• Światowid
  • / 08.02.1936
  • / Kraków
  • / Rok 13, Nr 6

Sensacyjne odkrycie grobu Podbipięty w Berezweczu

Reportaż specjalnego wysłannika „Światowida”

Nie wiele miał racji genjalny kpiarz nad kpiarzami, mości pan Zagłoba, gdy w karczmie czechryńskiej, panom braciom Podbipiętę przedstawiając, wyszydzał „nazwy pogańskie” jego włości i kluczów ziemskich.

Czy w Mysikiszkach się rodził tego nie wiadomo, wiadomo natomiast ze starych pergaminów, że klucze Podbipiętowe od ziemi witebskiej się poczynając, poprzez dobra Horbaczewskie (60 wsi i dwa miasteczka) ziemię Głębocką, aż po Wilno sięgały….

Nie dziwnem się wyda przeto, że pas jałowiczy, opinający się na smukłych biodrach rycerza, ciężko złotem ładowany zwisał i ciężkim był jako dowcip rycerza, z którego ten zagłobowe traktamenty płacił….

Gdy w latach chłopięcych, oczarowani genialnym talentem tego największego batalisty pióra, mistrza Henryka, z wypiekami na twarzy, śledziliśmy na kartkach powieści dzieje i koleje rycerzy ks. Jeremjasza, na myśl nam nie przyszło, iżby postać Zerwikapturowego rycerza, istnieć ongiś naprawdę miała i że jego nieco z cervantesowska Don-Kiszotową sylwetkę, naprawdę niegdyś inflancka kobyła nosić mogła.

Bajecznem zdawało się w tej sylwetce wszystko. Nazwisko dziwne, dla koronkarskiego ucha groteskowo brzmiące, sttrój i postać, miecz fantastyczny, sylwetka psychiczna i oryginalne nawet jak na ówczesne czasy ślubowanie rycerza…

Był jednak i żył taki. Służył za pierwowzór Wielkiemu Pisarzowi, a że w kolejach żywota swego i śmiercią odbiegł od powieściowej nieco postaci, nie zmienia to faktu historycznego.

Tak jak Zagłoba począł się z obserwacji młodzieńczych Sienkiewicza nad typem domowego factotum i łuszczybochenka, tak i o istnieniu prawdziwego Podbipięty musiał wiedzieć Sienkiewicz, jeden nietylko z czołowych pisarzy Polski, ale i niestrudzony szperacz historyczny i badacz obyczajowości polskiej XVII wieku.

Był i istniał pan Jerzy Podbipięta, herbu Trzykozic, rycerz możny i nieco osobliwy, a grobowiec jego A. D. 1935, Decembra miesiąca najbardziej przypadkowo odkryto w podziemiach kościoła pokarmelitańskiego w Berezweczu pod Głębokim.

W miesiącu listopadzie ubiegłego roku, w czasie jednej z wycieczek krajoznawczych, w trakcie zwiedzania podziemi klasztoru i kościoła Karmelitów Bosych, natrafiono na zwały kośców w lochach się znajdujących. Jak zwykle w wypadkach podobnych znalazły się jednostki, których odkrycie zainteresowało bardziej i dzięki poszukiwaniom p. Czesława Kołaczkowskiego, sekretarza miejscowego kółka krajoznawczego, doszperano się dokumentów, będących w posiadaniu ziemianina p. St. Poraj-Grobelnego, w których odczytano indeksum osób ongiś tam pochowanych. W spisie wielmożów, których na wieki przytuliły karmelickie podziemia figurowało nazwisko Jerzego Podbipięty, ostatniego z linji inflancko-witebskiej, magnata i kollatora wielu świątyń.

Wspomniany w artykule klasztor w Berezweczu, w którym rzekomo odnaleziono grób Podbipięty (domena publiczna)

Wspomniany w artykule klasztor w Berezweczu, w którym rzekomo odnaleziono grób Podbipięty (domena publiczna)

Krypty grobowe świeciły poza tem pustkami, a nieład wśród doczesnych szczątków, świadczyłby o tem, że padły one ofiarą profanacji i gwałtu grabieży.

Zbyt wielką jest jednak w Rzeczypospolitej sława rycerza, który Półjana zadusił, by Podbipiętowe nazwisko nie zainteresować mogło „Światowida”.

Podbipięta? Kto to taki? Dlaczego tu w Głębokim, zagubionym na północnej rubieży Ojczyzny, a nie opodal Zbaraskiego okopu? Czy ma jaki związek z Sienkiewiczowskim rycerzem ? -Miasteczko Głębokie, stolica dziśnieńskiego powiatu, jest jednem z tych tak charakterystycznych miast kresowych, noszących na sobie ślad wielkiej przeszłości, prowincjonalnym książątkiem zbiedzonym i zapomnianym, przed oczami przybysza prezentującym strzępy swej dawnej świetności i dzisiejszej nędzy.

Wojewodzie mścisławskiemu, Józefowi Korsakowi, swą świetność i rozbudowę zawdzięczając, w roku 1639 otrzymuje z łaski magnackiej, odlegle jak gdyby przedmieście Berezwecz, gdzie władyka mścisławski klasztor i kościół dla Karmelitanów Bosych funduje, miasto opatruje przywilejami, dobra jego wzbogacając Łostowicą, która 800 dymów i dwa tysiące dusz liczyła.

W Berezweczu powstają: konwikty szlacheckie, bibljoteka przeszło trzy tysiące tomów licząca, gabinety kart geograficznych (i pierwsza ich tłocznia w Polsce) i rycin. W okresach wielkich się zmagań Ojczyzny ze Wschodem, Głębokie jak bastjon obronny odpiera wroga, a gdy dnia 6. XI. 1661 roku pan Czarniecki z Pawłem Sapiehą gromią jazdę Chowańskiego pod miasteczkiem, watahy tego ostatniego rozgrabiają bogactwa Berezwecza.

Gdy przyjdą ciężkie lata niewoli, klasztor i miasteczko obumiera. W roku 1812 jeszcze ostatni Karmelitowie czarką miodu podejmować będą Napoleona, a po powstaniach ustąpią miejsca manaszkom prawosławnym, które po rugach klasztornych tu umieszczono.

W klasztoru tego podziemiach odnaleziono doczesne szczątki pana Podbipiętowe.

Jakimże był naprawdę ten rycerz niezwyczajny?

Trochę dziwakiem i fantastą potrosze.

Nie w bezżennym stanie trwał, gdyż ożeniony z Katarzyną, Teresą Stabrowską (z kroniki rodu Stabrowskich wiadomość tę bierzemy) – niesytą efektów stanu małżeńskiego młodą sędziankę opuszcza, by zbroicę odziać i Wenerę na Marsa zamienić. Wielkiej pobożności człowiek, sakiewkę dla wsparć kościelnych ma otwartą i corazto w którym ze znamienitszych kościołów śluby jakieś czyni.

A pełno go zawsze tam, gdzie na rąbanie się zanosi, o co w Rzplitej podówczas najłatwiej było. Wielka granica wschodnia, nie dzielona naturalnemi przegrodami, otworem dla grasantów i sąsiadów zachłannych stoi.

Chowański, Zołtareńko, Chan z ordami i kozacze bunty, Nalewajko i Słoboda.

Senatorowie i hetmani listy rozpisują zaciężne, nic przeto milszego jak towarzysz pancerny o wielkiej sile i ciężkim trzosie.

Komu siła fizyczna tura dana, a łagodność jagnięca, nie może być i wybitnym gospodarczym umysłem obdarzon. W czasie wojaczek topnieje przeto Podbipiętowa fortuna, a mościa pani Katarzyna Teresa, nie doczekawszy się wypełnienia jakichśtam ślubów pana małżonka (który znów na wyprawie bawił), rozżalona w dom rodzicielski z mężowskiego domu powraca.

W trakcie wojaczki odpadają dobra, nie tuczone okiem pańskiem, a przez złych podstarościców grabione. I te, które pozostawił Michał Podbipięta (senjor rodu) ciwun trocki w 1507 roku, a od króla Aleksandra Jagiellończyka otrzymane i włości olickie, i dobra Teodora Podbipięty, co z księżną Maryną Horską ożeniony synom wielką fortunę dóbr Zadyszki zostawił. Dobra Czewszeńskie, już przed wojaczką ofiarowane Karmelitom przepadły, a o kluczach witebskich, to i mówić nie warto, bo je Chowańskiego zastępy z ziemią zrównały.

Po długoletniej wojennej tułaczce, wraca mości Podbipięta do tak nadkruszonej fortuny. Dziecięco niezaradny, rycerz wielkolud, do dóbr glębockich pani małżonki zawita, by jej deklarować, że w wojnie ostatniej nie były dlań łaskawe niebiosa, że ślubów złożonych nie wypełnił, zaczem żyć z nią, pod groźbą ognia wiekuistego nie może jeszcze, dufa jednak, iż następna zbrojna przeprawa…

Ale tłomacz tu człowieku rzeczy wzniosłe niewieście!

Katarzyna Teresa zgoła coś nie politycznego odpowiedzieć musiała małżonkowi, tak dalece, że ten ją opuszcza i do resztówek dziedzicznych się udaje.

Tam w wojen oczekiwaniu (i ślubów spełnienia) życie dokańcza w roku 1675, pochowanym przez Karmelitów w Berezweczu zostaje, w kronikach pozostawiając wzmiankę o swej waleczności, sile, pobożności i… niewypełnieniu ślubowania.

Na ludzi historji należy spoglądać przez pryzmat stulecia, w którym żyli. Dziś groteskową wydawać by się mogła postać rycerza, a wielce ubolewania godnym los Teresy Katarzyny. Był dziwolągiem…. powiedzą potomni.

Tak… może. Ale żywotem swym i kolejami jego opisanemi przez kronikarzy, zapłodnił wspaniałą fantazję pisarza, redivivat jako pan Longinus, bohater Zbaraskiego okopu.

Feliks Dangel (Wilno).

Ilustrowany tygodnik kulturalno-polityczny wydawany w Krakowie przez koncern Ilustrowany Kuryer Codzienny. W każdym numerze na bieżąco relacjonowano aktualne wydarzenia z kraju i ze świata, ilustrując je dużą ilością fotografii, których w każdym numerze było kilkadziesiąt. Redaktorem naczelnym był Józef Flach. Czasopismo wychodziło w latach 1924-1939.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close