• Światowid
  • / 12.05.1934
  • / Kraków
  • / Rok 11, Nr 20

Zakochałem się w Danji

Tak, niestety, to prawda. Zakochałem się w Danji. Nie w żadnej wysmukłej jasnowłosej Bodyl, Karin, czy Grecie, jadącej w niebieskiej sukni i tegoż koloru kapeluszu – asfaltową drogą na rowerze, czy samochodem. Poprostu wróciłem z Danji naprawdę oczarowany i najzupełniej podbity urokiem tego kraju. Właściwie, gdyby ktoś chciał przy pomocy kilku zdań określić swe wrażenia z Danji, to powiedziałby: wszyscy jeżdżą na rowerach, kobiety są cudowne, jasnowłose i niebieskie (to już suknie, a nie kobiety), na wszystkich domach powiewają flagi, a „smörrebröd” są znakomite („smörrebröd” – krajanki chleba z specjalnemi pasztetami i wędlinami). Tak wyglądałby „stężony” opis Danji.

Kopenhaska ulica - lata trzydzieste XX wieku

Pomimo niewątpliwej trafności opis taki nie zdołałby nikogo przekonać o tem, że tak nagle można się zakochać akurat w Danii, nie we Włoszech, Grecji, czy Hiszpanii. Danja jest od nas bardzo daleko, nie dlatego, że dzieli nas kilka tysięcy kilometrów szyn kolejowych, czy węzłów morskich, ale odlegli jesteśmy od niej o jakieś 100 lat czasu, a przedewszystkiem o wielką wojnę. Duńczykom zarzuca się, że całe swe bogactwo i dobrobyt zawdzięczają li tylko konjunkturze państwa neutralnego. Niewątpliwie w tem jest pewna doza słuszności, ale i to prawda, że ten dobrobyt, te dostatnio urządzone domy, tysiące „cottages” wzdłuż Riwjery duńskiej, wspaniale autostrady, olbrzymie sklepy, luksusowe auta, stutysięczne nakłady gazet, dobrze ubrani ludzie itd., zawdzięcza Danja pracowitości i zapobiegliwości swych mieszkańców, których stolica nie nadarmo nazywa się Köbenhavn (port kupiecki).

Trzecim z kolei powodem zamożności jest fakt, iż Danja utrzymuje dla swej obrony wszystkiego zaledwie stu kilkudziesięciu gwardzistów. W tym stanie rzeczy można sobie wyobrazić, jakiem powodzeniem u sobowtórów Miriam Hopkins i Grety Garbo cieszą się postawni gwardziści w wspaniałych czakach. Zmiana warty w południe koło pałacu królewskiego Amalienborg w Kopenhadze stanowi niebylejaki ewenement. Zamożność i dostatek Danji nie są równoznaczne z krzyczącym luksusem dorobkiewiczów. Ci ludzie używają ogólnego dostatku, jako rzeczy codziennej, do której od niemowlęcia są przyzwyczajeni. Niema w tem parweujuszowego gestu ubrylantowanych „nuworiszów”.

Nawet bezrobotni żyją w tem trzy i pół miljonowem państwie na odpowiedniej stopie życiowej, gdyż oprócz 60 koron miesięcznie (1 korona odpowiada 1.23 zł.), otrzymują bezpłatnie mieszkanie, kilka razy na miesiąc bilet do teatru, abonament radjowy, oraz raz na rok ubranie. Pomimo tych na pozór korzystnych warunków bytowania, nie opłaca się być bezrobotnym, skoro na przykład najniższa płaca dzienna robotnika w kopenhaskiej fabryce Forda wynosi 20 koron.

Kopenhaga, stolica tego szczęśliwego kraju, jest jednem z najmilszych miast w Europie. Nie należy jej tylko zwiedzać w niedzielę, bo wtedy wszyscy wyjeżdżają na week-end i miasto jest puste. Poza olbrzymią ilością rowerów na jej ulicach budzą zdumienie liczne pomniki, rozsiane we wszystkich stronach miasta.

Wśród nich do najwspanialszych należy pomnik biskupa Absalona, założyciela Kopenhagi, dalej legendarnej Zelandji, wyorywujacej czterema bykami ziemię z pod morza, wreszcie syrenki z bajki Andersena w porcie Frihavn. Danja, kraj kupców, jest i krajem marynarzy, tradycyj marynarskich, to też obok każdego domu, czy willi, wznosi się wysoki maszt, na który w dzień powszedni wciąga się małą, a w niedziele i święta dużą chorągiew. Czerwona chorągiew z białym krzyżem jest uczuciowo bliska każdemu mieszkańcowi Danji, nie jest jedynie rekwizytem, wyciąganym przy sposobności uroczystości narodowych.

Niemniejszy od Kopenhagi urok posiada prowincja duńska, a przedewszystkiem urocza Zelandja, kraj wielu bardzo ciekawych zabytków, małych ferm osiedli, no i przepięknego wybrzeża morskiego. W Zelandji jest kilka miejscowości, których poprostu ominąć nie można. Zamki, jak ten w Frederiksborg, czy w Kronborg, dzięki swemu przepięknemu położeniu, wywierają na zwiedzających wielkie wrażenie. Przepięknie wygląda otoczony ze wszystkich trzech stron morzem zamek w Kronborg, legendarna siedziba Hamleta, który – jak chce legenda – leży pochowany pod wielkim kamieniem opodal zamku. Na wale, idącym wzdłuż brzegu morskiego, ustawiony jest rząd armat starodawnych, których wyloty skierowane są ku pobliskiemu brzegowi szwedzkiemu.

W tych warunkach obecność policji jest zupełnie zbędna, to też w całej Kopenhadze, przy wytężonych poszukiwaniach można w ciągu dnia zobaczyć zaledwie 4-6 policjantów.

Jasnowłosa i pełna przedziwnego czaru kobieta duńska zdołała sobie wywalczyć bardzo poważne stanowisko w kraju, w literaturze, nauce, czy handlu. Jest kolegą, czasem współzawodnikiem mężczyzny, posiadającym te same prawa, obowiązki i przywileje. Pomimo to jednak nie zatraciła czaru swej kobiecości.

Na wysokiej wieży najwspanialszego magazynu mód „Magasin du Nord” przy Frederiksbergade, lśniącej od szkła, niklu i neonów – umieszczony jest reklamowy zegar z fioletowego neonu. Pokazuje on stale dwunastą za pięć minut. Mówi przekonywująco o tem, że modele są „za pięć minut dwunasta” – te same, co w Paryżu, Berlinie, Wiedniu, czy Nicei. Danja cała ma taki zegar i zawsze jest w postępie swym „za pięć minut dwunasta”, narówni z zachodem Europy. Nigdy jednak „dwunastej” nie przekroczy, nigdy w postępie nie przesadzi.

J. Radzimiński.

Ilustrowany tygodnik kulturalno-polityczny wydawany w Krakowie przez koncern Ilustrowany Kuryer Codzienny. W każdym numerze na bieżąco relacjonowano aktualne wydarzenia z kraju i ze świata, ilustrując je dużą ilością fotografii, których w każdym numerze było kilkadziesiąt. Redaktorem naczelnym był Józef Flach. Czasopismo wychodziło w latach 1924-1939.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close