Co o samobójstwach sądzili starożytni.

Już z istoty swojej budzi targniecie się na własne życie nie tylko zainteresowanie lekarzy, wychowawców i prawników, lecz nieomal każdego myślącego człowieka. Każdy poszczególny wypadek samobójstwa wzbudza w nas głębokie ludzkie współczucie, a z równą siłą pobudza naszą ciekawość, właściwą każdej duszy ludzkiej, młodej czy starej, prostej czy kształconej; zapala ją przez swój wstrząsający pierwiastek sensacyjny i tajemnicę, która tkwi w kulisach samobójstwa, a szczególnie w pobudkach tego czynu, który budzi zawsze grozę. W okresie powojennym wyrosła sprawa ta do znaczenia palącego problemu, albowiem ilościowo, w stosunku do lat przedwojennych, wzrosły samobójstwa tak znacznie, że przybierają rozmiary prawie że epidemiczne. Zajmuje się tą sprawą obszerna literatura i poważna nauka. Działacze społeczni i sternicy naw państwowych, wysoce zaniepokojeni, głowią się nad sposobami skutecznej walki ze straszną chorobą. Tu i ówdzie pojawiają się nawet projekty ustawowego zwalczania tej psychozy. I u nas w Polsce przed kilku miesiącami pisano w prasie o takim projekcie, podając nawet szczegóły prawa rzekomo wykuwającego się w ustawodawczych warsztatach.

Z uwagi na ogólne zainteresowanie się tem zjawiskiem, przedstawimy, jaki był stosunek starożytnych do omawianego problemu, tak starego, jak sam ludzkość.

Jedni chwalili, inni potępiali.

Niema w starożytności jednolitego poglądu na sprawę. Nawet w przestrzeni niewielkich odległości co do miejsca i czasu, znajdujemy w zapatrywaniach na samobójstwo duże rozbieżności. Pozostają one w bardzo ścisłym związku z religijnemi wierzeniami i społecznym porządkiem. Nie inaczej niż dzisiaj. Poglądy mędrców na samobójstwo znajdują żywe odbicie w nauce i poezji.

Zacznijmy od Wschodu. Daleki Wschód z reguły samobójstwa nie potępia; ani religja ani władze ani lud. Kiedy cesarz chiński Lio-amsti zarządził spalenie ksiąg filozofa Konfucjusza, uczniowie jego w liczbie pięciuset, na znak żalu, równocześnie się utopili. Dotąd uchodzą oni w pojęciu narodu za bohaterów, a kościół ich pamięć święci. W Siamie uważano samobójców za świętych. Znaczenie harakiri u Japończyków jest ogólnie znane. Komendant oblężonej twierdzy, któremu poczucie obowiązku i honoru nie pozwala przeżyć hańby wydania grodu w ręce wroga, kończy żywot z rozpaczy – rozpruciem brzucha. Minister, który nie może znieść wstydu związanego z dymisją, albo nie może przeboleć detronizacji swego władcy, czyni to samo. Na znak protestu lub żałoby narodowej setki Japończyków gromadnie popełniało na sobie harakiri. Wedle wierzeń Japończyków, jest taka śmierć samobójcza objawem bohaterskich uczuć i poświęcenia, a wobec tego bogom miła. Uchodziło to nawet za niezawodną drogę do szczęśliwości pozaziemskiej. Japończycy znaleźli też inną formę tej śmierci; objawiali zamiar otoczeniu i w towarzystwie tłumów wychodzili na szczyty górskie łomów siarki, gdzie odprawiano wspólne modły i głoszono chwałę kandydatów śmierci. Odprawiano te uroczystości w zachwyceniu , jak długo z pokładów siarki nie wykwitł płomień, a wtedy jakby na znak Boży w ekstazie rzucano się w przepaść.

Nie inaczej rzecz ma się u Chińczyków; państwo i ustawy popierały samobójstwo. Podobnym jest stosunek Hindusów do tego zagadnienia. Na wyspie Sangor z wieńcami na głowie płyną ofiary przez morze, by się dać pożreć przez rekiny. Głodówka Ghandiego i tysięcy parjasów hinduskich nie jest wszak niczem innem, jak gromadnem samabójstwem politycznem.

Natomiast starożytni Hebrajczycy uważali samabójstwo za wielki grzech, za czyn antyspołeczny i godny potępienia, za tchórzostwo przed ciężarem życia. Ich zakon surowo je potępia i każe samobójcom odmawiać usług religijnych i grzebać ich bez czci, gdzieś na uboczu. A mimo to spotykamy często już wśród biblijnych Żydów wypadki samobójczej śmierci. Kiedy w ciężkich walkach padli trzej synowie Króla Saula – Jonatan, Abinadab i Malichusa – król zaś sam odniósł także ciężką ranę, giermek jego, mimo żądania władcy, nie chciał go dobić. Król rzuca się tedy na własny miecz i ginie. Samson zwalił filary, na których opartą była świątynia Filistynów, grzebiąc siebie samego pod jej gruzami. Gdy cesarz Wespazjan zdobył Kamalę w Galilei, rzucali się Żydzi z żonami i dziećmi z wysokich skał na niechybną śmierć, zaś przy zburzeniu Jerozolimy przeszło 2000 dobrowolnie śmierć sobie zadało, byleby się nie dostać w ręce Rzymian.

Poglądy Greków.

W Grecji panowały już różne poglądy na samobójstwo. Plutarch, wielki historyk, nazwał samobójstwo eutanazją, piękną śmiercią, zaś filozof Plato i jego uczniowie gorąco ją zwalczali, nauczając, że jak żołnierzowi z posterunku, nie wolno człowiekowi z życia uciekać. A mimo to wielbiciel Platona, wielki mówca Demostenes, dobrowolnie odebrał sobie życie jako 90-letni starzec, w drodze na igrzyska olimpijskie. Pitagoras, słynny matematyki już jako sędziwy starzec, 40-dniowym postem spowodował śmierć samobójczą. Głośna szkoła filozofów t. zw. cyników, jawnie i publicznie zachęcała do samobójstwa, a Hegesias, filozof innej szkoły, w specjalnej rozprawie przeciwstawiał nędzę życia korzyściom i blaskom dobrowolnego zgonu. Naukę swoją głosił tak skutecznie (a był mówcą porywającym), że uczniowie jego gromadami pozbawiali się życia. Skutki tej propagandy były liczebnie tak zastraszające, że król Ptolomeusz musiał z urzędu wkroczyć i zarazę siejącego Hegesiasa zniewolił do milczenia. Zgoła inaczej na samobójstwo spoglądał Arystoteles: uznawał je za zbrodnię przeciw państwu, „tkwi w tem bowiem dyshonor, jeżeli społeczeństwu czyni się bezprawie i szkodę”. W Atenach odcinano trupom samobójców prawe ramię na znak hańby i chowano je na osobności, zaś na Cyprze wogóle ich nie grzebano; rzucano zwłoki na pożarcie drapieżnym ptakom i dzikim zwierzętom. -W Tebach ciała ich płomienie pożerały, aby ludzie nie patrzyli na coś nieczystego.

Podobnie dzieje się w Rzymie. Tacyt, głośny do dziś dnia dziejopis i nieprzekupny krytyk wszelkiego zła i zbrodni, nie gani samobójstwa, lecz każe je indywidualnie oceniać wedle pobudek i towarzyszących mu okoliczności. Nie uważano życia za nic ważnego. Korupcja na dworach cesarzy rzymskich popierała ideę samobójstwa. Częstokroć nie było dla patrycjusza czy patrycjuszki innego wyjścia dla uniknięcia hańby albo sromotnej śmierci z rąk dworskich siepaczy. W tych warunkach biorą rozbrat z życiem dworacy osławionego Nerona: Cocceius-Nerva, Aruntius, Lucian, Granius i Statius. Cato – ów surowy sędzia obyczajów – nie mogąc ścierpieć szerzącego się bezprawia i zbliżającego się upadku Rzymu, odebrał sobie życie przy czytaniu dzieła Fedona o nieśmiertelności duszy. Rozpruł sobie brzuch. -A gdy przyjaciele broczącego krwią opatrzyli i uratowali, czyn swój w kilka minut potem znowu powtarza. Chciał zamanifestować, że pod panowaniem Cezara żyje jeszcze wolny człowiek, któremu rozkazywać nie można. Znany nam z Sienkiewicza „Quo vadis” Petroniusz, uwięziony przez Scipiona, otrzymuje odeń obietnicę wolności, jeśli opuści szeregi Cezara. Petroniusz odrzuca z dumą obietnicę i zabija się sztyletem, gdyż żołnierze Cezara – jak powiedział – darowują życie, lecz nie biorą go w darze. Kiedy zwyciężony Astrubal, po zajęciu Kartaginy przez Scipiona, ukorzył się przed zwycięzcą, prosząc go o łaskę, żona jego, chcąc zmyć tę hańbę, dusi dwoje swoich dzieci i sama pysznie przystrojona skacze w płomienie. Cassius zabił się tym samym mieczem, którym usiłował zgładzić Cezara.

Akt poświęcenia i protest zagrożonej czci.

Ale nie tylko myśliciele i wojownicy byli zwolennikami takiej formy zejścia ze świata. Wśród szerokich warstw ludu w starożytności cieszyła się ona szacunkiem jako akt protestu i obrony zagrożonej czci, jako akt przyjacielskiego poświęcenia, objaw ekstazy religijnej lub skruchy. Najszersze warstwy ludowe hołdują temu środkowi, by zwolnić się od jakiegoś zła czy nieszczęścia. Seneka opowiada o niewolniku, którego wieziono właśnie na arenę cyrkową na walkę z bestjami. Straż pilnie czuwała, a jednak biedak potrafił -udając, że drzemie – ześlizgnąć się z wozu i rzucić się pod koła ciężkiego wozu. który mu zgruchotał
kręgosłup. Diosipp podejrzany o kradzież złotego puhara na publicznej uczcie, topi sztylet w swej piersi. Demokles, młodzik, na którego cnotę dybie jego chlebodawca, szuka ratunku w śmierci. Sestus Papinius w takiż sposób chroni się przed atakami rodzonej matki. Podczas wojen – bardzo często – niewiasty zdobytego miasta, z obawy przed gwałtem żołdaków, odbierały sobie zawczasu życie. Tak uczyniła w Antiochji pewna wdowa wraz z dwiema córkami.

Dziś bezwzględne potępienie!

Dopiero w średniowieczu, pod wpływem nauk Kościoła chrześcijańskiego w Europie, stosunek jednostek i wybitnych ludów do samobójstw zmienił się zasadniczo. Samobójstwo dzisiaj „grasuje” tak zastraszająco, jak przed 2.000 czy 1.000 laty.

Obecnie potępia się bezwzględnie samobójstwo jako czyn antyspołeczny i szkodliwy, wyrywający z łona społeczeństwa jednostki nieraz wartościowe, które w impulsie rozpacznej chwili targnęły się na własne życie, a uratowane, żałowały i wstydziły się swego kroku. Prawo karne współczesne wprawdzie nie karze samego samobójcę, ale już pomoc, udzieloną samobójcy przez drugą osobę, kwalifikuje surowo jako współwinę w zabójstwie.

Dr. Seweryn Gottlieb (Kraków)

Ilustrowany Tygodnik Kryminalno Sądowy – wydawany w Krakowie w latach 1931 – 1934 przez koncern Ilustrowany Kuryer Codzienny. Formalnym redaktorem naczelnym był sam właściciel wydawnictwa Marian Dąbrowski, redaktorem odpowiedzialnym Jan Stankiewicz a za kształt graficzny pisma odpowiadał Janusz Maria Brzeski. Tajny Detektyw był kopią podobnych wydawnictw, które wychodziły (i wychodzą nadal) w całej niemal Europie. Pomimo świetnych wyników finansowych, pismo zlikwidowano. Stało się tak na skutek kompanii rozpętanej przeciwko tygodnikowi z powodu rzekomego złego wpływu na młodzież.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close