WIKTOR NEWIDA

Hańba XX wieku

W domu emerytowanego admirała marynarki francuskiej Versloys’a, położonym w najbardziej arystokratycznej dzielnicy Paryża, na BouIevard Saint Germain, gromadziła się sama śmietanka towarzyska stolicy Francji. Admirał Versloys cieszył się ogólnym szacunkiem, znany był z wielkiego bogactwa, od szeregu lat bowiem po wystąpieniu ze służby czynnej zajmował wysokie stanowisko prezesa poważnego i wpływowego biura pośrednictwa pracy. Biuro to pod nazwą „Międzynarodowej Komisji Pośrednictwa Pracy” rozwijało się doskonale. Miało ono charakter wybitnie filantropijny, pomagając bowiem kobietom i dziewczętom w wyszukiwaniu pracy poza granicami Francji, równocześnie dbało o to, by nie wpadły one w ręce handlarzy żywym towarem.

Cóż się jednak okazało? Oto jednego dnia w czasie karnawału (stało się to w roku obecnym) w chwili, gdy właśnie tłumy zaproszonych gości zjeżdżały się pięknemi samochodami do pałacu admirała na wielki bal, dwóch tajnych agentów policji przyszło aresztować gospodarza. Admirał Versloys był hersztem wielkiej szajki handlarzy żywym towarem. „Międzynarodowa Komisja Pośrednictwa Pracy” była olbrzymią i niezmiernie ruchliwą centralą handlu żywym towarem we Francji, a ofiarami jej padały setki młodych dziewcząt, zgłaszających się po posady…

W dżungli wielkiego miasta.

Temu podobnych przykładów, zaczerpniętych z życia, a świadczących o tem w jak bezczelny sposób handlarze żywym towarem grasują we wszystkich państwach, możnaby znaleźć bardzo wiele. Należy tylko uważniej śledzić w prasie codziennej rubrykę wypadków. Niema prawie tygodnia bez notatki o jakiemś porwaniu, o odkryciu tajnego domu publicznego, fabryczki fałszywych paszportów itp. Niedawno, bo jeszcze w roku bieżącym, aresztowano w Warszawie dwóch najbliższych współpracowników i przyjaciół słynnego przywódcy terorystycznej bandy, Łokietka: Kleinrera i Fajgenbauma, którzy od kilku lat byli członkami międzynarodowej bandy handlarzy żywym towarem. Ubiegłej zimy policja belgijska zawiadomiła władze polskie, że na terytorjum Belgji zatrzymano cztery osoby z fałszywemi paszportami polskiemi. Okazało się, że byli to bracia Bencjan i Uszer Szterenbergowie i dwie ich pomocnice. Szterenbergowie prowadzili wielką szajkę z oddziałem w Paryżu.

Handel żywym towarem, do niedawna jeszcze nazywany „handlem białemi niewolnicami” (White slave traffic), to nietylko plaga naszych czasów, ale i straszna, potworna hańba ludzkości XX wieku, która dotychczas nie potrafiła położyć kresu temu niecnemu procederowi, związanemu z równie okropnem w naszych cywilizowanych czasach zjawiskiem – prostytucją. Prostytucja i handel żywym towarem ściśle związane są z domami schadzek, to też dopóki istnieć będą domy publiczne, dopóty nie może być mowy o zwalczaniu handlu kobietami.

Zastawione potrzaski.

Handlarze kobietami są zorganizowani w potężny związek międzynarodowy, ogarniający całą kulę ziemską siecią wpływów, interesów i zbrodniczych zysków. Gdzie się znajdują największe ośrodki handlu żywym towarem? Oczywiście w tych państwach, które utrzymują oficjalne domy schadzek (Francja np.). Najdogodniejszym terenem działalności handlarzy kobietami są kraje, nawiedzone kryzysem gospodarczym, cierpiące na przeludnienie. Zwalczanie handlarzy i ich agentów, rozsyłanych po wsiach i prowincjonalnych miasteczkach celem wyszukania odpowiedniego towaru, utrudnia ogromnie to, że ich ofiary w większości wypadków ze strachu przed teroryzującymi ich agentami, w razie ingerencji policji, nie mają odwagi wyjawić nazwisk swych dręczycieli. Handlarze grasują po wsiach i miasteczkach, wyławiając swe ofiary z warstw niższych i ubogich, gdzie nędza ludzka ułatwia im proceder. Polują w zasadzie na dziewczęta nieletnie, które łatwiej obałamucić, a następnie steroryzować, na dziewczęta ubogie, które na propozycję „uczciwych” a wysokich zarobków dostają zawrotu głowy, oraz na sieroty, które stara się pozbyć z domu ojczym lub macocha, lub które nie mają wogóle rodziców i za któremi nie będzie się miał kto ująć.

I ten handel ma swoją historję.

Zapoczątkowanie handlu żywym towarem (wywozowego) w Polsce sięga mniej więcej połowy XIX wieku i odtąd stale się potęguje, przybierając coraz nowe formy zewnętrzne. W drugiej połowie zeszłego stulecia skutkiem rozwoju komunikacji okrętowej i kolejowej oraz wskutek tendencji emigracyjnej zasłynęła Polska jako źródło żywego towaru, zasilające zagraniczne domy publiczne i zaspokajające zapotrzebowanie kobiet zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie, w Niemczech, Austrji, Rumunji, Grecji, Turcji Europejskiej i Azjatyckiej, Brazylji, Argentynie, Urugwaju i t. d. Dziś, dzięki dostępowi do morza, handlarze mają jeszcze większe udogodnienia.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zabrano się we wszystkich krajach energicznie do tępienia handlu żywym towarem. Powstały specjalne organizacje społeczno-opiekuńcze, które poczęły wywierać nacisk na czynniki rządowe, by poddać rewizji odpowiednie paragrafy prawne. Sprawą tą zajęła się wreszcie i Liga Narodów. W roku 1921 powstała w Genewie specjalna Komisja Doradcza dla spraw zwalczania handlu żywym towarem przy Lidze Narodów, w której reprezentowane były rządy poszczególnych państw. W następnych latach Komisja ta weszła w skład nowej komisji, t. zw. „Komisji Doradczej dla opieki nad dzieckiem i młodzieżą”, obejmującej dwa komitety.

Mimo, że jakby się mogło zdawać, dzięki wytoczeniu sprawy na forum międzynarodowego porozumienia, handel kobietami powinien odtąd coraz bardziej zanikać, niestety tak jednak nie jest. Do skutecznego wprowadzenia w życie walki z tym procederem pozostaje jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Toteż organizowane co parę lat międzynarodowe zjazdy w sprawie walki z handlem żywym towarem mają niezwykle doniosłe zadania. Zjazd taki odbył się obecnie (w maju) w Kasteel Hemmen w Holandji. Był on konferencją przygotowawczą do kongresu komitetów zwalczania handlu kobietami i dziećmi. W zjeździe w Kasteel Hemmen wzięli także udział przedstawiciele Polski w osobach p. Kętrzyńskiej i p. mec. Grzegorzewskiego.

Karać zawczasu.

Polski Komitet Walki z Handlem Kobietami i Dziećmi opracował na Zjazd 6 wniosków, dotyczących sprawy ochrony dzieci i nieletnich przed pośrednikami zbrodniczego procederu, oraz kar na agentów i handlarzy żywym towarem. Wnioski polskie poruszają kilka zagadnień szczegółowych, mających znaczenie praktyczne. Domagają się one wprowadzenia kar za ułatwianie i wszelką pomoc przy handlu kobietami i dziećmi. Kodeksy karne karzą dotychczas tylko za przestępstwa dokonane, gdy zbrodni nie można już zapobiec, całą zaś akcję przygotowawczą prowadzą handlarze bezkarnie. Wprowadzenie karalności tych przygotowań sparaliżowałoby w wielu wypadkach zbrodniczą akcję. Równie ważny jest wniosek Komitetu Polskiego w sprawie bardziej energicznej kampanji przeciwko demoralizacji publicznej i szerzącej się pornografji jako czynnikom, ułatwiającym akcję międzynarodowemu handlowi żywym towarem.

Sprawą szerzenia pornografji zajmują się niemal wszystkie ustawodawstwa, zwłaszcza od czasu wejścia w życie konwencji paryskiej z r. 1910 w sprawie międzynarodowego zwalczania obiegu pism i wydawnictw pornograficznych. Polska przystąpiła także do tej konwencji oraz do konwencji genewskiej z r. 1923 i utworzyła przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych „Centralne biuro do zwalczania obiegu wydawnictw pornograficznych”, które ma na celu nietylko zwalczanie pornografji rodzimej, lecz także i współpracę z innemi państwami, zmierzającą do bezwzględnej walki ze złem na terenie międzynarodowym.

Polski Komitet Walki z Handlem Kobietami i Dziećmi powstał u nas na wniosek Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej z inicjatywy dr. Chodźki, b. ministra Zdrowia Publicznego i delegata Rządu Polskiego do Ligi Narodów. Zorganizowały go: Tow. Eugeniczne i Towarzystwa Ochrony Kobiet (katolickie, protestanckie i żydowskie). Członkami Komitetu są instytucje społeczne o pokrewnych celach, przedstawiciele rządu (Min. Pracy i Opieki Społ., Min. Zdrowia Publ., Min. Spraw Wewn., Urząd Emigr.) oraz sejmu i senatu. Komitet rozwija szeroką działalność społeczno-opiekuńczą w kraju. Zwłaszcza Misje Dworcowe są tu wielką pomocą. Roztaczają one opiekę nad przejeżdżającemi kobietami i dziewczętami, przedewszystkiem na dworcach, w których panuje silny ruch emigracyjny. Komitet Polski pozostaje w ścisłym kontakcie z instytucjami i władzami państwowemi oraz z pokrewnemi organizacjami w kraju i zagranicą. W działalności swej korzysta z zasiłków państwowych. Z Komitetem Polskim współpracują liczne towarzystwa regjonalne.

Kobieca policja w obronie kobiet.

Walkę z sutenerstwem, tajnemi domami schadzek i handlem żywym towarem prowadzi także i to bardzo skutecznie polska policja kobieca. Zorganizowanie jej w Polsce zawdzięczamy staraniom Polskiego Komitetu Walki z Handlem Kobietami i Dziećmi. W r. 1925 odbył się pierwszy kurs, na którym wyszkolono pierwszy zastęp policjantek. 25 z nich przydzielono do Urzędu Śledczego m. st. Warszawy jako kobiecą Brygadę Sanitarno-Obyczajową (kierownictwo Brygady spoczywa w rękach zasłużonej działaczki pani Paleolog), 5 policjantek wcielono do Brygady m. Łodzi. Ponieważ praca policjantek dawała świetne rezultaty, władze policyjne zorganizowały w r. 1929 drugi kurs. Nowe policjantki wzmocniły Brygadę warszawską, reszta została przydzielona do wydziałów śledczych we Lwowie, Łodzi, Lublinie, Wilnie, Gdyni i Poznaniu. Obecnie w Warszawie odbywa się nowy kurs policjantek.

Na tem polu bijemy rekord.

Polskie organizacje walki z handlem żywym towarem muszą daleko więcej niż organizacje o podobnych celach w innych krajach poświęcić pracy i energji do zwalczania grasujących band handlarzy. W dziedzinie handlu kobietami bowiem Polska stoi na jednem z pierwszych miejsc: mało w którym z krajów europejskich tak znakomicie „kwitnie” handel żywym towarem, jak u nas. Wykazuje to m. in. bardzo wyraźnie fakt, że w wykrytej niedawno głośnej zbrodniczej aferze szajki międzynarodowej organizacji handlarzy kobietami t. zw. „Zwi Migdal” na 500 członków tej organizacji 400 pochodziło z Polski. Większość byli to Żydzi.

Handlarze zagraniczni i handlarze nasi t. j. polscy z jednego pnia pochodząc, porozumiewają się w swoim języku, pisują po żydowsku. Młodzi eleganccy żydkowie grasują po prowincjonalnych miasteczkach polskich i po większych miastach, szukając nowych ofiar i stosując, jeśli chodzi o młode Żydówki, sztuczkę z ożenkiem. Instytucja żydowskich ślubów rytualnych, to nielada gratka dla handlarzy żywym towarem. (Jak wiadomo, według religji żydowskiej, mężczyzna może z łatwością otrzymać rozwód i to nie raz, a kilkakrotnie, podczas gdy kobieta żydowska pozostaje nadal związana).

Ponura statystyka.

Interesującem pytaniem, które się mimowoli nasuwa jest: ile kobiet i dziewcząt pada ofiarą handlu żywym towarem? Niestety, liczby ich nie można podać nawet w przybliżeniu. Jak powiada sprawozdanie Ligi Narodów „całe setki kobiet i dziewcząt, z których niejedne są bardzo młode (zaledwie powyżej lat dziesięciu) wywozi się rok rocznie z jednego kraju do drugiego w celu oddania ich prostytucji”. W niektórych krajach 70% zarejestrowanych prostytutek rekrutuje się z kobiet obcych, a więc przybyłych z innych krajów drogą handlu wymiennego. Urzędowe sprawozdanie z Brazylji podaje np., że kobiety „z wszystkich prawie krajów Europy” stanowią około 80% prostytutek w tamtejszych domach publicznych.

Można sobie wyobrazić, jaki jest los tych nieszczęśliwych kobiet, rzuconych na pastwę sutenerów i handlarzy żywym towarem, oddalonych o tysiące kilometrów od ojczyzny. Historje ich życia przypominają jakieś fantastyczne koszmary. Najgorzej bodaj dzieje się ofiarom handlarzy żywym towarem na Dalekim Wschodzie, gdzie panuje jeszcze w dużym stopniu lęk przed „białymi” i gdzie nie zostało jeszcze całkowicie zniesione niewolnictwo (Chiny). Prostytutki w Chinach rekrutują się niemal wyłącznie z Rosjanek, które angażuje się do rozmaitych podejrzanych dancingów i kabaretów. Wiele z nich pochodzi ze sfer inteligencji, a nieraz nawet arystokracji rosyjskiej. Tysiące z nich w swoim czasie przybyły, uciekając przed bolszewizmem, na granicę chińską bez przyjaciół, krewnych, bez grosza. Wszystkie młodsze wpadły natychmiast w szpony handlarzy. Nieszczęśliwe te kobiety podpisują zazwyczaj dokument, że zwrócą ze swej pracy pieniądze, które otrzymują na koszta podróży do tego lub innego miasta, gdzie zostają zaangażowane tak im wmawiają zrazu handlarze) jako pracowniczki biurowe, hotelowe, służące i t. p. Gdy taka dziewczyna zostaje już zamknięta (w dosłownem znaczeniu tego słowa) w domu schadzek, nie pozostaje jej już nic innego jak czynić to, co jej każą jej dręczyciele, którzy pilnują jej jak więźnia i biciem lub torturą moralną zmuszają do nierządu. Bardzo rzadko udaje się takiej dziewczynie uratować z tego piekła.

Na Wschodzie i Zachodzie.

Celem bliższego zbadania sytuacji na Dalekim Wschodzie Liga Narodów wysłała w roku 1930 specjalną komisję ekspertów (w składzie Komisji był także przedstawiciel Polski, p. Karol Pindor), która zwiedziła niemal wszystkie kraje azjatyckie oraz Japonję, a także większość wysp i wysepek, jak Cejlon, Korea i wiele innych. Już sam fakt, że Komisja Ligi Narodów stwierdziła istnienie przeszło 17.000 kobiet i młodych dziewcząt różnych narodowości, zapisanych w rozmaitych miastach azjatyckich jako prostytutki-cudzoziemki, świadczy o potwornych rozmiarach handlu żywym towarem na Wschodzie.

Nie lepiej przedstawia się sprawa handlu żywym towarem w Europie. Materjały zebrane przez Ligę Narodów na skutek rozesłanego niedawno do wszystkich państw i wszystkich komend naczelnych policji specjalnego poufnego kwestjonarjusza, dają pojęcie o rozmiarach handlu kobietami i dziećmi także i w „cywilizowanej” Europie XX wieku, szczycącej się postępem techniki i rozkwitem kultury. Największą ilość wypadków handlu dziewczętami zanotowano – rzecz dziwna -w Anglji. W Jugosławji i na Węgrzech haniebnym tym procederem zajmowały się także, jak zostało stwierdzone, osoby z wyższych sfer towarzyskich.

O sytuacji w Polsce daje wyobrażenie następujący ustęp z dorocznego raportu za rok 1933/34, sporządzonego przez Sekretarjat Komitetu dla Walki z Handlem Kobietami i Dziećmi przy Lidze Narodów:

„Podczas roku sprawozdawczego (1 lipiec 1933 – 30 czerwiec 1934) odkryto i skierowano na drogę sądową 408 wypadków rajfurstwa, namawiania do prostytucji oraz eksploatowania w innej formie nierządu. W 243 wypadkach sprawy umorzono, w 53 wypadkach oskarżonych uniewinniono, a w 112 wypadkach, zależnie od przewinienia, winowajców skazano na grzywny od zł. 10 do 7 lat więzienia z pozbawieniem praw obywatelskich…” Są to cyfry, dotyczące wykrytych wypadków. A iluż (z tych umorzonych spraw chociażby) winnych handlowania kobietami nie można było ani skazać, ani wykryć wskutek braku dowodów!

Tysiące handlarzy żywym towarem grasują wciąż jeszcze bezkarnie. Linje ich handlu idą z Europy do Ameryki Południowej i Środkowej (przedewszystkiem do Argentyny, Brazylji, Meksyku, Panamy, Urugwaju), Afryki północnej i na Daleki Wschód. Jak wynika ze sprawozdania Ligi Narodów, do Argentyny przybywają kobiety przedewszystkiem z Polski, Francji i Włoch. Na Kubę – z Francji i Hiszpanji, na Wschód – Rumuniji, Polski i Grecji. W dawniejszych latach znacznym „odbiorcą” były także Stany Zjednoczone Ameryki Półn. Ostatnio podobno ograniczenia immigracyjne zmniejszyły ten napływ młodych prostytutek.

Osławiona Argentyna.

Na specjalną uwagę jednak społeczeństwa polskiego winna zasługiwać Argentyna, w której grasują potężne organizacje handlarzy kobietami, Żydów z Polski. Organizacje te operują miljonowemi sumami i posługują się metodami wręcz terorystycznemi. Przy rewizji znaleziono u jednego z takich handlarzy 348 tysięcy pesetów, biżuterji na sumę 30 tysięcy i złoty medal „Varsovia”. Słusznie pisał „Kurjer Warszawski” (na marginesie nowej książki o prostytucji w Argentynie, pióra wyższego urzędnika policji argentyńskiej), że wytępienie tych band na naszym gruncie posiada nawet „narodowe znaczenie”. „Dość powiedzieć – pisze K. W. – że centralna ich organizacja nazywała się „Varsovia”, co dopiero dzięki interwencji polskiego posła w Argentynie zostało zmienione, a nasze dobre imię to plugastwo, w najokropniejszych sferach żydowskich łódzkich i warszawskich się lęgnące, taki cień rzuciło, że w Argentynie oznacza się powszechnie sutenerów mianem „polacos”… – „…Dochodzimy do przekonania, że tylko środki najostrzejsze mogłyby dać rezultaty… Jeśli jest mowa o humanitarności względem przestępców, to w każdym razie nie tu. W tym wypadku humanitarność musi zalecać stryczek…” – kończy „Kurjer Warszawski”.

Powodzenie walki z handlem żywym towarem zależy przedewszystkiem od należytego uświadomienia społeczeństwa i podniesienia poziomu moralności. Źródłem bowiem wszystkiego, nawet kryzysu ekonomicznego, nie jest nic innego, jak właśnie coraz wieksze oddalanie się ludzkości od zasad etyki chrześcijańskiej. Stanowczo zbyt mało się u nas wie o handlu kobietami. Jeszcze przed kilkoma laty słowa „prostytucja” i „domy publiczne” były czemś tak nieprzyzwoitem, że nie wolno było o niem niemal głośno mówić. Dziś już tak nie jest. Mówi się o tych sprawach otwarcie, rozumiejąc dobrze, że przemilczając pewne zło tylko się to zło wspomaga. Dużą zasługę w tym względzie położyło

i nasze duchowieństwo, które potrafiło wytłumaczyć szerokim masom, że pruderja w danym wypadku jest egoizmem i że przeciwnie, należy całej sprawie nadać jak najwięcej rozgłosu, by wywołać protest i bunt samego społeczeństwa przeciwko zgniliźnie moralnej i wybujałemu materializmowi, tym dwom głównym sprężynom handlu żywym towarem i prostytucji. Dzięki zarządzeniom episkopatu Polski zostało ostatnio rozesłanych do wszystkich parafij na terenie całej Rzeczypospolitej przeszło 15.000 ulotek Komitetu Walki z Handlem Kobietami i Dziećmi, ostrzegających społeczeństwo przed tym procederem. Liczni księża wygłaszają w wielu miejscowościach specjalne wykłady.

Miejmy nadzieję, że następny raport z Polski na rok 1935/36 do Ligi Narodów wykaże znaczny postęp w dziedzinie walki z handlem kobietami. By ta nadzieja stała się rzeczywistością, musimy jednakże czemprędzej stworzyć jeden wielki, zwarty front pod hasłem: „Precz z handlem żywym towarem w Polsce!”

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Close