Trucicielstwo w dawnem polskiem prawie karnem

W prawie karnem dawnej Polski długi czas nie było żadnej wzmianki o karach na trucicieli. I nie dziw! W Polse brzydzono się zamachami na życie przy pomocy jadów trujących przez długie wieki *), tak długo, dopóki ten środek nie przyszedł do nas z południa, ze swej właściwej ojczyzny. Morderstwa, dokonywane przy pomocy trucizn zarówno w Koronie jak i na Litwie, długi czas byty nader rzadkie.

Przestępstwa są często nieodłączne od obyczajów i sposobu myślenia. Ze zmianą pokoleń zmieniają się i przestępstwa, o czem np. świadczą u nas akta kryminalne sądów marszałkowskich. Jeśli przeczytamy dzieje jakiegokolwiek kraju, przekonamy się, że morderstwo przy pomocy trucizn należy już do tej epoki, gdzie postęp umie zbrodnię ukrywać. Kiedy u nas zbrodnia trucizny zaczęta być znana, nie da się dokładnie ustalić. Wiemy ze Stryjkowskiego, że lekarz Biliński, z powodu pobierania za każde leczenie sto dukatów zwany „setnikiem”, umorzył czyli otruł lekarstwami króla Aleksandra; ale te wypadki zabójstw przez lekarzy nie są trucizną.

Gdy królowa Bona przyjechała do Polski, sztuka przyrządzania trucizn przeniosła się z Włoch do nas. W aktach Tomickiego znajduje się wzmianka, że pierwsza żona Zygmunta Augusta, Elżbieta, została otruta, czy tak było w istocie, dzisiaj, nie posiadając dowodów ekspertyzy, trudno decydować. Stryjkowski w swojej kronice na str. 749 zaświadcza wyraźnie, że i druga żona Zygmunta Augusta, sławna Barbara Radziwiłłówna, wdowa po Gasztołdzie, otruta została przez zdradzieckiego Włocha. Nowsze jednak badania wykazują wręcz co innego: mianowicie, że Barbara umarła na raka.

Z drugiej jednak strony w liście z dnia 20 stycznia 1552 roku, pisanym z Radomia przez Zygmunta Augusta do Mikołaja Radziwiłła, czytamy formalny wykaz win matki, a gdy go namawiała, żeby się żenił z córką cesarza, odpowiedział, że jego dwie żony umarły nienaturalną śmiercią i dodał w liście: nie wiem, jak to imość połknęła.

W ciągu całej tej rozmowy syna z matką Zygmunt cały czas nie zdejmował rękawiczki, bojąc się, by nie był otruty przy pomocy pierścionka, który mu dała królowa; kiedy więc królowa szafowała trucizną (a tak było w istocie), ten sposób zbrodni, wylęgając się na dworze królewskim rozpowszechnił się.

Już w aktach tego okresu widzimy sprawy o trucizny.

Gdy Zygmunt August umarł, Giżanka, nałożnica królewska, oskarżona została, że wraz z matką Boną sprowadziła z Błonia pod Warszawą pewną babę do oczarowania króla, potem, że król został otruty rozmaitemi miłosnemi napojami; istotnie też na ciele króla znaleziono oznaki otrucia. Te miłosne napojp, zwane filtra, po raz pierwszy wspomniane są w Polsce w tragedji Pamela, drukowanej wkońcu panowania Zygmunta I.

Gdy po krótkiej chorobie umarł król Stefan Batory, dwaj lekarze, Simon Simonius i Buccella nawzajem zarzucali sobie, że przez złe rady i stosowanie trujących lekarstw zamordowali króla. Pisma tych dwóch ludzi dotrwały do naszych czasów. Zgon Stefana w pełni sił męskich i w kwiecie wieku jest naprawdę dziwny, to też słusznie twierdzono w swoim czasie, że król został otruty, że mieli tego dokonać z zemsty Zborowscy. Czy Batory naprawdę był otruty – niewiadomo, ale sama obrona lekarzy świadczy, że w tym okresie trucicielstwo było w Polsce powszechnem. Pierwsza książka o truciznach w Polsce wydana została przez Sebastjana Sleszkowskiego w roku 1621 pod tyt.: „Incomparabilis Thesaurus Alexitericus”.

Trucicielstwo, jako zbrodnia karana na mocy prawa, znalazło się w polskiem prawie karnem dopiero w roku 1529 i sądzenie go należało do właściwości sądów grodzkich. Kara na trucicieli była taka sama, jak na morderców, działających innemi narzędziami zbrodni, „niezwyczajnemi do boju”, tj. morderca miał być ćwiartowany, oczywiście, jeśli zarówno zabity, jak i zabójca byli szlachcicami, lub też gdy zabójca był niższego od zabitego stanu. Bo gdy szlachcic otruł człowieka prostego, wtedy tylko rękę tracił i płacił sierotom głowszczyznę.

Adam de Chec.

Ilustrowany Tygodnik Kryminalno Sądowy – wydawany w Krakowie w latach 1931 – 1934 przez koncern Ilustrowany Kuryer Codzienny. Formalnym redaktorem naczelnym był sam właściciel wydawnictwa Marian Dąbrowski, redaktorem odpowiedzialnym Jan Stankiewicz a za kształt graficzny pisma odpowiadał Janusz Maria Brzeski. Tajny Detektyw był kopią podobnych wydawnictw, które wychodziły (i wychodzą nadal) w całej niemal Europie. Pomimo świetnych wyników finansowych, pismo zlikwidowano. Stało się tak na skutek kompanii rozpętanej przeciwko tygodnikowi z powodu rzekomego złego wpływu na młodzież.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close