Żydzi i goje

Niezmiernie ciekawy i zastanawiający życiorys własny recydywisty, ukrywającego się pod pseudonimem „Urke Nachalnika”, skreślony z dużym polotem literackim i niepozbawiony głębszych refleksyj, – zasługuje na jak największą uwagę.

Ze względu na swoją bezpośredniość posiada on olbrzymią wartość dla każdego człowieka, zastanawiającego się nad naszą rzeczywistością. Zmusza do myślenia.

Dziś chcielibyśmy się zastanowić nad tem, jak w świetle pamiętników Nachalnika wygląda stosunek żydów do chrześcijan.

Autor jest żydem. Urodził się i wychował w małem miasteczku gdzieś nad Narwią. Kształcił się na rabina. Zresztą i swoje przyjście na świat, jak twierdziła jego matka, zawdzięcza szczególnym względom pewnego cadyka, który sprawił iż bezdzietne od pięciu lat małżeństwo doczekało się nagle pierwszego dziecka. Wychowany w pobożnej rodzinie, w otoczeniu żydowskiem, młody Nachalnik nie przejmował się jednak zagadnieniami religijnemi. To, czego był on świadkiem w chederze, nie mogło podnieść jego religijności; zainteresowania i upodobania wielu jego kolegów z chederu i jeszywetu również nie sprzyjały głębszemu ujmowaniu zjawisk i zagadnień życia materjalnego i duchowego.

To pociągnęło za sobą następstwa ujemne i dodatnie. Do ujemnych należy słabe wyrobienie duchowe i chwiejność zasad moralnych, co doprowadziło do katastrofy, a raczej do szeregu katastrof, spychających wdół młodego i nieprzeciętnie zdolnego chłopaka. Ale dodatnią stroną takiego usposobienia był kompletny brak uprzedzenia do ludzi innej wiary, zdolność do przyjaznego obcowania z chrześcijańskimi rówieśnikami.

Ojciec, jako kupiec, miał znaczną klijentelę chrześcijańską, – syn chętnie się bawił z dziećmi chrześcijańskiemi.

Jedna z zabaw szczególnie utrwaliła się w pamięci autora „Życiorysu”, no bo i rzeczywiście była nieprzeciętna. Działo się to w r. 1905 ,w okresie manifestacyj patrjotycznych. Dzieci, które były świadkami pochodów narodowych, postanowiły zorganizować,… wojnę polsko-rosyjską!

Na czele armji polskiej, składającej się z dzieci polskich i żydowskich, stanął Franek, mający za konia właśnie przyszłego „urke”; armją rosyjską, również złożoną z Polaków i Żydów, dowodziła siostra Franka, Władka.

Uzbrojone w drewniane szable, dwie wrogie armje rzuciły się do ataku na rynku miasteczka:

Po kilku minutach obrzucania się nawzajem kamieniami i piachem, ruszyliśmy do ataku na Rosjan. Powstał krzyk, pisk, i tumult. W rezultacie Władka razem ze swym koniem, za którego służył jej, niestety, także żydek, została wzięta do niewoli. Z chwilą tą cała jej zdezorganizowana armja dostał się też do niewoli. Franek jeździł dumnie, a ja, chcąc udawać, jak przystoi na konia wodza i zwycięzcę, rzucałem głową, nie mogąc ustać na jednem miejscu.

Po skończeniu bitwy Franek zaśpiewał „Jeszcze Polska nie zginęła!”. Ja, mimo zakazu Franka, że, jako koń, nie mogę posługiwać się mową, tak byłem upojony tą zabawą, i zwycięstwem, że zacząłem mu wtórować, sam nie rozumiejąc, co za znaczenie posiadają te słowa… (str. 55).

Zabawa się skończyła niewesoło: strażnik Matwiej, przerażony „rewolucyjną” zabawą dzieci, pogodził dwie wrogie armje, okładając batem zwycięzców i zwyciężonych!..

Wystarczy poznanie tej zabawy, aby móc stwierdzić, jak zgodne i przyjazne panowały stosunki wśród dzieci różnych wyznań. To też wielkim zgrzytem, który pozostawił po sobie przykre wspomnienie, na całe życie, był nakaz rabina, aby dzieci żydowskie nie bawiły się z chrześcijańskiemi. W szczególności chodziło o to, aby Nachalnik nie obcował z Frankiem. Chłopak nie mógł zrozumieć powodu tak dotkliwego dla niego zakazu i zapytał rebego, dlaczego nie wolno mieć stosunków z gojami i jaka jest różnica pomiędzy gojem a żydem.

Rabin zaczął tłumaczyć, że na sądzie ostatecznym Archanioł Gabrjel odprowadzi żydów do „Erec Izrael”, czyli do ziemi żydowskiej, goje zaś wcale nie zmartwychwstaną. – „Żydzi wówczas zapanują na całym świecie, goje natomiast przestaną zupełnie istnieć na świecie”.

Tu triumfującym wzrokiem spojrzał na nas, dumny, że odkrył przed uczniami wielką tajemnicę, a trzymając się za siwą brodę, dodał: – „Między gojem a żydem jest jeszcze ta różnica, że żaden goj nie posiada duszy. Po śmierci wędruje prosto do gehenny. Dlatego też każdy z nas w codziennej modlitwie rannej dziękuje Jehowie za to temi słowami: – „Błogosławiony jesteś, Boże nasz, królu świata, że nie stworzyłes mnie gojem!”… (str. 35).

Wyjaśnienie przez rabina różnicy po między gojem a żydem było zastrzykiem trucizny, która raz po raz dawała znać o sobie w duszy Nachalnika. Nie stał się Nachalnik wrogiem gojów, nie czuł wyższości nad nimi, ale też i nie spotykał się z obłędnym antysemityzmem: w świecie przestępców wyznania religijne lub różnice rasowe i narodowe nie odgrywają żadnej roli. W pamiętnikach Nachalnika znajdujemy tylko jedną scenę, która dotknęła go, jako żyda. Stało się to wówczas, gdy jego kochanka, Polka, nawymyślała od żydówki starej biednej kobiecie. Ale ta „antysemitka”, pomijając już to, że była kochanką żyda i pragnęła zbliżenia się do jego rodziny, -tak długo pracowała u żydów, iż swobodnie się wysławiała po żydowsku.

Nachalnik więc nie spotykał się z „gojami”, którzyby ze szczególną pogardą lub nienawiścią spoglądali na żydów, – przeciwnie, był świadkiem wielu dobrych uczynków ze strony tych gojów. I wówczas przeżywał wielką rozterkę, wspominając słowa rebego…

Tak wkrótce po zerwaniu przyjaźni z Frankiem, Nachalnik, wówczas już wychowanek „jeszywetu”, czyli szkoły rabinów, miał sposobność przekonać się, jak postępują „ludzie bez duszy”. Stryj Nachalnika zrujnował się i uciekł do Ameryki, narażając ojca na wielkie straty. Wierzyciele nie dawali spokoju, przyczyniając się tem do skomplikowania sytuacji. Przyparty do muru ojciec Nachalnika, znalazł się w sytuacji bez wyjścia, bo niezwłoczne i jednorazowe uregulowanie długów i zwrot wszystkich powierzonych mu sum, – doprowadziły by go do ruiny. Sytuację uratował… ksiądz proboszcz, który wziął na siebie odpowiedzialność za należyte uregulowanie wszelkich należności i tem uratował kupca.

Nachalnik pisze:

Wspominając dość często przykrą sytuację ojca z owej soboty, zadawałem sobie pytanie, czy ten szanowny staruszek, który wybawił ojca z tej opresji i zażegnał większą awanturę, także nie posiadał duszy, jak to rebe określił. Mocno zwątpiłem w prawdomówność rebego… (str. 39).

Niedoszły rabin nie mógł przyjąć tej podstawowej nauki o gojach i żydach…

Nie miał on ani czasu, ani chęci do specjalnego zastanawiania się nad sprawą gojów i na dociekania, czy posiadają oni duszę, ale to zagadnienie samo się narzucało w momentach najmniej oczekiwanych. Nachalnik mówi o tem mimochodem, bodaj tylko z obowiązku sumiennego kronikarza własnego życia, ale tem są cenniejsze jego uwagi.

Z innym gojem „pozbawionym duszy” zetknął się Nachalnik podczas swej pierwszej wyprawy złodziejskiej. Został przyłapany na gorącym uczynku. Właściciel mieszkania, które było celem wyprawy, – inżynier, widząc młodego i jeszcze niewprawnego złodzieja, najpierw domagał się, aby on wskazał, kto go tu skierował, a później wprost wyrzucił za drzwi, nie dając znać policji o próbie rabunku.

Nachalnik mówi:

Słyszałem już nieraz opowiadania o samo sądzie na złodziejach, pochwyconych na gorącym uczynku, i o tem, że w najlepszym wypadku oddają ich w ręce policji. Ten, nietylko, że mnie nie skrzywdził, ale nawet puścił wolnym…

…przyznam się, że gdzieś głęboko w duszy jakiś wielki szacunek wyrósł dla tego człowieka. Przypomniałem też sobie, że w jego pokoju sypialnym, nad biurkiem wisiał krzyż, na który patrzałem z jakimś zabobonnym lękiem. Więc to nie był żyd, pomyślałem. Jednak mnie, żyda, i do tego złodzieja nie skrzywdził. W mojej głowie nie mogło się to wszystko pomieścić… (str. 149).

Złą przysługę wyświadczył rebe, opowiadający dzieciom żydowskim o tem, że goje nie posiadają duszy!..

Ale czy ów rebe był jakimś wyjątkiem? Czy w pojęciu żydów chrześcijanin nie jest istotą o wiele niższą od żyda? – istotą, w stosunku do której stosują się całkiem inne kryterja etyczne?

W swej karjerze przestępczej spotkał się Nachalnik właśnie z takiemi poglądami nawet u paserów i bandytów – żydów.

Paserzy żydowscy nie kupują koni, kradzionych u żydów. – „Żaden porządny paser koni, kradzionych u żydów, i zadarmo nawet nie weźmie. Chamskie konie, to rzecz inna”. (str. 267).

Ale czy kradzież u gojów jest wogóle zbrodnią i grzechem? Na ten temat powstała niezmiernie ciekawa rozmowa pomiędzy dwoma niedoszłymi rabinami, szykującymi się do wspólnej wyprawy na robotę, która mogła być „mokrą” , czyli z zabójstwem.

Nachalnik tak opisuje tę wyjątkową ciekawą i znamienną rozmowę:

Okazało się przy dyskusji, iż znał talmud lepiej, niż ja, a to wcale nie przeszkadzało mu należeć do „naszych”. Udawadniał mi on za wzięcie, że goja okradać nie jest wcale grzechem. Opierał swoje wywody na talmudzie, gdzie w pewnym rozdziale pewien rabin tak mówi: ,,Gezeł kusy muter”. – Rabować goja jest dozwolone.

Zaprzeczyłem temu, mówiąc mu, że to tylko podczas dyskusji w podobny sposób się wyraził, iż tak się robi, ale nie jest to ustalone. On jednak uparcie udowadniał, mi z różnych żrodeł talmudu i przekonał mnie, że on ma rację…

To są niezmiernie ciekawe wyznania żyda, który przeszedł w swem życiu prawdziwe piekło i nie ma potrzeby kłamstwa, – w tej przynajmniej dziedzinie.

Jeszcze raz zaznaczmy, że Nachalnika te zagadnienia specjalnie nie interesują, że on potrąca je tylko całkiem przygodnie, zależnie od zdarzeń, z któremi się one wiążą.

Jeżeli więc człowiek, pozbawiony jakichkolwiek uprzedzeń w stosunku do chrześcijan, tak dobrze spamiętał słowa rebego i tak się szarpał wewnętrznie, gdy życie zadawało kłam tym słowom, – to jakiż jest stosunek do „gojów'” tych żydów, którzy mogą przyjąć bezkrytycznie słowa swych rabinów, i którzy żywią wrodzoną niechęć do chrześcijan?

Żydzi bardzo narzekają na antysemityzm. Całkiem słusznie: antysemityzm jest zjawiskiem niezdrowem. Ale czy jest do pomyślenia kapłan chrześcijański, a nawet byle „goj”, któryby twierdził, że żydzi nie posiadają duszy i że żydów wolno okradać i rabować, bo to żaden grzech?..

Czy w świetle chociażby tylko opowiadań Nachalnika nie wygląda antysemityzm na niewinną igraszkę w porównaniu z ponurym w swej bezbrzeżnej nienawiści „antygoizmem”.

W. Charkiewicz.

Konserwatywny dziennik wileński wydawany w latach 1922 – 1939. Redaktorem naczelnym był Stanisław Mackiewicz a publikowali w nim między innymi Ksawery Pruszyński, Marian Zdziechowski czy Józef Mackiewicz. Po zamachu majowym pismo poparło Piłsudskiego a od śmierci marszałka w opozycji do rządów sanacji.

Close