• Tęcza
  • / 26.09.1931
  • / Poznań
  • / Rok 5, Zeszyt 39

Co Belg widział w Polsce XV wieku?

Z pamiętnika Guillebert de Lannoy

TYLKO STO EGZEMPLARZY

„Guillebert de Lannoy komentowany po francusku, pilnuj go, bo to osobliwość, której prawie już niema, rozdana”1) – słowa te znajdujemy w liście Joachima Lelewela z dnia 20 stycznia 1846 r. piszącym do brata Jana, odnoszą się one do wydanego w 1844 r. przekładu pamiętnika flamandzkiego szlachcica, który w latach 1413, 1414 i 1421 dwukrotnie odwiedził Polskę, a pisemne sprawozdanie ze swych wypraw złożył Henrykowi V, królowi Anglji oraz Filipowi le Bon, księciu Burgundji.

Nie potrzebuję podkreślać jaką przyjemność zrobiło autorowi tych uwag, zdobycie w jednej z antykwarni brukselskich egzemplarza tej ciekawej książki, która już w dwa lata po wydaniu była „osobliwością” – i nic dziwnego: cały nakład liczył tylko sto egzemplarzy.

Opis tych podróży godzien jest ze wszech miar uwagi, gdyż – jak powiada Lelewel – dzięki „zadziwiającej dokładności opowiadania dowiemy się co i jak widział ( w Polsce) cudzoziemiec kraju w cywilizacji materialnej wtedy już najwięcej posunionego…”

Gdy nawet teraz tak mało posiada zagranica dokładnych o Polsce wiadomości, sądzę iż dobrze będzie przypomnieć pana de Lannoy i jego pamiętnik, tembardziej, że jest on naogół bardzo mało znany. Przeleżawszy w rękopisach do XIX w. po raz pierwszy w całości został wydany w 1842 2) przez towarzystwo bibljofilów z Mons, ale tylko w stu egzemplarzach. Książka ta zawierała wszystkie podróże Guilleberta de Lannoy od 1399 do 1450 r.3) nosząc tytuł: Voyages et ambassades de messire Guillebert de Lannoy, chevalier de toison d’or, seigneur de Santes, Willerval Tronchiennes et Wahemie,
1399- 1450.” Wydanie to podaje oryginalny tekst francuski prawie bez objaśnień.

W obszernym wstępie do swego wydania omawiając pochodzenie rodziny de Lannoy, Lelewel, tak charakteryzuje autora podróży: „lubił bonne chiere i trudy, pielgrzymować dla zbawienia duszy… i szukać guzów i kalectwa… odbywać posłannictwa dyplomatyczne, we Francji, w Anglji, w Prusiech, w Polsce, w Litwie, w Konstantynopolu, w Turcji i podejmować się zwiadów w Egipcie i Palestynie; słowem bojować i włóczyć się, prowadzić awanturnicze życie rycerza i kawalera politycznego było jego jedynem zajęciem: tak, że miał o czem i powiadać i pisać”4).

PRZEZ DANJĘ I PRUSY DO POLSKI

Pierwszą podróż odbył w latach 1413 i 1414, drugą w 1421 będąc wysłanym z różnemi poleceniami przez Henryka V, króla Anglji i Karola VI, króla Francji, jadąc przez Polskę do Syrji i Egiptu.

Do Polski jedzie przez Danję i Prusy. Przebywa czas pewien na dworze Wielkiego mistrza gdzie jest odpowiednio przez krzyżaków informowany. Znajdujemy bowiem w jego pamiętnikach taki wstęp: „przybyłem do panującego miasta Litwy, zwanego Wilno, w którem jest zamek położony bardzo wysoko. W rzeczonym zamku przebywa zwykle kniaź Witowd, książę Litwy i ma tam swój dwór i swe mieszkanie… A są ludzie rzeczonego królestwa chrześcijanie zrodzeni nowo (t. j. nowoochrzczeni) przez przymus panów zakonu Prus i Inflant; i mają dobre kościoły po miastach i także wsiach fundują odednia do dnia”5). Tyle z informacyj krzyżackich. Zato zaraz po osobistym zetknięciu się z dworem Wielkiego Księcia zapomina, że Litwini są „chrześcijanami przez panów zakonu Prus i Inflant”; zaczyna wychwalać gościnność, w ten sposób opisując swój na Litwie pobyt: „zachowuje wspomniany Witowd książę Litwy ten porządek czci w swym kraju, że żaden cudzoziemiec przybywający i przejeżdżający przezeń, nic nie wydatkuje: tam jim każe książę dostarczać żywności i prowadzić jich bespiecznie wszędzie gdzie chcą się udać po rzeczonym kraju, bez kosztu i wydatku. A jest… Witowd wielce potężny książę, jiż pobił dwanaście lub trzynaście tak królestw, jak krajów orężem” i ma „dziesięć tysięcy koni swego siodła, należących do jego osoby”.

Następnie przejeżdżając przez Troki podziwia „zwierzyniec ogrodzony, w którym są wszelkiego rodzaju zwierza dzikie i zwierzyna, jakie można otrzymać z lasów, a są niejakie byki dzikie zwane żubry i jinne zwane łosiami i jest tam koni dzikich, niedźwiedzi, dzików, jeleni i wszelkiego rodzaju zwierzyna”.

Z Litwy powróciwszy do Prus udaje się przez Toruń do Polski. „Z rzeczonego miasta Torunia, wyprawiłem (pisze on) do króla polskiego, aby mieć list bespieczeństwa dla udania się do niego, dlatego że byłem z bronią w poprzednio wspomnianej wyprawie Prus przeciw księciu pomorskiemu, któremu rzeczony król był pomagający”6).

TRAKTAMENT KRÓLEWSKI W KALISZU

Gdy ów „list bezpieczeństwa” nadszedł, przeprawił się de Lannoy przez Wisłę i wjechał do Polski, o czem tak pisze: „przybyłem do miasta zamkniętego zwanego Kalisz, w którem znalazłem króla Polski i Krakowa… Wyrządził mi rzeczony król cześć i dobry traktament; a wyprawił jednego dnia uroczystego wielce dziwny i piękny obiad i posadził mnie u swego stołu: potym na odjezdnym dał mi czarę złoconą uherbowaną jego herbami, i pisał przezemnie listy wierzytelne do króla Francji”. – „Wyjeżdżając z Kalisza wziąłem mą drogę, abym się udał do króla Czech. A kazał mię król polski towarzyszyć i prowadzić za swój kraj do Szląska, jaki doń należy”.

W ROLI POSŁA

Drugą podróż z r. 1421 odbywał de Lannoy z polecenia dwóch królów jako poseł do krzyżaków, Jagiełły, Witowda, Turków i Konstantynopola oraz miał zwiedzić Egipt i Syrję.

Tę podróż tak opisuje: „wyprawiłem mych ludzi i me signety i klejnoty… morzem do Prus, a jechałem sam drugi, skarbnikiem, lądem, także do Prus. Z Prus udałem się przed króla polskiego, którego znalazłem zapuszczonego w puszczy polskiej, w biednym miejscu zwanym Oziminy, który mi wyrządził bardzo wielką cześć i wysłał na przeciw mnie dobre trzydzieści lenków7) by mnie sprowadzić swym wydatkiem i kazał mi przyrządzić w rzeczonej puszczy bardzo piękne pomieszczenie, całkiem z zielonych liści i gałązek, dla mienia mego pobytu przy sobie; i wiódł mnie na swe łowy dla chwytania żywcem dzikich niedźwiedzi; i dał mi dwa bardzo hoże objady, jeden mianowicie, gdzie było więcej niż sześćdziesiąt par potraw i posadził mię u swego stołu”.

„Więc byłem sześć dni przed nim. A dał mi na odjezdnym, dwa konie i dwie kobyły, dwie sztuki jedwabne, sto futer sobolowych, perczatki ruskie, trzy czary pokryte srebrem złoconem, sto (czerwonych) złotych węgierskich i sto (czerwonych) złotych groszami czeskiemi.” Dalej z wielkiem zadowoleniem wylicza dary które otrzymała jego świta włącznie do służby stajennej i woźniców. O nikim król polski nie zapomniał. Za przykładem króla poszli i dworzanie, przysyłając mu liczne i kosztowne podarki. – „A że król był tam w miejscu pustym, wyprawił mnie na odjezdnym do jednego ze swych miast zwanego Lwów, dla sprawienia mi dobrego traktamentu.” I znów następuje dokładny opis w jaki sposób go przyjmowano i jakie dary otrzymał od mieszczan i od Ormian, którzy „wyprawili tańce i dobry traktament z damami.”

Po odwiedzinach Aleksandry księżnej Mazowieckiej (siostry Jagiełły) „udałem się, pisze, przed kniazia Witowda, wielkiego księcia i króla Litwy, którego znalazłem w Krzemieńcu na Rusi… Dopełniłem poselstwa pokoju ze strony dwu królów i złożyłem mu klejnoty króla angielskiego. Wyprawił mi wielką cześć i dobry traktament, i dał po trzykroć objad, posadził mię u swego stołu, gdzie siedzieli księżna jego żona i kniaź saracenów Tatarów”. Przyczem gorszy się, iż widział „jedzone mięso i ryby u jego stołu w dzień piątkowy”. Dalej opowiada jak był świadkiem przyjmowania przez Witowda posłów Wielkiego Nowogrodu i Pskowa. Wielkie wrażenie na nim zrobiło, że ci posłowie bili czołem przed księciem. Wkońcu wychwala szczodrość i hojność Witowda i jego żony i szczegółowo wylicza otrzymane dary.

„A opatrzył mię rzeczony kniaź, na wyjezdnym, takiemi listami jakich potrzebowałem, aby przejechać za jego pośrednictwem przez Turcję, pisanymi po tatarsku, po rusku i po łacinie.”

JAKTO DE LANNOY W ZASADZKĘ SIĘ DOSTAŁ

Potęga domu Jagiełłowego bardzo imponowała naszemu Flamandowi, to też nigdzie nie omieszka tego podkreślić. Opowiada np. że widział na własne oczy jak Gedigold, rządca Podola, wystawił nad Dniestrem, z rozkazu Witowda „zamek cale nowy… mniej jak w miesiąc… w pustem miejscu, gdzie niema ani drzew, ani kamieni”. Ale potęga Jagiełłów nie ogranicza się do terytorjów ich państw, – promienieje i poza ich granice. Już na Krymie wpada de Lannoy ze swym orszakiem w „zasadzkę sześćdziesięciu do ośmdziesięciu Tatarów na koniu, którzy wyskoczyli (na niego) i chcieli wziąć w niewolę”… „byłem w wielkiem niebezpieczeństwie, opowiada, lecz tak dobrze mi przyszło, że w tym dniu ja i me ludzie, mieliśmy czapki i barwę Witowda”… więc dozwolili mi jechać za kilka podarków… i przewodniczyli mi”. Sam więc widok barw Witowdowych ocalił de Lannoy daleko poza granicami Polski i Litwy, zamieniając wrogów w przyjaznych przewodników.

Przepłynąwszy morze Czarne stawił się de Lannoy w Konstantynopolu przed cesarzem i jego synem składając i tu swe „listy pokoju” od królów Anglji i Francji. Cesarz też gościnnie podejmował lecz na odjezdnem mniej hojnie niż Król polski obdarzył, dając krzyż złoty z relikwiami.

Tu opuścimy naszego Belga, gdyż już wiemy jak wyglądała Polska w XV w. w oczach podróżnika z zachodu. Widzimy iż imponowała mu swą potęgą, rozległością i kulturą. Nie zdołały wpłynąć na jego pogląd wrogie nam informacje krzyżaków, chcących już wówczas, tak jak i teraz, odgrodzić Polskę od zachodu.

Bruksela 1931.
Tadeusz Sopoćko

———-
1) Gilbert de Lannoy i jego podróż przez Joachima Lelewela (Guillebert de Lannoy et ses voyages en 1413, 1414 et 1421, commentés en français et en polonais par Joachim Lelewel) Bruxelles 1844 A. Vandale Éditeur, – Poznań nakład księgarni J. K. Żupańskiego. – Po polsku po raz pierwszy wyszła ta rozprawa w Poznaniu u Żupańskiego w zbiorze pod tytułem „Rozbiory dzieł etc.”
2) pomimo daty 1840 – dzieło to wyszło w 1842 r.
3) str. VIII + 140 in 8°.
4) str. 8 – W cytatach zachowuje pisownię wydania Lelewela.
5) Zwracamy uwagę, iż de Lannoy przejeżdżał przez Litwę w zimie z 1413 na 1414 r., kiedy to po zjeździe w Horodle Jagiełło świeżo odbył swą apostolską podróż po Litwie i Żmudzi i zarządził stawianie licznych kościołów. Jak widać, już w XV wieku niemiecki zakon w stosunku do Polski i Litwy taką samą kłamliwą propagandę jaką i teraz prowadzą Niemcy. Nic się nie zmieniło przez pięć wieków.
6) Historja polska nic nie mówi o tym najeździe krzyżackim, w którym de Lannoy brał udział, a który to najazd z wielką dokładnością, a nawet niezwykłą u siebie przesadą opisuje.
7) liene = mila.

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close