• Stany
  • / 04.07.1893
  • / Lwów
  • / Rok 1, Nr 9

Antysemityzm u nas, skąd się wziął, jaki jest i jakim być powinien – cz. 1

Byliśmy optymistami. W oczach naszych wzrastał, panoszył się, potężniał żywioł nam obcy a my zamykając oczy na wszystko, mówiliśmy sobie po staremu: jakoś to będzie !

Jakże więc jest ?

Źle – odpowiadają zewsząd, ratujmy się, – wołają.

Obudziliśmy się wreszcie! Całe szeregi dat statystycznych, mnoga ilość artykułów i prac traktujących rozmaite strony kwestyi żydowskiej, ich wreszcie własne enuncyacye i obawy otworzyły nam oczy, wskazały że czas to już ostatni zaradzić złemu, podjąć łączną akcyę ratunkową. Lecz jak?

I oto znowu cały szereg wniosków i środków niezawodnych, mnogą ilość recept na raka żydowskiego przepisano. Lecz czy środki złe były, czyteż chorzy używać ich nie umieli, czy wreszcie chęci ku temu brakło, – recepty pozostały tylko na papierze – rak rozwija się dalej. Wszystcyśmy świadkami tej choroby społecznej a świadomość ta rodzi u jednych fanatyczny, nie liczący się z niczem antysemityzm, u drugich chęć walki legalnej w obronie własnej, u innych jeszcze, fatalistów, wywołuje zupełną apatyę i zdanie się na los. My, wliczamy się do drugiego obozu.

Dlaczego ?

Antysemityzm dla antysemityzmu, to czcze hasło tylko nie prowadzące do celu a jątrzące i tak już zaognioną ranę społeczną. Nienawidzieć kogoś dlatego że jest on żydem, że nosi pejsy, że je cebulę i chodzi w chałacie, to bardzo płaskie – to niemądre. A przecież znaczna część, może przeważna u nas, tymi jedynie powodami się kieruje i żyda nienawidzi dlatego tylko że jest żydem. Czyż ci wszyscy nienawidziliby tak samo Francuza że on jest Francuzem, Anglika, że jest Anglikiem? Chyba nie. Ludziom tym brak tylko samowiedzy, brak krytycyzmu stosunków obecnych. Instyktownie już czują oni ku żydowi niechęć i odrazę lecz nie zdają sobie sprawy z motywów jej u tych, u których ją zaczerpnęli. Gdy jednak taki antysemityzm ślepy z jednej strony żadnych dodatnich nie przynosi rezultatów, tak z drugiej lekceważyć go sobie nie można. W nim przebija się ten prąd ogólny który powiał teraz w całej Europie; dla nas stanowi on grunt podatny gdyż oświeciwszy te ślepe jednostki, dawszy im poznać złe w samej istocie i nagości a zarazem na nie lekarstwo, utworzy się z nich nowe potężne stronnictwo które ze skutkiem dla sprawy wspólnej pracować będzie. Zastąpmy szkodliwy zawsze szowinizm rozumną, świadomą celu akcyą, a zrobimy już wiele, gdyż pozyskamy całą tę moc ludzi dla skutecznej walki. Nie dlatego więc tylko że ktoś jest żydem, jest nam nieprzyjacielem, przyczyny tego tkwią głębiej!

Prowadzona na wielką skalę w wieku XIII. i XIV. kolonizacya niemiecka wprowadziła mnogą ilość żywiołu niemieckiego do Polski. Samo centrum Małopolski, Kraków, był przez długi przeciąg czasu pod względem języka na pół niemieckim. Te setki wsi na prawie niemieckiem osadzonych i kolonistami niemieckimi zaludnionych, – gdzie się podziały? Prawem naturalnem żywiołu liczebnie słabszego, rozpłynęły się w masie ludności tubylczej, zlały się z nią zupełnie a rozbudziwszy przemysł i handel, dodawszy do krwi autochtonów nowych, pożytecznych pierwiastków, tylko korzyść nam przyniosły. Ten sam fakt, powtarza się później ze Szwedami i Ormianami. Wszystkie obce elementy zlewają się z ludnością tubylczą, stają się kością z kości naszych, – zupełnie się assymilują. Ani odrębna narodowość ani obcy język, zwyczaje i sposób życia nie stanęły na przeszkodzie zupełnej assymilacyi tych rozmaitych żywiołów.

Przypatrzmy się teraz elementowi żydowskiemu.

Już za Władysława Hermana a więc z końcem wieku XI. napływają żydzi do Polski. Zyskują sobie cały szereg przywilejów od poszczególnych książąt, za Mieszka starego biją nawet monetę w Polsce. Później napływają tu ciągle i stale z krajów okolicznych, pędzeni bądźto prześladowaniami bądź widokami lepszych warunków rozwoju.

Tak więc przez ośm już wieków żyją oni z nami a dziwnym, niepojętym na oko musi się nam wydać fakt, że dziś są żydzi – żydami. Czyja w tem wina, na to odpowiedź trudna. Antysemici powiewiedzą: żydów, filosemici: nasza, prawda jednak leżeć będzie jak zwykle po środku. Ograniczymy się tylko na podaniu głównych przyczyn tego zjawiska, przyczyn tu decydujących.

Pierwszą z nich jest wyznanie religijne. Religia była i jest obecnie pierwszym murem który nas od żydów broni i odgranicza. W wiekach średnich, społeczeństwo chrześcijańskie dominujące pod względem politycznym, patrzyło z pogardą na niewiernych żydów (infideles). Z drugiej strony, żydzi nie chcieli i nie mogli nawet okazywać chęci przyjęcia tej religii którą za fałszywą sektę swojej, za wrogą sobie uważali. Pogardzeni od wszystkich, żyli zamknięci w sobie -dla siebie samych tylko.

Następnie, zaszedł w rozwoju dziejowym fakt, który do tej pierwszej kardynalnej rasowo – religijnej zapory, nowe dodał zasieki. Żydzi stali się powoli, od wojen krzyżowych począwszy, klasą społeczną w charakterze posiadaczy kapitałów. Historya to zbyt znana jaką drogą i z jakich przyczyn zagarnęli Żydzi kapitały pieniężne i stali się w końcu narodem zawodowych lichwiarzy.

To dało nowy powód do nienawiści, bo ludy nauczyły się nienawidzieć ich już nie tylko jako Żydów, zabójców Chrystusa, lecz też jako zwartą kastę lichwiarzy. Nienawiść to już społeczna. W Polsce, jeszcze obszerniejsze pole działania zupełnie dla się otwartem znaleźli żydzi. Oto prastara, później w formę konstytucyi nawet ujęta reguła niezajmowania się handlem, „nie mierzenia miarką ni łokciem”, oddała im z łatwością w ręce cały handel będący jeszcze w powijakach.

Wyćwiczeni już na interesach pieniężnych, powiązani ze sobą ścisłym węzłem tradycyi religijnych, politycznych i jedności interesów, stali się czynnikiem odrazu ważnym, mającym wobec swej znanej obrotności i zasady że „żaden pieniądz nie śmierdzi” zapewnione widoki zwycięstwa. Jakoż już w połowie XVII. wieku wypierają oni i niszczą mieszczaństwo polskie które innemi niż przeciwnik chodząc drogami dotrzymać mu placu nie mogło.

Późniejsze nieszczęśliwe stosunki polityczne łamiące cały naród, ich pozostawiają nietkniętymi. Wojny Napoleońskie, klęska całej Europy, żydom tylko korzyść przynosi i oto osiągają u nas berło prymatu w handlu które dzierżą dotychczas. Stają się klasą, kastą kupców i handlarzy, – naturalnie nie wyparłszy się lichwy. Ogół widział i widzi to i tembardziej musi ich nienawidzieć.

Oto główne motywy ogólnego u nas prądu antysemickiego i ogólnej ku żydom niechęci: ich odrębność religijno-rasowa i kastowość lichwiarsko-kupiecka.

Czy słuszne?

Nie wahamy się odpowiedzieć twierdząco, bo czyż może nam być miło widzieć tak olbrzymi procent współobywateli mieszkających z nami od tylu wieków a różniących od nas i typem samym i strojem i mową? Musimy ich wobec tego uważać za żywioł obcy, nie nasz, nie pomogą tu żadne sofistyczne komunały że oni na tej ziemi zrodzili się i wyrośli, że są tak samo tubylcami jak my.

A więc jest na to rada – powiedziano sobie w latach siedmdziesiątych – trzeba żydów zasymilować! Środkiem do tego miał być język polski. Niech żydzi nauczą się po polsku mówić, i myśleć będą po polsku – twierdzono. Ćwierć wieku prawie już mija a jakie odnieśliśmy rezultaty? Oto nieliczna garstka żydowskiej inteligencyi z tej epoki, wychowana w tym prądzie assymilacyjnym, nauczyła się po polsku mówić, myślała po polsku jak umiała i mogła, lecz wnet nastąpiło rozczarowanie. Obaczono że mówić po polsku to jeszcze nie to samo co być Polakiem. I stoją tam i sam skamieniałe już dziś okazy asymilowanych żydów z tej doby. Obcy dziś oni i nam choć tego jeszcze jawnie przyznać nie chcemy, obcy i nowej generacyi inteligencyi żydowskiej która ich nie rozumie i rozumieć niechce. Uderzyliśmy w fałszywy klawisz i fałszywych dobyli tonów. Nie dopuściliśmy ich do naszego towarzystwa, – głoszą asymilatorowie epoki najnowszej, – równouprawnienie nasze jest tylko na papierze ale nie w rzeczywistości – wołają żydzi.

Cóż to znaczy – dopuścić kogoś do towarzystwa? Jeżeli polega to na tem by z nim pić, jeść, bawić się, tańczyć, – to dokazaliśmy wiele gdyż wszystkie warstwy naszego społeczeństwa tu mniej, tam więcej, wszystkie jednak żydów recypowały. Są oni naszymi kolegami w urzędach, lekarzami dziennikarzami, chodzą na nasze zabawy, bale, wieczorki etc.

To mało – mówią oni – nie przypuszczacie nas do waszych towarzystw w kole bardziej familijnem, domowem.

Tego nie robimy i nie zrobimy nigdy! W ściślejszem kółku towarzyskiem schodzą się ludzie z tej samej mniej więcej sfery, lecz ludzie tacy, których żadne nie dzielą mury. Polak czy Rusin, Francuz czy Niemiec jest równie tam przyjmowany bo każdy wie, że między temi jednostkami do ściślejszych węzłów rodzinnych nie zagrodzona droga. Często nie myśli się o tem ale mimowoli odczuwa się to zawsze. Oto główny nervus rerum naszych towarzystw tego rodzaju. Czyż więc wobec dziś panujących stosunków pożądani tam są żydzi? Chyba nie, tak samo jak i my nie moglibyśmy być pożądanymi gośćmi w ich towarzyskich kółkach.

W latach ostatnich, (1891) rozpoczął się wśród inteligencyi żydowskiej prąd nowy. Młodzi żydzi, dzieci doby asymilacyjnej, mówiący i piszący najpoprawnej po polsku, wywiesili chorągiew narodowo-żydowską. Towarzystwo „Syon” w broszurze: Jakim powinien być program młodzieży żydowskiej? (Lwów 1892) tak pisze : „Naczelnicy ruchu (żydowskiego) wydali hasło aby Żydzi wyrzekli się swej przeszłości i złączyli się szybko z autochtonami; zażądali oni aby lew żydowski zaparł się swej krwi i aby przywdział pancerz krokodyla aryjskiego i okazywano nam w dali element krokodyli: święconą wodę. Ale król pustyni nie znosi mokrego elementu i poznaje że i pod skórą krokodyla lew nieprzestaje być lwem, zrywa więc gładką osłonę a ryk jego rozbrzmiewa po całym świecie i wtóruje mu echo biegunów: Żydzi wszystkich krajów solidaryzujcie się! Zbudź się narodzie, już świta!”

Pomijając stronę komiczną owego krokodyla i jego mokrego elementu, lwa i biegunów, widzimy że assymilacya żydów, zrobiła fiasko, owszem cały odłam assymilowanych już w teoryi żydów, nową własną żydowską narodowość proklamuje. Gdy jeszcze uwzględnimy ową łatwość i pochopność z jaką przerzucają się żydzi w co raz to inny nowy „pancerz”, czy niemiecki czy węgierski czy inny, zobaczymy jasno, że assymilizacyjna nasza praca była daremną pracą Syzyfa. Żyd, Polak dziś, będzie za rok lub dwa gdy tego jego wymagają stosunki żydem – Niemcem, żydem Francuzem lecz zawsze żydem wobec czego wszystkiego program assymilacyi żydów sam w sobie jak na teraz jest niewykonalny. Potrzeba więc nam wystąpić świadomie z programem innym do sytuacyi obecnej zastosowanym, godzący ów obcy nam element tam, gdzie jego siła, gdzie podstawa jego bytu i rozwoju.

Jest nim legalna walka na pola interesów ekonomicznych!

(Dokończenie nastąpi.)

Jan Wytocki.

Close