Imć pan Kat (cz.I)

Wywiad z wykonawcą wyroków sprawiedliwości.

Naszemu warszawskiemu korespondentowi udało się przed niedawnym czasem odbyć wywiad z najbardziej zakonspirowanym człowiekiem w Polsce, Imć panem Katem. Poza grozą, jaką budzi zawód wykonawcy wyroków sprawiedliwości, szczególne zainteresowanie musi wywołać fakt, że kat nasz pełni swoje obowiązki z pełnem przekonaniem i zapałem. Ale o tem opowie niżej on sam.

I.

Kiedym po raz pierwszy odwiedzał kata, było to w sercu staromiejskiej dzielnicy miasta, przy ul. Piwnej. Typowy staromiejski dom, wąski, wysoki, o ciemnej, długiej sieni wejściowej i ponurych schodach. Tylko tak można było sobie istotnie przedstawić dom zamieszkały przez człowieka, urzędowo tytułowanego „wykonawcą wyroków sprawiedliwości”.

Z bijącem sercem wspinałem się po słabo oświetlonych, skrzypiących schodach starego domu. Przypadek sprawił, że właścicielem tego domu był ksiądz, ale ksiądz nie chciał, aby lokatorem jego był kat. Stąd nieporozumienia, skandale i sprawy sądowe o eksmisję, a w wyniku tego zupełne zdekonspirowanie osoby kata. Zna go teraz każde dziecko na tej ulicy i odszukanie siedziby „wykonawcy wyroków” nie nastręcza zbyt wielkich trudności.

– Pierwsze piętro front! – informuje obojętnie napotkany w sieni chłopczyk ośmioletni.

Stefan Maciejewski to pseudonim urzędowy, pod którym konspiruje się kat. Alfred, to jego prawdziwe imię, a prawdziwe nazwisko o brzmieniu czysto niemieckiem, przypomina zupełnie nazwę zawodu „wykonawcy wyroków”…

Kat podczas pierwszej wizyty opowiada o wszystkiem, lecz tylko niechętnie – o swoim zawodzie. Ustawiczne zatargi z księdzem-kamienicznikiem i częste napady rodzin straconych, trafiających bez trudu do zdekonspirowanego mieszkania kata, zniechęciły go do wynurzeń na ten temat. Zawsze w podartem ubraniu, rozrywanem przez napastników, wychodził tylko w nocy, pod ochroną psa, dużego wilka, jedynego stworzenia, nie znającego uczucia pogardy, wiernie broniącego swego pana przed intruzami.

Pewnego dnia kat dyskretnie wyniósł się z domu księdza. Znikł dla wszystkich, którzy go bliżej znali i zaszył się w jakimś mocno zakonspirowanym kącie. Odtąd ustały pielgrzymki przesądnych ludzi, którzy za grube pieniądze kupowali od kata stryczki traconych wisielców, wierząc w szczęście, które według przesądu, stryczek taki przynosi posiadaczowi…

Po mozolnych poszukiwaniach i trudach udało mi się wreszcie odszukać nowy adres kata. Coprawda odosobniony na peryferji to jednak modernistycznie zbudowany biały dom nie robi pogodnym swym wyglądem wrażenia siedziby „wykonawcy sprawiedliwości” i mało harmonizuje z ponuremi refleksjami, jakie myśl o zawodzie kata nasuwa.

Jak wygląda kat?

Pukanie do drzwi mieszkania, oznaczonego numerem 13 sprawia, że na długim, widnym korytarzu, kolejno uchylają się drzwi, z których wychylają się głowy ciekawych kumoszek. Po dłuższej chwili oczekiwania, wchodzimy do schludnego mieszkania, w którem uwagę przybysza przedewszystkiem zwracają wiszące nad łóżkiem obrazy świętych z palącemi się pod niemi lampkami. Kat siedzi przy stole, zatopiony myślami w partji szachów, którą rozgrywa z przyjacielem. Na pierwsze spojrzenie trudno byłoby nieznającemu kata odgadnąć, który z tych dwóch jest „wykonawcą sprawiedliwości”. Trzeba byłoby zaczekać, aż podniesie wzrok, aby spotkać się z ponurym blaskiem jego bystrych czarnych oczu.

Kat jest dobrze zbudowanym osobnikiem, lat około 30-tu, łysiejącym szatynem o krótko przystrzyżonych włosach, więcej niż średniego wzrostu, o twarzy śniadej, okrągłej. Nader uprzejmy w obejściu, wskazuje miejsce przy stole, który naprędce uprząta z patefonu i płyt z najnowszemi „przebojami” rewjowemi. W kącie krząta się młoda kobieta, blondynka o łagodnym wyglądzie, – towarzyszka życia „wykonawcy sprawiedliwości”.

Kat wystrzega się dziennikarzy polskich, odmawiając wszelkich wywiadów i rozmów, tyczących się jego osoby i zawodu, uważając stosunek miejscowej i krajowej prasy do siebie za wrogi. Wykorzystując więc posiadaną legitymację korespondenta pism zagranicznych, wzbudzam jego zaufanie do siebie. Motywuję swoją wizytę chęcią odkupienia dla dziennika zagranicznego pamiętników, które kat od kilku lat spisuje i stopniowo przechodzę na temat prawdziwie mnie interesujący: na temat wywiadu z katem.

Kat jest człowiekiem inteligentnym. Włada biegle językiem francuskim i niemieckim, choć w polskim zdradza obcy akcent.

Pochodzę z Poznania – opowiada kat. – Ukończyłem tam gimnazjum, a potem przebywałem w Niemczech, gdzie uczęszczałem do wyższej szkoły technicznej. Miałem rozmaite zajęcia, a jednak żadnemu nie oddawałem się z takiem zamiłowaniem i zrozumieniem rzeczy, jak obecnemu. Pyta mię pan jak to się stało, że przystąpiłem do „rzemiosła” kata?

Chętnie panu na to odpowiem: każdy głupi ma swoją rację – mówił jeden ze starożytnych mędrców. Wbrew ogólnemu ustosunkowaniu się społeczeństwa do osoby „wykonawcy sprawiedliwości”, ja swoje „rzemiosło” i stanowisko uważam za bardzo honorowe!

Oprawca z przekonania.

Uważam się za dobrodzieja z dwóch względów: przedewszystkiem pozbawiam społeczeństwo tych zbrodniczych jednostek, które, jako niebezpieczne i zbyteczne ze względu na swą ogromną szkodliwość trzeba wytępić, a z drugiej strony – jako rutynowany i dobry „rzemieślnik” zadaję przynajmniej skazańcom śmierć szybką i łatwą, czego nie mógłby zresztą dokonać ktoś pierwszy lepszy, nawet chociażby z tych, którzy wciąż chcą ze mną konkurować, zasypując nieustannie ministerstwo ofertami. Swego czasu zgłosił się z taką ofertą pewien znany na bruku warszawskim lekarz, a obecnie pewien student politechniki warszawskiej…

(C. d. n.)

Ilustrowany Tygodnik Kryminalno Sądowy – wydawany w Krakowie w latach 1931 – 1934 przez koncern Ilustrowany Kuryer Codzienny. Formalnym redaktorem naczelnym był sam właściciel wydawnictwa Marian Dąbrowski, redaktorem odpowiedzialnym Jan Stankiewicz a za kształt graficzny pisma odpowiadał Janusz Maria Brzeski. Tajny Detektyw był kopią podobnych wydawnictw, które wychodziły (i wychodzą nadal) w całej niemal Europie. Pomimo świetnych wyników finansowych, pismo zlikwidowano. Stało się tak na skutek kompanii rozpętanej przeciwko tygodnikowi z powodu rzekomego złego wpływu na młodzież.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close