• Światowid
  • / 10.09.1933
  • / Kraków
  • / Rok 10, Nr 37 (474)

To się musi źle skończyć

Najbardziej charakterystyczną i w nowszej historji cywilizowanych narodów niespotykaną cechą systemu hitlerowskiego w Niemczech jest właściwy mu teror, nie dający się nietylko uzasadnić, ale nawet rozumnie wytłumaczyć jakiemukolwiek racjami politycznemi czy państwowemi.

Adolf HitlerW Niemczech nie toczy się walka o władzę. Partje, rządzące republiką Weimarską, jak gdyby rażone paraliżem, już od dwóch lat blisko patrzyły biernie i bezczynnie na narastanie lawiny tego barbarzyństwa, które nazywa się „hitleryzmem”. Brüning nie przeciwdziałał mu poważnie i z użyciem znajdujących się w jego posiadaniu środków władzy. Następca jego von Papen wręcz torował drogę Hitlerowi. Gdy zaś wysłany przez Papena oficer „Reichswehry” z pięciu żołnierzami aresztował urzędujących socjalistycznych ministrów pruskich, potężna partja socjalistyczna jako jedyną odpowiedź na ten akt gwałtu i zuchwalstwa znalazła tylko… skargę do trybunału konstytucyjnego w Lipsku. Komuniści groźni dla socjalistów niczem nigdy nie grozili hitlerowcom. Przeciwnie, chętnie z nimi współdziałali. Głosowali razem z nimi przy referendum ludowem o rozwiązanie Sejmu pruskiego. Jeszcze na kilka tygodni przed objęciem władzy przez narodowych socjalistów komuniści razem z nimi robili kilkudniowy strajk na berlińskich kolejach podziemnych. Gdy zaś ostatni kanclerz wolnych Niemiec, generał Schleicher jeszcze w ostatniej chwili chciał rzucić przeciw Hitlerowi „Reichswehrę” razem z robotnikami, szef centrali socjalistycznych związków zawodowych Leipark odmówił mu współdziałania, twierdząc, że nie wie, co o tem „powiedziałby pan Bumke” – prezydent trybunału konstytucyjnego…

Nigdy jeszcze żadna partja, głosząca radykalny i rewolucyjny program, nie doszła do władzy tak łatwo i tak bez wszelkich oporów jak narodowy socjalizm w Niemczech. I mimo to rozpoczął on z miejsca od najdzikszego i najokrutniejszego teroru już to uzasadniając go najbardziej niedorzecznemi hasłami czystości rasy i narodu niemieckiego, już to sam wykonując różne zamachy jak spalenie gmachu parlamentu w Berlinie, aby mieć pozory racji do stosowania teroru. W Niemczech istnieje dzisiaj piętnaście wielkich obozów koncentracyjnych. Liczba ich mieszkańców nie jest znana. Minister Goering jeszcze przed trzema miesiącami sam przyznał się do pięćdziesięciu tysięcy. Od tego czasu bardzo nie wielu ludzi obozy te za życia opuściło, a natomiast bardzo wielu do nich trafiło. Tak więc liczba stu tysięcy ludzi więzionych bez wszelkich wyroków i poddawanych codziennie najwyszukańszym torturom w tych obozach nie będzie z pewnością zbyt wielką.

Równocześnie emigracja polityczna z Niemiec wynosi w tej chwili już blisko trzysta tysięcy ludzi. Odliczając połowę z tego na żydów, uciekających przed pogromami, zawsze jeszcze druga połowa pozostanie na samych Niemców. I to jakich Niemców! Można bez przesady powiedzieć, że cała czołowa literatura niemiecka znajduje się w tej chwili na emigracji, pozbawiona możliwości powrotu do ojczyzny. Laureat noblowskiej nagrody literackiej, Tomasz Mann i jego brat Henryk, Wassermann, Zweig, Remarque, Ludwig i długi zastęp innych – wszyscy na wygnaniu, które z pewnością dobrowolnem nie jest. Z pośród głośniejszych pisarzy niemieckich w Niemczech pozostał obok Hauptmanna tylko rangą moralną między nimi najniższy – Ewers, dawniej autor wielu pornograficzno-sadystycznych powieści, dzisiaj literacki pomocnik Goebbelsa.

Jeszcze do końca ubiegłego roku dwutygodniowe spisy bibljograficzne, wydawane przez związek księgarzy lipskich, stanowiły zawsze kopalnię cennych informacyj dla znawców i miłośników różnorakiej wiedzy i książek. Dzisiaj wystarczy wziąć taki zeszycik do ręki, aby się przekonać, jak odrazu ustała wszelka rzeczywista twórczość duchowa w Niemczech. Poza spisami różnych broszur i wszelkiej bibuły propagandystycznej w duchu Hitlera w spisach tych nic prawie innego niema.

Spustoszenie w nauce niemieckiej mało co mniejsze niż w literaturze, chociaż jego skutki nie ujawniają się tak doraźnie jak tam. Szczególniej na najwyższych szczytach nauki i wiedzy ten nagły huragan barbarzyństwa wyrządził ogromne spustoszenia. Einstein na wygnaniu, a skromne jego oszczędności w kwocie dwudziestu tysięcy marek zasekwestrowane. Darowany mu zaś na przedmieściu Dahlem przez gminę berlińską skromny domek odebrany. Laureat Nobla, znakomity fizyk Frank jako żyd pozbawiony katedry i zmuszony do ucieczki. Nawet rasowo czysty Germanin, profesor Haber, właściwy twórca niemieckiej chemji wojennej, pozbawiony instytutu i katedry musiał porzucić ogarniętą obłędem ojczyznę. Inni zostali, ale ucichli, a myśli ich, przygniecione nawałnicą barbarzyństwa, z pewnością przestały pracować dla nauki i wiedzy. Jedni pochowali się po kątach, drudzy zaś przystosowują się do potrzeb czasu, odbywając na stare lata marsze ćwiczebne po dwadzieścia kilometrów z naładowanymi kamieniami tornistrami na wyścigi z własnymi studentami. Po tych brzuchatych, łysych i zasapanych szybkobiegaczach profesorskich, nauka niemiecka nie ma się już z pewnością czego spodziewać. Bawarski minister oświaty Frank zniósł wszystkie katedry prawa rzymskiego. Kilku bardzo wybitnych romanistów pozostało w ten sposób bez chleba i możności pracy. Przykłady takie mnożyć można w nieskończoność zawsze z tym jednym wnioskiem ostatecznym, że Niemcy nagle w ciągu kilku miesięcy stoczyły się w przepaść barbarzyństwa.

W świecie działaczy politycznych teror hitlerowski jest oczywiście najgwałtowniejszy. Gdy jednak w stosunku do przywódców socjalistycznych i komunistycznych teror ten można przynajmniej wyjaśnić, jakkolwiek bynajmniej nie uzasadnić, to teror stosowany wobec przedstawicieli kierunków umiarkowanych, nacjonalistycznych i konserwatywnych świadczy już o stosowaniu gwałtu jako sztuki dla sztuki. Bezpośredni następca Hugenberga na stanowisku prezesa parlamentarnego klubu narodowo niemieckiej partji, więc tej, która dotąd nominalnie współrządzi z Hitlerem – Oberfohren popełnił samobójstwo, ponieważ policja polityczna Hitlera wykryła, że napisał on memorjał, zawierający rzeczywistą historję podpalenia Reichstagu. Rozumiejąc więc, co znaczy takie odkrycie, wolał ten prawicowiec popełnić samobójstwo. Przewodniczący centrum katolickiego, prałat Kaas, który od kilku lał marzył słodko o wspóldziałaniu właśnie z narodowymi socjalistami zamiast z socjaldemokratami, wolał ze względów „zdrowotnych” pozostać w Rzymie, wiedząc, że w Niemczech Hitlera tylko jakiś obóz koncentracyjny byłby mu wyznaczony jako jedyne pole działania. Godząc w byłego kanclerza Brüninga, który swoją polityką przyczynił się najbardziej do triumfu Hitlera, urządzono w Kolonji proces o oszustwo, w którym jego rodzonego brata skazano na trzy lata więzienia. Ale teraz sieci zostały już zarzucone przeciw samemu Brüningowi. Prasa hitlerowska ogłosiła mianowicie list rzekomy, jaki Brüning miał pisać do papieża, błagając go, aby z Niemcami Hitlera konkordatu nie zawierał. Brüning wprawdzie oświadczył natychmiast publicznie, że nigdy takiego listu do papieża ani wogóle do nikogo nie pisał, jednak znawcy dzisiejszych stosunków wiedzą, że oświadczenie to nic nie pomoże. Dr. Brüning, zamiast – jak zamierzał – w klasztorze, gotów lada dzień znaleźć się w obozie koncentracyjnym… jako zdrajca „zbudzonych” Niemiec.

Ponura i duszna noc zaległa Niemcy, a ciężki koszmar spadł na piersi całej Europy i wszystkich jej narodów, które przecie widzą i rozumieją lub przynajmniej wiedzieć i rozumieć powinny, że w tem szaleństwie niemieckiem jest metoda, a przedewszystkiem cel oczywisty. Środkami tego niebywałego teroru chce Hitler i stojąca za nim oligarchja rzeczywistych władców przeistoczyć Niemcy w jeden obóz wojenny, w jedną olbrzymią armję, aby ją potem rzucić zapewne na wschód najpierw, potem zaś pozostać sam na sam z zachodem…

Narody patrzą i widzą, ale czy rozumieją? Przecież to się musi skończyć wojną…

S.

Ilustrowany tygodnik kulturalno-polityczny wydawany w Krakowie przez koncern Ilustrowany Kuryer Codzienny. W każdym numerze na bieżąco relacjonowano aktualne wydarzenia z kraju i ze świata, ilustrując je dużą ilością fotografii, których w każdym numerze było kilkadziesiąt. Redaktorem naczelnym był Józef Flach. Czasopismo wychodziło w latach 1924-1939.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close