Tragiczne zajście w gim. im. J. Lelewela

Szczegóły wypadku.

Wczoraj rano odbywały się w gimnazjum im. Lelewela egzaminy abiturjenckie w obecności p. p. wizytatora szkół Fedorowicza, delegata kuratorjum Bronisława Czapskiego, dyrektora gimnazjum im. Lelewela Biegańskiego tudzież profesora C. Jankowskiego.

Wśród 43-ch stających do egzaminu abiturjentów dawało się uczuwać nie tylko silne przemęczenie lecz i znerwowanie. Potęgowało je zachowywanie się względem egzaminowanych dyrektora Biegańskiego nietylko nad wyraz surowe lecz i niemal wyzywająco bezwzględne.

Właśnie przystąpiono do egzaminu z algebry.

Dyr. Biegański zwyczajem swoim sypał na prawo i na lewo dokuczliwemi uwagami – a o godzinie 11-tej minucie 5-tej, jednemu z abiturjentów Stanisławowi Ławrynowiczowi odebrał papier egzaminacyjny, na którym nie zdążył on jeszcze nawet rozpocząć rozwiązywania zadania.

Wówczas to żywiona do dyrek. Biegańskiego niechęć i rozżalenie wybuchły jak proch lontem dotknięty. Ławrynowicz, dobywszy z kieszeni rewolwer dał do dyrekt. Biegańskiego dwa po kolei strzały raniąc go w rękę i w nogę.

Koledzy rzucili się ku Ławrynowiczowi. On strzelił raz jeszcze, kładąc trupem jednego z nich, Aleksandra Zagórskiego. I dobył z zanadrza granat.

Wśród nieopisanego popłochu nie stracili głowy tylko dwaj abiturjenci: Bończa-Osmołowski i Symonowicz. Z błyskawiczną szybkością dopadli do Ławrynowicza i chwycili go z tyłu za ręce. Zdołał on już był na nieszczęście wyrwać z granatu lont. Granat eksplodował.

Wybuch straszliwe uczynił spustoszenie. Cudem ocaleli Osmołowski i Symonowicz (ten ostatni doznał tylko lekkich obrażeń).

Natomiast sprawca całego nieszczęścia Ławrynowicz padł trupem, przez eksplozję rozszarpany. W tenże straszliwy sposób śmierć poniósł na miejscu najbliżej niego znajdujący się kolega Tadeusz Domański. Ciężkiemi ranami okryty padł prof. Jankowski.

Względnie lżej poranieni zostali abiturjenci: Dubiński Witold, Borysowski Edward, Toczyłowski Jerzy, Stabrowski Wacław, Wojtkiewicz Wincenty, i Gliński.

*

W chwili gdy krwawa tragedja rozgrywała się w sali egzaminacyjnej o wysadzonych oknach i zasypanej gruzami oberwanych tynków, rozległy się na przyległym kurytarzu – strzały.

Strzelał (nie jest na razie ustalone z jakiej przyczyny i do kogo: jest wersja, że do wybiegającego z sali dyrekt. Biegańskiego) abiturjent Janusz Obrąpalski. Gdy go otoczono i chciano broń odebrać, rzucił granat ręczny mający kształt jajka – który na szczęście nie eksplodował. Wówczas Obrąpalski skierowując w skroń rewolwer, targnął się na własne życie.

Padł brocząc krwią, ciężko ranny i godzin parę potem wyzionął ducha.

Premedytacja.

Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że istny zamach na dyr. Biegańskiego był z góry uplanowany.

Inaczej wytłumaczyć by sobie nie można było – przyjścia na egzamin Obrąpalskiego i Ławrynowicza… z granatami i rewolwerami. W kieszeni Obrąpalskiego znaleziono niezużyte dwa granaty.

Dyr. Biegański był nietylko przez nich znienawidzony. Miał szczególniejszy dar drażnienia i podniecania wszystkich wogóle uczniów.

Obrąpalski i Ławrynowicz żyli ze sobą w wyjątkowo przyjaznym stosunku. Wątpliwości nema, że jeden wiedział dobrze o zamiarach drugiego.

Czy odruch rozpaczy?

Obrąpalski uczył się źle i z trudem. Drugi rok był w klasie ostatniej. Po obcięciu się na egzaminie niemógłby pozostać dłużej w gimnazjum.

Nasuwać się może przypuszczenie, że straciwszy wszelką nadzieję aby go dyr. Biegański… nie obciął, chciał desperackim czynem życie zakończyć.

Ławrynowicz, inteligentny, zdolny, ambitny też drugi rok już był w klasie. W przeddzień wypadku obciął się był na egzaminie z fizyki. Mógł też być w nastroju desperackim.

Delegat kuratorjum dyrektor gimnazjum w Swięcianach p. Czapski wyjaśnia atoli, że znając surowość i bezwzględność dyr. Biegańskiego sam był umyślnie przygotował na egzamin z algebry zadanie łatwe. Niewątpiono, że wszyscy bez wyjątku abiturjenci je rozwiążą. Tedy zarówno Obrąpalski jak Ławrynowicz nie mieli się czego bać…

Daje też dyr. Czapski wyraz przekonaniu, że obaj, Ławrynowicz i Obrąpalski, byliby niechybnie świadectwo dojrzałości otrzymali.

Co mówi Kuratorjum okręgowe.

Zasiągnęlśmy opinji o dyr. Biegańskim w Kuratorjum okręgowem.

Wydano nam atestację, że dyr. Biegański, wykładający w gimnazjum im. Lelewela matematykę, jest doskonałym pedagogiem.

Jest spokojny, zrównoważony. „Prawda, – mówił nam p. kurator – dyr. Biegański jest surowy, nie przeczę, lecz dobry”.

Pan Kurator jest zdania, iż i uczniowie gimnazjum im. Lelewela taką a nie inną mają o swym dyrektorze opinję.

Co zaś do Ławrynowicza, to poczytuje go p. kurator za skończonego neurastenika.

Memento.

Przypominamy, że dyr. Biegański jeszcze w październiku 1922-go wywołał podczas maturalnych egzaminów byłych wojskowych nader przykry incydent. Komentując go w dn. 28 stycznia 1923-go pisaliśmy: „Profesorowie przybyli do nas z innych dzielnic, nie znają duszy naszej młodzieży… przeflancowują na nasz grunt systematy nauczania doktrynerskie… nie umieją pozyskać zaufania i serca młodzieży naszej…”

I to się mści.

Ławrynowicz.

Stanisław Ławrynowicz, syn zamożnych rodziców ze sfery ziemiańskiej, urodził się 1 listopada 1902-go w majątku rodzinnym na Żmudzi. Do gimnazjum im. Lelewela w Wilnie wstąpił w styczniu 1921-go do klasy piątej.

Burzliwego temperementu i bardzo nerwowy, był w klasie co się zowie „personą”. Niezrównoważony szalenie, samodzielny, uparty rej wodził jednak między kolegami. Był indywidualnością jeżeli nie wybitną to wyraźnie określoną.

Od dwóch lat stał na czele gimnazjalnej Pomocy Bratniej i wywiązywał się z włożonych nań zaszczytnych obowiązków z niemałą godnością oraz pilnością wzorową.

W roku zeszłym nie udało mu się otrzymać matury; tem niemniej powtórnie go prezesem Bratniej Pomocy obrano.

Ojciec ś. p. Ławrynowicza, odcięty od ziemi kowieńskiej, zajmuje w Delegaturze wyższe stanowisko urzędnicze. Na syna, o wybujałej indywidualności, wpływu nie wywierał żadnego.

Ławrynowicz kolekcjonował granaty. Miał na to specjalne pozwolenie władz policyjnych. Posiadał też własny rewolwer.

Obrąpalski.

Janusz Obrąpalski pochodzi też z obywatelskiej, ziemiańskiej rodziny. Urodzł się w Mińsku 1 sierpnia 1904-go.

Po odejściu Mińszczyzny do Rosji Sowieckiej osiadł z rodzicami na stałe w Wilnie. Ojciec jego jest dyrektorem jednego z większych banków warszawskich.

Wieczór przed wypadkiem.

Wieczór przed fatalną środą spędzili Obrąpalski i Ławrynowicz na hulaszczej zabawie.

O godz. 8-mej pojechali obydwaj do kuzyna Obrąpalskiego ucznia 7-mej klasy, Oskierki. Obrąpalski pożyczył od niego rewolwer.

Ławrynowicz, jak się rzekło wyżej, miał rewolwer własny.

Śmierć ofiar.

Wczoraj nad wieczorem zmarli w szpitalu prof. Jankowski i uczeń Toczyłowski. Pogrzeb ofiar odbędzie się jutro w piątek.

Wrażenie na mieście.

Wiadomość o tem, co zaszło w gimnazjum na placu Łukiskim, lotem błyskawicy dotarła do najdalszych dzielnic miasta wywołując wszędzie pełne grozy wrażenie.

Oczywiście, że władze bezpieczeństwa publicznego z p. komisarzem Wimborem, komisarzem policji Praszałowiczem, z naczelnikiem urzędu śledczego Janczewskim etc. znalazły się momentalnie na miejscu tragicznego wypadku.

Zbiegły się rodziny i ofiar i sprawców katastrofy. Rozgrywały się sceny przed wspomnieniem których wzdryga się dusza…

Oczywiście, że najsprzeczniejsze jęły natychmiast krążyć wersje i szczegóły. Rzadko kiedy opinja nasza publiczna była tak głęboko poruszona – i oburzona.

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close