• Tęcza
  • / V 1939
  • / Poznań
  • / Rok 13, Nr 5

Czy Hitler był agentem francuskim?

Bezpośrednio po wojnie światowej znaczna część funduszów specjalnych podtrzymywała pewne ruchy separatystyczne. Rozczłonkowanie Niemiec przez autonomię Bawarii, prowincyj nadreńskich i Palatynatu – to była wielka myśl Quai d’Orsay, jego wielka nadzieja*). I tutaj właśnie nasuwa się jedna z najbardziej tajemniczych zagadek historii współczesnej. Chodzi o to, czy pośród prowodyrów separatystycznych, finansowanych przez Quai d’Orsay, nie figuruje również i ten, który – w owym czasie nieznany agitator kawiarniany – miał narobić tyle hałasu na świecie, czy nie figuruje tam Adolf Hitler?

1 maja 1920 kapral Adolf Hitler podaje się do dymisji w Reichswerze. Począwszy od tego dnia, nie otrzymuje żołdu wojskowego. Jego egzystencja staje się zagadką dla przyjaciół partyjnych. Nikt nie wie, z czego żyje. W czerwcu 1921 niezadowoleni członkowie partii lansują przeciw niemu pamflet, którego autorem jest dawny przyjaciel Anton Drexler. Można było tam czytać:

„Niektórzy, koledzy pytali się go, jakie właściwie są jego dochody. Za każdym razem wpadał w gwałtowny gniew. Do dziś dnia nie podobna wydostać od niego najmniejszej odpowiedzi”. Ta broszura powoduje proces o zniesławienie. Przed trybunałem Hitler odpowiada wykrętnie. Zapewnia, że nie każe sobie płacić, gdy wygłasza mowy dla swej partii. Honoraria bierze tylko wtedy, gdy mówi dla Ligi Rasistowskiej Ofensywnej i Defensywnej.

– Ale to nie starczy panu na życie.

– Jadam to u jednego, to u drugiego kolegi.

Le Courrier Bavarois, dziennik socialno-demokratyczny, niezadowala się tymi wykrętami. I po raz pierwszy czyni aluzje do pewnego komendanta francuskiego. Po długim wahaniu Hitler skarży go o zniesławienie. Ale w sądzie odmawia zeznań.

– Mój adwokat, doktor Frank, odpowie za mnie.

I podczas gdy doktor Frank mówi obok swego klienta – ten kreśli coś na papierze: robi karykatury swych sędziów.

Przeciwnik nalega.

– Czy nie mógłby pan prezydent użyć swego autorytetu wobec p. Hitlera?

– Jeśli nie chce! Nie mogę go do tego przymusić!

Publiczność śmieje się na głos. Wtedy adwokat przypiera Hitlera do muru.

– Proszę p. Hitlera o wyjaśnienie, czy nie znał komendanta.

Tym razem Hitler zrywa się jednym susem. I wrzeszczy:

– P. adwokat śmie mnie oskarżać, że jestem na żołdzie zagranicy. Mnie, który od pierwszych dni założenia mej partii nie miałem innego celu ponad fanatyczną walkę dla ojczyzny niemieckiej. Ależ sam p. adwokat reprezentuje właśnie partię, której finansistów nie potrzeba wskazywać palcami, bo są znani. Są to pp. Barmat, Kutisker. Rosenfeld. Pracuje dla Żydów i w dodatku ma czelność!…

I długo jeszcze wrzeszczy, dławi się ze wściekłości, prawdziwej albo udanej. Swoją wypróbowaną metodą zamiast odpowiadać atakuje. Jego adwokat żąda przerwania posiedzenia.

Na następnym Hitlera nie było. Zniknął.

Le Coourrier Bavarois precyzuje wówczas swoje oskarżenia. W numerze z dnia 23 kwietnia 1931 wykazuje, że Hitlera wiążą ścisłe stosunki z Heinzem.

Kimże był p. Heinz? Był to przywódca ruchu separatystycznego w Palatynacie. Właściciel ziemski w Orbis, Heinz kazał się ogłosić przez autonomistów Palatynatu prezydentem rządu autonomicznego, którego siedziba w Spirze pozostawała pod osłoną bagnetów francuskich generała Metzu, ówczesnego dowódcy naszych oddziałów okupacyjnych w Palatynacie. Oskarżenie było ciężkie, ponieważ powszechnie wiedziano, że takie same stosunki wiążą Heinza z generałem Metzu.

Ale Hitler przeczy wszystkiemu. Nie zna Heinza. Nigdy go nie widział. Nigdy się z nim nie spotkał. Daje na to słowo honoru. Inny dziennik, le Reichsbanner, organ Chorągwi Cesarstwa, organizacji wojskowej, przychodzi z pomocą. W czasie zaciętej kampanii zarzuca Hitlerowi kłamstwo, gdy mówił, że nie zna Heinza. I rzuca mu to wyzwanie.

– Niech pan nas skarży o zniesławienie.

Przez rok o Hitlerze nie było słychać. Ale nieustające ataki zmuszają go do wystąpienia. Wytacza skargę Reichsbannerowi przed trybunałem Frankenthalskim, niedaleko Monachium.

Pierwszy świadek burmistrz, p. Roemer oświadcza:

– Wiedzieliśmy, że Heinz zgadzał się z Hitlerem na mobilizację 10 tys. młodzieży w Palatynacie i na putsch. 28 grudnia 1923 r. brałem udział w Komisji międzysojuszniczej. Spotkałem tam Heinza. Robiłem mu wyrzuty, że paktuje z Francuzami. Odpowiedział mi: przygotowałem putsch z prawicą i Hitlerem.

…Trzeci świadek p. Schmitz-Eppers oświadcza:

– W czasie, gdy odbywałem tourneé po Landshucie (Dolna Bawaria) w celach organizacyjnych – jesienią 1922 spotkałem Heinza. Powiedział mi, że nazajutrz rano miał się spotkać z Hitlerem w Monachium i prosił mnie, abym mu towarzyszył. Zgodziłem się. Spotkanie odbyło się na Corneliusstrasse, w biurze Hitlera. Sposób, w jaki się pozdrowili, dowiódł mi, że widzieli się nie po raz pierwszy. We wrześniu i październiku 1923 r. Heinz przyszedł mnie odwiedzić. Był pełen ufności w naszą akcję polityczną w Palatynacie. Całą swoją nadzieję pokładał w Hitlerze i szczegółowo wtajemniczył mnie w wielki putsch Hitler – Ludendorff, wyjawiając dzień i godzinę.

Ale Hitler w dalszym ciągu wszystkiemu zaprzecza. Mimo tych wszystkich zeznań, dokładnych, zgodnych, druzgocących -zaklina się, że nigdy nie znał Heinza.

Wtedy to miała miejsce patetyczna scena. Siostra Heinza, tajemniczo zamordowanego w czasie, gdy w Spirze spożywał w restauracji wieczorny posiłek – rzuciła się na przyszłego władcę Niemiec, podsuwając mu pod nos fotografię.

– Nie zna pan fotografii mojego nieszczęsnego brata? Ośmieli się pan to powiedzieć? Sądzi pan, że patriota niemiecki nie może rozmawiać z Francją. Kłamie pan. Pan pertraktował z genarałami i dyplomatami francuskimi.

I pokazuje sędziom ustępy ze swego pamiętnika, gdzie notowała każde spotkanie swego brata z Hitlerem w Monachium.

– Za każdym razem, gdy mój brat powracał z Monachium, mówił mi: Ja pójdę przygotować ruchawkę w Palatynacie i Nadrenii – a w międzyczasie Hitler pomaszeruje na Berlin.

Zastanawiającym z drugiej strony jest to, że przez cały ten czas Hitler najoczywiściej „oszczędza” Francję.

A wszakże było to w czasie „wojny o Ruhrę”, w czasie inflacji, biedy, oporu biernego, później czynnego przeciw najeźdźcom. Ale o żadne z tych klęsk Hitler nie oskarża Francji. Oświadcza: „Wojna o Ruhrę? Ależ to napaść zorganizowana
przeciw narodowi niemieckiemu przez Żydów z „Bursy”.

Zwalcza „mniemanie wspólne wszystkim Niemcom, według którego główna przyczyną nieszczęść Niemiec jest Traktat Wersalski”.

– To nie problem narodowy – oświadcza – ale społeczny. Trzeba walczyć z bronią w ręku, tak, – ale nie przeciw Francuzom. Przeciw nieprzyjacielowi wewnętrznemu, przeciw Żydom, marksistom, pacyfistom. Trzeba ich wszystkich postawić pod mur.

Kiedy indziej wola do ludu niemieckiego:

– Nie trzeba mówić „precz z Francją” – ale „precz z kryminalistami listopadowymi”. Nieprzyjacielem nie jest Poincaré, ale Stresemann. Niebezpieczeństwo, zagrażające Niemcom, to nie najeźdźca francuski – wrogiem naszym to „czerwoni”.

Te oświadczenia zdumiewają jego przyjaciół. Jak to? W chwili, gdy gorący patriotyzm ożywia wszystkich Niemców, w chwili, gdy w Ruhrze syndykaty socjalist. kierują strajkami, w chwili, gdy robotnicy socjalist. walczą przeciw separatystom, opłacanym przez Francję – Hitler krzyczy: – nie: „precz z Francją” – ale: „precz z kryminalistami listopadowymi”.

Dlaczego w ten sposób odwraca słuszny gniew ludu?

A gdy się go formalnie oskarża, nie znajduje innego usprawiedliwienia, jak słowo honoru! Słowo honoru Hitlera! Co za ironia! Czy nie dał go już, tego swojego słowa honoru, drowi Schweyerowi ministrowi spr. wewn. przyrzekając Bawarii, że nigdy nie będzie usiłował zrobić putschu. Czy nie wziął sobie tego za zasadę, że jeśli „życiowy interes” go do tego zmusi, nie będzie się krępował żadną obietnicą, chociażby to była przysięga?

Putsch się nie udaje. Hitler jest aresztowany i osadzony w więzieniu w Landsburgu. Wtedy to następuje nagła „zmiana frontu”. Momentalnie opuszcza wroga wewnętrznego. Prawdziwym nieprzyjacielem, nieprzyjacielem dziedzicznym, którego trzeba zdruzgotać, staje się nagle Francja. W więzieniu dyktuje swemu przyjacielowi Emilowi Mauricowi pierwsze stronnice „Mein Kampf”. Zieje z nich nienawiść do Francji, chęć rewanżu za klęskę 1918 r.

Skąd ta nagła zmiana? Czyżby Francja go rozczarowała? Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że osobistości dyplomatyczne i wojskowe oddziałów okupacyjnych były au courant w przygotowaniach putschu Hitler – Ludendorff i że go do tego zachęcały.

Tłum. K. T.

Paul Allard
(„Les Annales”)

———————-
*) Autor niniejszego artykułu jest zarazem autorem książki p. t. „Le Quai-d’Orsay. Son personnel, ses rouages, ses dessous.”

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Close