Z Sudetów – wrażenia optyczne (cz. 1)

Wrażenia optyczne – to dobra nazwa. Dodajmy jeszcze: i akustyczne, – a będziemy mieli całkowite określenie, że tak powiem od strony fizjologicznej organizmu ludzkiego, dla tych wrażeń, które tutaj oto, do użytku publicznego, utrwalę na papierze.

SudetenlandWrażenia optyczne, bo zaczynamy od patrzenia. Siadamy do pociągu w Berlinie, na Görlitzer Bahnhof (strasznie lichy jest ten berliński Görlitzer Bahnhof), i jedziemy – do Reichenbergu, dzisiejszej stolicy kraju sudeckiego. A raczej nie całego kraju, tylko tej jego – co prawda, przeważającej – części, z której utworzono nowy, czterdziesty skolei, okrąg partyjny: Sudetengau. Bo mianowicie, przy wcielaniu kraju sudeckiego w ramy podziału administracyjnego partji narodowo – socjalistycznej, zachodnią część Lasu Czeskiego dołączono do okręgu partyjnego „Bayrische Ostmark”; środkową część Lasu Czeskiego przyłączono do „Gau Oberdonau” czyli dawniejszej Austrji Górnej, następnie resztę Lasu Czeskiego i Morawy południowe włączono do „Gau Niederdonau”, dawniejszej Austrji Dolnej – i wreszcie na północy, t. zw. „kraik hulczyński”, to jest cząstkę Moraw północnych, włączono do „Gau Schlesien”. Reszta zaś kraju sudeckiego, mniej więcej trzy piąte obszaru, tworzy nowy okrąg administracyjny partji NSDAP, „Sudetengau”, ze stolicą Reichenbergiem.

Zanim jeszcze powstał ten nowy okrąg partyjny, już na miesiąc przedtem utworzono z tych samych, wchodzących weń dzisiaj obszarów, nowy okrąg administracji państwowej, „Reichsgau Sudeten”, tym sposobem okręg partyjny sudecki pokrywa się pod względem obszaru z okręgiem administracyjno-państwowym, który też jest pierwszym w Niemczech, noszącym nazwę „Reichsgau”. – Ale to są szczegóły nie „optyczne”; porzućmy je więc co prędzej, i jedźmy co prędzej do tego Reichenbergu.

Jedziemy i patrzymy przez okno. Pierwsze wrażenie: w Sudetach wszystko nowe. Jedziemy przez góry Izerskie. Drogi, na pierwszy rzut oka (potem się przekonywamy, że i na drugi i na trzeci rzut oka także) gorsze, niż w rdzennej Rzeszy; znacznie większy odsetek dróg szutrowanych, mniejszy asfaltowanych lub betonowych. Ale co się przedewszystkiem rzuca w oczy: to, że w Sudetach wszystko jest nowe. Nowe są tablice graniczne między gminami: wielkie żółte tablice z czarnemi napisami, o literach gotyckich. Drogowskazy nowe – jak w Rzeszy: również żółte, z czarnemi napisami. Nowe są tablice z napisami: „rechts fahren!” – za czasów czeskich jeżdżono tu lewą stroną, prawostronny porządek jazdy wprowadzili dopiero Niemcy, zresztą niezwłocznie po zajęciu kraju. Inaczej było w Austrji, gdzie również trzeba było zaprowadzić porządek jazdy prawą stroną – ale tam trwało to parę miesięcy; tu stało się to natychmiast, odrazu wojska niemieckie, wkraczając do Sudetów, zmieniały porządek jazdy z lewa na prawo.

W Sudetach wszystko nowe. Nowe są mundury kolejarzy: gdzieniegdzie tylko dostrzec można jeszcze mundur czeski, częściej widać czapkę czeską, – dawną austrjacką czapkę, niekształtną, wysoką, z płaskim daszkiem ceratowym, którą Czesi przycięli w połowie wysokości i stworzyli z niej swą własną, „narodową” czapkę czeską.

W Sudecji wszystko nowe i wszystko wywiera wciąż jeszcze na mieszkańców wrażenie nowości: to wszystko mianowicie, co wraz z armją i za armją przyszło z Rzeszy. Za armją, to znaczy (mówiąc nawiasem) za „Wehrmacht”: dziś się nie mówi w Rzeszy, jak się mówiło wczoraj jeszcze, „das Militär”, – ten wyraz, niemiecki, został przed paru miesiącami usunięty z oficjalnego słownictwa dziś jest tylko „Wehrmacht”. – Więc mieszkańcy tutejsi ożywieni są najlepszą wolą do chłonięcia tych nowości z Rzeszy; bo wszystko, co z Rzeszy pochodzi, jest tu uważane za najlepsze. Nie wiem, przynajmniej z własnego spostrzeżenia nie wiem, jak tu witano armję niemiecką; ale wiem, jak jest dzisiaj ludność do niej usposobiona. Jak najlepiej, powiem nawet: jak najserdeczniej. Ten serdeczny nastrój trwa dotąd bez przerwy. Mija już przecie trzeci miesiąc od dnia, w którym pierwsze oddziały „Wehrmachtu” weszły na tereny sudeckie, a dotąd panuje tu jeszcze ogólny entuzjazm, – nie tylko zresztą dla armji, nie, – dla wszystkiego, co rdzennie niemieckie. Entuzjazm, który zwłaszcza w czasie wyborów do Reichstagu, 4-go grudnia, doszedł do zenitu, entuzjazm, który się objawiał już nie tylko w podnieceniu, ale w całkowitem napięciu nerwów, w uniesieniu, w formie wręcz jakiegoś transu, w postaci nieprzerwanej ekstazy, w której ludność sudecka żyje dotychczas.

Wszystko, co z Rzeszy, jest najlepsze. Wszystko, co z Rzeszy, jest wzorem, który trzeba naśladować. To też sudeczanie naśladują swych braci z za wczorajszej granicy gorliwie. Naśladują ich z gorliwością – nie powiem prozelity, bo dopiero bym trafił! Ale z gorliwością neofity, pragnącego przejść swego mistrza. Nie tylko chcą naśladować Rzeszę, – chcą robić wszystko lepiej, niż w Rzeszy. Proszę, maleńki przykład:

Doniedawna cudzoziemiec, przyjechawszy do Rzeszy, meldował się w hotelu, wypisując na karcie meldunkowej swe imię i nazwisko, wiek i narodowość – i koniec. W lecie tego roku wydano nowe przepisy meldunkowe i sytuacja się zmieniła. Teraz trzeba w Rzeszy okazać portjerowi paszport, i portjer notuje na karcie szczegóły tego paszportu: jego numer, miejsce wydania i datę wydania. Ale w Sudetach, co gorliwszy Landrat lub co gorliwszy referent Landkreisu, wprowadził poza temi normalnemi rubrykami, jeszcze i inne pytania: „ob arisch”, albo przynajmniej: „Religion…” Po polsku to się powiada: plus pape que le pape meme… Inna rzecz, że pod piórem portjera hotelowego, zwłaszcza w takim wygłodniałym dziś na gości Marienbadzie lub zgoła Franzensbadzie, w hotelach pustych jakby z nich wszystkich wymieciono, – każdy gość, choćby nawet miał być murzynem, zmieni się w aryjczyka. Karlsbad czy Gräfenberg nie chcą, aby o nich mówiono, jak mówiono w lecie tego roku, gdy groźba powikłań wojennych odstrzaszała gości od „czeskich” kąpielisk: „Ein Volk, ein Reich, ein Führer… und ein Kurgast!”

W Sudecji wszystko nowe. Nigdy w życiu nie miałem w portmonetce tyle nowej monety miedzianej i niklowej tylu nowych 10-fenigówek i półmarkówek, tylu nowych dwu i pięciomarkówek, co teraz w Sudetach. Cały kraj sudecki zalany nowemi pieniędzmi: wszystko neuester Pragung, wszystko funkelnagelneu. – To wzamian za wycofane korony czeskie, których stąd ściągnięto przeszło dwa miljardy…

Nowe są także i chorągwie, któremi przy każdej okazji i bez okazji, w permanencji, dekoruje się okna i balkony. Nowe są swastyki, również za dekorację służące. Ba, w każdem oknie wystawowem, jeżeli nie w każdem oknie domu, – chorągwie, jedlina, swastyki, portrety Führera i Henleina – i napisy, napisy, napisy… „Heil dem Führer!” „Wir grüssen unseren Führer – wir danken unseren Führer!” – A zwłaszcza w okresie wyborczym: portret Hitlera w otoku słów „Dein Dank – Dein Ja!” Wszystkie stacje udekorowane zielenią jodłowych gałązek i czerwienią chorągwi ze swastykami czarnemi na białem tle, i znowu napisy: „Konrad Henlein vereinte uns, Adolf Hitler befreite uns!” – „Heil dem Führer!” Albo napisy w narzeczu regjonalnem, jak w kraju egerskim: „Egerlander halt’s Enk z’samm! Jede Stimme dem Führer!”

W Sudetach wszystko nowe. I chorągwie, i swastyki, i napisy. A nadewszystko nowym jest tu cały światopogląd narodowo-socjalistyczny, dotychczas ludności sudeckiej znany tylko z tajnej, bo niedopuszczanej przez Czechów literatury, z tajnych, bo rozwiązywanych przez Czechów zgromadzeń, z cichych, bo tłumionych przez Czechów poszeptów agitatorów niemiecko -sudeckiej partji Henleina, – albo też i zupełnie ludności dotychczas nieznany…

Jerzy Rawita – Gawroński.

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Close