad bezmyślnemi paprasam. Pytał mnie niedawno pewien cymbał:

– Pan podobno zna tego Cat – Mackiewicza? Co on robi właściwie?

– Jakto co? Redaguje „Słowo”, pisze artykuły, wydaje książki, zajmuje się polityką…

– No tak, a pozatem nic nie robi?

– Mało panu jeszcze?

– Ech, co to za robota! Dać by go do nas, do biura, na miesiąc – dopiero by zobaczył jak się naprawdę pracuje.

I łatek, co może najwyżej zadzwonić na woźnego, który nie przyjdzie, jest szczerze przekonany, że człowiek co prowadzi wydawnictwo zatrudniające 200 osób i dający codzień do myślenia 200 tysiącom – nic nie robi!

Panuje u nas kult ludzi tkwiących w wielkich machinach państwowych i podających sobie z biurka na biurko papierki, nie ponosząc za nie żadnej odpowiedzialności. Gdy w kamienicy trzeba wybrać szefa podwórkowej obrony przeciwgazowej, najtępszy referent wojewódzki zawsze weźmie właściciela fabryki.

– To godniejszy zaufania człowiek! – kwikną wszyscy.

Nic niema bardziej drażniącego od czytania, jak się ukonstytuował jakiś damski komitet dożywiania dzieci, czy popierania garnków huculskich.

Przewodnicząca: pani ministrowa…

Wiceprzewodnicząca: pani wiceministrowa…

Skarbniczka: pani dyrektorowa departamentalna…

Zastępczyni skarbniczki: pani naczelnikowa…

Składki na komitet będą zbierać panie referendarzowe, a zamiatać lokal panie, których mężowie nie mają żadnego oficjalnego stanowiska. Nie do pomyślenia, by pani kapitanowa prezesowała towarzystwu, w którem pani pułkownikowa byłaby sekretarką. Owszem, pani pułkownikowa może być sekretarką, ale tylko wtedy, gdy prezeską jest pani generałowa.

Ta hierarchja pań na zasadzie godności ich mężów jest czemś tak absurdalnem i kretyńskiem, że żadnej instytucji kobiecej brać poważnie nie można. Ma się nieraz wątpliwości, czy wojewoda jest mądrzejszy od swego sekretarza, ale że pani wojewodzina jest z reguły najinteligentniejszą, najsprężystszą, najczynniejszą panią w mieście i dlatego piastuje pół tuzina prezesur – nie, w to już uwierzyć nie sposób.

Dlatego tak kuleją w Polsce damskie stowarzyszenia, stąd ta ich ślamazarność i niedołęstwo. Pewnie, skoro na czele stoi rekordowa klucha – a stać musi, bo jest największą w zespole pania dygnitarzową.

Karol Zbyszewski.

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close