• Światowid
  • / 23.02.1935
  • / Kraków
  • / Rok 12, Nr 8

Kto to są lordowie?

Wcieleniem stuprocentowego Lorda, tak jak go sobie przeciętny Europejczyk, jest Lord Landsdale.

Wcieleniem stuprocentowego Lorda, tak jak go sobie wyobraża przeciętny Europejczyk, jest Lord Landsdale. Ubrany nienagannie, z lornetką i Baedeckerem w ręku i grubym cygarem w ustach godnie reprezentuje dumnego i pewnego siebie, wywodzącego się z rasy do której należy świat (zdjęcie oraz opis pochodzi z artykułu)

Anglicy są jednym z najtrudniej zrozumiałych narodów świata. Polega to przedewszystkiem na ich odrębności, która wyrobiła się dzięki wyspiarskiemu położeniu, a następnie dzięki przeciwieństwom, które na pierwszy rzut oka zastanawiają przybysza z kontynentu. Gdy się zobaczy szare lub brudno-ceglaste mury „castlów” angielskich, gdy się napotka na sfory psów, goniących jako awangarda licznych panów w czerwonych frakach za lisem, gdy się zetknie z tym czy owym lordem angielskim, który „koniecznie” i „przysłowiowo” ma kilka zamków w Szkocji, jeździ na polowanie na słonie do Indyj, przegrywa w Monte Carlo tysiące funtów szterlingów, a potem usłyszy się o demokratyźmie Anglików, nie wie się faktycznie, co o tem wszystkiem myśleć i kompletny chaos następuje w naszych pojęciach o Anglji. Można ją zrozumieć tylko na podstawie znajomości jej historji i rozwoju życia angielskiego.

Największy więc paradoks, tak lubiana zresztą u angielskich pisarzy forma wyrażania ciętych aforyzmów, (Oskar Wilde, Bernard Shaw, Chesterton), polega na tem, że Anglik jest arystokratą i demokratą w jednej osobie. Jakim dzieje się to sposobem? Otóż pierwszem niejako przykazaniem Anglika jest iść z życiem, oceniać jego wymagania, jego prądy, porównywać z przeszłością i wyciągać spokojnie z tego konsekwencje. Szereg okoliczności, których nie możemy wszystkich wyliczyć, złożyło się na to, że sprawami państwa kierują właśnie owi lordowie, szlachta i arystokracja angielska. I chociaż jest ona bardzo ekskluzywna, to jednak liczy się z tem, że nawet najwspanialsze drzewo, niezasilane sokami, uschnie. Arystokracja angielska nie zasklepia się, tylko wchłania najcenniejsze pożywcze soki z całego narodu. Następuje wymiana dóbr, jedna strona ofiarowuje tężyznę, inicjatywę, zdrowie fizyczne i moralne, druga zaś – wyższą kulturę, doświadczenie życiowe i wszystkie walory starego, czcigodnego środowiska. Symbioza ta dwóch niejako przeciwnych sobie sfer daje rezultaty wspaniale. „Homines novi” przedzierzgają się w lordów, przyjmują inne nazwiska, wchodzą do House of Lords, i w drugiem czy trzeciem pokoleniu upodabniają się do swych poprzedników. Takich nabytków dostojny rocznik genealogiczny, wydawany pierwotnie przez Burke Esq. „The Peerage of Great Britain”, widział już wiele. I tu trudno nam wymienić wielu, byłoby ich zawielu, powiemy tylko, że od czasu, kiedy Benjamin d’Israeli, premjer angielski otrzymuje w r. 1876 tytuł vicehr., Hughenden i hr. of Beaconsfield, jakoteż order Podwiązki, wielu ludzi z różnych sfer, a nawet nierzadko żydów z pochodzenia wchodzi do błękitnej księgi arystokracji angielskiej. W r. 1885 pierwszy żyd zostaje parem angielskim, a jest nim Natanael bar. Rotschild, szef domu bankowego, poprzednio zaś już otrzymał stryj jego Antony tytuł baroneta. Wypadków takich jest więcej: krewny Rotschildów Mojżesz Montefiore, otrzymuje jako szeryf City londyńskiej tytuł baroneta, również rodzina Sassoonów nabywa w ostatnich czasach tytuł baronetów, potentat prasowy Earl of Beaverbrook, oraz brat jego lord Rothermere są również nowymi nabytkami Izby Parów. I takich jest dziesiątki. I co najciekawsze, że z chwilą wejścia w krąg zaczarowany arystokracji angielskiej stają się oni pod każdym względem szczerymi jej reprezentantami, starsi zaś koledzy zapominają o nowej genezie ich dostojeństwa. Oczywiście, że gros arystokracji tworzą stare rody, mogące się jak np. książęta of Leinster z domu Fitz-Gerald wywieść jeszcze z czasów najazdu normandzkiego, lub jak ks. of Norfolk z domu Howard, których pierwszy autentyczny praszczur Leofrie, występuje w r. 950.

Wobec tego, że w Anglji wyrobił się silnie system feudalny w średnich wiekach, więc odbiło się to na nazwiskach rodzin szlacheckich, nie mówiąc już o psychologii narodowej, organizacji socjalnej i t. d. Zasadniczo tylko rodziny nietytułowane noszą właściwe swe nazwisko. Weźmy za przykład dom książęcy Marlborough, z którego zresztą pochodzi znany angielski mąż stanu Winston Churchill. Otóż głowa rodu nosi tytuł książąt Malborough, mimo, iż właściwe nazwisko brzmi Spencer-Churchill, a pochodzi on z dóbr, podniesionych do godności księstwa. Najstarszy syn księcia nosi inny tytuł, a mianowicie margrabiego of Blendford, również wzięty z dóbr ziemskich, dalsi krewni posługują się innemi tytułami rodziny, a dopiero po wyczerpaniu ich wchodzi w użycie właściwe nazwisko rodzinne bez żadnych tytułów. Komplikuje to dla człowieka z kontynentu znacznie orjentację w stosunkach rodzinnych.

Cechą charakterystyczną angielskiego ustroju jest, że wszelkie tytuły, jak np. księcia, hrabiego itd., opierały się na faktycznie posiadanem księstwie lub hrabstwie. Utarł się pogląd, że każdy zamożny Anglik, grający pewną rolę, jest lordem – gdy równocześnie mało kto zdaje sobie ściśle sprawę ze znaczenia tego tytułu. Otóż słowo lord nie oznacza ściśle żadnego tytułu, lecz jest określeniem osób, należących do wyższej szlachty. Angielska bowiem szlachta dzieli się na dwie kategorje, wyższą, obejmującą tytuły księcia (duke), margrabiego (marquess), hrabiego (earl), vicehrabiego (viscount), barona (baron), oraz na niższą t. j. rycerza (baronet), osobistego rycerza, t. j., że tytuł jest ad personam (knighthood), szlachtę z urzędu lub urodzenia (esquire) i w końcu szlachtę bez rangi (zwyczajna Gentry). Do wyższej szlachty też należą lordowie z tytułu urzędu swego, więc wysocy urzędnicy sądownictwa i t. d. Potomkowie lorda, o ile nie mają specjalnego tytułu, noszą określenie „the hon.”, t. j. „honorable” – godny, dostojny. Szereg orderów też nadaje szlachectwo, np. ordery Łaźni, Gwiazdy Indyj, Św. Michała i Jerzego i t. d., tak samo, jak szereg urzędów. W Anglji, tradycjonalistycznej do ostatecznych granic, istnieje specjalny urząd heraldyczny, „College of Arms”, w którym rejestrują się herby i tytuły, na którego czele stoi dziedziczny Hrabia Marszałek (Earl Marshall), pochodzący zawsze z domu ks. of Norfolk, najstarszej zapewne rodziny Wielkiej Brytanji. Poza nim Kollegjum Heraldyczne angielskie posiada 13 członków, spełniających swe funkcje, a mianowicie 3 heroldów wyższych, sześciu heroldów niższych i t. d. Należenie do Izby Lordów opiera się na powołaniu królewskiem, a Korona może tylu parów kreować, ile uważa za stosowne. Jednem ze specyficznie angielskich pojęć jest też brak pojęcia małżeństwa „morganatycznego” w domu królewskim. Polega to na tem, że dom królewski nie jest uważany za stojący ponad wszystkiemi, lecz za najwybitniejszą rodzinę wśród sobie równych, primi inter pares.

Jan Maleszewski.

Ilustrowany tygodnik kulturalno-polityczny wydawany w Krakowie przez koncern Ilustrowany Kuryer Codzienny. W każdym numerze na bieżąco relacjonowano aktualne wydarzenia z kraju i ze świata, ilustrując je dużą ilością fotografii, których w każdym numerze było kilkadziesiąt. Redaktorem naczelnym był Józef Flach. Czasopismo wychodziło w latach 1924-1939.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close